Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XVIII wiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XVIII wiek. Pokaż wszystkie posty

24 grudnia 2024

Malarstwo z życzeniami w tle.


 Corrado Giaquinto
Molfetta, Apulia (Włochy), 1703 - Neapol (Włochy), 1766
Adoracja Pasterzy, 1753 - 1762
 Olej na płótnie
Museo del Prado







W centrum kompozycji to Dzieciątko staje się potężnym źródłem promieniującego światła, które oświetla twarze postaci skupionych wokół żłóbka.

Corrado Giaquinto (1703-1766) to malarz włoski, uważany za największego przedstawiciela malarstwa rokokowego w Rzymie pierwszej poł. XVIII w. i jako punkt odniesienia dla różnych pokoleń malarzy hiszpańskich. Artysta stworzył liczne obrazy olejne, a przede wszystkim freski. 

Do 1719 r. studiował u Saverio Porta. W 1721 r. przeniósł się do Neapolu, aby pracować pod okiem Nicoli Marii Rossi, ucznia Francesco Solimeny. Głębokie studia nad twórczością tego ostatniego, pozostawiły niezatarty ślad w koncepcji malarstwa Giaquinto. W 1727 r. przeniósł się do Rzymu, gdzie jego bogaty styl neapolitański przesunął się w stronę bardziej klasycystycznego rokoka, na który wpływ miał Sebastiano Conca. Współpracował z nim przy kopule Santa Cecilia na Zatybrzu. Swoje pierwsze ważne zlecenie otrzymał w 1731 r. na cykl fresków w kościele San Nicola dei Lorenesi. W l. 1733 i 1735, prawdopodobnie na polecenie działającego wówczas w Stupinigi architekta Filippo Juvarry, Giaquinto otrzymał zlecenie malowania w różnych pałacach królewskich w Turynie. W ten sposób odkrył dzieła różnych szkół europejskich, w tym obrazy: Carle van Loo, Francesco de Mura i Giovanni Battista Crosato. Giaquinto przejął ich bardziej wyrafinowane podejście do rokoka i wykwintną tonację. Po powrocie do Rzymu rozpoczął na początku lat czterdziestych XVIII w. pracę w kościołach San Giovanni Calibita i Santa Croce w Gerusalemme, tworząc typowe rzymskie dzieła rokokowe. Rozpoczął okres intensywnej działalności artystycznej. Jego znakomite malarstwo stopniowo oparło się na solidniejszym klasycyzmie i charakteryzowało się prostszymi kompozycjami z ważnymi postaciami i niespiesznymi gestami. W 1740 r. został przyjęty do Accademia di San Luca. 

W 1750 r. hiszpański król Ferdynand VI (1713-1759) zlecił mu namalowanie „Trójcy”, dużej kompozycji w kościele Santissima Trinita degli Spagnoli w Rzymie. W projekcie uczestniczył Antonio González Velázquez. Wielkie płótno „Narodziny Dziewicy”, które namalował dla katedry w Pizie, było ostatnim dziełem, jakie wykonał w Rzymie przed przybyciem do Hiszpanii w 1753 r. Prace dekoracyjne wykonywał w różnych pałacach dworskich. Giaquinto podróżował ze swoimi uczniami, Nicolą Portą i José del Castillo. Zatrzymał się w Saragossie, aby zobaczyć fresk malowany przez byłego ucznia, Antonio Gonzáleza Velázqueza. Następnie został awansowany na stanowisko malarza kameralnego, dyrektora generalnego Akademii Sztuk Pięknych w San Fernando i dyrektora artystycznego Royal Tapestry Factory w Santa Barbara. Do jego pierwszych projektów w Madrycie należała restauracja fresku Luca Giordano w Casón del Buen Retiro, dokończenie dekoracji w głównej sali jadalnej Pałacu Królewskiego w Aranjuez, a następnie, w 1756 r., wykonanie kopuły w kaplicy w Nowym Pałacu. 

Corrado Giaquinto - Autoportrait (Palais Fesch)

Do jego najbardziej ambitnych projektów artystycznych należała dekoracja Pałacu Królewskiego, gdzie odpowiadał za projekty sztukaterii, rzeźb i projektów malarskich. Kluczowym dziełem jest jego fresk na głównej klatce schodowej zatytułowany „Triumf religii i Kościoła” ("The Triumph of Religion and the Church") oraz kompozycja zwrócona ku nim, nad przejściem do korytarza, „Camon nad Herkulesem niszczącym filary” ("Camon over Hercules Destroying the Pillars") i „Kosmografia” ("Cosmography"). Maksymalny blask Giaquinto osiągnął w sali kolumnowej z dziełami, które pierwotnie miały znajdować się na głównej klatce schodowej, w tym „Narodziny słońca”, którego szkic przygotowawczy znajduje się w Museo del Prado; i „Allegory of Spain's Majesty”. Oprócz tych alegorycznych tematów namalował sceny batalistyczne, w tym „Bitwę pod Clavijo” ("The Battle of Clavijo"), która zajmuje spodek kopuły przy wejściu do kaplicy Nowego Pałacu. Jego oddanie malarstwu religijnemu widać w kolekcji ośmiu płócien przeznaczonych do sali modlitewnej króla w pałacu Buen Retiro, w tym Agonii w ogrodzie (Prado). 

