Wydawnictwo Ancilla to male i nieznane wydawnictwo, wydające jednak książki wartościowe i mądre. Mój pierwszy zakup poczyniony na stronie dotyczył listów Jadwigi Zamoyskiej, które można odnaleźć w starym jeszcze wydaniu w wersji elektronicznej na stronach internetowych bibliotek. Jak widać na zdjęciach dostałam książkę wspaniale zapakowaną, a w dodatku z pięknymi dodatkami.
Książka jest bardzo starannie wydana, w twardej, lakierowanej okładce, z zakładkową wstążeczką. Listy codziennie czytam, dawkując lekturę i pozostawiając czas na własne przemyślenia. Jadwiga nie bała się na pewno wyrażać własnych sądów, potrafiła cierpliwie tłumaczyć, że należy właściwie rozeznać własną drogę, bo nie każdy jest przecież powołany do wypełniania roli wyznaczonej mu przez rodzinę i narzucone przez społeczeństwo. Porusza w listach kwestię wychowania, pracy, wypełniania codziennych obowiązków. Odwołuje się do wiary i do Pisma Świętego, przywołuje czytane książki.
Po doświadczeniach utraty najbliższych (męża - nota bene swojego wuja/brata matki - w 1868 r., syna Witolda w 1874 r.) duchowo związała się ze
stowarzyszeniem oratorianów. Postanowiła też założyć szkołę
dla młodych dziewcząt, której celem było przygotowanie do wypełniania zadań wzorowej pani
chrześcijańskiego domu. Gdy jej syn Władysław został dziedzicem dóbr
kórnickich po śmierci Jana Działyńskiego, mogła zrealizować swój pomysł. W 1882 roku powstała Szkoła Domowej
Pracy Kobiet, zwana też Zakładem Kórnickim. Z czasem jednak władze
pruskie zakazały dalszej działalności szkoły, a na skutek rugów pruskich
Zamoyscy musieli opuścić Wielkopolskę. To właśnie z tego okresu pochodzą listy pisane do rodziny, przyjaciół, znajomych.
To bardzo dobra lektura. Warto przypomnieć, że w 2012 roku Kuria Metropolitalna w Poznaniu oficjalnie wszczęła proces beatyfikacyjny Jadwigi Zamoyskiej. Polecam też Wspomnienia Jadwigi Zamoyskiej, książkę o której pisałam też na blogu.
Jadwiga Zamoyska, Listy z lat 1883-1914, wydawnictwo Ancilla, wydanie 2025, okładka twarda, stron 332.
Książka, która sprawiła mi wielką przyjemność czytelniczą. Motywem przewodnim jest pracownia kobiety-artystki żyjącej i działającej w XIX lub na przełomie XIX i XX wieku. Każda z tych kobiet marzyła o własnym kątku, pokoju, odpowiedniej przestrzeni do pracy, stabilności finansowej i możliwością dysponowania własnym czasem. Autorka przedstawia miejsca, gdzie tworzyły malarki, rzeźbiarki oraz artystki zajmujące się sztukę dekoracyjną. Przez poznanie pracowni można bliżej poznać daną artystkę. Więcej bowiem mówią one o osobowości niż o twórczości. Często bowiem spełniają różne funkcje: salonu, atelier, a nawet sypialni. Panowała tam zazwyczaj oryginalna atmosfera. Pracownia była obszarem działań zawodowych, które pełniło funkcje miejsca spotkań. Było swego rodzaju wizytówką twórcy, która odzwierciedlała jego status, zainteresowania oraz tematykę dzieł. Malarki interesują przede wszystkim portrety, kameralne sceny rodzajowe, martwe natury. Warto również zaznaczyć, że artystki musiały dbać o swoja reputację, toteż pracowni poszukiwano w przyzwoitym miejscu. wiele artystek w pracowniach urządzało tez szkoły lub dawało lekcje.
Autorka opierając się na źródłach (zachowanej korespondencji, wzmiankach a prasie, dziennikach, pamiętnikach, dokonując analizy zdjęć pracowni) oraz literaturze pięknej (do której podchodzi krytycznie) przełomu XIX i XX wieku, odtwarza wygląd pracowni działających w tym czasie artystek. W książce znaleźć można rozdziały opowiadające o funkcjonowaniu różnych pracowni oraz rozdziały poświęcone pracowniom prowadzonym przez konkretne postacie. Malarka powinna mieć pracownię wysoką, obszerną, z równomiernym światłem najlepiej północnym lub północno - wschodnim. Często szukano na poddaszu i w dobrej dzielnicy miasta. Emilia Dukszta-Duksztyńska w Warszawie, podobnie jak Anna Blińska w Paryżu, prowadziła pracownię salonową. W lutym 1890 r. zorganizowała w niej raut na część Wojciecha Gersona. Maria Dulębianka miała wiele pracowni od Lwowa, przez Florencję, Wiedeń, Monachium, Zurich, po Żarnowiec. Ciekawe są losy Anieli Pająkówny, wychowanki Heleny z Dzieduszyckich Pawlikowskiej; nieszczęśliwej w małżeństwie Bronisławy Richter - Janowskiej; zajmującej się sztuką dekoracyjną Bronisławy Poświkowej (matki Ireny Solskiej).
