Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raczyńscy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raczyńscy. Pokaż wszystkie posty

17 maja 2018

Kamila Kłudkiewicz, Wybór i konieczność. Kolekcje polskiej arystokracji w Wielkopolsce na przełomie XIX i XX wieku.



Kamila Kłudkiewicz, Wybór i konieczność. Kolekcje polskiej arystokracji w Wielkopolsce na przełomie XIX i XX wieku, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, seria Historia Sztuki nr 41, Wydawnictwo Naukowe 2016, okładka miękka, stron 400.

Bibl. Muz.

16 maja 2017

Zofia Wojtkowska, Wiek ambasadora. Opowieść o życiu Edwarda Raczyńskiego.



Nakładem wydawnictwa Iskry ukazała się biografia Edwarda Bernarda Raczyńskiego (1891-1993) autorstwa Zofii Wojtkowskiej. To opowieść, która powstała głownie na bazie rękopisów odnalezionych w archiwach oraz wspomnień, listów i dzienników Edwarda Raczyńskiego i osób mu znanych oraz jego rodziny. Jak sama autorka przyznaje wielką rolę w powstaniu książki odegrały rozmowy i materiały udostępnione przez córki Edwarda Raczyńskiego: Katarzyny Raczyńskiej i Wirydiannie z Raczyńskich Reyowej. Autorka korzystała również z zachowanych materiałów audiowizualnych i internetowych oraz wykorzystała rozmowy przeprowadzone z córkami Raczyńskiego oraz Xawerym Reyem, Eugeniuszem Smolarem, Adamem Michnikiem i Aleksandrą Podhorecką. 


Wiek ambasadora, to opowieść, która mogłaby posłużyć za kanwę scenariusza filmowego. Edward Bernard Raczyński miał życie długie, obfitujące w radości i osobiste tragedie, a w sprawach zawodowych cechujące się interesującą i wyczerpującą karierą dyplomaty. Autorka przedstawia życie Raczyńskiego w sposób chronologiczny, a sprawy prywatne przeplatają się w książce z tymi zawodowymi. Powraca do korzeni rodzinnych Edwarda, wychowania i wpojonych przez rodziców zasad, zawartych przyjaźni, romansu z mężatką.


Przedstawia tragiczne koleje losu małżeństwa z Joy Markham, poślubioną w 1925 roku, która zmarła w 1931 roku. Zaledwie siedemnaście miesięcy po śmierci pierwszej żony, Edward zawarł 25 sierpnia 1932 roku drugi związek małżeński z Cecylią z Jaroszyńskich. Na świat przyszły kolejno córeczki: Wanda (1933-2016), Wirydianna (ur. 1935) i Katarzyna (ur. 1939). Cecylia była kobietą wielkiego charakteru i nigdy nie próbowała wysuwać się przed swojego męża, którego właściwie w domu za wiele nie było.  Jestem pełna podziwu i szacunku wobec jej postawy i charakteru. W wieku stu lat Raczyński poślubił Anielę Mieczysławską (1910-1998), swoją partnerkę od ponad trzydziestu lat. Od czasów II wojny światowej była w separacji ze swoim pierwszym mężem, potem miała rozwód cywilny, ale powtórny ślub kościelny był możliwy dopiero po jego śmierci. Poznał ją w Nowym Jorku w 1951 roku, gdy pojechał tam, aby ratować wzrok.  Po powrocie do domu Raczyński przyznał się swojej żonie do nowej miłości. Cecylia zniosła brzemię ze stoickim spokojem i nadal poświęcała się dzieciom i mężowi. Z biegiem miesięcy podupadała jednak na zdrowiu, a zmarła 30 października 1962 roku. Zaledwie kilka tygodni później Aniela przeniosła się na stałe z Nowego Jorku do Londynu. 


Autorka opisuje życie rodzinne oraz choroby, które gnębiły Raczyńskiego z przepracowania i ciągłego stresu. Dokonuje charakterystyki jego osobowości. Dowiedzieć się można między innymi, że Raczyński nie znosił długich, jałowych rozmów, uznając je za stratę czasu. Opisuje stosunki Raczyńskiego z dziećmi na przestrzeni lat i życie codzienne w  domu, który otwarty był dla gości. 

