Główna bohaterka, Esme Nicoll, dorasta w Skryptorium, gdzie jej owdowiały ojciec wraz z zespołem leksykografów pod kierownictwem sir Jamesa Murraya pracuje nad stworzeniem pierwszego Oksfordzkiego Słownika Języka Angielskiego. Szczerze pisząc, owe Skryptorium kojarzyło mi się z wielkim, ceglanym, choć surowym i zimnym budynkiem, a tu w powieści okazało się być po prostu ogrodową szopą. Tam gromadzono, segregowano i definiowano słowa.
Esme, wychowywana jedynie przez ojca, spędzała czas w miejscu jego pracy. Jako dziecko znalazła pod stołem porzuconą karteczkę ze słowem „dziewka”. Z czasem zaczęła dostrzegać, że celowo usuwane są słowa i pojęcia związane z doświadczeniami kobiet oraz uboższych warstw społecznych. Słownik staje się być niedostępny na tego typu pojęcia. Esme zaczyna więc interesować się słowami wykluczanymi przez mężczyzn i potajemnie tworzyć swój własny, tytułowy słownik. Dziewczyna zwraca uwagę na słowa potoczne, wulgarne, zasłyszane na targu oraz te bezpośrednio związane z cielesnością i doświadczeniem kobiet, które komitet redakcyjny uznał za „niegodne” oficjalnego słownika. Główna bohaterka, szukała „utraconych słów” na targowiskach czy w rozmowach z ubogimi kobietami, udowadnia. Okazuje się, że język ulicy, emocji i codziennego trudu jest równie ważny i piękny, co język elitarnego towarzystwa.
Akcja powieści osadzona jest na przełomie XIX i XX wieku, w burzliwych czasach walki o prawa kobiet i działalności brytyjskich sufrażystek. To poruszająca i refleksyjna opowieść o sile i ewolucji języka oraz historii. Uświadamia czytelnikom, że język i historia nie są neutralne. Pokazuje, że przez wieki to mężczyźni decydowali o tym, jakie słowa są „właściwe”. Mowa jest więc o czynnikach, które wpływają na postrzeganie przez nas rzeczywistości. To świetnie udokumentowana powieść historyczna, która zmusza do refleksji nad rzeczami, które na co dzień bierzemy za pewnik.
Powieść w przystępny sposób edukuje o realiach epoki edwardiańskiej, początkach feminizmu, walce sufrażystek oraz o tym, jak gigantycznym i żmudnym przedsięwzięciem było spisanie słownika oksfordzkiego. Warto wspomnieć, że książka opiera się na faktach. Pip Williams spędziła lata na badaniu archiwów powstawania Oksfordzkiego Słownika Języka Angielskiego. Pokazuje, że oficjalną historię i język przez wieki tworzyli wyłącznie wykształceni mężczyźni z wyższych sfer. Śledzimy losy Esme od momentu, gdy jako mała, osierocona przez matkę dziewczynka siedzi pod stołem w Skryptorium, aż do jej dorosłości. Zbierane przez nią słowa stają się dla niej formą ucieczki, tarczą obronną i sposobem na zrozumienie własnego ciała oraz zachodzących w niej zmian. To opowieść o miłości, stracie, żałobie i szukaniu własnej tożsamości. Praca nad słownikiem przeplata się z narodzinami ruchu sufrażystek, brutalną walką kobiet o prawo do głosowania oraz wybuchem I wojny światowej, która bezpowrotnie zmieniła strukturę społeczną Wielkiej Brytanii. Jeśli cenicie mądre, refleksyjne powieści historyczne skupione na losach kobiet, to jest to z pewnością książka dla Was.
Pip Williams, Słownik pojęć utraconych, wydawnictwo Zysk i S-ka, tytuł oryg. The Dictionary of Lost Words, tłumaczenie: Paulina Surniak, wydanie 2026, okładka miękka, stron 526.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję bardzo za konstruktywne słowo pisane pozostawione na tym blogu. Nie zawsze mogę od razu odpowiedzieć, za co przepraszam.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Prowadząca bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.