Z kolei pracownie rzeźbiarskie powinny znajdować się na parterze, z jakimś placykiem lub komórką do składania materiału. Rzeźbiarz nie powinien tez spać w pracowni ze względu na wilgoć i brud. Autorka przedstawia pracownię pierwszej polskiej rzeźbiarki Heleny Skirmutt, która ze względu na utratę wzroku, zamiast malować zaczęła wykorzystywać swój zmysł dotyku tworząc rzeźby. Poznać można też pracę i losy rzeźbiarek: Toli Certowiczówny, Natalii z Tarnowskich Androlli, Marii Gerson (córki Wojciecha Gersona), Janiny Broniewskiej, Jadwigi Łubieńskiej.
Autorka zwraca też uwagę na pracownie artystek wywodzących się z wyższych sfer. Wśród nich wymieniane są m.in.: Pia Górska, Zofia Szymanowska (żona Teofila Lenartowicza), Aniela Biernacka, Olga Malinowska. Mowa jest o artystkach-kopistkach, pejzażystkach, artystycznych plenerowych wyjazdach, romansach, małżeństwach i rozwodach, samotności, życiu w biedzie i dostatku. Dla znających biografie wymienianych artystek, nie ma tu nic odkrywczego. Książka stanowi bowiem kompilacje wybranych wiadomości mających głównie związek z istniejącymi pracowniami, wydzielonymi miejscami do tworzenia.
To ciekawa pozycja, w której narracja jest poprowadzona w sposób lekki i zajmujący odbiorcę. Świetna pozycja do czytania podczas urlopu, bowiem napisana bez naukowego zadęcia i współczesnej modnej i wszędzie obecnej genderowej nowomowy. W dodatku szeroka baza ikonograficzna, która uzupełnia tekst, staje się dodatkowych atutem książki.
Karolina Dzimira-Zarzycka, Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2025, oprawa twarda, stron 415.
Książka niecodzienna, przekazująca wiedzę w
formie zapisów, pewnego rodzaju dziennika, notatek uwypuklonych datami uwiecznionych refleksji. Zapiski dotyczą
przeprowadzonych rozmów, spotkanych ludzi, odwiedzanych miejsc oraz historii
związanych z tymi miejscami. Mają one lekką formę i składają się z fragmentów
myśli związanych w powziętym akurat tematem. Anna Mieszczanek łączy skrawki
wiadomości odnalezionych w zachowanych rękopisach, nagrań, publikowanych i
niepublikowanych wspomnień, artykułów. Autorka nawiązuje też do swoich Książek: „Przedwojenni” (2020) i „Dzień bez Teleranka” (2021).
Na kartach tej książki spotkać więc można teraźniejszość,
która łączy się z przeszłością. Motywem przewodnim są majątki i ziemianie oraz
ich losy po II wojnie światowej w zupełnie zmienionej rzeczywistości. Co nie
znaczy, że nie ma w tej książce mowy o jeszcze wcześniejszych latach. To
przecież niegdyś w dworach tętniło życie polityczne i kulturalne zarówno w
okresie zaborów, jak i po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r. W
czasach II wojny światowej ziemianie angażowali się w działalność
niepodległościową. Pod koniec wojny zaczęła się niekorzystnie klarować sytuacja
polityczna dla Polski. W dodatku 6 września 1944 r.
dekret Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) wywłaszczał ze skutkiem
natychmiastowym i bez odszkodowania wszystkich właścicieli majątków ziemskich o
powierzchni powyżej 50 ha (w województwach zachodnich powyżej 100 ha). Odebrano
im także zwierzęta, maszyny, narzędzia
oraz budynki i ich wyposażenie z dworem lub pałacem włącznie. Pamiętać też należy o
majątkach ziemskich, które zostały zabrane właścicielom za nową granicą
wschodnią. Reforma rolna stała się mitem założycielskim Polski Ludowej. Ziemię
mieli dostać chłopi, w rezultacie jednak większość hektarów przejęło państwo. Reforma podporządkowana była celom strategicznym komunistów. Po 1948 r. nowa
władza otwarcie głosiła już konieczność kolektywizacji rolnictwa.
