Nie należy do tej książki podchodzić, jak do książki naukowej, mimo że napisała ją historyczka sztuki, która przez dziesięć lat pracowała w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego. To książka popularyzatorska, skierowana do szerokiego grona odbiorców, mająca za zadanie przybliżyć życie artystki i założycielki IWP - Wandy Telakowskiej (1905-1985). Złożyły się na nią wycinki z życia, odtworzenie faktów z punktu widzenia zastosowania czasu teraźniejszego, toteż książkę czyta się bardzo dobrze, niemal jak powieść. Wielkim atutem jest publikowana baza ikonograficzna, na którą złożyły się zdjęcia z archiwum prywatnego i zawodowego, dokumenty, plakaty, ilustracje, zapisane karteczki.
Wanda Telakowska tworzyła barwne drzeworyty, pracowała jako nauczycielka w oficjalnym i konspiracyjnym szkolnictwie, była jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiego wzornictwa powojennego. Uważała, że piękno nie powinno być zarezerwowane tylko dla elit, ale dostępne powszechnie, zakorzenione w tradycji ludowej i obecne w przedmiotach domowego użytku. W okresie dwudziestolecia międzywojennego była bywalczynią słynnej Ziemiańskiej. Poznała Jarosława Iwaszkiewicza, Antoniego Słonimskiego, Janinę Konarską, Irenę Krzywicką, Zofię Stryjeńską, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Juliana Tuwima, Halinę Poświatowską. Do jej sztambucha wpisali się między innymi Julian Tuwim i Stefan Starzyński. W 1950 roku doprowadziła do powstania Instytutu Wzornictwa Przemysłowego (IWP) w Warszawie. Telakowskiej zawdzięczamy przede wszystkim stworzenie fundamentów nowoczesnego polskiego wzornictwa przemysłowego. To dzięki niej projektowanie przestało być traktowane jako niszowa sztuka, a stało się kluczowym elementem przemysłu.
Prywatnie nigdy nie wyszła za mąż, choć miała kilku adoratorów. Jej największą miłością okazało się wzornictwo. Uchodziła za osobę apodyktyczną, wizjonerkę, którą cechowało specyficzne, kąśliwe poczucie humoru i której brakowało cierpliwości do bylejakości. Sprzeciwiała się tworzeniu przedmiotów dekoracyjnych, które nie mają funkcji. Rzehak przywołuje liczne anegdoty i cięte riposty Telakowskiej. Pokazuje również jej pragmatyzm i umiejętność lawirowania w powojennej, nowej rzeczywistości. Główną zasadą działania Telakowskiej była dewiza „Piękno na co dzień dla każdego”. Polecam lekturę.
Katarzyna Rzehak, Wanda Telakowska, wydawnictwo Marginesy, okładka twarda, stron 256.
Książka, która sprawiła mi wielką przyjemność czytelniczą. Motywem przewodnim jest pracownia kobiety-artystki żyjącej i działającej w XIX lub na przełomie XIX i XX wieku. Każda z tych kobiet marzyła o własnym kątku, pokoju, odpowiedniej przestrzeni do pracy, stabilności finansowej i możliwością dysponowania własnym czasem. Autorka przedstawia miejsca, gdzie tworzyły malarki, rzeźbiarki oraz artystki zajmujące się sztukę dekoracyjną. Przez poznanie pracowni można bliżej poznać daną artystkę. Więcej bowiem mówią one o osobowości niż o twórczości. Często bowiem spełniają różne funkcje: salonu, atelier, a nawet sypialni. Panowała tam zazwyczaj oryginalna atmosfera. Pracownia była obszarem działań zawodowych, które pełniło funkcje miejsca spotkań. Było swego rodzaju wizytówką twórcy, która odzwierciedlała jego status, zainteresowania oraz tematykę dzieł. Malarki interesują przede wszystkim portrety, kameralne sceny rodzajowe, martwe natury. Warto również zaznaczyć, że artystki musiały dbać o swoja reputację, toteż pracowni poszukiwano w przyzwoitym miejscu. wiele artystek w pracowniach urządzało tez szkoły lub dawało lekcje.
Autorka opierając się na źródłach (zachowanej korespondencji, wzmiankach a prasie, dziennikach, pamiętnikach, dokonując analizy zdjęć pracowni) oraz literaturze pięknej (do której podchodzi krytycznie) przełomu XIX i XX wieku, odtwarza wygląd pracowni działających w tym czasie artystek. W książce znaleźć można rozdziały opowiadające o funkcjonowaniu różnych pracowni oraz rozdziały poświęcone pracowniom prowadzonym przez konkretne postacie. Malarka powinna mieć pracownię wysoką, obszerną, z równomiernym światłem najlepiej północnym lub północno - wschodnim. Często szukano na poddaszu i w dobrej dzielnicy miasta. Emilia Dukszta-Duksztyńska w Warszawie, podobnie jak Anna Blińska w Paryżu, prowadziła pracownię salonową. W lutym 1890 r. zorganizowała w niej raut na część Wojciecha Gersona. Maria Dulębianka miała wiele pracowni od Lwowa, przez Florencję, Wiedeń, Monachium, Zurich, po Żarnowiec. Ciekawe są losy Anieli Pająkówny, wychowanki Heleny z Dzieduszyckich Pawlikowskiej; nieszczęśliwej w małżeństwie Bronisławy Richter - Janowskiej; zajmującej się sztuką dekoracyjną Bronisławy Poświkowej (matki Ireny Solskiej).
Z kolei pracownie rzeźbiarskie powinny znajdować się na parterze, z jakimś placykiem lub komórką do składania materiału. Rzeźbiarz nie powinien tez spać w pracowni ze względu na wilgoć i brud. Autorka przedstawia pracownię pierwszej polskiej rzeźbiarki Heleny Skirmutt, która ze względu na utratę wzroku, zamiast malować zaczęła wykorzystywać swój zmysł dotyku tworząc rzeźby. Poznać można też pracę i losy rzeźbiarek: Toli Certowiczówny, Natalii z Tarnowskich Androlli, Marii Gerson (córki Wojciecha Gersona), Janiny Broniewskiej, Jadwigi Łubieńskiej.
Autorka zwraca też uwagę na pracownie artystek wywodzących się z wyższych sfer. Wśród nich wymieniane są m.in.: Pia Górska, Zofia Szymanowska (żona Teofila Lenartowicza), Aniela Biernacka, Olga Malinowska. Mowa jest o artystkach-kopistkach, pejzażystkach, artystycznych plenerowych wyjazdach, romansach, małżeństwach i rozwodach, samotności, życiu w biedzie i dostatku. Dla znających biografie wymienianych artystek, nie ma tu nic odkrywczego. Książka stanowi bowiem kompilacje wybranych wiadomości mających głównie związek z istniejącymi pracowniami, wydzielonymi miejscami do tworzenia.
To ciekawa pozycja, w której narracja jest poprowadzona w sposób lekki i zajmujący odbiorcę. Świetna pozycja do czytania podczas urlopu, bowiem napisana bez naukowego zadęcia i współczesnej modnej i wszędzie obecnej genderowej nowomowy. W dodatku szeroka baza ikonograficzna, która uzupełnia tekst, staje się dodatkowych atutem książki.
Karolina Dzimira-Zarzycka, Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2025, oprawa twarda, stron 415.