W 1762 r. delikatny stan zdrowia Giaquinto skłonił go do zwrócenia się do króla Hiszpanii  w l. 1759-1788 Karola III (1716-1788) z prośbą o pozwolenie na odpoczynek w Neapolu. Wyprawa ta pierwotnie planowana była na dwa miesiące, ale ostatecznie malarz poprosił króla o zapewnienie mu emerytury. W 1763 r. apopleksja definitywnie uniemożliwiła mu powrót do Hiszpanii.




https://www.museodelprado.es/
https://artsandculture.google.com/entity/corrado-giaquinto/m059k72?hl=pl
https://www.nationalgallery.org.uk/artists/corrado-giaquinto
https://www.nationalgallery.gr/en/artist/corrado-giaquinto/





Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia! 


8 czerwca 2024

Bożena Popiołek, Dobrodziejki i klienci. Specyfika Patronatu kobiecego i relacji klientalnych w czasach saskich.











Bożena Popiołek, Dobrodziejki i klienci. Specyfika Patronatu kobiecego i relacji klientalnych w czasach saskich, wydawnictwo Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, wydanie 2020, oprawa twarda, stron 632. 
*zdjęcia można powiększyć

 

31 maja 2024

"Czyliż ten naród ma charakter ..." / Cymelia (6).



Czuły Rejtan był od wszystkich opuszczony i marnie zginął.[1] Jego tyran Poniński został bardziej jeszcze od wszystkich z największą podłością czczony; gromadził się pod nim na sejmowe sesje naród. Na tych sesjach, co z wszystkich zbrodni jest największą i prawie do wierzenia nie podobną, Poniński podchwyca naród w jednym słowie i wydziera mu władzę prawodawczą, oddając ją kilku osobom delegacji pod prezydencją ministrów cudzoziemskich.[2] Gdy mu niektórzy obywatele wyrzucali podstęp, nie ma nasz język słowa, który by tu potrafił dostatecznie wyrazić Ponińskiego bezczelność. Odpowiedział udzielnemu narodowi w głos: „Sejm nic stanowić nie może, bo ja tak chcę i tego nie podpiszę.” […]

Tak gdy już zniszczył naród, gdy już wszystkie przyszłe losy współrodaków oddał w ręce cudzoziemców, sprzysięgłych nieprzyjaciół Polski, sam targnął się jeszcze na dawniejsze Rzeczypospolitej ustawy. Prawa już zaszłe poprawia, nowe sam jeden knuje, pod imieniem sancitów[3] ogłasza, obywateli poróżnia, sprawiedliwością kupczy, wszystkie całej Polski majątki na nieskończone czasy zakłóca etc., etc., etc.

Czyliż ten naród ma charakter, w którym jeden człowiek potrafił wypełnić tyle zbrodni bezkarnie? Więcej powiem: w którym taki publiczny złoczyńca nie tylko nie zginął, ale bawił się w kraju, żył lat piętnaście poważany, zasiadał w senacie, tron przybrał go do boku swojego za ministra? Owszem, urzędy handlował, sprawiedliwość przedawał i jeszcze głośno kazał wszystkim powiadać, że u niego wszystko jest na przedaż.[4]

Ale co najboleśniejsza dla Polaka swój kraj kochającego, że i sejm, który ma odrodzić naród, nie okazuje jeszcze własnego temu narodowi charakteru. /…/

 

 

Stanisław Staszic, „Do Panów, czyli możnowładców”, [w:] "Abyśmy o Ojczyźnie naszej radzili." Antologia publicystyki doby stanisławowskiej, oprac. Zbigniew Goliński, Warszawa 1984, oprawa twarda z obwolutą, tekst cyt.: s. 96.



[1] Tadeusz Rejtan, który samotnie przesiedział w izbie kilkadziesiąt godzin (opuścili go w końcu najbliżsi przyjaciele), odrzucił propozycje pieniężne, ocalony od śmierci przez pruskiego generała Lentulusa, skazany został przez sąd konfederacki (właściwie przez samego Ponińskiego) na banicję, lecz pozostał, dzięki wstawiennictwu Adama K. Czartoryskiego (i podobno króla), w kraju. Po jakimś czasie popadł w chorobę umysłową. Zmarł śmiercią samobójczą w 1780 r.

