Wirydianna z Radolińskich, herbu Leszczyc primo voto Kwilecka secundo
voto Fiszerowa (1761-1826) pozostawiła po sobie bardzo ciekawy pamiętnik, w
której czytelnik czerpie wiadomości na temat życia w Polsce na przełomie XVIII
i XIX wieku. Autorka wspomnień była najstarszą córką Józefa Radolińskiego
(zm. 1781), chorążego i podkomorzego wschowskiego oraz Katarzyny Raczyńskiej
(1744-1792), a siostrą Katarzyny Chłapowskiej i Antoniny Breza.

Swoje wspomnienia z życia spisała mając
sześćdziesiąt dwa lata. Dotyczą one jej dzieciństwa, młodości, historii jej
najbliższych, zawieranych małżeństw, ale oprócz życia prywatnego mamy tu także
do czynienia z opisem sceny ówczesnej sceny politycznej, a z naszej perspektywy
– historycznej – ziem polskich. Osobiście znała Tadeusza Kościuszkę, była nim
oczarowana i darzyła skrywanym uczuciem, przebywając w Warszawie, jako
obserwatorka uczestniczyła w obradach Sejmu Czteroletniego, dyskutowała z
posłami i senatorami na warszawskich salonach i pomagała pisać im przemowy.
Poznała przebywającego w Warszawie Ludwika XVIII, opowiada o Stanisławie
Auguście Poniatowskim, Dąbrowskim, Wybickim, ks. Poniatowskim, Napoleonie. Przeżyła
trzy rozbiory Polski i łączące się z nimi zbrojne wystąpienia. Wirydianna z
tego względu, że pochodziła z Wielkopolski, mocno interesuje się jej
dziejami.
Bardzo interesującą stronę stanowią jednak
zapiski dotyczące życia prywatnego, w których Wirydianna stara się obiektywnie
oceniać swoją rodzinę i własne postepowanie. Niektóre wydarzenia mogą nas
szokować, jak to, że matka Autorki – Katarzyna wyszła za mąż w wieku 12 lat i
15 dni, czyli w wieku określonym, jako najniższa granica dla ślubów pilnych
przez kościół. A wyszła za mąż za mężczyznę dobiegającego czterdziestki, sama
została wdową osiągając ten wiek. Co więcej, Wirydianna była najstarsza z
rodzeństwa, ale przyszła na świat jako czwarta z rzędu, kiedy matka ukończyła
dopiero osiemnaście lat. Najmłodsza Antonina była dziewiątym dzieckiem
Radolińskich. Katarzyna oddawała dzieci swojej matce na wychowanie, która
niespełna w rok po śmierci pierwszego męża, za radą znajomych, wyszła ponownie
za mąż, za pijaka i obiboka, któremu urodziła pięcioro dzieci (wszystkie
umierały po rozwiązaniu). W ogóle doszłam do wniosku, że kobiety miały nie
lekki żywot. Musiały tolerować mężowskie pijackie awantury i kochanki,
przyjmować do łóżka, rodzić niezliczona ilość dzieci i cierpieć z bólu, kiedy
umierały. A poza tym wychowanie i edukacja to kolejna sprawa. Trudno było
trafić na porządną guwernantkę.
Wirydianna opisuje życie codzienne w
Chobienicach, majątku drugiego męża babki wojewody Mielżyńskiego, gdzie
mieszkano „jak w psiarni”. Oprócz wojewody i babki mieszkali tu siostra
babki z dwiema córkami i synem oraz własną służbą; dwóch bratanków Wojewody i
ich nauczyciele; Wirydianna i Katarzyna pod opieką księdza Perettiego, garbatej
kuzynki pełniącej funkcję guwernantki, nauczyciela muzyki i dwóch dziewczyn
służebnych; ciotka Estera, która miała przy sobie pannę służącą, warszawskiego
fryzjera; kapelan domowy, osiemdziesięcioletni jezuita, dawny guwerner
wojewody, wikary parafialny, prawdziwy chłop w sutannie, spowiednik babki oraz
liczni goście, którzy tu przybywali, a także szpak, mops i sfora psów
myśliwskich. Mozaika niesamowita.
Wirydianna wyszła po raz pierwszy za mąż w wieku
dwudziestu sześciu lat za Antoniego Kwileckiego (zm. 1814), ale nie trafiła
zbyt dobrze. Często była ofiarą scen, awantur i pijackich kłótni, a jak sama
donosi, kiedyś uderzył ją tak mocno, że omal nie poroniła. Co dzień między
godziną czwartą i piątą widziałam, jak wnoszono mego męża na drugie piętro, i
składano go na kanapie. Zjawiał się dopiero dnia następnego. Do południa był
trzeźwy i zajmował się bardzo umiejętnie sprawami majątkowymi. Podczas obiadu w
południe pił bardzo mało, ale nigdy nie zapomniał mi tłumaczyć, jak ważne
sprawy ma do załatwienia, jak gdybym nie znała dalszego rozkładu tego dnia. (s. 225). Mieli dwoje dzieci
Ninę (Annę) i Józefa. Oczywiście mąż miał kochanki, a za plecami Wirydianny
rozpowiadał o rychłym rozwodzie. Kobieta wyjechała, więc z dziećmi do Warszawy,
a mimo to jak pisze nadal przyjmowała męża w pokoju i łóżku. Jak pisze, przyjmowałam go, bo
przy całej mojej inteligencji głupia pozostałam przez całe życie i nigdy nie
umiałam się oprzeć, kiedy mną rozporządzano bez pytania (s.239). O
drugim mężu, generale Stanisławie Fiszerze (zm. 1812), który był młodszy od
niej o siedem lat, przy którym właściwie straciła majątek, choć z racji pozycji
męża (szef sztabu Księstwa Warszawskiego) była w środowisku ceniona i
szanowana, również wypowiada się czasami niepochlebnie. Fiszer też miał
kochanki i urągał jej niejednokrotnie.
Wirydianna opowiada również o losach członków
najbliższej rodziny: siostrach, wuju Kazimierzu Raczyńskim, który zakupił
Rogalin i wybudował tam pałac; skwaśniałej ciotce Esterze, losach swoich
dzieci, którymi jako matka też się za bardzo nie interesowała. Przykładowo
wyjechała na dziewięć miesięcy do Paryża, pozostawiając dzieci w Warszawie.
Pisze o romansach, zdradach, upodleniach kobiet, opisuje środowisko salonów i
życie na prowincji, zarządzaniu majątkami i ich utracie. Wirydianna była
świetną obserwatorką. Nie bała się pisać o rozpowszechnionym wówczas pijaństwie
mężczyzn. Niepozbawiona była też samokrytycyzmu.
Wspomnienia są bardzo interesujące. Pisane po
francusku zostały przełożone na język polski przez Edwarda Raczyńskiego,
prezydenta RP na uchodźctwie. Pamiętnik Wirydiany Fiszerowej szczęśliwie
zachował się w rodzinnym archiwum Dobiesława Kwileckiego, który udostępnił go
historykowi Adamowi M. Skałkowskiemu. Pierwodruk oryginału w języku francuskim
miał miejsce w „Przeglądzie Humanistycznym” z roku 1934 (seria II, tom 11). Warto.
Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw ciekawych, poważnych i błahych, z fr. przeł. Edward Raczyński, przedmowa J.Jasnowski, wydawnictwo Świat Książki, okładka twarda, Warszawa 1998, stron 431.