Londyn, lata 20. XX wieku. Pewnego dnia Lois Margeritta Reddle dostaje list, w którym księżna Moron powiadomiła o swojej zgodzie na podjęcie przez pannę Reddle posady jej osobistej sekretarki. Lois była sierotą, która po śmierci rodziców wychowywana była przez ciotkę, a z kolei po jej śmierci stała się zupełnie samodzielna i do tej pory dzieliła mieszkanie na Charlotte Street z przyjaciółką Lizą Smith. Pracowała w firmie prawniczej Shaddles & Loan i jeszcze tego samego dnia zostaje wysłana przez chlebodawcę do więzienia dla kobiet Telsbury, aby dostarczyć dokumenty aresztowanej pani Desmond. Po drodze w samochód Lois uderza auto należące do Michaela Dorna, który od miesięcy był jej prześladowcą i jej zdaniem szukał pretekstu, aby ją poznać. Z kolei w więzieniu po odbytej rozmowie z panią Desmond, Lois obserwując więzienny spacerniak zauważa kobietę, która swoim dostojeństwem i specyficzną aurą nie pasuje do pozostałych osadzonych. Naczelnik więzienia wbrew przepisom zdradza pannie Reddle, że to Mary Pindar. W dodatku wbrew przepisom udostępnia Lois sprawozdanie dotyczące sprawy tej kobiety. Młoda kobieta po zapoznaniu się z nim doznaje wstrząsu. Nieoczekiwanie za murem więziennym Lois ponownie spotyka Dorna, który pomaga jej dotrzeć do pracy. Jeszcze tego samego dnia w biurze pojawia się nieoczekiwanie księżna ze swoim synem lordem. Od tego dnia sprawy nabierają niezwykłego tempa, a Lois grozi niebezpieczeństwo.
Edgar Wallace (1875-1932) ponownie nakreślił dobrze skonstruowaną powieść. Akcja w niej jest szybka, bohaterowie mają indywidualne osobowości i mimo tego, że powieść powstała w 1925 r., czyta się ją znakomicie. Michael Dorn to typowy bohater, któremu nic nie umknie. Nie dość, że jest przystojny, to jeszcze opiekuńczy, troskliwy, spostrzegawczy i bardzo dociekliwy. Właściwie zawsze jest tam, gdzie znajduje się Lois, a przecież życie jej niejednokrotnie jest zagrożone. Budzi to, co prawda frustrację dziewczyny, ale jednocześnie fascynuje ją jego przezorność. Z drugiej strony jest jeszcze lord Moron. Oprócz tego mamy do czynienia z oszustwami, wymuszeniami, porwaniem i zbrodniami. Cała historia opiera się na wielu zbiegach okoliczności, ale powieść jest przyjemna w czytaniu, choć zbyt nagle dobiega końca.
Edgar Wallace, Zagadkowa Księżna, wydawnictwo MG, wydanie 2025, tytuł oryg.: The Strange Countess, tłumaczenie: Lucjan Szenwald, okładka miękka, stron 224.
Powieść napisana przez Mavis Doriel Hay (1894-1979) w 1936 r. to klasyczna zagadka kryminalna z
morderstwem w tle popełnionym w staroświeckim domu. W
związku z bożonarodzeniowymi świętami w rezydencji Flaxmere położonej na prowincji pojawiają się
członkowie rodziny Melbury. Jasno wskazany jest rok umiejscowienia akcji
powieści – kilka dni świąt w 1935 r. Atmosferę, relacje między poszczególnymi
gośćmi i ogólną sytuację poznajemy z perspektywy różnych osób. To jednak komendant
policji pułkownik Halstock będzie miał za zadanie rozwikłać sprawę,
zrekonstruować ostatnie godziny życia zmarłego i wskazać winnego.
Od trzech miesięcy Philip
Cheriton był zaręczony z Jennifer, córką sir Osmonda Melbury, który
wstrzymał się jednak z błogosławieństwem dla tego związku. Jednocześnie zachęcał do zalotów wobec
Jennifer Olivera Witcombe’a. Dziewiętnaście lat temu sir Osmond sprzeciwiał się
małżeństwu córki Hildy, która uciekła i w końcu poślubiła artystę Carla Wynforda,
a gdy zmarł zostawił ją z małą córeczką i ogromną kolekcją obrazów.Lady Mulbury zmarła w 1920 r., a we Flaxmere
pojawiła się ciocia Mildred, odesłana z posiadłości w 1931 r., gdy Jennifer
osiągnęła pełnoletność. Kolejne dziecko sir Osmonda to Edith, która poślubiła sir
Davida Evershota. Z kolei Eleanor poślubiła
Gordona Sticklanda, powiązanego z londyńską giełdą, z którym miała dwójkę dzieci. Jedyny
syn Melburych, George, poślubił bogatą Patricię, córkę lorda Caundle, która
urodziła mu troje dzieci. Wielkie zaniepokojenie córek sir Osmond, wzbudzało zachowanie
sekretarki ojca, Grace Portisham, którą uważano za intrygantkę. Wszyscy pojawiają się w posiadłości. Można śmiało powiedzieć, że plastycznie
każdy miałby powód, aby pragnąć śmierci sir Oswalda, który uważany jest za
nieczułego i kontrolującego ojca, bowiem ciągle wtrąca się w życie i małżeństwa
swoich dzieci. Gdy więc zostaje znalezione ciało patriarchy rodziny, to każdy z
rodziny, służby, gości - nie mówi do końca prawdy.
Mavis Doriel Hay napisała w l.
30. XX w. tylko trzy powieści kryminalne: Murder Underground, Death on the
Cherwell i Zabójczego Świętego Mikołaja (The Santa Klaus Murder) Bardziej
zainteresowana była pisaniem o wiejskim rzemiośle Wielkiej Brytanii, którym
interesowała się przez całe życie. W
1929 r. poślubiła Archibalda Menziesa Fitzrandolpha, brata swojego
współpracownika w badaniach przemysłu wiejskiego, który zginął w wypadku
lotniczym podczas II wojny światowej. Hay mieszkała w Box, w Gloucestershire, aż
do swojej śmierci w wieku 85 lat.
Jej trzecia powieść kryminalna charakteryzuje
się humorem, dobrze poprowadzoną i ciekawą fabułą, szeroką gamą osobowości bohaterów i
oczywiście fałszywymi tropami w śledztwie. Jedno jest jednak pewne – zabójstwa
dokonał ktoś, kto akurat przebywa w posiadłości. To oczywiście klasyczna, schematyczna
powieść kryminalna, ale jakże wciągająca i barwna oraz przynosząca poczucie autentyczności. Stanowi dobry wybór na zimowe
wieczory. Bardzo przyjemna lektura, jeśli lubicie zagadki osadzone w okresie międzywojennym, który słusznie nazywany jest „złotym wiekiem” brytyjskiej literatury kryminalnej.
Mavis Doriel Hay, Zabójczy Święty Mikołaj, wydawnictwo Zysk
i -s-ka, wydanie 2024, tytuł oryg.: The Santa Klaus Murder, tł. Ewa Horodyska, okładka
miękka ze skrzydełkami, stron 310.