[2] Sejm rozbiorowy był, podobnie jak poprzedni, sejmem delegacyjnym. Po miesięcznym oporze posłów wybrano 18 maja spośród ministerium, senatu i stanu rycerskiego delegację,, która, po sześciokrotnym odraczaniu terminu aż do 20 marca 1775 roku, przygotowała odpowiednie projekty; na jednodniowym posiedzeniu sejmu zyskały wszystkie aprobatę i ratyfikację.

[3] Sancitum (łac) – uchwała, wyrok sejmu lub konfederacji.

[4] Inni zdrajcy przynajmniej pieniądze od nieprzyjaciół pobrane zostawili w kraju. Poniński i w tym szkodził Polsce, bo te pieniądze, które wziął za kraj, znowu marnotrawnie w karty oddał Moskalom, którzy równie jak za zdrajcą ojczyzny, tak i za kartownikiem biegali.


Przypisy z książki. 

14 maja 2024

Aleksander Dumas, Kawaler de Maison-Rouge.

 


Książka zapomniana i niezbyt popularna, a  szkoda. Akcja powieści z 1845 r. Aleksandra Dumas (ojca), rozgrywa się w 1793 r. w Paryżu, po śmierci Ludwika XVI, gdy Maria Antonina nadal jest uwięziona z dziećmi, a w mieście panuje terror. To powieść o przygodach odważnego młodzieńca - Maurycego Lindey'a. Bohater ratuje tajemniczą i piękną kobietę przed zatrzymaniem przez członków Gwardii Narodowej i nieświadomie zostaje wciągnięty w spisek rojalistów mający na celu uratowanie Marii Antoniny z więzienia. Kobieta bowiem znika w nocy, ale Maurycy jest nią oczarowany i postanawia ją odnaleźć. Zaprzyjaźnia się z Genowefą i jej starszym mężem, który uważa Maurycego za przydatnego w jego rojalistycznych intrygach. Maurycy jest oddany sprawie głoszonej przez republikanów, ale czego się nie robi dla uroczej kobiety. Droga prowadzi go na służbę twórcy spisku Kawalera de Maison-Rouge.


Pełna zaskakujących zwrotów akcji, karkołomnych przygód, spisków, szermierki, romansu i bohaterstwa, ekscytująca opowieść o bezinteresowności, miłości i honorze w cieniu gilotyny. Jedną z najlepszych rzeczy w powieści Dumasa jest fakt, że oparł ją na prawdziwych wydarzeniach. Nie jest to oczywiście dokładna lekcja historii, ale może zachęcić kogoś do zapoznania się z realiami.

Otóż autor oparł historię powieści na tzw. spisku goździków/aferze goździka. Alexandre Gonsse de Rougeville (1761–1814) pozostał lojalny wobec króla Ludwika XVI i stał u jego boku, gdy 20 czerwca 1792 r. tłum wdarł się do Tuileries. 21 stycznia 1793 r. Ludwik XVI opuścił Temple i został zgilotynowany. 1 sierpnia 1793 r. Maria Antonina, obecnie znana jako Wdowa Capet, trafiła do  izolowanej celi w Conciergerie. Rougeville chciał wydostać królową. 28 sierpnia dotarł do Conciergerie. Był zszokowany, gdy zobaczył królową, która była bardzo chuda, słaba, ubrana na czarno, a włosy miała obcięte z tyłu i na czole. Przed przybyciem Rougeville przypiął sobie do klapy dwa goździki. W jednym z nich ukryta była notatka. Podczas spotkania z królową upuścił goździk w pobliżu pieca opalanego drewnem i wskazał, aby go podniosła. Jedna z wersji twierdzi, że zauważył to żandarm, podniósł go i zobaczył notatkę. Druga wersja jest taka, że ​​żona naczelnika, Madame Richard, widziała to i odebrała. Następnie Rougeville podbiegł, złapał go od Madame Richard i połknął. Trzecia wersja, prawdopodobnie najbardziej prawdopodobna, głosi, że królowa po ich wyjściu, zobaczyła notatkę, podniosła ją i przeczytała poza zasięgiem wzroku strażników. Zgodnie z obietnicą 30 sierpnia Rougeville wrócił w przebraniu i przekazał Marii Antoninie pewną sumę pieniędzy na łapówki. Wyznaczono wówczas dzień ucieczki królowej, czyli noc z 2 na 3 września, a spisek z goździkami miał przebiegać w następujący sposób. Ucieczka Marii Antoniny jednak nie powiodła się, a 3 września podano do opinii publicznej. Rougeville uciekł, zmarł w Remis. 16 października 1793 r. Maria Antonina została zgilotynowana.

 



Aleksander Dumas, Kawaler de Maison-Rouge, wydawnictwo MG, wydanie 2024, tytuł oryg.: Le chevalier de Maison-Rouge, przekład: Józef Śliwowski, oprawa twarda, stron 464.

