Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Jastrzębska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Jastrzębska. Pokaż wszystkie posty

17 sierpnia 2017

Magdalena Jastrzębska, Portret Klementyny.



Portret Klementyny to kolejna książka biograficzna autorstwa Magdaleny Jastrzębskiej. Jak sama autorka przyznaje inspiracją do powstania książki stał się jak zwykle portret. Tym razem był to obraz, który powstał w 1804 r. w Dreźnie i został namalowany przez Józefa Grassiego. Portretowaną była Klementyna z Kozietulskich Walicka (1783-1862), żona Józefa Walickiego (1775-1821), starosty mszczonowskiego oraz rodzona siostra Jana Leona Kozietulskiego (1781-1821). 

Magdalena Jastrzębska opierając się na źródłach, szczegółowo przybliża czytelnikowi życie i rodzinę Klementyny z Kozietulskich Walickiej. Bliżej poznać można dzieciństwo Klementyny spędzone w Będzinie. Gdy miała osiemnaście lat poślubiła 18 lutego 1798 r. dziedzica Małej Wsi, Józefa Walickiego, który w chwili ślubu miał 42 lata i był zakochany. Wkrótce na świat przyszło czworo dzieci: Marianna (1801), Antoni (1804), Aleksander (1805) i Józefina (1808). Klementyna i Józef Waliccy mieszkali we wspaniałym pałacu w Małej Wsi pod Grójcem wybudowanym przez Bazylego według projektu Hilarego Szpilowskiego. Autorka skrupulatnie opisuje dzieje rezydencji, architekturę, ogród, wystrój wnętrz oraz panujące w domostwie zwyczaje. Posiadali również dom w Warszawie na ul. Bielańskiej, który stanowił ich miejską rezydencję.


Klementyna była urodziwą, inteligentną i ujmującą dowcipem kobietą, która żywo interesowała się sprawami majątkowymi. Uczestniczyła w życiu towarzyskim i pomagała mężowi w prowadzeniu interesów. Była rozważna, przywiązana do męża, ale niewątpliwie miała na niego duży wpływ w podejmowaniu decyzji. Zaledwie dwa miesiące po narodzeniu ostatniego dziecka mąż Klementyny umiera. Od tej pory Klementyna musi sama radzić sobie z interesami stając się odpowiedzialną za prosperowanie dużego majątku ziemskiego. 


Życie nie szczędziło osobistych tragedii Klementynie. W 1809 r. umiera pięcioletni zaledwie synek Antoś, w 1811  r. umiera dziewięcioletnia córeczka Marianna. W 1821 r. po chorobie zmarł brat Klementyny, Jan Kozietulski. W życiu Klementyny pojawia się jednak mężczyzna – Piotr Wichliński, radca stanu, którego poślubiła po latach znajomości 29 listopada 1827 r. Drugie małżeństwo było również szczęśliwe, a Klementyna dalej gospodarowała w Małej Wsi. Autorka opisuje losy dzieci Klementyny: Aleksandra i Józefy, która wyszła za mąż z miłości za Stanisława Rzewuskiego, syna Wacława i Rozalii z Lubomirskich. Matka i córka przeżyły wielką tragedię, gdy w Krakowie w wyniku epidemii cholery w 1831 r. zmarł Aleksander, a zaledwie parę dni później Stanisław. Klementyna wyjechała wówczas z córką za granicę. Józefa wówczas poznała Zdzisława Zamoyskiego, którego poślubiła we Florencji w 1834 r. po okresie trzyletniej żałoby. W 1855 r. Józefa została jednak po raz drugi wdową, tak samo jak jej matka, która pochowała męża w 1857 r. Autorka charakteryzuje życie Klementyny po śmierci męża, jej kontakty z córką i wnukami. Opisuje ich dalsze losy po śmierci Klementyny 21 grudnia 1862 r. oraz śmierci Józefy w 1880 r.