Realizacja reformy rolnej wiązała się z represjami
w stosunku do ziemiaństwa. Już w dekrecie była mowa o karze więzienia i karze
śmierci. Nastąpiły liczne aresztowania, brutalne zastraszanie, wyrzucanie z
majątków, ziemianom utrudniano znalezienie pracy, awans w pracy, zajmowanie wysokich stanowisk, a ich dzieciom studiowanie. Nastąpił
upadek dworów i pałaców, a zebrane tam cenne zbiory sztuki zostały bezpowrotnie zniszczone
lub rozkradzione.
Anna Mieszczanek pisze o powolnym „powracaniu ziemian”. Krótko
kreśli losy swoich bohaterów. Odkrywa jasne i ciemne strony ich życia. Zaznacza,
co przetrwało z majątku lub czego już nie ma, jaki majątek kupiła dana rodzina (jeśli było ją stać). Na kartach
tej książki mowa jest między innymi o Anieli Pająkównie, Karolinie
Lanckorońskiej, Annie Bilińskiej, Marii z Czetwertyńskich Tarnowskiej, Zofii z
Odrowąż i Janie Pieniążków, Helenie z Dzieduszyckich i Mieczysławie Gwalbercie
Pawlikowskich, Janinie i Janie Kasprowiczach, o rodzinach: Czartoryskich, Zamoyskich, Radziwiłłach.
Przeczytać można o Czombrowie, Medyce, majątku Radonie, Dębince, Konarzewie.
Opowieści płyną, a czas spędzony z książką mija szybko. Lektura przywracająca pamięć o historii i o
ziemianach. Warto.
Anna Mieszczanek, Powracanie ziemian. Dziennik
sieciowy, wydawnictwo Ridero, wydanie 2023, oprawa miękka, stron 202.
Można być pod wrażeniem tej książki, bowiem
pisząc ją autorka przebrnęła przez kilkaset stron zapisanych listów, dzienników,
wspomnień oraz zapewne ówczesnych czasopism i powstałych monografii. Praca
żmudna, ale jakże owocna i przynosząca satysfakcję. W książce zostały przytoczone
zresztą obszerne fragmenty wskazanych źródeł. Czasami wręcz fragment „goni”
fragment i brakuje autorskiej analizy. Nie jest to jednak zbyt potrzebne, bowiem
odbiorca powinien sam ocenić postępowanie danych osób. Mimo, że na końcu książki (czego nie jestem zwolennikiem) to warto zauważyć obecność przypisów oraz spisu bibliograficznego. W książce są też liczne archiwalne fotografie rodzinne oraz artystycznych prac zarówno Anieli, jak i Stanisławy.
Ciekawa byłam tej pozycji, bowiem dość
niedawno studiowałam na potrzeby artykułu listy Pawlikowskich, aczkolwiek
dotyczących ojca Mieczysława Gwalberta Pawlikowskiego (1834-1903), Józefa Gwalberta Pawlikowskiego (1793-1852). Nota bene autorka podaje cytat źródłowy, że
Gwalbert nabył Medykę (s. 28). Otóż Gwalbert, żonaty z Henryką z Dzieduszyckich(1798-1877),
na mocy testamentu odziedziczył Medykę po ojcu Józefie Benedykcie Pawlikowskim(1770-1830),
który to nabył Medykę od Głogowskich w 1809 r. Mieczysław z kolei poślubił Helenę
z Dzieduszyckich (1837-1918), córkę Eugeniusza Dzieduszyckiego i Heleny z
Paszkowskich, która urodziła mu Jana Gwalberta (1860–1939) oraz Tadeusza
(1861–1915). Jan Gwalbert, który po śmierci ojca wypłacał Anieli rentę, a po
jej śmierci czynił to także względem jej córki Stanisławy, aż do ukończenia
przez nią 20 lat, poślubił Wandę z
Abramowiczów (1863-1964).
O osobach tych mowa jest w książce,
bowiem Aniela Pająkówna (1864-1912) urodzona w Medyce, właściwie została
wychowana i ukształtowana przez swoich opiekunów: Mieczysława i Helenę
Pawlikowskich, pracodawców jej ojca. Dziewczynka w wieku 12 lat zamieszkała w
medyckim dworze. Helena mając dwóch synów traktowała Anielę właściwie jak
córkę, a potem listy podpisywała jako „półmatka”. Nawet w najtrudniejszych
chwilach Pająkówna czuła nad sobą parasol ochronny Pawlikowskich. Aniela dzięki
nim zostaje włączona w krąg artystyczny i intelektualny inteligencji. Zadbano o
jej wykształcenie, prywatne lekcje, najmodniejszy ubiór, zasady savoir vivre’u,
zdrowie, a potem studia w Paryżu. Przez całe życie Aniela ma wypłacaną od
Pawlikowskich rentę. Od 1891 r. mieszka już we Lwowie na stałe, wynajmuje pokój
i atelier, a wszystko po to, aby być blisko Medyki, wspierać rodziców i młodszą
o szesnaście lat siostrę Helenę.