Anne Meredith (1899-1973) to jeden, obok - J. Kilmeny Keith i Anthony Gilbert, z pseudonimów pisarskich Lucy Beatrice Malleson. Autorka urodziła się w Upper Norwood na przedmieściach Londynu jako córka maklera giełdowego, który zbankrutował podczas pierwszej wojny światowej. W wieku siedemnastu lat pracowała już jako sekretarka i zaczęła publikować wiersze i opowiadania w magazynach oraz pisać powieści kryminalne, które zostały jednak odrzucone przez redakcje. Przekonana, że to wszystko przez uprzedzenia związane z płcią, zdecydowała się podpisać kontrakt jako Anthony Gilbert i wreszcie odniosła sukces.
W 1934 r. (niektóre źródła wskazują rok 1933) jako Anne Meredith wydała powieść Portret mordercy, w której wywróciła do góry nogami klasyczną formułę detektywa, ujawniając tożsamość mordercy już od pierwszej strony.
Adrian Gray urodził się w maju 1862 roku i zginął z rąk jednego ze swoich dzieci w czasie Bożego Narodzenia w 1931 roku. Zbrodnia była nagła i niezaplanowana, a morderca po dokonaniu czynu przenosił spojrzenie z leżącej na stole broni na martwego mężczyznę w cieniu zasłony z gobelinu, wolny jeszcze od obaw czy strachu, ale pełen niedowierzania i oniemiały.
Tak rozpoczyna się kryminał, którego akcja została osadzona w l. 30. XX w. Adrian Gray miał sześcioro żyjących dzieci (Richard, Amy, Olivia, Isobel, Hildelbrand, Ruth) i każdego grudnia zapraszał rodzinę z okazji świąt Bożego Narodzenia do posiadłości w King's Poplars. Nie pozostawał jednak w dobrych stosunkach z żadnym ze swoich dzieci, a one miały powody, by życzyć mu śmierci. Sześćdziesięciodziewięcioletni Adrian Gray uchodził za kłótliwego, upartego skąpca, nikczemnika, który ciągle upokarzał swoje dzieci. Nie dogadywał się bowiem z żadnym z nich, ani z ich współmałżonkami. Otwarcie nimi pogardzał.
Styl pisania Anne Meredith jest elegancki i efektowny. Przedstawia obsadę postaci, których wyznawane wartości i postawy życiowe sprawiają, że czytelnik początkowo ich wszystkich nie lubi. Następnie wywraca niemal każde z tych założeń do góry nogami, rzucając czytelnikowi wyzwanie, aby przyjrzał się wszystkim bliżej. Na początku widzimy jedynie stereotypy. W dodatku zarysowana wyraźnie rywalizacja między rodzeństwem i ich otwarty antagonizm stają się męczące. Meredith jednak rozwija głębię myślenia każdej postaci, powoli odkrywa każdej z nich motywy i słabości, a także szczegółowo opisuje wpływ śmierci Adriana Graya na ich cele, marzenia i oczekiwania. Dla niektórych jego śmierć oznacza wolność, a dla innych to po prostu koniec marzeń. Niektórym nie zależy na sprawiedliwości dla zabójcy, ponieważ oznacza to, że ich dobre nazwisko okryje się hańbą.
Historia dotyczy głównie wewnętrznych myśli przestępcy i innych postaci, z niewielkim udziałem policji, co daje ogólne wrażenie bardziej thrillera psychologicznego, a nie klasycznego kryminału. To dogłębne studium mordercy przed, w trakcie i po popełnieniu przestępstwa. Mało jest też świątecznych motywów w powieści. Czytelnicy oczekujący klasycznego kryminału, mogą być więc rozczarowani. Po początkowym i długim wprowadzeniu do rodziny, które dla niektórych może graniczyć z nudą, historia nabiera jednak tempa. Nie należy więc poddawać się zbyt szybko.
Anne Meredith, Portret mordercy. Świąteczna opowieść kryminalna, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2024, tytuł oryg.: Portrait of a Murder. A Christmas Crime Story, tł. Katarzyna Bogiel, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 280.
Wyspy na Golfsztromie to ostatnia
książka Ernesta Hemingwaya (1899-1961), która została opublikowana w 1970 r. Powieść
została znaleziona przez Mary Hemingway wśród 332 pozostawionych dzieł pisarza.
Być może dlatego, wydaje się książką niedokończoną, niedopracowaną,
potraktowaną po macoszemu. Powieść nie ma więc raczej takiej formy, jaką by wybrał
Hemingway, i nie ma takiej wiarygodności, jaką miały powieści opublikowane za
jego życia. Opowieść oparta jest głównie na dialogach i odznacza się stylem dość powściągliwym.
To historia artysty i
poszukiwacza przygód, człowieka bardzo podobnego do samego Hemingwaya (był alkoholikiem, miał cztery żony i trzech synów). Główny
bohater jest więc odwzorowaniem samego pisarza. Amerykanin Thomas Hudson znajduje
spokój na wyspie Bimini na Bahamach w latach 30. XX wieku. Podczas wakacji
przybywają do niego trzej synowie. Ta część kojarzy mi się z nowelą Stary
człowiek i morze, być może ze względu na wyprawę na ryby. Wkrótce nadchodzi
pierwsza zła wiadomość. W drugiej części przenosimy się do Hawany na Kubie. Mamy
lata 40. XX wieku, trwa druga wojna światowa, a Hudson otrzymuje kolejną
wiadomość. Bohater staje się bardziej cyniczny. Intensywnie pije, spędza czas w
barach i zajmuje się zwiadami morskimi dla armii amerykańskiej. W trzeciej
części Hudson wraz z załogą łodzi, tropi ocalałych żołnierzy
z zatopionego niemieckiego U-Boota wzdłuż archipelagu Jardines del Rey na
północnym wybrzeżu Kuby.
Mimo, że historia jest nierówna,
to Hemingway dobrze opisał atmosferę wydarzeń, doszukał się głębokich
obserwacji na temat życia i oddał momentami przerażające i momentami obrzydliwe, szczere emocje.
Czasami jednak główny bohater czuje i zachowuje się w sposób nierealistyczny. To
proza prosta, zwięzła, uboga w środki stylistyczne powieść, która staje się jednak
pasjonującą lekturą. Dla niektórych czytelników może jednak wydawać się nudną. To jednak powieść o sensie życia, podkreślająca
siłę wspomnień i pokazująca przebłysk humoru Hemingwaya, choć właściwie jest to
powieść pełna smutku. Odnosi się głównie do życia wewnętrznego
bohatera. Zakończenie jest niejednoznaczne. Warto wspomnieć, że w 1977 r. powstał film fabularny pod tym samym tytułem.
Ernest Hemingway, Wyspy na
Golfsztromie, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2024, tytuł oryg.: Islands in the
Stream, przełożył Jakub Jedliński, okładka twarda, stron 568.
Grudniowy czas sprzyja czytaniu
świątecznych książek. Zbliża się Boże Narodzenie 1935 roku. Podczas próby do przestawienia
nowej adaptacji „Opowieści wigilijnej” w reżyserii Harrisona na deskach Theatre
Royale w Londynie umiera aktor grający Scrooge’a. Oficjalna wersji brzmi, że śmierć
nastąpiła na skutek niewydolności serca. W tym samym miejscu znalazła się dziennikarka, ambitna i kreatywna panna Daphne King. Kobieta znana z pisania porad w popularnej kolumnie w "Daily Chronicle", ale zajęcie
to nie przynosi jej satysfakcji. Czuje jednak, że popada w rutynę i ma dość tego, że ciągle awansują jej mniej utalentowani koledzy. Korzysta wiec z nowej powierzonej jej misji i
decyduje się zastąpić innego reportera, aby przeprowadzić wywiad ze słynnym
reżyserem teatralnym Chesterem Harrisonem i jego żoną aktorką, Theodorą D'Arby oraz poczuć atmosferę świątecznej teatralnej krzątaniny.
