26 marca 2026

Natalia Thiel, Kolory tęsknoty.

 


Kolory tęsknoty to druga część opowieści wykreowanej i prowadzonej przez Natalię Thiel. Tytułowe barwy nie odnoszą się tu do konkretnej palety malarskiej, lecz do wszystkich odcieni i płaszczyzn ludzkiego cierpienia oraz niespełnionej miłości.

W drugiej części, rodziny Korbieliczów i Mielewskich próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości po śmierci młodej Amelii. Najbardziej rozpacza Albert, brat Wiktorii oraz matka Luizy i Amelii. W domu Milewskich mieszkają również Franciszek Falski z siostrą Zosią oraz matką, która planuje małżeństwo syna z Luizą - córką Mielewskich. Co prawda, Luiza kocha Franciszka, ale jego serce bije  szybciej na widok pięknej Wiktorii Korbielewiczówny. Franciszek zmuszony jest dokonać wyboru między miłością i szczęściem, a ratowaniem majątku i dobrą pozycję dla siostry i matki, tym co wypada, aby zachować pozory, a tym czego naprawdę pragnie serce. Jego decyzja wpłynie na życie kilku osób i kolejnego pokolenia. Losy Wiktorii i Luizy, dawnych przyjaciółek, poróżnionych przez uczucie do jednego mężczyzny, będą odmienne, ale niestety niewolne od trosk, kłopotów i nieszczęść.

Jakie są więc tytułowe kolory tęsknoty? Tęsknota za bliskimi po śmierci, za utraconymi szansami, za spełnieniem, za życiem w prawdzie, za szczerością, ciepłem i namiętnością w związku, za akceptacją. Czyż można bowiem zapomnieć tak łatwo o miłości, która wydawała się ta jedyną i prawdziwą? Czy można być szczęśliwą/szczęśliwym przy boku innego/innej? Kolejną kwestią są tu niezliczone tajemnice, których brzemię dźwigają bohaterowie. Ma to wpływ na ich zdrowie i emocjonalne zachowania w życiu codziennym. 
 
Tytułowe Kolory tęsknoty to więc całe spektrum trudnych emocji: od żałoby po stracie bliskich, przez żal za zaprzepaszczonymi szansami, aż po głębokie pragnienie życia w prawdzie. To opowieść o szukaniu szczerości, ciepła i namiętności w relacjach, które często okazują się jedynie cieniem tej „jedynej”, utraconej miłości. To rownież poszukiwanie prawdy skrywanej przez bliskich. Kontynuacja warta uwagi, w dodatku nie jest to jeszcze koniec historii.    
 

Natalia Thiel, Kolory tęsknoty, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2026, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 342.

* Odcienie samotności - pisałam na blogu

 

22 marca 2026

Laura Cumming, Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci.

 


Laura Cumming, brytyjska dziennikarka i krytyczka sztuki, napisała fascynującą książkę - esej - o obrazach, patrzeniu, dostrzeganiu tego, co widoczne i tego, co niewidoczne. Przykładowo, w malarstwie holenderskim zima to ruch i detal na lodzie, podczas gdy w sztuce japońskiej to cisza i trwanie. Jej główna teza głosi, że nie ma „obiektywnego” oglądania sztuki. To, co wnosimy do galerii, nasz smutek, zmęczenie czy pośpiech, determinuje to, co dostrzegamy na płótnie. Obrazy oglądamy zawsze w określonym miejscu i czasie. Autorka odrzuca chłodną analizę historyczną na rzecz osobistego przeżycia. Obrazy są dla niej „fragmentami życia” równie powszednimi jak deszcz lub nagłymi jak uderzenie pioruna. To, co widzimy na płótnie, zależy więc od tego, kim jesteśmy w danej chwili.


To książka o malarstwie holenderskim, której głównym bohaterem jest Carel Fabritius. Malarz, który studiował u Rembrandta i którego niektóre obrazy wisiały w pobliskim domu Vermeera, malował portret w swojej pracowni, gdy nastąpił wybuch składu prochu w Delft 12 października 1654 r. W izbie towarzyszyli mu asystent i teściowa. Potężna eksplozja zrównała z ziemią część miasta. Siła wybuchu była porównywalna do „grzyba atomowego”. Artysta został zmiażdżony przez belki stropowe. Znaleziono go żywego pod gruzami po wielu godzinach, jednak zmarł tego samego dnia wieczorem w lecznicy. Miał wówczas trzydzieści dwa lata. Pozostawił po sobie dzieła emanujące pełną napięcia ciszą, co idealnie współgra z tytułowym „gromem” w książce Cumming. Była to detonacja 40 ton prochu strzelniczego, przechowywanego dla obrony miasta w piwnicach dawnego klasztoru i prawdopodobnie podpalonego iskrą, gdy strażnik przekręcił klucz w zardzewiałym zamku lub nieostrożnie machnął latarnią. Zniszczeniu uległo wiele dzieł malarza. 