Zofia Wojtkowska przedstawia karierę dyplomatyczną Edwarda Raczyńskiego i jego zabiegi czynione na rzecz sprawy polskiej podczas II wojny światowej oraz w czasach komunistycznych. Od 1934 aż do cofnięcia uznania rządowi RP na uchodźstwie przez rząd brytyjski 5 lipca 1945, hrabia pełnił funkcję ambasadora RP w Londynie. W latach 1941–1943 był ministrem spraw zagranicznych, a w latach 1979–1986 prezydentem na uchodźstwie. Raczyński  osobiście między innymi redagował oświadczenie Rządu II Rzeczypospolitej na Uchodźstwie po odkryciu w 1943 roku grobów w Katyniu oraz wysłał prośbę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o wyjaśnienie zbrodni. W lutym 1990 roku odwiedził go premier Tadeusz Mazowiecki, którzy przywiózł w prezencie polski paszport. Raczyński nigdy nie poprosił o obywatelstwo brytyjskie. Przed setnymi urodzinami uporządkował sprawy w Polsce. Pod koniec 1990 roku założył Fundację im. Raczyńskich w Poznaniu i przekazał jej pałac i park w Rogalinie, Galerię Rogalińską przy Muzeum Narodowym oraz przysługujące mu prawa do majątku ziemskiego otaczającego pałacu i parku rogalińskiego. Wszystkie córki zgodziły się wówczas z decyzją ojca.


Biografia napisana jest stylem właściwym dla niejednej powieści, stąd czyta się bardzo dobrze. Autorka jednak nie ustrzegła się na początku błędów merytorycznych. Szkoda, że nie pokusiła się o konsultację, potwierdzenie zasłyszanych „plotek” w naukowych opracowaniach. Pani Zofia Wojtkowska twierdzi między innymi, że Adam Krasiński, wnuk Zygmunta, nie był chory na gruźlicę i że zmarł w 1907 roku przewróciwszy się na jakimś włoskim dworcu, w dodatku miał zatruć się rybą. Nawet w internetowym PSB czy Wikipedii podane są rzeczywiste informacje, że Adam Krasiński zmarł 17 stycznia 1909 roku w kurorcie Ospedaletti prawdopodobnie na niewydolność nerek lub na potyfusowe zatrucie krwi. Był chory na gruźlicę. Po Adamie ordynatem na Opinogórze został kolejno nie Edward Krasiński z Radziejowic, tylko jego ojciec Józef Krasiński, najstarszy syn Adama Henryka Krasińskiego i Karoliny z Mycielskich. Edward przejął ordynację po ojcu. Jednym z powodów wyjazdu z Warszawy do Zakopanego Róży z Potockich Krasińskiej, wdowie po Władysławie, były naciski ze strony Ludwika Krasińskiego, wdowca po Elizie z Branickich Krasińskich, aby go poślubiła. Róża nie zgodziła się i wraz z dziećmi opuściła dom przy Krakowskim Przedmieściu, mimo, że należał do jej małoletniego syna. Ludwik ograniczył jej sytuację pod względem finansowym, dlatego też mieszkała w Zakopanem z dziećmi w „skromnych” warunkach. Po pewnym czasie sytuacja się unormowała, a jak wiadomo Ludwik poślubił Magdalenę z Kieżgajłło – Zawiszów. Dodać jeszcze należy, że małżeństwo Róży z Potockich i Władysława Krasińskiego zostało zaaranżowane przez matki, rodzone siostry, Katarzynę z Branickich Potocką i Elżbietę z Branickich Krasińską. 


W książce nie ma przypisów, jest jednak dodana bibliografia oraz indeks osób. Na uwagę zasługują archiwalne zdjęcia Edwarda Raczyńskiego i jego rodziny w większości pochodzące z archiwum Katarzyny Raczyńskiej.  Warto przeczytać.




Zofia Wojtkowska, Wiek ambasadora. Opowieść o życiu Edwarda Raczyńskiego, Wydawnictwo Iskry, wydanie 2017, okładka twarda z obwolutą, stron 292.

7 lipca 2013

Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw ciekawych, poważnych i błahych.

Wirydianna z Radolińskich, herbu Leszczyc primo voto Kwilecka secundo voto Fiszerowa (1761-1826) pozostawiła po sobie bardzo ciekawy pamiętnik, w której czytelnik czerpie wiadomości na temat życia w Polsce na przełomie XVIII i XIX wieku.  Autorka wspomnień była najstarszą córką Józefa Radolińskiego (zm. 1781), chorążego i podkomorzego wschowskiego oraz Katarzyny Raczyńskiej (1744-1792), a siostrą Katarzyny Chłapowskiej i Antoniny Breza. 