Teraz podejrzewa, że być może popełnione zostało przestępstwo. Pani redaktor
postanawia przeprowadzić śledztwo i korzystając z wymówki i zgody naczelnego, pozostaje w teatrze. Potem
następuje kolejna śmierć i tym razem wyraźnie to już morderstwo. Sprawa więc nabiera tempa. Daphne prowadzi
amatorskie śledztwo, które obejmuje wszystkich podejrzanych.
To kryminał świąteczny, pełen
tajemnic i intryg, a całe śledztwo zajmuje zaledwie parę godzin. widoczne są więc nawiązania do starych, dobrych kryminałów. Daphne to typ nieustraszonej reporterki, która marzy o tym,
aby w końcu zająć się prawdziwym dziennikarstwem. Lekka, ale wiarygodna i
dobrze napisana lektura detektywistyczna akurat właściwa na przedświąteczny
i świąteczny domowy harmider.
Ada Moncrieff, Morderstwo w Theatre Royale,
wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2023, tytuł oryg.:Murder at the
Theatre Royale, tłumaczenie: Jarosław Skowroński, okładka miękka, stron 240.
To czwarte już wydanie wspomnień Pani
Haliny Szyrmerowej z domu Donimirskiej (1918-2008), które tym razem ukazało się
nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka w pięknej oprawie graficznej. W porównaniu z
poprzednimi wydaniami opracowano na nowo lub wniesiono poprawki wniektórych tablicach genealogicznych. Książkę
uzupełniono o posłowie i na nowo opracowany wybór literatury, indeks rzeczowy i
indeks osobowy. W książce dodano też wkładki z archiwalnymi fotografiami.
Wspomnienia Haliny z Donimirskich –
Szyrmerowejspisane w latach 1992-2000, to
pasjonująca historia o Ziemi Malborskiej, rodzinie, przyjaciołach i znajomych. Autorka starała się przybliżyć własne refleksje związane z codziennością
minionych lat. Opierała się na własnej pamięci, więc zwraca uwagę czytelnika i przeprasza
za niedokładność. Układ wspomnień jest chronologiczny. Autorka opisuje
pochodzenie swojej rodziny, swoje dzieciństwo, młodość, czasy wojny i jak
wyglądało jej życie po niej.
Wywodziła się z pomorskiego ziemiaństwa
pochodzącego z dawnej szlachty kaszubskiej. Była córką Wandy z Sikorskich(1890–1974) i
Witolda Donimirskiego(1874–1939), którzy pobrali się w 1910 r. Matka autorki
otrzymała staranne wykształcenie: ukończyła lwowską pensję, a potem pobierała
nauki w Paryżu. Ojciec autorki z kolei studiował w Halle. W 1900 r. objął po
prababce Czernin, gdzie po ślubie zamieszkał z żoną. Autorka opisuje działalność
społeczną rodziców i jak wyglądało życie we dworze w dni powszednie i
świąteczne. Nie zapomina o nakreśleniu losów swojego rodzeństwa. Rodzice mieli
bowiem ośmioro dzieci, ale nie wszystkie dożyły dorosłości. Wspomina dziecięce
zabawy, wyjazdy do Sztumu, pobliskie majątki, sąsiadów zasłużonych dla sprawy
polskiej. Opisuje żywe kontakty rodziców z ich rodzinami oraz zakup nowego
majątku Marusza pod Grudziądzem przez rodziców po przegranym plebiscycie.
Opisuje rolę matki w roli pierwszej nauczycielki, naukę języków, czytane
książki i gazety, wspomina zatrudnionych nauczycieli, decyzję rodziców o
wysłaniu jej do gimnazjum Sióstr Nazaretanek w Rabce po powiększeniu się
gruczołów limfatycznych na szyi i naświetlaniach, naukę w Berlinie i na SGH w
Warszawie.
Autorka wspomina represje niemieckie, działalność
bojówek hitlerowskich, polskich organizacji młodzieżowych, organizacji podziemnych,
wybuch wojny, tajną naukę, podjęcie pracy, wstąpienie w szeregi AK, czas
powstania warszawskiego. Po 1945 r. zamieszkała w Olsztynie, wyszła za mąż za kpt. Józefa Szyrmera (1907-1985), a
na świecie pojawiły się dzieci. Pan Jacek Schirmer kreśli losy wnuków i prawnuków
w dodanym Posłowiu.
To zapis wydarzeń z przeszłości dotyczący
historii rodziny, przyjaciół i znajomych, ale także historii lokalnej i miejsc,
w których autorce dane było mieszkać czasowo lub stale. Wspomnienia wzmacniają
poczcie tożsamości, ale są też wyrazem spełnienia. Pokazują rolę środowiska
domowego w przekazywaniu polskich wartości, wiary, miłości do Ojczyzny. To przecież
z domu rodzinnego autorka wyniosła silne relacje i poczucie więzi, które dało podwaliny
mocnego fundamentu w jej życiu.
Lektura warta uwagi.
Halina Donimirska-Szyrmerowa, Był taki
świat… Mój wiek XX, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2023, okładka twarda,
stron 448.
Można być pod wrażeniem tej książki, bowiem
pisząc ją autorka przebrnęła przez kilkaset stron zapisanych listów, dzienników,
wspomnień oraz zapewne ówczesnych czasopism i powstałych monografii. Praca
żmudna, ale jakże owocna i przynosząca satysfakcję. W książce zostały przytoczone
zresztą obszerne fragmenty wskazanych źródeł. Czasami wręcz fragment „goni”
fragment i brakuje autorskiej analizy. Nie jest to jednak zbyt potrzebne, bowiem
odbiorca powinien sam ocenić postępowanie danych osób. Mimo, że na końcu książki (czego nie jestem zwolennikiem) to warto zauważyć obecność przypisów oraz spisu bibliograficznego. W książce są też liczne archiwalne fotografie rodzinne oraz artystycznych prac zarówno Anieli, jak i Stanisławy.
Ciekawa byłam tej pozycji, bowiem dość
niedawno studiowałam na potrzeby artykułu listy Pawlikowskich, aczkolwiek
dotyczących ojca Mieczysława Gwalberta Pawlikowskiego (1834-1903), Józefa Gwalberta Pawlikowskiego (1793-1852). Nota bene autorka podaje cytat źródłowy, że
Gwalbert nabył Medykę (s. 28). Otóż Gwalbert, żonaty z Henryką z Dzieduszyckich(1798-1877),
na mocy testamentu odziedziczył Medykę po ojcu Józefie Benedykcie Pawlikowskim(1770-1830),
który to nabył Medykę od Głogowskich w 1809 r. Mieczysław z kolei poślubił Helenę
z Dzieduszyckich (1837-1918), córkę Eugeniusza Dzieduszyckiego i Heleny z
Paszkowskich, która urodziła mu Jana Gwalberta (1860–1939) oraz Tadeusza
(1861–1915). Jan Gwalbert, który po śmierci ojca wypłacał Anieli rentę, a po
jej śmierci czynił to także względem jej córki Stanisławy, aż do ukończenia
przez nią 20 lat, poślubił Wandę z
Abramowiczów (1863-1964).