Niewiele wiadomo o życiu Fabritiusa. Owe zachowane i udokumentowane fakty, autorka stara się przybliżyć czytelnikowi. Urodził się w Middenbeemster w lutym 1622 roku, a dwóch jego młodszych braci zostało malarzami. Cumming bada skąpe informacje, pytając, jakie obrazy mogli widzieć i zauważając, że Holendrzy byli gorliwymi nabywcami holenderskiej sztuki. Jej ojciec kwestionował to, czego uczono ją w szkole, że holenderska sztuka Złotego Wieku skupiała się na rzeczach, bo Holendrzy po prostu kochali rzeczy. Cumming kwestionuje historyków sztuki, którzy, jeśli w ogóle wspominają o Fabritiusie, uważają go za brakujące ogniwo między Rembrandtem a Vermeerem. Dla niej jest on całkowicie wyjątkowy, a każde zachowane dzieło uważa za arcydzieło.

„Widok Delft” Fabritiusa traktuje nie jako zabytek, ale jako żywe lustro dla jej własnych wewnętrznych przeżyć. Obraz pozwolił jej „odnaleźć się” w swojej samotności. W pejzażach Jacoba van Ruisdaela dostrzega światło jako moment olśnienia, który nadaje sens życiu. Cumming patrzy na autoportrety Rembrandta jak na zapis starzenia się i godności. Dla niej Rembrandt to malarz „obecności” kogoś, kto patrzy na nas z płótna z taką samą uwagą, z jaką my patrzymy na niego. Cisza i precyzja Johannesa Vermeera stanowią kontrast dla chaosu życia. Autorka szuka w jego wnętrzach spokoju, którego brakowało w zagadkowej przeszłości jej ojca. z kolei Pieter de Hooch to dla niej mistrz otwartych drzwi i amfilad. Cumming widzi w jego obrazach strukturę pamięci, przechodzenie z jednego wspomnienia do drugiego.

 


Tytułowy „grom” nawiązuje też  do nagłej śmierci ojca autorki, Jamesa Cumminga, który był malarzem. Po śmierci ojca autorka odkrywała nieznane fakty z jego młodości (m.in. tajemnicze zaginięcie i adopcję). Próbuje zrozumieć milczenie ojca i jego skomplikowaną tożsamość. Analiza obrazów staje się metodą na zrozumienie jego milczenia i „zobaczenie” go na nowo. Spojrzenie na twórczość Ruisdaela czy Fabritiusa jest dla niej formą żałoby. Szukała w nich odpowiedzi na pytanie, jak światło i cień budują naszą pamięć o bliskich. Łączy historię sztuki z kruchą naturą ludzkiego życia.

Śmierć Fabritiusa to dla Cumming metafora nagłej straty, która – podobnie jak w przypadku jej ojca – przecina życie, zostawiając po artyście jedynie fragmenty i domysły. Dodatkowo Fabritius poślubił "dziewczynę z sąsiedztwa", ale w wieku dwudziestu jeden lat był już wdowcem i stracił troje dzieci. Prawdopodobnie nie musiał już wyobrażać sobie żalu, bowiem go po prostu znał.

Choć współcześni widzieli w nim tylko sprawnego perspektywistę, my dziś dostrzegamy w jego pracach takich jak słynny Szczygieł czy Widok Delft, niemal fotograficzną czujność i odwagę w operowaniu czystym światłem. Autorka splata historię nielicznych ocalałych obrazów Fabritiusa z intymną biografią własnego ojca, malarza, oraz własnym dorastaniem w cieniu wielkiej sztuki holenderskiej. Cumming pisze o tym, jak obrazy stają się dla nas „drugim domem” i jak tragedia z 1654 roku na zawsze zmieniła bieg historii malarstwa, odbierając nam być może największego geniusza tamtej epoki. Tytułowy "grom" jest więc zarówno rzeczywisty, jak i metaforyczny. To lektura, w której smutek łączy się ze sztuką. Polecam.


Laura Cumming, Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci, Wydawnictwo Literackie, wydanie 2026, tytuł oryg.: Tunderclap: A Memoir of Art and Life and Sudden Death, przełożyła Anna Sak, okładka twarda, stron 326.



15 marca 2026

Barbra Streisand, Na imię mam Barbra.