 

 

https://www.geriwalton.com/a-plot-to-save-marie-antoinette-the-carnation-plot/

3 maja 2024

"Zapomnieliśmy o odwiecznej prawdzie ... " / Cymelia (5)

 


Wyjeżdżałam z Warszawy i powracałam do niej kilkakrotnie, w zależności od sesji sejmowych. Zjechałam tam po raz ostatni w okresie, kiedy ogłoszona być miała nowa konstytucja. Wszyscy posłowie otrzymali wówczas polecenie powrotu, tak by sejm mógł zebrać się w pełnym składzie. Wielu z nich, a w tej liczbie i my, nie zdążyło na czas, gdyż dniem oznaczonym był 5 maja. Ponieważ jednak król, którego wtajemniczono, wygadał się nieopatrznie, przyspieszono ogłoszenie o dwa dni. Dowiedzieliśmy się o tym w drodze. Posłów zagranicznych trzymano w nieświadomości, aby ubiec ich protesty. Trzeba było raczej zebrać siły, by móc nie zważać na nich, a potem dopiero brać się do reform. Nie mogłam wiec być obecna przy składaniu przysięgi przez obie izby i przez króla, który zawołał „Juravi Deo… Przysięgałem Bogu i słowa nie cofnę …”. Sejm udał się do kościoła św. Jana; po ślubowaniu odśpiewano „Te Deum”[1]. Obecni tam posłowie byli z siebie dumni. Miasto szalało z radości i entuzjazmu. Nie byłam tego świadkiem, ale przybyłam na czas, by móc ocenić następstwa tego stanowczego kroku, podjętego po trzech latach rozważań.

To, czego najmniej zabrakło, to uroczystości religijnych i innych. Sejm zebrał się ponownie w kościele św. Krzyża, skąd wyruszył pochodem, z królem na czele, aby dla upamiętnienia tego wielkiego dnia poświęcić opatrzności boskiej nowej świątynię za rogatkami Warszawy.[2] Król położył kamień węgielny. Gwałtowny huragan, który zerwał się niespodziewanie, zmącił uroczystość, a osoby przesądne widziały w tym niepomyślną wróżbę.

Obserwowałam tłum, który często ma wzrok bystrzejszy od tych, którzy się płynnie wysławiają - wydawał się zadowolony.

Zapomnieliśmy o odwiecznej prawdzie, że ręka boska wspiera przede wszystkim tych, którzy walczyć umieją. Taki jest nakaz rozumu, któremu i wiara nie przeczy. Prusy zmówiły się z Rosją o dalszy rozbiór Polski. Miasta Gdańsk i Toruń, których się od nas bezskutecznie domagały, miały być nim objęte. Austrii nie dopuszczono do tego ponownego rabunku, bo wojny, które prowadziła z Francją i Turcją, zrujnowały jej finanse; nie była więc niebezpieczna i mogła bez ryzyka być pominięta. Cesarzowa Katarzyna zawarła pokój z sąsiadem i drobna nawet część jej siły zbrojnej zgnieść nas mogła. Przygotowała zemstę bez pośpiechu i przez rok jeszcze i część roku następnego pozwoliła nam oddawać się gadulstwu. Ludzie najtrzeźwiejsi przewidywali ohydę grożącego rozwiązania, nie śmieli jednak mówić o tym głośno, bo im bliższe stawało się niebezpieczeństwo, tym głośniej piorunowali na sali sejmowej; chwila, kiedy działać było trzeba, minęła bezpowrotnie - popełnialiśmy wciąż błędy niewybaczalne. 


Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw poważnych, ciekawych i błahych, Świat Książki 1998, z francuskiego przełożył Edward Raczyński, okładka twarda, tekst cyt.: 173-174. 




[1] Te Deum Laudamus (łac.) – Ciebie, Boga, chwalimy. W kościele katolickim hymn dziękczynny śpiewany podczas uroczystych nabożeństw.

[2] Świątynia Opatrzności Boskiej miał być votum za uchwalenie Konstytucji 3 maja. Miała stanąć w północno-zachodniej części Łazienek. Kamień węgielny wmurowano w maju 1792 roku, prace budowlane przerwała wojna polsko-rosyjska. Budowla była miejscem manifestacji patriotycznych podczas zaborów.



O książce pisałam na blogu w 2013 r. 