O osobach tych mowa jest w książce,
bowiem Aniela Pająkówna (1864-1912) urodzona w Medyce, właściwie została
wychowana i ukształtowana przez swoich opiekunów: Mieczysława i Helenę
Pawlikowskich, pracodawców jej ojca. Dziewczynka w wieku 12 lat zamieszkała w
medyckim dworze. Helena mając dwóch synów traktowała Anielę właściwie jak
córkę, a potem listy podpisywała jako „półmatka”. Nawet w najtrudniejszych
chwilach Pająkówna czuła nad sobą parasol ochronny Pawlikowskich. Aniela dzięki
nim zostaje włączona w krąg artystyczny i intelektualny inteligencji. Zadbano o
jej wykształcenie, prywatne lekcje, najmodniejszy ubiór, zasady savoir vivre’u,
zdrowie, a potem studia w Paryżu. Przez całe życie Aniela ma wypłacaną od
Pawlikowskich rentę. Od 1891 r. mieszka już we Lwowie na stałe, wynajmuje pokój
i atelier, a wszystko po to, aby być blisko Medyki, wspierać rodziców i młodszą
o szesnaście lat siostrę Helenę.
To we Lwowie w 1899 r. w domu Jana Gwalberta
Pawlikowskiego, poznaje Stanisława Przybyszewskiego, który wówczas był żonaty z Dagny Juel (1867-1901). Przybyszewski chce pozbyć się Dagny, zaczyna czarować i mamić
Anielę, a jednocześnie rozpoczyna burzliwy romans z Jadwigą Kasprowiczową. Nawet
przez pewien czas Aniela zajmuje się jego córką Iwcią, spodziewając się już
sama jego dziecka. Aniela wiedząc, co się dzieje ustępuje, nie walczy, nie
informuje Przybyszewskiego o ciąży, a będąc już w szóstym miesiącu mówi o
wszystkim Pawlikowskim. Świadoma jest teraz swojej pozycji, nowego statusu „panny
z dzieckiem”, zhańbionej kobiety i zamknięciadostępu do kręgów towarzyskich kariery. Postanawia zrezygnować z kariery
artystycznej na rzecz urodzenia i wychowania dziecka, którego nie oddaje. Córka "Dzidzia" stała się dla niej najważniejszą osobą w życiu i to jej
podporządkowała kolejne wybory będąc "nianią". Aniela informuje Przybyszewskiego o córce, ale
ten nigdy nie dołoży do wychowania córki i nie wykazuje żadnego
zainteresowania. Dopiero w 1906 r. zostaje nawiązana korespondencja. Aniela z myślą o
przyszłości córki skrzętnie przechowuje listy, Przybyszewski bojąc się reakcji
żony – poślubionej w 1905. Jadwigi - wszystkie niszczy.
Stanisława Aniela Pająkówna poznaje ojca dopiero w 1906 r., a jej matka do końca swojego życia walczy o prawne jej uznanie przez Przybyszewskiego. Sprawę doprowadzi do końca dopiero po jej śmierci szwagier Marcin
Barliński, mąż siostry Anieli, Heleny, która będzie potem wsparciem dla
Stanisławy. Przybyszewski nadal oszukuje, wyłudza pieniądze od Anieli, obiecuje
i nie wypełnia zobowiązań. Aniela podupada na zdrowiu, a Jadwiga dowiaduje się
o Stanisławie, która przecież zostaje spłodzona wówczas, gdy jej romans trwa z
Przybyszewskim. O ile "toleruje" pozostała piątkę Przybyszewskiego, to szóstego
dziecka nienawidzi.
W 1912 roku Aniela przed śmiercią pisze ostatnią wolę do
Heleny z Dzieduszyckich. Stasia parę lat spędza u Wacława i Zofii Moraczewskich,
potem u Barlińskich, by następnie podjąć studia w Poznaniu, poślubić przyjaciela
ojca - Janka Panieńskiego, przeprowadzić
do Gdańska, owdowieć, uzależnić się od morfiny i lekarstw, nie podejmując pracy
żyć w biedzie i zimnie, chorować, być osaczoną przez melancholię, samotność, smutek
i depresyjne lęki, ale przede wszystkim w ostatnich dziesięciu latach życia -
pisać. Stanisława umiera w samotności w 1935 r. Jej grób znika po II wojnie
światowej, podobnie jak grób jej matki po I wojnie światowej.
Można nie rozumieć, jak Aniela Pająkówna,
mając 38 lat, będąc ukształtowaną intelektualnie, mając przed sobą otwartą
drogę kariery artystycznej, mimo ostrzeżeń najbliższych oddała się tak
nikczemnemu człowiekowi, jakim był prywatnie Stanisław Przybyszewski. Realia epoki nie pozwalały jej dalej rozwijać swojej artystycznej kariery i być samotna matką z dzieckiem. Była za to niania i Dzidzia. Zarówno
Aniela jak i Stanisława były od Przybyszewskiego w pewien sposób uzależnione.
Aniela mimo tego, że była obdarta ze złudzeń, wysyłała pieniądze i utrzymywała kontakt
z Przybyszewskim ze względu na córkę. Stanisława bardzo chciała mieć ojca, żyła
nadziejami, była wobec niego uległą. Po matce odziedziczyła talent malarski, po
ojcu - zamiłowanie do pisania. Aniela chorowała, ale starała się żyć – dla córki.
Stanisława dążyła do samounicestwienia.
Aniela i Stanisława to kobiety, które
były oryginalnymi osobowościami, ale które zostały na długi czas wykluczone z
dyskursu. Autorka pokazuje ich prawdziwe życie, niewykorzystane szanse i zaprzepaszczone nadzieje. Dziś życie Anieli, a przede wszystkim Stanisławy może być analizowane w duchu feminizmu. Książka wciągająca, absorbująca i wzbudzająca emocje.
Anna Kaszuba-Dębska, Przybyszewska/Pająkówna.
Głuchy krzyk, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2023, okładka twarda, stron 528.
dr Anna Kaszuba-Dębska – malarka, graficzka, ilustratorka, reżyserka filmów animowanych. Pisarka i biografistka. Znana z instalacji artystycznych wystawianych w przestrzeniach miejskich, między innymi Projektu Szpilki i Projektu Emeryty inspirowanych dziełami Brunona Schulza i Tadeusza Kantora. Autorka książki Kobiety i Schulz oraz biografii Bruno. Epoka genialna nominowanej do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Trzykrotna stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dwukrotna laureatka Stypendium Twórczego Miasta Krakowa, stypendystka ZAiKS-u, laureatka Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO. Od dekady z mężem Łukaszem Dębskim współtworzy Fundację Burza Mózgów, do której celów należą promocja czytelnictwa i sztuki oraz edukacja kulturalna.
Księżna to powieść z gatunku fikcji
historycznych, napisana przez Wendy Holden, brytyjską pisarkę mieszkającą na
północy Anglii. Tym razem bohaterką jest Amerykanka Wallis
Simpson (1896-1986), dwukrotna rozwódka, która była kochanką księcia Walii, a
potem króla Edwarda VIII, a następnie po jego abdykacji została jego żoną w
1937 r.