Swoje wspomnienia z życia spisała mając sześćdziesiąt dwa lata. Dotyczą one jej dzieciństwa, młodości, historii jej najbliższych, zawieranych małżeństw, ale oprócz życia prywatnego mamy tu także do czynienia z opisem sceny ówczesnej sceny politycznej, a z naszej perspektywy – historycznej – ziem polskich. Osobiście znała Tadeusza Kościuszkę, była nim oczarowana i darzyła skrywanym uczuciem, przebywając w Warszawie, jako obserwatorka uczestniczyła w obradach Sejmu Czteroletniego, dyskutowała z posłami i senatorami na warszawskich salonach i pomagała pisać im przemowy. Poznała przebywającego w Warszawie Ludwika XVIII, opowiada o Stanisławie Auguście Poniatowskim, Dąbrowskim, Wybickim, ks. Poniatowskim, Napoleonie. Przeżyła trzy rozbiory Polski i łączące się z nimi zbrojne wystąpienia. Wirydianna z tego względu, że pochodziła z Wielkopolski, mocno interesuje się jej dziejami. 

Bardzo interesującą stronę stanowią jednak zapiski dotyczące życia prywatnego, w których Wirydianna stara się obiektywnie oceniać swoją rodzinę i własne postepowanie. Niektóre wydarzenia mogą nas szokować, jak to, że matka Autorki – Katarzyna wyszła za mąż w wieku 12 lat i 15 dni, czyli w wieku określonym, jako najniższa granica dla ślubów pilnych przez kościół. A wyszła za mąż za mężczyznę dobiegającego czterdziestki, sama została wdową osiągając ten wiek. Co więcej, Wirydianna była najstarsza z rodzeństwa, ale przyszła na świat jako czwarta z rzędu, kiedy matka ukończyła dopiero osiemnaście lat. Najmłodsza Antonina była dziewiątym dzieckiem Radolińskich. Katarzyna oddawała dzieci swojej matce na wychowanie, która niespełna w rok po śmierci pierwszego męża, za radą znajomych, wyszła ponownie za mąż, za pijaka i obiboka, któremu urodziła pięcioro dzieci (wszystkie umierały po rozwiązaniu). W ogóle doszłam do wniosku, że kobiety miały nie lekki żywot. Musiały tolerować mężowskie pijackie awantury i kochanki, przyjmować do łóżka, rodzić niezliczona ilość dzieci i cierpieć z bólu, kiedy umierały. A poza tym wychowanie i edukacja to kolejna sprawa. Trudno było trafić na porządną guwernantkę.

Wirydianna opisuje życie codzienne w Chobienicach, majątku drugiego męża babki wojewody Mielżyńskiego, gdzie mieszkano „jak w psiarni”.  Oprócz wojewody i babki mieszkali tu siostra babki z dwiema córkami i synem oraz własną służbą; dwóch bratanków Wojewody i ich nauczyciele; Wirydianna i Katarzyna pod opieką księdza Perettiego, garbatej kuzynki pełniącej funkcję guwernantki, nauczyciela muzyki i dwóch dziewczyn służebnych; ciotka Estera, która miała przy sobie pannę służącą, warszawskiego fryzjera; kapelan domowy, osiemdziesięcioletni jezuita, dawny guwerner wojewody, wikary parafialny, prawdziwy chłop w sutannie, spowiednik babki oraz liczni goście, którzy tu przybywali, a także szpak, mops i sfora psów myśliwskich. Mozaika niesamowita. 