Autobiografia Streisand to książka, w której artystka opisuje swoje życie osobiste i zawodowe. Ta obszerna, wydana pod koniec 2023 r. (w Polsce w 2026 r. przez wydawnictwo Marginesy) pozycja, licząca niemal 1000 stron, ku mojemu zaskoczeniu - szczerze opisuje jej życie – od trudnego dzieciństwa w Brooklynie, przez karierę muzyczną i filmową, po prywatne relacje.

Pisze w niej: Myślę że kiedy ktoś zyskuje sławę, staje się własnością publiczną, jest obiektem do badania, fotografowania, analizowania, rozkładania na czynniki pierwsze i w większości przypadków nie rozpoznaje osoby, którą odmalowują. Nigdy do tego nie przywykłam i staram się nie czytać nic z tego, co o mnie piszą. 

Przez 40 lat wydawcy prosili ją, żeby napisała książkę. Odmawiała, bowiem zawsze wolała żyć chwilą obecną, zamiast rozgrzebywać przeszłość. W końcu zaczęła pisać. Zajęło jej to 10 lat, jednocześnie bowiem realizowała inne zobowiązania, takie jak nagrywanie i wydawanie płyt. Próbowała przywołać w pamięci rzeczy, które zdarzały się bardzo dawno temu. Na szczęście prowadziła dzienniki, które okazały się bezcenne i pomocne. Często jednak, jak przyznaje, podczas pisania nie przypominała sobie całej danej historii. Aktorką chciała zostać od dziecka. Podobno sukces zmienia człowieka, ale jej zdaniem tak naprawdę sprawia, że stajesz się bardziej tym, kim jesteś. Uważała, że jest dość przeciętna, choć urodziła się z dobrym głosem. Od zawsze zadawała mnóstwo pytań, wyraża wiele opinii i mówi, co myśli, choć czasem miewa z tego powodu problemy. Nigdy nie należała do bardzo towarzyskich osób. Czas wolny spędza w domu z mężem i psami, czasem zaprasza rodzinę i przyjaciół na kolację, film. Uwielbia malować i godzinami fotografować swój ogród, a ponieważ nie wychodzi zbyt często, zapomina kim jest dla świata zewnętrznego.

Nienawidzi kłamstwa, być może dlatego, że w dzieciństwie ją okłamywano. Nigdy nie poznała swojego ojca i nie zachowały się żadne fotografie, na których trzyma ją, gdy jest niemowlęciem. Jej ojciec, Emanuel Streisand, był człowiekiem wyjątkowym, nauczycielem który życie poświęcił edukacji. Zmarł w tragicznych okoliczności mając zaledwie 35 lat. Jej matka w wieku 34 lat została wdową z dwójką małych dzieci: Sheldon miał 9 lat, a Barbra 15 miesięcy. Po śmierci ojca, matki nie było stać na mieszkanie i wprowadzili się do jej rodziców. Jej dziadkowie mieli małe mieszkanie z jedną sypialnią, w której teraz musiało się pomieścić pięć osób. Nie mieli telewizora, siedzieli i słuchali razem radia, a Barbra bawiła się pod stołem, gdzie czuła się bezpiecznie. Jako mała dziewczynka lubiła obserwować, być niewidoczną, śledzić to, co dzieje się wokół. W dzieciństwie cierpiała na anemię. Nigdy nie lubiła koloru ciemnoniebieskiego, była bardzo niecierpliwa i nigdy nie nauczyła się dobrych manier, zawsze miała bardzo silną wolę. Po raz drugi jej matka wyszła za mąż za Louisa Kinda, gdy Barbara miała 8 lat. Nienawidziła ojczyma, ale pokochała młodszą siostrę Roslyn Kind. Nie podobało jej się, że ojczym źle traktował mamę i nigdy z nią nie rozmawiał. Ojczym miał zresztą trójkę własnych dzieci. Barbry nie dostrzegał, nie interesował się nią, nigdy nie udało jej się zdobyć jego aprobaty i uczucia, bez względu na to, co robiła. Uważa, że są w dzieciństwie chwile które wpływają na to, kim się staniesz, kształtują twoje życie na zawsze. Nie mogła polegać na swojej mamie, która z nią nie rozmawiała. Nie była z matką związana emocjonalnie. Cierpiała na szumy uszne, których przyczyna była nieznana i nie ma na nią lekarstwa. Od dzieciństwa miała liczne lęki, z którymi radziła sobie samotnie.