Akcja książki rozgrywa się w dwóch różnych okresach. Częściowo historia
jest opowiedziana z punktu widzenia księżnej Windsoru (oficjalnie tytuł nigdy
nie był jej nadany), kiedy wiezie do Londynu w 1972 r. ciało zmarłego księcia
Windsoru. Warto wspomnieć od razu, że po śmierci Edwarda
odziedziczyła po nim cały jego majątek o wartości ok. 3 mln funtów. Większość
opowieści cechuje jednak narracja księżnej począwszy od roku 1928, kiedy z
drugim mężem Ernestem przeprowadza się do Londynu. Jej życie jest dalekie
jednak od poczucia szczęścia. Wallis czuje rozgoryczenie, okrutnie się nudzi,
czytuje plotkarskie magazyny, narzeka na męża i desperacko próbuje znaleźć
drogę do wyższej klasy społecznej. Luksus, władza, ekstrawagancja i bogactwo
robią ogromne wrażenie na Wallis.
Wszystko ulega jednak zmianie, gdy Edward,
znany rodzinie i przyjaciołom jako Dawid, spotyka Wallis na przyjęciu i
obydwoje szybko znajdują nić porozumienia. Związek przyspiesza, gdy aktualna
wówczas partnerka Dawida, Thelma Furness, zostaje wezwana przez rodzinę do
powrotu. Przed wyjazdem Thelma prosi Wallis, aby dotrzymała towarzystwa łatwo
rozpraszającemu się Dawidowi, aby ten nie wpadł w ramiona innej kobiety.
Ironia losu, prawda? Oczywiście w miarę upływu czasu przyjaźń
przeradza się w miłość. Wallis wie, że zabawa nie może trwać wiecznie. Książę
będzie musiał się przecież ożenić, a ona wróci do Ernesta. Nagła śmierć Jerzego
V prowadzi nieuchronnie do nowej koronacji – Dawid to już Edward VIII. Ku jej
zdumieniu i zaskoczeniu król postanawia, że nigdy się z nią nie rozstanie.
Wówczas miłosna bajka zmienia się w koszmar, bowiem rodzina królewska widzi w niej wroga, a Ernest
stawia ultimatum.
W historii utarło się, że Wallis Simpson
była ambitna, próżna i bezwzględna w dążeniu do celu. Holden uświadamia
czytelnikowi, że być może rzeczywiście tak było, ale pokazuje też, że życie księżnej wcale nie należało do łatwych. W przeszłości popełniała
błędy, które trudno było naprawić zwłaszcza w obserwującej ją opinii
publicznej. Autorka wskazuje na elementy wpływające na ów dyskomfort funkcjonowania, co
wpływa na emocjonalne podejście do powieści odbiorcy. Czytelnik odczuwa względem księżnej współczucie. Autorka starała się, aby czytający polubił bohaterkę,
ale Wallis nie zachowywała się wcale przyjaźnie. Została tu otoczona postaciami
kobiecymi, które były momentami odrażające, głupie, snobistyczne i żądne
pieniędzy. Holden wnikając w umysł Wallis Simpson pozwala się jej bronić przed
tym, co zostało zapisane na kartach historii. Moim zdaniem Wallis Simpson była
oportunistką i godne jest uwagi pytanie, czy kiedykolwiek naprawdę kochała
Edwarda, czy chodziło tylko o jej egoizm.
Powieść napisana z opisową i barwną
narracją, choć momentami z melodramatycznymi dialogami. Autorka zwraca uwagę bowiem
na ówczesne stroje, biżuterię, wystrój domów i charakteryzuje życie
uprzywilejowanej warstwy angielskiego społeczeństwa. To ciekawa historia i
dobrze napisana, ale pamiętać trzeba, że mimo, że autorka trzyma się faktów
historycznych, to powieść jest nadal fikcją historyczną. Polecam wszystkim,
którzy lubią beletrystykę biograficzną i książki związane z brytyjską rodziną
królewską.
Wendy Holden, Wallis Simpson. Księżna,
wydawnictwo HarperCollins Polska, wydanie 2023, tytuł oryg.: The Duchess,
tłumaczenie, cykl: Royal Outsiders #2, okładka miękka, stron 480.
„Uwikłani w przeszłość” to kontynuacja
pozycji „Kalkulować… Polacy na szczytach c.k monarchii”. Formalnie zamknięta
jest w ramach dat granicznych 1918 i 1985. Pierwsza data związana jest z
rozpadem monarchii austro-węgierskiej, a druga - ze śmiercią Alicji
Ankarcrona Badeni Habsburg. Pierwsza część kończy się w 1918 r., a druga
w tym momencie zaczyna.
Autor przedstawia jak nasi przodkowie, budowniczowie niepodległego państwa polskiego, byli
uwikłani w przeszłość. Pokazuje jak rozprawiano się z epoką Franciszka Józefa
I. Jeszcze w II Rzeczypospolitej na południu i południowych wschodzie, portrety
cesarza wisiały w witrynach niektórych sklepów i w mieszkaniach prywatnych. Piąte pokolenie urodzone w niewoli było mniej zżyte z I Rzeczypospolita niż pierwsze.
Ludzie zabiegali codziennie o pracę i pożywienie.Jeżeli ktoś
zajmował stanowisko urzędnicze, troszczył się o swoje awanse. Na ziemiach zaboru austriackiego istniała
powszechna korupcja i protekcja, co nie było odnotowywane w zaborze pruskim. Przez
wiele lat z nostalgią i sentymentalizmem wspominano czasy Franciszka Józefa I. Z
drugiej strony istnieli też ludzie wychowaniw duchu patriotycznym, którzy przekonywali, że sprawa narodowa wymaga
cierpień, biedy i osobistych poświęceń. Autor kreśli konflikt poglądów między
Józefem Piłsudskim, a Romanem Dmowskim, dla którego I Rzeczpospolita nie była
punktem odniesienia i którego zdaniem monarchia habsburska powinna być
zniszczona. Autor wraca do wydarzeń 1914 r., powstania legionów, kryzysie
przysięgowym i niepewnej radości roku 1918. Charakteryzuje zawirowania
gospodarcze i polityczne.
Właściwie w pierwszej części dominuje
polityka, w drugiej mamy do czynienia raczej z biografiami. Na kartach książki spotkać
można znane i mniej znane nazwiska: Michała Bobrzyńskiego, Józefa Piłsudskiego,
Romana Dmowskiego, Leona Bilińskiego, Wincentego Witosa, Agenora Marię Gołuchowskiego,
Leona hr. Pinińskiego, Ludwika Ćwiklińskiego, Stanisława Starzewskiego, Alicję Ludwikową
Badeniową, późniejszą Karolową Habsburg.
Książka składa się z rozdziałów, a te z
kolei z podrozdziałów. Oparta jest na dokumentach z epoki takich jak:
wspomnienia, diariusze, korespondencje, zapiski, pamiętniki, czasopisma oraz
relacjach ustnych, bowiem autor przeprowadził w toku badań liczne rozmowy. Mamy tu też odwołania do książek i artykułów z epoki lub też współczesnych nam opracowań. W pozycji można znaleźć zbiór
archiwalnych fotografii orazwybór
bibliografii, spis ilustracji, indeks osób. Podobnie jak pierwszą cześć, tak i drugą czyta się z przyjemnością.