Autorka przybliża również życie brata Klementyny, słynnego szwoleżera Jana Leona Kozietulskiego, którego niejednokrotnie wspomagała finansowo. Szeroko opisuje życie towarzyskie Księstwa Warszawskiego. Charakteryzuje  ówczesną modę, a na podstawie zachowanych rachunków przedstawia wydatki Klementyny na materiały z przeznaczeniem na suknie, materiały papiernicze czy ozdoby. Z kolei na podstawie rejestru z 1822 r. poznać można, co wchodziło w skład garderoby Klementyny. Bardzo dobrze scharakteryzowana została epoka napoleońska. 

W książce znaleźć można wiele ciekawostek. W l. 30. XIX wieku Klementyna wspomagała się przy czytaniu i pisaniu korespondencji okularami. Starościna w razie potrzeby potrafiła się „odmłodzić” w dokumentach. Gdy w wieku 47 lat brała ślub z 45letnim Piotrem Wichlińskim, w księdze parafialnej odjęła sobie i jakoby miała liczyć 44.

Magdalena Jastrzębska obszernie cytuje zachowaną korespondencję dotyczącą losów Klementyny z Kozietulskich. Książka została zaopatrzona w bogatą bazę ikonograficzną, na którą złożyły się fotografie portretów, listów, grafik, nagrobków czy miejsc związanych z Klementyną i jej bliskimi. Odnaleźć tu można szczegółowy spis bibliograficzny, spis ilustracji oraz indeks osobowy. Treść została opatrzona rozbudowanymi przypisami. Warto zwrócić uwagę, że autorka podążała szlakiem wytyczonym przez bohaterkę jej książki, odwiedzając miejsca z nią związane. To wspaniała opowieść o życiu Klementyny z Kozietulskich primo voto Walickiej, secundo voto Wichlińskiej oraz jej najbliższych. Koniecznie należy zwrócić uwagę.  


Magdalena Jastrzębska, Portret Klementyny, wydawnictwo LTW, wydanie 2017, oprawa twarda, stron 288.


9 lipca 2016

Magdalena Jastrzębska, Panie kresowych siedzib.



Panie kresowych siedzib Magdaleny Jastrzębskiej to książka, która przybliża nam kobiety, ziemianki, arystokratki, które głównie dzięki zawartym małżeństwom związały swoje losy z dworami położonymi na Kresach. W większość dwory i pałace, obecnie w granicach Litwy, Ukrainy i Białorusi,  nie przetrwały do naszych czasów. Zostały splądrowane i spalone w okresie I wojny światowej, rewolucji i bolszewickich napaści. W 1918 roku z Białej Cerkwi do Kijowa ucieka Maria z Branickich Radziwiłłowa; rok 1917 to kres Sławuty; w 1916 roku Julia Z Potockich Branicka na zawsze zmuszona była opuścić Stawiszcze; w 1919 roku spalono Antoniny; w 1918 roku bolszewicy zajęli Białą Cerkiew; a pałac w Młynowie został rozebrany po 1939 roku. Te, które przetrwały przez lata pełniły rolę szkół, mieszkań czy siedzib instytutów. Dzięki staraniom ludzi dobrej woli, po 1990 roku, niektóre zaczęły być restaurowane i udostępniane publiczności. Nigdy jednak nie będzie nam dane wejść w progi prawdziwego dziewiętnastowiecznego domostwa z bogatym wyposażeniem…