20 kwietnia 2024

"Jakoż wielka ekspens była" / Cymelia (4)

 


    W przeciągu lata różne festynie bywały, to w Ogrodzie Saskim, to na Bielanach, z wielkim ekspensem skarbu królewskiego; książę podkomorzy koronny nie oszczędzał onego podobnymiż zabawami; Moszyński[1] stolnik koronny, i ten wielkim sumptem w Miłocinie dał królowi festyń, który tak mocno ukontentował monarchę, że całą ekspens festynia tego, na kilka tysięcy czerwonych złotych wynoszącą, z skarbu swego zastąpić kazał. Opery, komedie wielkim sumptem sprowadzone były; słowem mówiąc, iż przy festynie, zabawy i rozrzut pieniędzy sądzić należało, że król i bracia jego w obfitych opływają bogactwach. Jakoż wielka ekspens była, nie tylko na wzwyż wyrażone zabawy, ale na nieumiarkowane pensje różnym osobom wyznaczone, nie przez szacunek zasług, lecz przez upodobanie osób i zalecenia w intrygę wchodzących. Czyliż bowiem z innych źródeł pochodziło naznaczenie rocznej pensji 3000 dukatów księżnie Sapieżynie wojewodzinie połockiej[2]? Jakoż i księżnie Sapieżynie wojewodzicowej mścisławskiej[3]? Były i inne, nad zamiar ukryte ekspensa, które żadnego królowi nie czyniły honoru; owszem tam, gdzie ostentację przyzwoitą wspaniałości króla okazać należało, tam zawsze zbywało. Albowiem apartamenta królewskie zupełnie zarzucone, damy na pokojach królewskich w święta tylko wielkie z rana godzinę do powinszowania królowi wyznaczoną miały. Obiady królewskie skasowano, a tylko król w swej garderobie jadał, do którego stołu bez względu osoby i dystynkcji przypuszczano, tak dobrze, iż z najpierwszym posłem, senatorem, ministrem obok malarz, doktor, a czasem awanturzysta zasiadał.

 

Stanisław Lubomirski, Pod władzą księcia Repnina. Ułamki pamiętników i dzienników historycznych (1764-1768), opracował i wstępem poprzedził Jerzy Łojek, Instytut Wydawniczy PAX 1971, tekst cyt.: s. 96-97.




[1] August Fryderyk Moszyński h. Nałęcz (1731-1786)

[2] Magdalena Agnieszka z Lubomirskich ks. Sapieżyna (1739-1780) – wojewodzina połocka, żona Aleksandra Michała Sapiehy.

[3] Elżbieta z Branickich Sapieżyna (1734 –1800) – W 1753 r. poślubiła Jana Józefa Sapiehę z linii różańskiej, z którym rozwiodła się w 1755 r. Drugim mężem był Jan Sapieha z linii kodeńskiej, który umarł w 1757r. Po drugim mężu przysługiwał jej tytuł wojewodzicowej mścisławskiej.

*ekspensa - wydatki (lp. ekspens- wydatek)

[przypisy moje]

11 kwietnia 2024

"Czymże są jednak losy budowli w porównaniu z losami państw!"/Cymelia (3).

 


Król zawiadomił mnie o swoim życzeniu zapolowania na żubry, które w całej Europie znajdowały się już tylko w lasach ekonomii królewskich.[1] Fantazja ta kosztowała mnie ponad trzydzieści tysięcy dukatów. Trzeba było bowiem przebić odpowiednią drogę i położyć trakt przez bagna ponad czteromilowej długości, wyciąć w dziewiczym terenie odpowiedni plac, wnieść coś w rodzaju małego miasteczka z dworem dla króla, jego świty, dyplomatów i wszystkich, którzy tu zjechali. Polowanie trwało około dziesięciu dni i wszyscy byli zeń bardzo kontenci. Mimo ostrożności omal nie zdarzył się jednak wypadek. Dla ułatwienia królowi strzałów zbudowano drewniane umocnienie z pojedynczymi izbami, a dla świty oczyszczono plac i wzniesiono wielki pawilon, w którym na wielkim stole leżały strzelby. Spodziewano się, że będzie się tu raczej biesiadować, a nie polować, gdyż nie pojawi się prawdopodobnie żadne dzikie zwierzę. Jednakże zabłąkał się w te okolice żubr, wyraźnie  spłoszony hałasem. Wszyscy rzucili się po strzelby i zaczęli strzelać na oślep. Szczęściem panie, nuncjusz papieski i posłowie zagraniczni uszli wszyscy równie cało jak i żubr.

Z puszczy pojechaliśmy do Grodna, a ekwipaże królewskie przebyły cztery stacje pocztowe w zaprzęgu z moich stajni, co w innych czasach wydawałoby się niezwykłe.