Waldemar Łazuga, "Uwikłani w przeszłość",
wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2023, okładka twarda, stron 500.
Edmée Elizabeth Monica
Dashwood, z domu de la Pasture (1890-1943), powszechnie znana jako E.M.
Delafield, była angielską pisarką. Popularność przyniósł jej autobiograficzny Dziennik
prowincjonalnej damy, który potem doczekał się zresztą kontynuacji. Nic w tym
dziwnego, bo lektura jest niezwykle fascynująca.
To forma
dziennika, zapisków z życia Angielki z wyższej klasy średniej, mieszkającej w
wiosce w Devon w latach 30. XX wieku. Dama jest damą, bowiem nigdy nie została wymieniona
z imienia. Mieszka w uroczym domku, ma przeważnie milczącego i nieangażującego
się w jakiekolwiek sprawy męża Roberta; przebywającego w szkole starszego syna Robina i młodszą
sześcioletnią córkę Vicky, która ma francuską guwernantkę. W domu zatrudniona jest kucharka,
ogrodnik i służąca, z którymi pani domu ma nieustanny kłopot. Dama cięgle jest
zadłużona, kupuje mnóstwo modnych i niepotrzebnych ubrań oraz kapeluszy i nie stroni od samotnych
wyjazdów. Nieustannie jest więc zajęta, zafrasowana, przejęta, przepracowana i nie
ma na nic czasu. Jej myśli skupione są na rodzicielstwie, chorobach i
wypoczynku, rachunkach, zatrudnieniu dobrej służby, wspaniałym życiu przyjaciółek,
protekcjonalnej Lady B., mającej skłonność do plotkowania pastorowej i innym
sąsiadom. Przy okazji działa w różnych organizacyjnych komitetach i instytutach,
więc ciągle bierze udział w zebraniach i herbatkach, przyjmuje u siebie gości
lub uczestniczy z mężem w przyjęciach. Mimo wszystko liczy się ze zdaniem
Roberta, choć potrafi też w kobiecy sposób wpłynąć na zmianę jego decyzji. W prowadzonych
konwersacjach potrafi rozmawiać o książkach, których nie czytała i opowiadać o
miejscach, które nie odwiedziła.
Książka jest
fantastyczna. Bohaterka jest autoironiczna, szczera i całkowicie urocza. Posiada
też doskonały zmysł obserwacji. Opisuje interakcje z sąsiadami jako często uciążliwe i męczące.
Życie damy to ciągłe pasmo kryzysów takich jak: brak odpowiedniego ubrania na
określone wydarzenie, wystająca spod sukienki halka, brak pieniędzy na pokrycie
kosztów rzeźnika czy kominiarza. Ciągle też boi się, że wojownicza kucharka
oraz guwernantka złożą wymówienie. Jej troski konsolidują się wokół pieniędzy,
których nigdy nie starcza, aby zachować pozory. Zna więc okoliczne lombardy, w
których zastawia rodzinne kosztowności. Robert jest obojętny na większość jej
problemów życiowych.
To zabawna i
pełna humoru wizja wiejskiego i rodzinnego życia ukazana z perspektywy
prowincjonalnej, dobrze urodzonej damy. Warto też zauważyć, że jej przemyślenia
na temat rodzicielstwa są prawdziwe i nadal aktualne, podobnie jak jej
wypowiedzi na temat społecznego snobizmu, poczucie wykluczenia z dyskusji o wydarzeniach,
których nie widziała lub książek, których nie przeczytała. Ale jest tu coś
więcej niż humor. Pięknie uchwycone pewne pokolenie, pewna klasa i styl życia,
czasy, które wkrótce miały zniknąć. Polecam.
E.M. Delafield, Dziennik prowincjonalnej damy, wydawnictwo Zysk i S-ka,
wydanie 2023, tytuł oryg.: The Diary of a Provincial Lady, tłumaczenie Jerzy
Łoziński, okładka twarda , stron 476.
Wendy Holden napisała powieść o Windsorach
dzięki przeczytaniu autobiografii Marion Crawford „Małe księżniczki”, która opisuje
szesnaście lat jakie spędziła w służbie królewskiej rodziny. Autorka powieści zainteresowała
się bardziej losami królewskiej guwernantki, ale okazało się, że materiałów źródłowych
i wzmianek w publikacjach naukowych jest bardzo mało. Tak jakby chciano o niej
zapomnieć i wymazać z kart historii. Uważano bowiem, że popełniła błąd pisząc książkę.
Wendy Holden postanowiła mimo wszystko napisać powieść,
którą otwiera i zamyka na kilku stronach dotyczących lipca 1987 roku. Cała historia rozpoczyna się jednak w okresie dwudziestolecia międzywojennego, gdy dwudziestodwuletnia Marion Crawford
otrzymuje posadę guwernantki księżniczek: Elizabeth i Margaret Rose. Crawford
pierwotnie planowała pracować w dzielnicach biedoty. Chciała się uczyć i
pomagać potrzebującym, a nie wychodzić za mąż. Tymczasem, po rozczarowaniu pseudosocjalistą
Valentinem, nieoczekiwanie przyjęła zupełnie nową zaproponowaną jej rolę i podejmuje
się edukacji księżniczek. Próbny miesiąc przekształcił się w długotrwały okres,
bowiem Crawford była obecna na dworze królewskim do ślubu Elizabeth. Autorka
ukazuje pewne elementy związane z takimi wydarzeniami jak: śmierć króla Jerzego V, okres koronacji i abdykacji
Edwarda VIII, koronacji Jerzego VII oraz czasy wojny i bezpośrednio powojenne.
Marion (otrzymała przydomek Crawfie)
poznaje blaski i cienie królewskiego życia, łamie królewskie protokoły zabierając
księżniczki w miejsca, w których nie powinny się pojawić, bowiem groziły im
niebezpieczeństwa (np. pociąg, basen, zakupy), a przy dobrej pogodzie prowadziła
lekcje w ogrodzie. Trudno jej było jednak uzyskać stosowne pozwolenia od ciągle
zajętych księżnej i księcia. Przy okazji mieszka w różnych miejscach np: Royal
Lodge, dom Yorków przy Piccadilly w Londynie, Balmoral w Szkocji, Kensington,
Buckingham.
To zupełne inne spojrzenie na rodzinę
królewską, Marion jest czarującą postacią, pewną siebie, odważną, odporną na
przeciwności, która dokonuje wielu osobistych poświęceń, by opiekować się
swoimi podopiecznymi. Jest jednak nadal pełna wątpliwości, wielokrotnie narzeka
i jest sfrustrowana. Wypełniając rolę królewskiej guwernantki rezygnuje ze
swoich ideałów, ale postanawia w pewnym stopniu pokazać dziewczynkom jak
wygląda normalne życie. Autorka pokazuje jej relacje z dziećmi, interakcje z
członkami rodziny królewskiej i innymi pracownikami. Obowiązek wobec rodziny
królewskiej odbywa się kosztem tego, że Marion nie może żyć na swoich warunkach
i dokonywać swobodnie wyborów.
Książka skupia się na losach Marion jako
guwernantki wychowującej księżniczki, ale wiadomo, że dzieci nie
pozostają dziećmi na zawsze. Dorastają, oddalają się, stają się inne w kontaktach.
Autorka porusza także i te sprawy. Królewska guwernantka to wnikliwa, przyjemna, ale gorzka lektura.