Wirydianna, autor nieznany
Wirydianna wyszła po raz pierwszy za mąż w wieku dwudziestu sześciu lat za Antoniego Kwileckiego (zm. 1814), ale nie trafiła zbyt dobrze. Często była ofiarą scen, awantur i pijackich kłótni, a jak sama donosi, kiedyś uderzył ją tak mocno, że omal nie poroniła. Co dzień między godziną czwartą i piątą widziałam, jak wnoszono mego męża na drugie piętro, i składano go na kanapie. Zjawiał się dopiero dnia następnego. Do południa był trzeźwy i zajmował się bardzo umiejętnie sprawami majątkowymi. Podczas obiadu w południe pił bardzo mało, ale nigdy nie zapomniał mi tłumaczyć, jak ważne sprawy ma do załatwienia, jak gdybym nie znała dalszego rozkładu tego dnia. (s. 225). Mieli dwoje dzieci Ninę (Annę) i Józefa. Oczywiście mąż miał kochanki, a za plecami Wirydianny rozpowiadał o rychłym rozwodzie. Kobieta wyjechała, więc z dziećmi do Warszawy, a mimo to jak pisze nadal przyjmowała męża w pokoju i łóżku. Jak pisze, przyjmowałam go, bo przy całej mojej inteligencji głupia pozostałam przez całe życie i nigdy nie umiałam się oprzeć, kiedy mną rozporządzano bez pytania (s.239).  O drugim mężu, generale Stanisławie Fiszerze (zm. 1812), który był młodszy od niej o siedem lat, przy którym właściwie straciła majątek, choć z racji pozycji męża (szef sztabu Księstwa Warszawskiego) była w środowisku ceniona i szanowana, również wypowiada się czasami niepochlebnie. Fiszer też miał kochanki i urągał jej niejednokrotnie. 

Wirydianna opowiada również o losach członków najbliższej rodziny: siostrach, wuju Kazimierzu Raczyńskim, który zakupił Rogalin i wybudował tam pałac; skwaśniałej ciotce Esterze, losach swoich dzieci, którymi jako matka też się za bardzo nie interesowała. Przykładowo wyjechała na dziewięć miesięcy do Paryża, pozostawiając dzieci w Warszawie. Pisze o romansach, zdradach, upodleniach kobiet, opisuje środowisko salonów i życie na prowincji, zarządzaniu majątkami i ich utracie. Wirydianna była świetną obserwatorką. Nie bała się pisać o rozpowszechnionym wówczas pijaństwie mężczyzn. Niepozbawiona była też samokrytycyzmu.

Wspomnienia są bardzo interesujące. Pisane po francusku zostały przełożone na język polski przez Edwarda Raczyńskiego, prezydenta RP na uchodźctwie. Pamiętnik Wirydiany Fiszerowej szczęśliwie zachował się w rodzinnym archiwum Dobiesława Kwileckiego, który udostępnił go historykowi Adamowi M. Skałkowskiemu. Pierwodruk oryginału w języku francuskim miał miejsce w „Przeglądzie Humanistycznym” z roku 1934 (seria II, tom 11). Warto.


Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw ciekawych, poważnych i błahych, z fr. przeł. Edward Raczyński, przedmowa J.Jasnowski, wydawnictwo Świat Książki, okładka twarda, Warszawa 1998, stron 431.

25 czerwca 2013

Edward Raczyński, Pani Róża z domu Potocka, synowa Zygmunta Krasińskiego, potem Edwardowa Raczyńska.

O Róży z Potockich primo voto Krasińskiej secundo voto Raczyńskiej (1849 - 1937) opowiada jej syn Edward Raczyński (1891 -1993). Nie czyni jednak tego w sposób zadowalający czytelnika. Stworzony został bowiem wizerunek matki, pozbawionej wad i popełnionych błędów, zawsze wiedzącej, co ma robić w życiu, pewnej, świadomej, obraz za bardzo moim zdaniem wygładzony, wyczyszczony, wyidealizowany. Jeżeli więc, ktoś spodziewa się tu oceny obiektywnej, ten się od razu rozczaruje. W dodatku sam piszący przyznaje, że książkę oparł w głównej mierze na swoich wspomnieniach i nie pokusił się nawet o dobrnięciu do archiwalnych źródeł. Rozumiem oczywiście, że korespondencję i innego typu dokumenty w większej mierze pochłonęła zawierucha wojenna, ale dla chcącego to zawsze nic trudnego. Książka jest więc mało przekonująca, choć wierzę w to, co zresztą potwierdza również w swojej książce Pani na Złotym Potoku. Opowieść o Marii z Krasińskich Raczyńskiej Magdalena Jastrzębska, że Pani Róża była kobietą silną, o poczciwym charakterze, niepozbawionym cnót i wiedziała, co należy czynić w chwilach kryzysu na przykład ratować spuściznę drugiego męża, którego lekkoduchostwo doprowadziło majątek Raczyńskich na skraj przepaści. O ile jednak Edward Raczyński twierdzi, że jego matka padła ofiarą intrygi Marylki Krasińskiej, która miała jego zdaniem rzucić się biednemu Edwardowi (ojcowi piszącego) na szyję z wyznaniem miłości i ten po prostu nie miał wyjścia i poślubił ją, o tyle Jastrzębska na podstawie źródeł ukazuje prawdziwe zawiłości i konflikty między Różą Potocką a Marią Krasińską. Zresztą Marylka wprost jest nazywana przez Autora książki histeryczką, osobę chorą nerwowo i bez wnikania w przyczynę tegoż stanu - morfinistką. Dlatego też, aby poznać obiektywna prawdę, koniecznie musicie przeczytać Panią na Złotym Potoku…
 