Książka Magdaleny Jastrzębskiej stanowi sentymentalny powrót do miejsc, gdzie kultywowano polska tradycję, kulturę i język. Prezentowane kobiety miały ciekawe osobowości, a mimo urodzenia ich losy nie zawsze były tak proste i pełne szczęścia. Przygotowywane były przede wszystkim do zamążpójścia, a małżeństwo było zazwyczaj z góry ustalane przez rodziców bądź opiekunów. Wybór męża nie należał do młodej dziewczyny. Mąż był często starszy od wybranki. Michał Radziwiłł był starszy od Aleksandry ze Steckich o osiemnaście lat; Wacław Hański o ponad dwadzieścia lat od Eweliny z Rzewuskich; Maria z Sapiehów miała siedemnaście lat, gdy została wydana za trzydziestoletniego Stanisława Potockiego. Często nie były to więc szczęśliwe związki. Wspomniana Maria z Sapiehów Potocka żyła z mężem w separacji; Zofia z Jabłonowskich Skarbkowa dopiero po dziesięciu latach starań w atmosferze skandalu uzyskała rozwód i mogła wyjść za mąż za swą wielką miłość Aleksandra Fredrę. Na szczęśliwe małżeństwo wyglądali mieszkający w Stawiszczach na Ukrainie Julia z Potockich i Władysław Branicki. Za udane małżeństwo uważano Marii z Sapiehów i Władysława Branickiego. Eliza z Szembeków z kolei z ochotą miała poślubić właściciela Czarnomina, Mikołaja Czarnomorskiego, którego poznała w Ujściu na Podolu, u swojego brata Józefa Szembeka i szwagierki Józefy z Moszyńskich. Zainteresowanie nauką i pasje artystyczne połączyły Marię z Tyzenhauzów z Aleksandrem Przezdzieckim.


W małżeństwie kobiety spełniały się nie tylko jako żony i matki, ale również jako społecznice, filantropki, fundatorki szpitali, szkół, kaplic. Były dobrymi gospodyniami, zarządczyniami wszystkich dóbr wchodzących w skład majątków, a dzięki poczynionym oszczędnościom i gospodarności niejednokrotnie umiały wyprowadzić ów majątek z długów. Helena z Radziwiłłów i Józef Potoccy rozbudowali Antoniny i wprowadzili liczne udogodnienia: telefon, oświetlenie elektryczne, telegraf, straż ogniową, hotel dla interesantów, ochronkę, aptekę. Antonina z Czackich Krasińska po śmierci męża Jana, nadal mieszkała w Dunajowicach i zarządzała nimi, nawet gdy syn Wincenty osiągnął pełnoletność. Maria z Sapiehów Branicka po śmierci męża w 1884 roku przejęła ster rządów w Białej Cerkwi. Nieco lekkomyślną w wydawaniu pieniędzy, podobnie jak jej mąż, była Maria Róża (Biszetta) z Branickich, która w 1883 roku poślubiła księcia Jerzego Radziwiłła. 

Przedstawione sylwetki kobiece nie posiadają zbyt głębokiego rysu charakterologicznego, ale źródeł za wiele nie ma. Rozdziały są krótkie, ale za to niezwykle fascynujące. Mają przede wszystkim na uwadze pokazanie czytelnikom, że dana postać niegdyś żyła, była, pełniła swoją rolę w środowisku, większą czy mniejszą. Szeroka gama przypisów i dobrze opracowanej bibliografii z podziałem na źródła i opracowania, zaprasza czytelnika do samodzielnego szukania kolejnych informacji zarówno o danej postaci jak i prezentowanym dworze czy pałacu. Zaletą książki jest także bogata baza ilustracyjna. Składają się na nią archiwalne fotografie, ilustracje z czasopism oraz rysunki prezentujące dany obiekt. Niewątpliwie warto przeczytać książkę, bowiem przenosi w świat nam niedostępny i zatracony przez historyczne zawieruchy.


Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie napisała o tym, co mnie dręczy. Mam to szczęście, że moje zainteresowania książkowe w większości pokrywają się obecnie tematycznie z moją pracą. W książce znalazłam wiele inspiracji i poznałam sylwetki osób, które powinnam znać. Nie jestem w stanie określić zgodności merytorycznej wiadomości dotyczących innych rozdziałów. W Paniach kresowych siedzib szczególną uwagę poświęciłam rozdziałowi o Antoninie z Czackich Krasińskiej. Mam uwagi do zdań: Połączyło je jedno – miłość do Wincentego. Antonina kochała go jak matka jedynego syna, Maria jako życiowego wybranka. 12 września 1803 roku nastąpił ślub, a po nim młodzi Krasińscy wyjechali do Francji. (s. 158). Jest mało prawdopodobne, aby Maria kochała męża. Małżonek został jej z góry narzucony i od lat wiedziała kogo ma poślubić. W liście datowanym na 2 sierpnia 1802 roku Maria Urszula donosiła swej przyjaciółce Annie Sapieżynie, córce kanclerza Andrzeja Zamoyskiego, kto został przeznaczony jej na męża. Małżeństwo traktuje jako swój obowiązek. Sądzę, że wkrótce będę mogła coś stanowczego ci donieść, co się tyczy chłopczyka, jak go zawsze jeszcze nazywam. Rzeczy zaczynają się składać - czy na szczęście moje? tego nie powiem, bo niestety! nie wiem - trzeba długich lat, żeby móc powiedzieć w podobnym względzie, że dobrze się stało. O tym tylko zapewnić cię mogę, że puszczam się na to może z chwiejącym się sercem, żadne złudzenie mnie nie omamia, mam oczy otwarte i przewiduję dobrze, że nie wszystko będzie różowem w tej sprawie, ależ trzeba na koniec powiedzieć: Vogue la galére, i raz skończyć.[1] Ślub miał miejsce 13 września 1803 roku, o czym donosi obszerna notatka z tego wydarzenia, jaka ukazała się dnia 16 września 1803 roku w pierwszej kolumnie dodatku Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego: Dnia 13 t.m. wziął ślub w kościele księży Misjonarzów Wincenty Krasiński, powszechnie lubiany młodzieniec, a syn sławnego z mocnej mowy sejmowej i gorliwości o dobro ojczyzny, której nie przeżył, Krasińskiego, starosty opinogórskiego, z księżniczką Marią Radziwiłłówną, pasierbicą JW. Małachowskiego, nie spracowanego marszałka pamiętnego na zawsze Sejmu Czteroletniego. Zabierając się ta piękna para do stanu małżeńskiego dopełniła ściśle starodawnym zwyczajem wszystkich przed- i poślubnych obrządków kościoła rzymskiego, a między innymi kazała ogłosić potrójne zapowiedzi, jedne w kościele na wsi w dobrach dziedzicznych, a drugie w kościele katedralnym i Św. Krzyża w stolicy tutejszej. Prowadzili do ołtarza oblubienicę książę Ludwik Radziwiłł i JP. Karol Czapski, generał, oblubieniec zaś zbliżył się do niego licznym orszakiem przychylnej sobie młodzieży otoczony. Odebrała ta para ślubne pierścionki i błogosławieństwo z rąk JW. Cieszkowskiego, biskupa łuckiego, w obecności JW. Małachowskiego, ojczyma księżniczki, JW. Krasińskiej, matki oblubieńca i licznego grona przyjaciół. Odprowadzali zaś od ołtarza nową mężatkę Stanisław Małachowski, rotmistrz, z Bronikowskim generałem. Po dopełnieniu tego aktu nastąpiła wieczerza na 40 osób w domu JW. Małachowskiego, marszałka.[2] W 1803 roku Wincenty miał 21 lat, Maria Urszula liczyła 25 lat. Małżeństwo z pasierbicą Stanisława Małachowskiego i wnuczką Tomasza Hutten – Czapskiego podniosło majątkowy prestiż Wincentego. moim skromnym zdaniem, było to jednak małżeństwo zawarte z rozsądku. Jeśli chodzi o podróż poślubną, to dopiero w maju 1804 roku Maria i Wincenty Krasińscy wyjechali do wód w Spa, a stamtąd udali się w odwiedziny do Anny i Aleksandra Sapiehów do Paryża.

[1] Cyt. za: J. Falkowski, Obrazy z życia kilku ostatnich pokoleń w Polsce, t. 1, Poznań 1877, s. 202-203.
[2] Dodatek do Gazety Korrespondenta Warszawskiego i Zagranicznego, nr 74, z dnia 16 września roku 1803, piątek, s. 1. Źródło: http://ebuw.uw.edu.pl/dlibra/publication?id=17467&tab=3 (dostęp 11.04.2016).