To we Lwowie w 1899 r. w domu Jana Gwalberta
Pawlikowskiego, poznaje Stanisława Przybyszewskiego, który wówczas był żonaty z Dagny Juel (1867-1901). Przybyszewski chce pozbyć się Dagny, zaczyna czarować i mamić
Anielę, a jednocześnie rozpoczyna burzliwy romans z Jadwigą Kasprowiczową. Nawet
przez pewien czas Aniela zajmuje się jego córką Iwcią, spodziewając się już
sama jego dziecka. Aniela wiedząc, co się dzieje ustępuje, nie walczy, nie
informuje Przybyszewskiego o ciąży, a będąc już w szóstym miesiącu mówi o
wszystkim Pawlikowskim. Świadoma jest teraz swojej pozycji, nowego statusu „panny
z dzieckiem”, zhańbionej kobiety i zamknięciadostępu do kręgów towarzyskich kariery. Postanawia zrezygnować z kariery
artystycznej na rzecz urodzenia i wychowania dziecka, którego nie oddaje. Córka "Dzidzia" stała się dla niej najważniejszą osobą w życiu i to jej
podporządkowała kolejne wybory będąc "nianią". Aniela informuje Przybyszewskiego o córce, ale
ten nigdy nie dołoży do wychowania córki i nie wykazuje żadnego
zainteresowania. Dopiero w 1906 r. zostaje nawiązana korespondencja. Aniela z myślą o
przyszłości córki skrzętnie przechowuje listy, Przybyszewski bojąc się reakcji
żony – poślubionej w 1905. Jadwigi - wszystkie niszczy.
Stanisława Aniela Pająkówna poznaje ojca dopiero w 1906 r., a jej matka do końca swojego życia walczy o prawne jej uznanie przez Przybyszewskiego. Sprawę doprowadzi do końca dopiero po jej śmierci szwagier Marcin
Barliński, mąż siostry Anieli, Heleny, która będzie potem wsparciem dla
Stanisławy. Przybyszewski nadal oszukuje, wyłudza pieniądze od Anieli, obiecuje
i nie wypełnia zobowiązań. Aniela podupada na zdrowiu, a Jadwiga dowiaduje się
o Stanisławie, która przecież zostaje spłodzona wówczas, gdy jej romans trwa z
Przybyszewskim. O ile "toleruje" pozostała piątkę Przybyszewskiego, to szóstego
dziecka nienawidzi.
W 1912 roku Aniela przed śmiercią pisze ostatnią wolę do
Heleny z Dzieduszyckich. Stasia parę lat spędza u Wacława i Zofii Moraczewskich,
potem u Barlińskich, by następnie podjąć studia w Poznaniu, poślubić przyjaciela
ojca - Janka Panieńskiego, przeprowadzić
do Gdańska, owdowieć, uzależnić się od morfiny i lekarstw, nie podejmując pracy
żyć w biedzie i zimnie, chorować, być osaczoną przez melancholię, samotność, smutek
i depresyjne lęki, ale przede wszystkim w ostatnich dziesięciu latach życia -
pisać. Stanisława umiera w samotności w 1935 r. Jej grób znika po II wojnie
światowej, podobnie jak grób jej matki po I wojnie światowej.
Można nie rozumieć, jak Aniela Pająkówna,
mając 38 lat, będąc ukształtowaną intelektualnie, mając przed sobą otwartą
drogę kariery artystycznej, mimo ostrzeżeń najbliższych oddała się tak
nikczemnemu człowiekowi, jakim był prywatnie Stanisław Przybyszewski. Realia epoki nie pozwalały jej dalej rozwijać swojej artystycznej kariery i być samotna matką z dzieckiem. Była za to niania i Dzidzia. Zarówno
Aniela jak i Stanisława były od Przybyszewskiego w pewien sposób uzależnione.
Aniela mimo tego, że była obdarta ze złudzeń, wysyłała pieniądze i utrzymywała kontakt
z Przybyszewskim ze względu na córkę. Stanisława bardzo chciała mieć ojca, żyła
nadziejami, była wobec niego uległą. Po matce odziedziczyła talent malarski, po
ojcu - zamiłowanie do pisania. Aniela chorowała, ale starała się żyć – dla córki.
Stanisława dążyła do samounicestwienia.