Róża Raczyńska
Warto również wspomnieć, że pierwszym mężem Róży poślubionym w 1868 roku był syn Zygmunta Krasińskiego, a jej kuzyn, Władysław. Autor książki pisze, że o chorobie Władysława (gruźlica) Róża dowiedziała się już po zaręczynach i nawet chciała zrezygnować, acz ojciec nie pozwolił. Poza tym pierwsze małżeństwo zdaniem Edwarda Raczyńskiego miało być jedynie pasmem męczarni. Urodziło im się troje dzieci: Adam (zmarł bezpotomnie w 1909) oraz Elżbietę (poślubiła Jana Tyszkiewicza, z którym miała czworo dzieci) i Zofię (zmarła, jako panna w młodym wieku). A że dzieci były chorowite po ojcu, to wraz z nimi za radą Tytusa Chałubińskiego Róża przeniosła się do Zakopanego, gdzie mieszkała kolejne prawie jedenaście lat. Edwarda Raczyńskiego poślubiła w 1886 roku, zamieszkała w Rogalinie i miała z nim dwóch synów: Rogera (1889-1945) i Edwarda (piszącego). W Rogalinie też zmarła w wieku 88 lat.

Edward Raczyński
Z mojego punktu widzenia najbardziej wartościowe są wspomnienia z dzieciństwa samej Róży Potockiej spisane, gdy była już w sędziwym wieku. Mowa w nich o metodach wychowawczych stosowanych przez rodziców Katarzynę i Adama Potockich wobec dzieci, podróżach, nauczycielach i życiu codziennym arystokratycznej rodziny. Z drugiej strony wartością samą w sobie jest również oddanie głosu tym, którzy znali Różę. Oczywiście owe wspomnienia zostały dobrane skrzętnie i nie ma w nich nic, co zakłóciłoby idealny wizerunek matki Autora książki. Trzecią dla mnie ważną sprawą są zapiski dotyczące rodziny Krasińskich i Opinogóry.

Niemniej należy poznać nawet rodzinny, subiektywny punkt widzenia w interesującym temacie. Zaznaczam na koniec jeszcze, że do książki dołączono czarno – białe ilustracje oraz indeks osób.

Pałac w Rogalinie widziany z lotu ptaka - źródło



Edward Raczyński, Pani Róża z domu Potocka, synowa Zygmunta Krasińskiego, potem Edwardowa Raczyńska, wydawnictwo LTW, wydanie 2009, oprawa twarda, stron 188.

Muzeum - Pałac w Rogalinie 

25 kwietnia 2013

Magdalena Jastrzębska, Pani na Złotym Potoku. Opowieść o Marii z Krasińskich Raczyńskiej.

Wielbicieli biografii osób żyjących w XIX wieku oraz życia codziennego polskich arystokratycznych sfer ucieszy zapewne fakt, że ukazała się książka autorstwa Magdaleny Jastrzębskiej opowiadająca o Marii Beatrix z Krasińskich Raczyńskiej (1850- 1884). Bohaterka książki Pani na Złotym Potoku to córka poety doby romantyzmu Zygmunta i Elizy z Branickich Krasińskich, mieszkańców pobliskiej z mojej perspektywy Opinogóry. Świadomość tego, że jako dziecko przebywała w Opinogórze, a potem niejednokrotnie ją odwiedzała i spacerowała parkowymi alejkami, spowodowało to, że do historii jej życia podeszłam nazbyt emocjonalnie. To tu w podziemiach kościoła spoczywają prochy jej ojca i braci. Nie zapominam przy tym również o blisko położonym Krasnem, gdzie w kościele spoczywają prochy jej matki Elizy z Branickich Karsińskiej oraz jej wuja, a potem ojczyma Ludwika Krasińskiego. Z drugiej strony podziwiam upór Marii Beatrix, ambicję, nietuzinkowe zainteresowania jak na młodą kobietę wywodzącą się z arystokratycznych sfer i podkreślanie swojej polskości objawiające się w różnych sytuacjach. Przykładowo nawet przebywając w Paryżu posyłała po polskie toalety, aby wspierać rodzimy przemysł.