Mając 14 lat po raz pierwszy pojawiła się na Broadwayu na sztuce i odkryła miłość do filmu. Chciała zostać aktorką od poważnych ról. Lubiła sprawdzać granicę, ale nie potrafiła znieść upokorzenia i wstydu. Uwielbiała świat fantazji, który był dla niej o wiele barwniejszy niż wszystko czego doświadczyła. Nie lubiła rzeczywistości w liceum, była odmieńcem, nigdy nie czuła się w pełni komfortowo na lekcjach, chociaż miała doskonałe oceny i była pilną uczennicą. Odkąd pamiętała interesowała się sztuką dramatyczną, lubiła też bawić się makijażem. Od dzieciństwa wiele rzeczy robiła po swojemu. Zawsze była bardzo niezależna, choć nie umiała gotować, ale lubiła piec. Zanim wyjechała z domu skończyła 15 lat.

Barbra opowiada o swoim życiu osobistym i zawodowym, poszczególnych etapach kariery - począwszy od młodej dziewczyny, która lubiła śpiewać na korytarzu w kamienicy, aż po sławę i popularność, która powstała na bazie filmów i nagrywanych albumów piosenek. Książka jest autoironiczna i szczera, porusza wspominane już tematy emocjonalnego chłodu matki oraz straty ojca. Pozycja zawiera kulisy życia prywatnego i artystycznego jednej z niewielu laureatek nagród EGOT (Emmy, Grammy, Oscar, Tony).

 

W autobiografii Streisand z niezwykłą dokładnością (i sporą dawką humoru) rozlicza się ze swoją legendą. Szczerze opisuje presję, jaką wywierano na nią w Hollywood, by zoperowała nos. Wyjaśnia, dlaczego nigdy się na to nie zgodziła i jak jej „nieklasyczna” uroda stała się jej siłą. Dowiedzieć się można jak powstawały kultowe filmy, takie jak: Zabawna dziewczyna, Tacy byliśmy czy Narodziny gwiazdy. Artystka prostuje też plotki o swoim rzekomo „trudnym” charakterze na planie. Sporo miejsca poświęca walce o realizację filmu Yentl – jako pierwsza kobieta w historii napisała, wyprodukowała, wyreżyserowała i zagrała główną rolę w wielkim studiu filmowym. Pisze o małżeństwie z Elliottem Gouldem, wielkiej miłości do obecnego męża Jamesa Brolina, a także o znajomościach z Marlonem Brando, Ryanem O'Nealem czy nawet romansie z królem Karolem III (wówczas księciem). Barbra wyjaśnia swoją obsesję na punkcie detali – od oświetlenia na planie po projektowanie swoich domów. Choć Barbra jest jedną z największych gwiazd estrady, przez 27 lat nie koncertowała na żywo (z wyjątkiem występów charytatywnych). Wszystko zaczęło się w 1967 roku podczas koncertu w Central Parku, gdzie zapomniała tekstu piosenki. To doświadczenie tak ją przeraziło, że nabawiła się lęku scenicznego. Opisuje, jak technologia (telepromptery) pomogła jej wrócić na scenę w latach 90., dając jej poczucie bezpieczeństwa, którego wcześniej jej brakowało. Dzięki Yentl (1983) stała się pierwszą kobietą, która napisała, wyreżyserowała, wyprodukowała i zagrała główną rolę w filmie dla dużej wytwórni. Mimo sukcesu, Akademia pominęła ją w nominacjach reżyserskich do Oscara, co w tamtym czasie uznano za skandal i przejaw seksizmu. Barbra przyznaje, że uczyła się techniki filmowej, podglądając operatorów i montażystów na planach swoich wcześniejszych filmów. W książce widać jej dumę z tego, że znała się na soczewkach i kadrowaniu lepiej niż niejeden „branżowy wyjadacz”.

 


W autobiografii poznajemy obraz osoby o bardzo konkretnych, czasem obsesyjnych pasjach. Barbra poza muzyką, najbardziej kocha projektowanie wnętrz. W książce pisała, że proces budowania i urządzania domu daje jej taką samą satysfakcję jak reżyserowanie filmu. Ma obsesję na punkcie estetyki, lubi, gdy wszystko do siebie pasuje - od koloru ścian po odcień kwiatów w ogrodzie. Wybiera jasne, stonowane barwy, które dają jej poczucie spokoju. Nie ukrywa też, że kocha jeść, psy rasy Coton du Tulear, spędzać czas w ogrodzie (istnieje nawet odmiana róży "Barbra Streisand"), domowe zacisze. Poza tym lubi mieć ostatnie słowo i kontrolować swój wizerunek. Podkreśla, że w życiu, ważna była dla niej wierność sobie. To książka, którą można również odczytywać jako bezcenny zapis historii show-biznesu, wypełniona anegdotami o największych nazwiskach XX wieku, a pisana z perspektywy kobiety, która była w samym centrum wydarzeń.



Barbra Streisand, Na imię mam Barbra, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2026, tytuł oryg.: My Name Is Barbra, tłumaczenie: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Piotr Chojnacki, oprawa miękka, stron 992.