Aniela i Stanisława to kobiety, które
były oryginalnymi osobowościami, ale które zostały na długi czas wykluczone z
dyskursu. Autorka pokazuje ich prawdziwe życie, niewykorzystane szanse i zaprzepaszczone nadzieje. Dziś życie Anieli, a przede wszystkim Stanisławy może być analizowane w duchu feminizmu. Książka wciągająca, absorbująca i wzbudzająca emocje.
Anna Kaszuba-Dębska, Przybyszewska/Pająkówna.
Głuchy krzyk, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2023, okładka twarda, stron 528.
dr Anna Kaszuba-Dębska – malarka, graficzka, ilustratorka, reżyserka filmów animowanych. Pisarka i biografistka. Znana z instalacji artystycznych wystawianych w przestrzeniach miejskich, między innymi Projektu Szpilki i Projektu Emeryty inspirowanych dziełami Brunona Schulza i Tadeusza Kantora. Autorka książki Kobiety i Schulz oraz biografii Bruno. Epoka genialna nominowanej do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Trzykrotna stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dwukrotna laureatka Stypendium Twórczego Miasta Krakowa, stypendystka ZAiKS-u, laureatka Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO. Od dekady z mężem Łukaszem Dębskim współtworzy Fundację Burza Mózgów, do której celów należą promocja czytelnictwa i sztuki oraz edukacja kulturalna.
„Uwikłani w przeszłość” to kontynuacja
pozycji „Kalkulować… Polacy na szczytach c.k monarchii”. Formalnie zamknięta
jest w ramach dat granicznych 1918 i 1985. Pierwsza data związana jest z
rozpadem monarchii austro-węgierskiej, a druga - ze śmiercią Alicji
Ankarcrona Badeni Habsburg. Pierwsza część kończy się w 1918 r., a druga
w tym momencie zaczyna.
Autor przedstawia jak nasi przodkowie, budowniczowie niepodległego państwa polskiego, byli
uwikłani w przeszłość. Pokazuje jak rozprawiano się z epoką Franciszka Józefa
I. Jeszcze w II Rzeczypospolitej na południu i południowych wschodzie, portrety
cesarza wisiały w witrynach niektórych sklepów i w mieszkaniach prywatnych. Piąte pokolenie urodzone w niewoli było mniej zżyte z I Rzeczypospolita niż pierwsze.
Ludzie zabiegali codziennie o pracę i pożywienie.Jeżeli ktoś
zajmował stanowisko urzędnicze, troszczył się o swoje awanse. Na ziemiach zaboru austriackiego istniała
powszechna korupcja i protekcja, co nie było odnotowywane w zaborze pruskim. Przez
wiele lat z nostalgią i sentymentalizmem wspominano czasy Franciszka Józefa I. Z
drugiej strony istnieli też ludzie wychowaniw duchu patriotycznym, którzy przekonywali, że sprawa narodowa wymaga
cierpień, biedy i osobistych poświęceń. Autor kreśli konflikt poglądów między
Józefem Piłsudskim, a Romanem Dmowskim, dla którego I Rzeczpospolita nie była
punktem odniesienia i którego zdaniem monarchia habsburska powinna być
zniszczona. Autor wraca do wydarzeń 1914 r., powstania legionów, kryzysie
przysięgowym i niepewnej radości roku 1918. Charakteryzuje zawirowania
gospodarcze i polityczne.
Właściwie w pierwszej części dominuje
polityka, w drugiej mamy do czynienia raczej z biografiami. Na kartach książki spotkać
można znane i mniej znane nazwiska: Michała Bobrzyńskiego, Józefa Piłsudskiego,
Romana Dmowskiego, Leona Bilińskiego, Wincentego Witosa, Agenora Marię Gołuchowskiego,
Leona hr. Pinińskiego, Ludwika Ćwiklińskiego, Stanisława Starzewskiego, Alicję Ludwikową
Badeniową, późniejszą Karolową Habsburg.
Książka składa się z rozdziałów, a te z
kolei z podrozdziałów. Oparta jest na dokumentach z epoki takich jak:
wspomnienia, diariusze, korespondencje, zapiski, pamiętniki, czasopisma oraz
relacjach ustnych, bowiem autor przeprowadził w toku badań liczne rozmowy. Mamy tu też odwołania do książek i artykułów z epoki lub też współczesnych nam opracowań. W pozycji można znaleźć zbiór
archiwalnych fotografii orazwybór
bibliografii, spis ilustracji, indeks osób. Podobnie jak pierwszą cześć, tak i drugą czyta się z przyjemnością.
Waldemar Łazuga, "Uwikłani w przeszłość",
wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2023, okładka twarda, stron 500.