Przyznać trzeba, że Magdalena Jastrzębska spędziła nie mało czasu na poszukiwaniach wszelkich źródeł dotyczących Marii Raczyńskiej. Jak sama we wstępie przyznaje, materiały do książki zbierała przez kilka lat dociekliwie studiując tło obyczajowe i kulturowe II połowy XIX wieku, przeglądając pozytywistyczną prasę i dokumenty w archiwach. Do niektórych dokumentów zniszczonych podczas II wojny światowej, a mających wpływ na poszerzenie wiadomości o życiu pierwszej hrabiny Raczyńskiej, nikt już jednak nie dotrze. Do zdobycia niezbędnej wiedzy Autorka osobiście poznała miejsca związane z Marią Beatrix: Opinogórę, Krasne, Rogalin, Złoty Potok. Ten ostatni stanowił wiano posagowe bohaterki książki i to z nim wiązały się jej najpiękniejsze wspomnienia rodzinne. 

s.102// Intercyza przedślubna Marii Krasińskiej i Edwarda Raczyńskiego, pierwsza strona dokumentu ze zbiorów Archiwum w Złotym Potoku

Maria Beatrix zmarła mając zaledwie 34 lata, a mimo to jej życie nie było wolne od trosk i smutnych zdarzeń. Przeżyła śmierć rodziców i trojga rodzeństwa, przez mężczyznę utraciła przyjaźń swojej szwagierki Róży, była niezbyt lubiana przez bywalców salonów i ze względu na indywidualny sposób zachowania określana, jako histeryczka i kobieta szalona, co więcej nie znalazła również szczęścia w małżeństwie, podupadła na zdrowiu, dała się omamić wynalazkom medycznym i w dodatku zmarła w dość niewyjaśnionych okolicznościach. Wydaje się jednak, że w życiu bywały chwile, gdy była szczęśliwa. O mało, co nie znalazła się na skandynawskim tronie, uwielbiała zdobywać wiedzę i pisać, choć nie wierzyła w swoje możliwości. Słoneczną iskierką był w jej życiu syn Karol. 


Magdalena Jastrzębska zaprosiła czytelnika w podróż śladami Marii Beatrix. Wraz z Autorką czytelnik ma możliwość odwiedzić miejsca, w których bywała, dowiedzieć się nie tylko o jej życiu, ale również o historii małżeństwa jej rodziców, losach rodzeństwa i najbliższej rodziny nawet po jej śmierci. Autorka znakomicie kreśli ówczesne tło obyczajowe epoki, modę na podróżowanie, stan majątkowy poszczególnych siedzib czy osób. Ciekawostką jest wyszczególnienie wyposażenia i kosztowności, które za sprawą Marii Beatrix pojawiły się w Złotym Potoku w sierpniu 1878 roku.


W książce odnajdziemy fragmenty prowadzonej przez naszą bohaterkę korespondencji. Wielkim atutem wydanej pozycji są również stare fotografie i zdjęcia z archiwum prywatnego Autorki. Plusem są również przypisy, w których Autorka tłumaczy między innymi  kim były wymienione wyżej przez nią osoby. Dość ważną stronę stanowi spis bibliograficzny z uwzględnieniem podziału na materiały archiwalne, źródła drukowane i opracowania.

Książka zasługuje niewątpliwie na uwagę czytelnika. Jest jednak jedno „ale”. Oprawa graficzna zasługuje jak najbardziej na uznanie, ale tego samego nie mogę powiedzieć o korekcie tekstu. Podczas czytania natknęłam się na parę literówek i pomyłkach w datacji. No i najgorsze – przynajmniej tak jest w moim egzemplarzu -: na stronie 160 tekst urywa się raptownie na niedokończonym zdaniu, ba nawet wyrazie. Na kolejnej stronie czytelnik odnajdzie już nowy całkowicie akapit. To jedyne minusy tej pracy, która nie zasłużyła moim zdaniem na takie potraktowanie.



Magdalena Jastrzębska, Pani na Złotym Potoku. Opowieść o Marii z Krasińskich Raczyńskiej, wydawnictwo LTW, Łomianki 2013, oprawa twarda, stron 184.

wirtualnie w Opinogórze (2012)