Magdalena Jastrzębska, Panie kresowych siedzib, wydawnictwo LTW, wydanie 2016, oprawa twarda, stron 280.

1 stycznia 2016

Magdalena Jastrzębska, Listy z Kresów. Opowieść o Józefie z Moszyńskich Szembekowej.




Ostatnią w całości książką przeczytaną w minionym 2015 roku była opowieść biograficzna o Józefie z Moszyńskich Szemebkowej, za która odpowiedzialna jest Magdalena Jastrzębska. To autorka, która od lat odnajduje informacje na temat zapomnianych postaci z przeszłości, skrupulatnie zbiera materiały, segreguje, pracuje na tekstach źródłowych, prowadzi swoiste dochodzenia, poznaje losy danej osoby i najbliższej jej rodziny. Nie inaczej jest tym razem. Dzięki Magdalenie Jastrzębskiej możemy zgłębić koleje życia kobiety pięknej, oddanej i subtelnej. Losy Józefy z Moszyńskich poznajemy dzięki licznej korespondencji, jaka zachowała się do dnia dzisiejszego i skrzętnie skrywana jest w bibliotecznych zbiorach. Jakie skarby kryją nasze Biblioteki Narodowe i muzealne! Ileż jest postaci zapomnianych, uważanych za mało ciekawe, niewybijające się w sferze politycznej i towarzyskiej. Czy trzeba jednak być politykiem i skandalistą, aby móc być przez potomnych docenionym? Czy losy zwykłej kobiety nie mogą być równie ciekawe i interesujące? Magdalena Jastrzębska udowadnia po raz kolejny, że należy zwracać szczególną uwagę właśnie na kobiety, którym w XIX wieku odmawiano prawa do wykształcenia, które były przygotowywane do roli żony i matki, które potem wiernie egzystowały w cieniu swoich mężów, niejednokrotnie prowadzących hulaszczy tryb życia. 


Listy z Kresów prezentują bliżej nieznaną Józefę z Moszyńskich Szembekową. Wraz z upływem stron Józefa staje się czytającemu coraz bliższa. Sprawiają to liczne odniesienia do listów pisanych przez lata jej ręką, głównie do ojca Piotra Moszyńskiego. To w nich pisała o codziennych sprawach, troskach, kłopotach ważnych i błahych, opisywała wydarzenia dnia codziennego. Z biegiem lat listy zaczęły stanowić zapis jej życia od dzieciństwa po starość. Czytelnik obserwuje jak z dziewczynki, Józefa zmienia się w kobietę, żonę, matkę. Można jednak powiedzieć, że urodzoną w 1820 roku w Berszadzie Józefę tak naprawdę życie nie rozpieszczało. Szczęście młodych rodziców Józefy trwało jedynie cztery lata. Los sprawił, że ojciec Józefy – Piotr Moszyński został więźniem politycznym, a następnie został wywieziony na Syberię. Listy szły miesiącami. Józefa z matką zamieszkała w Dolsku, a kilkuletnia rozłąka nie wpłynęła zbyt dobrze na szczęście Moszyńskich. Joanna Moszyńska zdecydowała się na rozwód z mężem i ponownie ułożenie życia z innym mężczyzną. Józia, będąc bardzo majętną jedynaczką, dostała się pod kuratelę ustanowionych opiekunów i wyjechała do majątku Sobańskich, do Ładyżyna. Od tej pory nie miała zbyt dobrego kontaktu z matką, ale stale pisała listy do ojca. Zamieszkała z nim mając już piętnaście lat. Jej młodą towarzyszką została jej równolatka Anna Malinowska, która w parę lat później poślubiła Piotra. Nie wydaje się jednak, że mimo pojawienia się dzieci, było to szczęśliwe małżeństwo. 