Książka jest wynikiem pracy muzealników w
miejscu związanym z twórczością Malczewskich. Obydwie autorki pracują w Muzeum
im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Książka została podzielona na dwie części: pierwsza
dotycząca Jacka Malczewskiego napisana została przez Paulinę Szymalak-Bugajską;
w drugiej - za którą odpowiedzialna jest Magdalena Noskowska - mowa jest o Rafale Malczewskim.
Można więc powiedzieć, że dwa większe eseje znalazły się w jednej oprawie. Różnią
się stylem, podejściem do życia i twórczości danego artysty.
Czytelnik zauważy osobiste wtrącenia autorek. Pierwsza autorka pisze wstęp, w
którym przybliża czytelnikowi własną drogę prowadzącą do odkrycia w sobie
fascynacji malarstwem Jacka Malczewskiego. Druga z kolei zwraca się bezpośrednio
do czytelnika, by wytłumaczyć mu dlaczego rozpoczęła swoją opowieść od wojennej
tułaczki Rafała i Zofii. Autorki przez zastosowane takiego zabiegu, stają się bliższe czytelnikowi.
Paulina Szymalak-Bugajska podkreśla, że
celem jej było nie napisanie biografii, bo takich opracowań przecież pojawiło
się wiele na polskim rynku wydawniczym, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi na
wybory i decyzje Jacka Malczewskiego, które z kolei wpłynęły na rozwój jego
talentu artystycznego. Korzysta przy tym ze swojego zdobytego na przestrzeni
lat doświadczenia zawodowego. W ten sposób powstała wyjątkowo subiektywna
interpretacja malarstwa bohatera tego eseju. Z kolei zdaniem Magdaleny Noskowskiej najmniej
poznany okres w twórczości Rafała Malczewskiego zaczął się w 1939 r.
Autorki zamykają życie i twórczość Malczewskich
w obrębie ram chronologicznych. Zwracają uwagę na dom rodzinny, wychowanie, dzieciństwo,
zamiłowanie do rysunków, etapy kształtowania poszczególnych talentów oraz szczęśliwe,
ale i tragiczne fragmenty z życia artystów. W tym wszystkim jest miejsce na
niecodzienne przyjaźnie, płytsze znajomości i przede wszystkim na twórczość. Zwrócona
została uwaga na silne więzi ojcowsko-synowskie łączące Jacka i Rafała. Inny
rodzaj powiązań można jednak zauważyć już w relacjach Rafała z własnym synem Krzysztofem.
Opowieści są nacechowane żywymi emocjami.
Opowieści czyta się płynnie i na pewno potencjalnym
odbiorcą jest laik w świecie sztuki. Przeważają w nich wątki związane z życiem
artystów. Autorki nie podejmują analizy dzieł. W książce można odnaleźć fotografie
archiwalne Malczewskich oraz reprodukcje dzieł. Przyjemna lektura na długie
wieczory.
Paulina Szymalak-Bugajska, Magdalena Ewa Nosowska, Klan Malczewskich, wydawnictwo Arkady, wydanie2022, oprawa twarda,
stron 320.
Na gorącym uczynku to zbiór felietonów powstałych na przestrzeni lat dla prasy z dodatkiem nowych tekstów. Podczas pracy nad poprzednimi książkami Joanna Jurgała-Jureczka, dotarła do ciekawych informacji dotyczących epizodów życia artystów, polityków, pisarzy. To jedynie drobiazgi, wydarzenia, po których doświadczeniu zasadniczo nic nie ma się do powiedzenia, których być może powinno się wstydzić, którą nie powinno się chwalić i która nie powinna przedostać się do publicznej wiadomości. To swego rodzaju też rodzaj współczesnej plotki, stare wiadomości, które właśnie niekiedy po raz pierwszy zostały rozpowszechnione.
Wśród bohaterów książki oprócz przedstawicieli rodziny Kossaków, znaleźli się między innymi: Maria Konopnicka, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Adam Mickiewicz, Adam Asnyk, Stanisław Wyspiański, Julian Ochorowicz, Julian Klaczko, Tadeusz Boy-Żeleński, Henryk Siemiradzki, Jan Kasprowicz, Władysław Reymont, Henryk Sienkiewicz. To pisarze, malarze, aktorzy, politycy. To mężowie i żony, kochankowie i kochanki. Nikt nie był pozbawiony skazy. Maria Konopnicka chciała zapomnieć epizod dotyczący samobójstwa zakochanego w niej do szaleństwa młodego naukowca Gumplewicza, w dodatku syna profesora Ludwika. Parę stron dalej czytamy o jej córce Laurze Konopnickiej-Pytlińskiej, której trudno było pozbyć się kurateli matki i w końcu decydować o sobie. Laura była piękna i marzyła o występowaniu na deskach teatru. W książce mowa jest również o tym, dlaczego pozwolono wydawać książki Henryka Sienkiewicza w okresie PRL-u; dlaczego Tetmajer miał złamane serce; jaka była Teofila Wyspiańska; w kim kochał się Julian Przyboś; czemu Julian Ochorowicz był tak popularny.