Sejm grodzieński[2] był zapewne ostatnim w Europie pokazem prawdziwego świata narodowego, bez fałszywej pompy i mydlenia oczu. Posiadłość moja, gdzie pałac w większej części wzniesiono już za moich czasów, zajmowała z przyległościami teren  nie mniejszy niż miasto Wiedeń. Poza moją służbą, administracją i warsztatami pomieściłem tutaj osiemnastu posłów z ich ludźmi. Aby dać pojęcie o kształcie i rozmiarach mojej siedziby warto dodać, że na jednym poziomie i w jednym bloku mieściła ona teatr i dwie wielkie sale redutowe, z których przechodziło się do biblioteki, gdzie zaczynała się część mieszkalna. Książki umieszczone były w zamkniętych szafach, biblioteka przypominała więc piękny salon. Poza bilardem stało tam dziesięć stołów do gry w faraona i loteria fantowa, którą pozwolono utrzymywać pewnej kobiecie. Obok mieściły się pokoje dla towarzystwa, dalej wielka sala balowa. Z tych pomieszczeń przechodziło się do innych, różnych rozmiarów, gdzie mogło siąść do stołu siedemset osób. Wszystko było tak urządzone, że bez jednego stopnia można było przejść od teatru aż do salonów. Tańczono tutaj, biesiadowano, znowu tańczono i tak dalej. Około pierwszej po północy otwierano podwoje, przechodziło się do sal redutowych, a dom prawie pustoszał. Z opisanego planu widać, że trzy budynki – mieszczące teatr, sale redutowe i bibliotekę – były połączone i tworzyły trzy rejony. Czwartym był ogród zimowy, podzielony na trzy obszary klimatyczne, gdzie zawsze kwitły kwiaty. Pośrodku, w części bardziej wzniesionej, mieściły się rośliny wymagające największego ciepła. Osobna część przeznaczona była dla wczesnych owoców. Budowla ta łączyła się z inną dużych rozmiarów, gdzie umieszczono wydział geometrii i inne wydziały administracyjne. Trudno sobie wyobrazić rozmiary tych budynków. W 1830 roku, gdy to piszę, zapewne są już one częściowo lub w całości zrujnowane. Czymże są jednak losy budowli w porównaniu z losami państw!

 

Stanisław Poniatowski, Pamiętniki synowca Stanisława Augusta, przełożył oraz wstępem i przypisami opatrzył Jerzy Łojek, Instytut Wydawniczy PAX, 1979, s. 68-70.



[1] W Puszczy Białowieskiej.

[2] Od 4 października 1784 r. do 13 listopada 1784 r., pod laską Ksawerego Chomińskiego.


Książę Stanisław Poniatowski (1754-1833) - brat stryjeczny króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, syn Kazimierza i Apolonii Ustrzyckiej. W 1791 r. opuścił Rzecząpospolitą, na krótko wrócił w 1795 r., wyprzedał polski majątek. Zalegalizował związek z Kasandrą Luci (25 sierpnia 1830 r.) oraz uznał wcześniej narodzone z tego związku dzieci. Ród Poniatowskich we Włoszech istnieje do dziś. 

15 marca 2024

Cymelia (1)



Atmosfera domu rodzinnego miała wpływ na rozbudzenie wrażliwości estetycznej i poczucie piękna, a liczne podróże pozwoliły mu poznać najwspanialsze pomniki europejskiej kultury. I. Potocki podczas zwiedzania najciekawszych galerii, gabinetów naukowych i zabytków nabywał liczne ryciny, rysunki, a nawet całe albumy, które stanowiły ozdobę jego biblioteki. Zwracał uwagę nie tylko na malarstwo, ale i na architekturę. Zainteresowania męża podzielała Elżbieta Potocka, która zakupiła we Włoszech wspaniałe wydanie Andrea Palladia i zastanawiała się nad kupnem wydania albumowego Giacomo Barozziego da Vignola. Pomieszczenie biblioteczne I. Potockiego, wzorem florenckiej akademii, zdobiło malowidło pędzla Antonio Tombariniego, będące wyobrażeniem rozmawiającego Solona z Anacharisisem Filozofem (bratem króla Scytów – Sauliusza), który wiedziony rządzą nauki przybył do Grecji. /…/ 

Miał ulubionych autorów, których dzieła czytywał wielokrotnie przez całe życie. Należeli do nich m.in. pisarze epoki klasycznej: Tacyt, Liwiusz, poeci i filozofowie greccy i rzymscy. 

Jadwiga Rudnicka oceniła zasoby biblioteki na 2 645 dzieł i około 2 000 broszur. Biblioteka I. Potockiego była odbiciem zainteresowań literackich, historycznych i politycznych właściciela. Na podstawie schematu układu działowego można było wyróżnić podzbiory: polityczny, historyczny, geograficzny i teologiczny; osobną grupę stanowiły książki z dziedziny medycyny, architektury, muzyki, malarstwa i nauk przyrodniczych. Biblioteka obejmowała dzieła stare, rzadkie, luksusowo wydane oraz wspaniałą kolekcję sztychów, miedziorytów, rysunków i map. Ignacy dużą wagę przykładał do gromadzenia dokumentów związanych ze współczesnymi wydarzeniami politycznymi, interesowały go druki ulotne i rękopisy zarówno przyjaciół, jak i adwersarzy  ideologicznych. W zaciszu biblioteki, której wystrój opracowali A. Tombarini i Piotr Aigner, I. Potocki tworzył swoje „Zasady do poprawy formy rządu”, tutaj pracował nad Konstytucją 3 Maja, w myśl sentencji umieszczonej nad drzwiami „Vitae discendum et patriae’ (Poznawaniu życia i ojczyźnie).