Józia, jako młoda, piękna i do tego majętna kobieta miała wielu adoratorów. Korzystając z wolności w wyborze męża, mimo, że duchowo blisko jej było do starszego Romana Sanguszko, poślubiła w 1842 roku Józefa Szembeka.  Józef rzeczywiście był bardzo przystojny, ale uchodził za tak zwanego światowca: wiele podróżował, nie liczył się z wydatkami, bywał na salonach, uprawiał hazard, lubił polowania i nie stronił od towarzystwa kobiet. Efekt był taki, że Józef Szembek nie dbał o powierzony mu poprzez małżeństwo majątek żony. Okazało się, że potrzeba kilkunastu lat, aby przepuścić cały majątek, bezmyślnie stracić fortunę. Józefa nie dbała o sprawy majątkowe, ale odpowiedzialna była za wychowanie synów i pokochała spokojną egzystencję na wsi. Mimo upływu lat wiernie zawsze stała przy boku męża, broniła go w razie potrzeby i nie widziała jego notorycznie powtarzanych błędów. Taka ślepa miłość.  Owszem od czasu do czasu mąż zabierał ją ze sobą. Józia poznała między innymi życie w Paryżu, Odessie, Baden, Krakowie, Warszawie. Bywała na balach i uczestniczyła w spotkaniach towarzyskich; wspierała liczne akcje charytatywne. Nadal utrzymywała kontakty z ojcem i przyrodnim rodzeństwem. Gdy okazało się, że Szembekowie prawie wszystko stracili, nawet ukochane Ujście, Józia nadal wiernie stoi przy boku męża. Umiera w Krakowie w 1897 roku przeżywszy męża o parę lat. 


Oprócz historii Józefy, autorka wiele miejsca poświęca losom Piotra Moszyńskiego, jego żony Anny i dzieci. Gdzieś jednak w tym wszystkim zapodział się Józef Szembek. Wielki utracjusz i hulaka, ale przecież mąż Józefy. Co prawda dowiadujemy się, że pisał listy do żony bardzo rzadko i właściwie się ze sobą rozmijali. To ona dostosowywała wszelkie wyjazdy do jego planów. Z nakreślonego obrazu wynika, że nie był dobrym mężem. Nie do końca mogę zrozumieć postawę Józefy wobec niego. Czasami chciałam krzyknąć „ocknij się kobieto!”. Tak jednak była wychowana, w dodatku doświadczona przez los nie chciała powtarzać błędów nieroztropnej matki. Być może to też wpłynęło na jej prezentowaną przed towarzystwem postawę.


Listy z Kresów to wspaniała lektura, która oddaje klimat epoki. Wędrujemy na Kresy, odwiedzamy wielkie europejskie miasta, posiadłości, poznajemy wady i zalety życia towarzyskiego oraz tego w zaciszu wiejskiej przestrzeni. Atutem wydania jest staranna oprawa graficzna, bogate zasoby starych fotografii rodzinnych, listów i odwiedzanych przez autorkę miejsc związanych z Józefą Moszyńską. Warto wspomnieć o rozbudowanych przypisach. Na końcu odnaleźć można bogaty spis bibliograficzny, indeks osób i spis ilustracji. Książka wzbudza wiele emocji w czytelniku i nie sposób się od niej oderwać. Czytanie takich książek daje wiele satysfakcji.





Magdalena Jastrzębska, Listy z Kresów. Opowieść o Józefie z Moszyńskich Szembekowej, wydawnictwo LTW, wydanie 2015, okładka twarda, stron 256.

24 kwietnia 2014

Magdalena Jastrzębska, Siostry Lachman piękne nieznajome.


Kolejny raz Magdalena Jastrzębska zaskakuje czytelnika i to w sposób dość przyjemny. Oto, bowiem przypomina, czy też może lepiej tu będzie pasować słowo odkrywa, przed nami postacie kobiet zapomnianych i mało znanych. Cóż może mówić nam współczesnym nazwisko Lachman. Owszem, kojarzymy i coś niecoś moglibyśmy powiedzieć na temat niektórych członków wielkich rodów Potockich, Radziwiłłów, Krasińskich, Czartoryskich, Zamoyskich, Lubomirskich. W mniejszym czy większym stopniu zapewne wszyscy czytelnicy słyszeli o nich chociażby na lekcjach historii, ale Lachman?