Trudno tu szukać bibliografii i przypisów. Są za to zgrabnie opisane archiwalne zdjęcia i dialogi wplecione tekst, który jest urywany i przypomina plotkarską rozmowę. Mnóstwo tu anegdot, dygresji, dykteryjek, facecji. Nie zapominać trzeba, że na książkę złożyły się przecież felietony, krótkie teksty fabularyzowane, napisane w sposób lekki i efektowny, z autorskimi aluzjami. Wszystko się więc zgadza. Polecam.
Joanna Jurgała-Jureczka, Na gorącym uczynku. Duchy artystów, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2022, okładka twarda, 320.
Dorota Koska Cap, Życie ukryte przed światem. Dzieje klarysek kapucynek z Przasnysza- 150 lat istnienia zakonu, wydawnictwo Bernardinum, wydanie 2017, okładka twarda, stron 496.
Smak dymu to książka będąca kontynuacją losów bohaterów poznanych w powieści Piołun na zapomnienie. Wówczas czytelnik został przeniesiony do Warszawy przełomu XIX i XX wieku oraz położonej niedaleko Mławy, prowincjonalnej Korytnicy. W 1895 r. dwudziestosiedmioletnia wówczas Leokadia poślubia wdowca, aptekarza Józefa Klonowskiego. Świadoma jest tego, że nie będzie to małżeństwo z miłości i namiętności, ale z rozsądku. Wówczas Lea poszerza wiedzę na temat zielarstwa i sposobów przyrządzania lekarstw. Kolejne wydarzenia sprawią, że to właśnie z przyjacielem domu i współwłaścicielem apteki, Wincentym Reutowiczem, Lea spędzi następne lata życia.
Fabuła drugiej powieści rozpoczyna się w 1914 r. Lea i Wincenty maja trójkę dzieci, ale w małżeństwie brakuje bliskości i czułości. Z wielkiej namiętności i miłości nic nie pozostało, a życiem małżonków zawładnęła rutyna i niesmak. Wincent uważał Leę za kobietę rozchwianą emocjonalnie, niepewną własnych uczuć, zmienną, zajętą swoimi sprawami i notorycznie oszukującą. Sam zajęty jest sprawami administracyjnymi fabryki i zbyt wiele uwagi nie poświęca żonie. Lea pragnie tymczasem wprowadzić do oferty apteki zioła.
Lea nie czuje się spełniona i zadowolona z prowadzonego trybu życia. Ciągle pragnie więcej i nadal poszukuje nowych dróg. Niespodziewanie siostra Lei, Mania, otrzymuje list od ojca z prośbą o spotkanie. Lea postanawia więc wyruszyć na Syberię. Gdy powraca do Warszawy świat jest już zupełnie inny, Lea też nie jest już tą samą kobietą. Mąż jest pogrążony sprawami fabryki. Lea musi zdecydować co jest dla niej najważniejsze i o co powinna walczyć.
Autorka wspaniale oddała atmosferę i tła historyczne, obyczajowe, gospodarcze i polityczne ówczesnych czasów. Lea to przedstawicielka kobiet, które pragną decydować o sobie i być samodzielne. Narzucone konwenanse i określone wyznaczone role w społeczeństwie mężczyzny i kobiety, nie pozwalają jej rozwinąć skrzydeł w taki sposób, w jaki pragnie. Lea mimo to stara się rozwikłać zagadkę sprzed lat. Bohaterowie powieści mają zalety, ale żadne z nich nie pozbawione jest wad. Wojenna zawierucha wpływa na losy i zachowania poszczególnych postaci. To dobra kontynuacja pierwszej części.
Anna Trojanowska, Smak dymu, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2020, cykl: Piołun na zapomnienie, t. 2., oprawa miękka ze skrzydełkami, s. 668.
Styl narodowy był wynikiem wielu
stycznych powstałych w świadomości narodowej, rosnącego zainteresowania
historią, kulturą i tradycją. Ważne rolę w tym kształtowaniu odgrywało utwory pisane, oraz elementy rzeźbiarskie i malarskie. Chodziło o zaznaczenie
odrębności i podtrzymanie ducha. Książka Jana Skuratowicza
przybliża polski styl narodowy w architekturze na przykładzie dworów i pałaców
z terenu Wielkopolski, która po 1793 r. została włączona w granice monarchii
pruskiej. Za ostateczną datę graniczną tej analizy została przyjęta data 6
sierpnia 1914 r. Autor przeprowadza czytelnika poprzez poszczególne etapy
polskiego stylu narodowego w architekturze począwszy od swoistych poszukiwań i
prób, jego kształtowania się, analizy cech szczególnych, aż po okres dwudziestolecia
międzywojennego.