Fragm.: Z. Janeczek, Ignacy Potocki. Marszałek Wielki Litewski  (1750-1809), Katowice 1992, s. 67-68.


10 lutego 2024

Ignacy Krasicki, Bajki i przypowieści. Wydanie polsko-angielskie.

Utwory Ignacego Krasińskiego (1735-1801), wybitnego reprezentanta polskiego oświecenia,  mają walory uniwersalne. Autor wykorzystując liczne alegorie, zwierzęta i ich cechy, ożywione przedmioty oraz ludzkie postacie w swoich utworach poucza, przestrzega, krytykuje, ujawnia poglądy polityczne oraz przedstawia problemy, z jakimi ludzie mierzą się od zawsze. 



Autor często operuje paralelizmem i kontrastem. Paralelizm może służyć podkreśleniu podobieństw lub – poprzez ukazanie ich powierzchowności – przeciwstawieniu elementów treści. Dobór postaci w poszczególnych bajkach opiera się  z kolei na zasadzie kontrastu, który potem jest  albo podtrzymany i wzmocniony, albo ulega niwelacji. Mamy w nich zarysowane relacje i jasne rozróżnienie dobra i zła; zmienność i trwałość rzeczy; mądrości i głupoty; siły i słabości. Nieszczęście w Bajkach i przypowieściach jest zawsze karą za dokonanie złego wyboru. Każda bajka kończy się morałem, swoistą pointą. Nie ma tu jednak miejsca na litość. Autor nie wierzy w przemiany drapieżców i oszustów,  jak również potępia prostoduszność, naiwność, litość czy oczekiwanie wdzięczności. Krasicki nie lubi też bohaterów, którzy uzależniają się od rzeczy. Bezlitośnie pisze o posiadaniu i gromadzeniu bogactw, wygód, komplementów. Uważa, że należy roztropnie ograniczać swoje pragnienia, aspiracje i potrzeby. Krasicki obnaża i piętnuje: skąpstwo, chciwość, zazdrość, pychę, lekkomyślność, naiwność, łatwowierność, zadufanie. 



Krasicki uczynił z z bajki gatunek literatury filozofującej, który występuje obok aforyzmu, eseju, rozmowy zmarłych, powiastki filozoficznej. Obecna w bajkach ironia wzmacnia ich przekaz. W prezentowanym wydaniu obok tekstu polskiego zamieszczone zostało tłumaczenie Andrzeja Malkiewicza (1927-2019) na język angielski. Andrzej Malkiewicz urodził się w Krakowie w rodzinie lekarskiej. Pod koniec II wojny światowej na tajnych kompletach zdał maturę. Wkrótce po wojnie wyjechał do ojca, do Edynburga, który wykładał pediatrię na polskim wydziale lekarskim. W latach 1946-1950 studiował historię na Uniwersytecie w Edynburgu, a w l. 1950-1951 w Magdalen College w Oxfordzie. Od 1952 r. wykładał historię na Uniwersytecie w Edynburgu. Nigdy się nie ożenił. W 2013 r. powrócił na stałe do Krakowa. Zmarł w 2019 r. Pochowany na cmentarzu Rakowickim.



Ignacy Krasicki, Bajki i przypowieści. Wydanie polsko-angielskie, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2024, tłumaczenie: Andrzej Malkiewicz, okładka zintegrowana, stron 300. 

27 sierpnia 2023

Julia Quinn, Wszystko przez pannę Bridgerton.

 


Jest trzech braci Rokesby: Edward, Andrew i George, a jedynie tylko dwóch ich sąsiadka Sybilla (Billie) Bridgerton akceptowała. Najstarszy George, wicehrabia Kennard, wydawał się Billie aroganckim sztywniakiem, który odziedziczyć ma hrabiowski tytuł. Poza tym dziewczyna była pewna, że George za nią nie przepada, wiec przez lata go unikała. Los jednak sprawił, że gdy ratując kota skręciła kostkę i utknęła na jednym z okolicznych, samotnych dachów potrzebując pomocy, na jej ścieżce znalazł się właśnie George. Billie zmuszona była prosić zwaśnionego wroga o pomoc. Wskutek nieprzewidzianych okoliczności również George znalazł się na dachu bez możliwości bezpiecznego jego opuszczenia. Wspólnie spędzony czas i jeden pocałunek zmienia wszystko. Tylko tych dwoje musi oczywiście odkryć dopiero krętą drogę prowadzącą ich do siebie.