Wendy Holden, Królewska guwernantka,
HarperCollins Polska, wydanie 2023, tytuł oryg.: The Governess, tłumaczenie:
Alina Patkowska, cykl: Royal Outsiders #1, oprawa miękka, stron 544.
Książka jest wynikiem pracy muzealników w
miejscu związanym z twórczością Malczewskich. Obydwie autorki pracują w Muzeum
im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Książka została podzielona na dwie części: pierwsza
dotycząca Jacka Malczewskiego napisana została przez Paulinę Szymalak-Bugajską;
w drugiej - za którą odpowiedzialna jest Magdalena Noskowska - mowa jest o Rafale Malczewskim.
Można więc powiedzieć, że dwa większe eseje znalazły się w jednej oprawie. Różnią
się stylem, podejściem do życia i twórczości danego artysty.
Czytelnik zauważy osobiste wtrącenia autorek. Pierwsza autorka pisze wstęp, w
którym przybliża czytelnikowi własną drogę prowadzącą do odkrycia w sobie
fascynacji malarstwem Jacka Malczewskiego. Druga z kolei zwraca się bezpośrednio
do czytelnika, by wytłumaczyć mu dlaczego rozpoczęła swoją opowieść od wojennej
tułaczki Rafała i Zofii. Autorki przez zastosowane takiego zabiegu, stają się bliższe czytelnikowi.
Paulina Szymalak-Bugajska podkreśla, że
celem jej było nie napisanie biografii, bo takich opracowań przecież pojawiło
się wiele na polskim rynku wydawniczym, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi na
wybory i decyzje Jacka Malczewskiego, które z kolei wpłynęły na rozwój jego
talentu artystycznego. Korzysta przy tym ze swojego zdobytego na przestrzeni
lat doświadczenia zawodowego. W ten sposób powstała wyjątkowo subiektywna
interpretacja malarstwa bohatera tego eseju. Z kolei zdaniem Magdaleny Noskowskiej najmniej
poznany okres w twórczości Rafała Malczewskiego zaczął się w 1939 r.
Autorki zamykają życie i twórczość Malczewskich
w obrębie ram chronologicznych. Zwracają uwagę na dom rodzinny, wychowanie, dzieciństwo,
zamiłowanie do rysunków, etapy kształtowania poszczególnych talentów oraz szczęśliwe,
ale i tragiczne fragmenty z życia artystów. W tym wszystkim jest miejsce na
niecodzienne przyjaźnie, płytsze znajomości i przede wszystkim na twórczość. Zwrócona
została uwaga na silne więzi ojcowsko-synowskie łączące Jacka i Rafała. Inny
rodzaj powiązań można jednak zauważyć już w relacjach Rafała z własnym synem Krzysztofem.
Opowieści są nacechowane żywymi emocjami.
Opowieści czyta się płynnie i na pewno potencjalnym
odbiorcą jest laik w świecie sztuki. Przeważają w nich wątki związane z życiem
artystów. Autorki nie podejmują analizy dzieł. W książce można odnaleźć fotografie
archiwalne Malczewskich oraz reprodukcje dzieł. Przyjemna lektura na długie
wieczory.
Paulina Szymalak-Bugajska, Magdalena Ewa Nosowska, Klan Malczewskich, wydawnictwo Arkady, wydanie2022, oprawa twarda,
stron 320.
Na tropach Smętka to książkaokreślana jako powieść reportażowa. Wydana została przez w 1936 roku, na postawie zebranych notatek i wrażeń z podróży
odbytej po Prusach Wschodnich w 1935 roku przez Melchiora Wańkowicza. Pierwotnie ukazywała się jeszcze we fragmentach w 1935 r. w warszawskim "Kurierze Porannym". Wydanie, jakie ukazało się obecnie,
nakładem Domu Wydawniczego Księży Młyn, jest pierwszym nieocenzurowanympowojennym, które zostało opatrzone słowem Pani
Aleksandry Ziółkowskiej – Bohem (Smętek na tropach Wańkowicza), dwoma
przedmowami z wydań 1936 r. i do 1958 r. oraz wzbogacone o opracowanie Pana
Grzegorza Nowaka. Dodane zostały również między innymi indeksy, przypisy, skorowidz. Wydanie
jest więc bardzo starannie przygotowane.
Już w pierwszym zdaniu swej opowieści Melchior Wańkowicz pisze, że wszystko zaczęło się od kajaka. Co wiosnę w domu rozkładano mapy i obmyślano wyprawę. Krysia miała już inne plany, ale córka Tili (Tirliporek, Sanco Pansa) uradowana była pomysłem ojca. Ustalono, że po otrzymaniu świadectwa, ruszają do Prus Wschodnich. Tym razem wyprawa miała odbyć się bez namiotu i z minimalistycznym podręcznym bagażem.
Tak rozpoczyna się opowieść o Mazurach. Autor przytacza w skrócie przynależność tych terenów do Polski, która zmieniała się na przestrzeni wieków. Czytelnik ma podawane daty historyczne i dane statystyczne. Wańkowicz postanawia rozpocząć spływ od wsi Pupy. Tytułowy Smętek opiekował się niemieckimi sprawami od prawieków i wymienia go również Żeromski.
Autor plastycznie opisuje ówczesny krajobraz i przyrodę wschodniopruską: zarówno rośliny, jak i zwierzęta. Zwraca uwagę na położenie geograficzne, jeziora, rzeki, mieszkańców, kulturę, język, gwarę i religię. Mowa jest o typowej mazurskiej zabudowie: chat, gospód, cerkwi, klasztorów i kościołów, mijanych wsiach (np. Piecki Krutyńskie, Wojnowo, Iznota, Bełdany, Pisz). Wańkowicz zwraca uwagę na pracę i zwyczaje poznanych ludzi. Mamy też przedstawiony schematyzm organizacji niemieckich działających za granicami Rzeszy, kalkulację Niemiec dotyczącą tych terenów pod względem politycznym i gospodarczym, rolę plebiscytu i interpretację jego konsekwencji. Autor analizuje kwestię kolonizacyjną tych terenów. Mowa jest o ludności, która poprzez swoją propolską działalność uległa prześladowaniom (procesy pokazowe, presja gospodarcza, przekupstwo, terror fizyczny, zamieszki). W tym wszystkim odnaleźć można mnóstwo anegdot i opowieści miejscowych ludzi.
W posłowiu Grzegorz Nowak zwraca uwagę, że Niemcy upatrywali w reportażu Wańkowicza o Prusach Wschodnich duże zagrożenie. Tłumaczono go na język niemiecki, ale jednocześnie tekst oznaczano terminem "poufne". Wańkowicz zwracał bowiem uwagę na ucieczki rodzimych mieszkańców do Rzeszy i tworzenie się na tych terenach luki etnicznej i kulturowej. Podaje przy tym statystyczne dane. Nowak zwraca też uwagę na postać mitycznego Smętka oraz ingerencję cenzorów w poszczególnych wydaniach książki.
Książka to jak widać tomiszcze, ale wspomnienia Wańkowicza czyta się szybko i z przyjemnością (pomijając - w moim przypadku - dane statystyczne oczywiście).
Melchior Wańkowicz, Na tropach Smętka, Dom Wydawniczy Księży Młyn, wydanie 2022, okładka twarda, stron 560.