Autor charakteryzuje pierwsze
próby stworzenia stylu narodowego poprzez zamek w Kórniku (kostium gotycki),
pałace w Wielkiej Łęce (kostium gotycki) i Posadowie (kostium francuski). Wskazuje
na narodowe elementy wystroju wnętrz. Ideałem stał się wzór obywatela, żołnierza
i dobrego gospodarza, który planował, a następnie realizował daną budowlę zgodnie
z własnymi pomysłami.
Jan Skuratowicz przypomina prace m.in.:
Zygmunta Czartoryskiego (1853-1920) pt. O stylu krajowym w budownictwie
wiejskim (1896), w którym zostały określone zasady, jakim powinna odpowiadać
nowoczesna polska siedziba ziemiańska na terenie Wielkopolski. Dokonuje też
krótkiej charakterystyki budowli wmiejscowościach: Pomarzanowice, Błociszewo i Rogalin. Autor albumu przedstawia
cechy charakterystyczne polskiego stylu narodowego. Symbolem polskiego dworu
stał się portyk kolumnowy (np. Kopaszewo, Jargoniewice, Głuchowo, Miłosław,
Chobienice, Granówko, Pietronki, Węgierce, Kościelec Kujawski, Gościeszyn, Iwno,
Słomowo). Dokonuje analizy budowli wynikających ze względu na zainteresowania
angielskim palladianizmem (np. Dębno, Kotowo), toskańskimi włoskimi willami (np.
Torzeniec). Pokazuje również przebudowy niektórych starych pałaców, które miały
stać się dzięki temu pożądanym wzorcem siedziby nowoczesnego ziemianina (np.
Objezierze, Koźminek, Niechanowo, Dobrojewo).
Autor wskazuje rok 1905, jako
ostateczną cezurę ukształtowania się w Wielkopolsce osobliwego stylu
narodowego. Typowymi cechami były: kolumnowy portyk i czterospadowy, wysoki
dach łamany. Przedstawia jedne z najciekawszych projektów budowli tych lat autorstwa
Rogera Sławskiego, Stanisława Mieczkowskiego, Stanisława Boreckiego (np. Krerowo,
Chudobczyce, Oporowo, Bonikowo, Lubasz, Piotrowo, Skoraszewice, Cichowo, Winna
Góra) oraz najsłynniejsze przebudowy (np. Turew). W tym czasie stare dwory
przybierały charakter barokowy. Dokonywano też przebudowy starszych pałaców
dostosowując ich do nowej mody poprzez unowocześnienie budowli pod względem technicznym
i adoptowanie na nowe potrzeby dotychczasowych pokoi mieszkalnych (np. Sierniki.
Gułtowy, Dłoń, Żydowo, Paruszewo).
W pozycji zostały też przedstawiona
fala budowy i rozbudowy dworów w stylu narodowym, jaki miał miejsce po 1918 r. (np.
Łaszczyn, Gogolewo, Szelejewo). Charakteryzowały się one nadal silnym przywiązaniem
do form barokowo-klasycystycznych. Głównym architektem tego okresu jest Stefan
Cybichowski (np. Żegotki, Wódki, Chraplewo, Więcławice, Parlin, Rudniki,
Komierowo).
Autor książki z dokładnością
opisuje w danej siedzibie rozkład pomieszczeń i ich funkcje. Można również
zapoznać się z bliżej z wystrojem wnętrz poszczególnych pomieszczeń, z
zachowanymi rysunkami projektowymi oraz planami całych budowli, które zostały
przygotowane przez Autora. Atutem książki jest baza ikonograficzna. Znaleźć tu
można przede wszystkim zachowane archiwalne fotografie,bowiem niektóre z tych dworów zostały zniszczone
w okresie wojennej zawieruchy, a utraciwszy swych właścicieli były też
przejmowane przez państwo i niszczone przez lata. Nie sposób też ominąć mnóstwo
informacji dotyczących właścicieli dworów i pałaców, inicjatorów budowli i
architektów. Jan Skuratowicz niejednokrotnie odwołuje się do zachowanych listów
i wspomnień, w których znaleźć można opisy danej budowli. Autor przedstawia budowle
zarówno okazałe, które podnosiły prestiż właściciela, jak i skromne.
To bardzo dobra propozycja książkowa, do której będę wracać jeszcze niejednokrotnie. Polecam.
Jan Skuratowicz, Dwory i
pałace Wielkopolski. Styl narodowy, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2020,
okładka twarda, stron 400, format: 21x27cm.