Autorka opowiada czytelnikowi zawiłą historię rodziny Lachman. Jak tytuł wskazuje koncentruje się na trzech siostrach: Laurze, Lizie i ich przybranej siostrze Konstancji. Dodatkowo jednak mamy możliwość przyswojenia sobie wiadomości o rodzicach sióstr oraz o powiązanych z nimi rodzinach. Wszystkie trzy Lachmanówny były piękne i eleganckie, co też można zauważyć na reprodukcjach obrazów i fotografiach zawartych w książce. Laura i Eliza to córki pułkownika Jerzego Lachmana (ur. 1787), które przyszły na świat w związku z Eleonorą Paszkowską. Konstancja to córka pułkownika i Teresy z Potockich Badeniowej (córka Jana Potockiego), poślubionej przez niego po rozwodzie z pierwszą żoną w roku 1833.


Przed śmiercią Lachman wymógł na Laurze przyrzeczenie, że kiedyś zaopiekuje się najmłodszą siostrą. Laura obietnicę w przyszłości spełniła, a Konstancja między innymi dzięki niej poznała światowe życie. Niemniej na razie młoda Laura (właściwie Eleonora Aleksandra) poślubiła Leona Świeykowskiego herbu Trzaska stając się wielką posiadaczką ziemską, a zaledwie szesnastoletnia Liza (właściwie Elżbieta) wyszła za mąż za Karola Przezdzieckiego. O ile jednak małżeństwo Lizy było zgodne i na swój sposób szczęśliwe, o tyle związek Laury szybko stał się jedynie formalny. W pani Świeykowskiej kochał się lata całe markiz Emmanuel de Noailles, aby w końcu po śmierci jej pierwszego męża, zostać przyjętym. Z kolei Konstancja czekała na oświadczyny mężczyzny, którego kochała dwanaście lat. W wieku 28 lat poślubiła Rogera Raczyńskiego mającego wówczas 42 lata i zamieszkała w Rogalinie pomagając mężowi w pracy naukowej i stając się macochą dla Edwarda. Niestety po dwóch latach małżeństwa Konstancja została wdową, pisze wiersze i organizuje modne wówczas seanse spirytystyczne.


Jak sama autorka podkreśliła we wstępie, w książce zastosowała układ chronologiczno – tematyczny. Opowieści o siostrach i rodzinach przenikają się. W to wszystko autorka wplata również tematykę związaną z powstaniami narodowymi i sprawą polską w oczach cudzoziemców. W książce odnaleźć możemy opowieści dotyczące życia towarzyskiego ówczesnych salonów Paryża i tych miast, gdzie pojawiały się piękne siostry Lachman. Autorka przedstawia także losy dzieci Elizy i Laury oraz pasierba Konstancji. 

Liza z Lachmanów Karolowa Przezdziecka  s. 79

Książka została zaopatrzona w bogatą bazę ikonograficzną. Mamy tu ryciny, fotografie, dokumenty i obrazy z epoki. Znaleźć tu oczywiście można wykaz ilustracji, a także indeks osób i ku mojej wielkiej uciesze - bardzo czytelne i rzetelne zestawienie bibliograficzne. Dodatkowym atutem są również rozbudowane przypisy, w których czytelnik odnajdzie nie tylko odniesienie do materiałów zebranych przez autorkę, ale również wyjaśnienie, co kryje się pod użytymi w tekście pojęciami, nazwami krain historycznych czy kim były dane osoby.


Lektura niebanalna, niesamowita i interesująca. Z pewnością też jest to pozycja obowiązkowa dla miłośników XIX wieku. Jak najbardziej polecam.
 



Magdalena Jastrzębska, Siostry Lachman piękne nieznajome, wydawnictwo LTW, wydanie 2014, okładka twarda, stron 224.

BLOG MAGDALENY JASTRZĘBSKIEJ