Billie Bridgerton to niezwykła dziewczyna jak na XVIII wiek. Ku przerażeniu matki zakłada bryczesy, jeździ po polach, interesuje się gospodarstwem i woli książki powiązane z rolnictwem od poczytnych powieści. Można napisać, że Billie to bohaterka na wskroś nowoczesna, ale zarazem zadziorna i niepozbawiona humoru. Staje się jednak uzupełnieniem rozsądnego i odpowiedzialnego George'a, który musi sprostać oczekiwaniom wypełniając znakomicie rolę spadkobiercy. Warto wspomnieć, że Billie jest starszą siostrą Edmunda, przyszłościowo powieściowego ojca sławnej ósemki, który umrze w 1803 r. 



Autorka zrezygnowała właściwie z namiętnych scen na rzecz pokazania rozwoju realistycznej relacji opartej na szacunku i przyjaźni. Na tych mocnych podwalinach rodzi się oczywiście miłość. Najlepsze części książki opisują wewnętrzne uczucia George’a i Billie, ich rozterki, a także prowadzone rozmowy. Nie ma tu jednak przesłodzonych deklaracji, a dialogi napisane są z charakterem i brzmią niezwykle prawdziwie. Jako prequel powieść stanowi dobry początek otwierający cykl Rodzina Rokesby.

 

 

Julia Quinn, Wszystko przez pannę Bridgeton, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2023, tytuł oryg.: Because Of Miss Bridgerton, przekład: Ewa Morycińska-Dzius, cykl: Rodzina Rokesby, t. 1, okładka miękka, stron 386.


* Książkę czytałam w październiku 2016 r. Nawet o niej pisałam:  Jeden pocałunek

11 lipca 2023

Olivier Goldsmith, Pleban z Wakefieldu.

 


Pleban z Wakefieldu to powieść irlandzkiego pisarza Olivera Goldsmitha (1728–1774) napisana w latach 1761-1762 i opublikowana w 1766 r. Warto od razu zaznaczyć, że była to jedna z najpopularniejszych i najczęściej czytanych powieści XVIII w. wśród mieszkańców epoki wiktoriańskiej .

Zamożny pastor dr Karol Primrose (uroczo - Pierwiosnek) wiedzie idylliczne życie w wiejskiej parafii wraz z żoną, synem Jerzym, córkami Oliwią i Zofią oraz trójką innych dzieci. Jednak w dniu ślubu Jerzego z bogatą Arabelą Wilmot, wikariusz traci wszystkie swoje pieniądze z powodu pewnego bankructwa. Ślub zostaje więc odwołany przez roztropnego ojca Arabeli. Jerzy, który kształcił się w Oksfordzie i jest wystarczająco dorosły, zostaje wysłany do miasta. Reszta rodziny przenosi się do nowej, skromniejszej parafii leżącej na ziemi Squire Thornhill. Rodzina dość szybko dowiaduje się o wątpliwej reputacji nowego gospodarza, ale jednocześnie słyszy pochwały o dobroci kolejnego wywodzącego się z tej rodziny – sir Williama Thornhilla. Tymczasem biedny i ekscentryczny pan Burchell, którego spotykają w gospodzie, ratuje Zofię przed utonięciem. Zaczyna darzyć młodą kobietę uczuciem ku wątpliwościom ambitnej i próżnej jej matki. Z kolei Oliwia będzie pod urokiem niegodziwego Thornhill, co praktycznie doprowadzić może do jej zguby. Potem następuje seria przerażających zdarzeń: więzienie, pożar, porwanie, utrata dobytku, pojedynek. Wszystko jednak dobrze się skończy, dzięki temu, że na scenie znów pojawi się Pan Burchell.

Po przeczytaniu książki wiedziałam już dlaczego tak bardzo cieszyła się powodzeniem w erze wiktoriańskiej. Fabuła jest na przemian komiczna, absurdalna i sentymentalna. Zawiera opisy życia domowego i relacji panujących w kochającej się rodzinie. Pleban, który jest narratorem opowieści, to człowiek o łagodnym, wyrozumiałym charakterze, pełen dobroci, kochający mąż i ojciec sześciorga dzieci. Momentami jest uparty, ale chce żyć zgodnie z zasadami religijnymi. Rozpoczyna swoją opowieść, opisując czytelnikowi przyjemności życia na wsi, cechach jego rodziny i jego poglądach na temat monogamii. Oliwia i Zofia odzwierciedlają dobroduszną naturę ojca.

Niemało jest wtrąceń różnych gatunków literackich, takich jak wiersze, historie czy kazania, które poszerzają ograniczone spojrzenie pierwszoosobowego narratora i pełnią rolę baśni dydaktycznych. Powieść Goldsmitha jest wspominana m.in.: w Middlemarch George'a Eliota, Emmie Jane Austen, Opowieści o dwóch miastach Charlesa Dickensa, Frankenstein Mary Shelley, Profesor i Villette Charlotte Brontë, Małych kobietkach Louisy May Alcott oraz Cierpieniach młodego Wertera Johanna Wolfganga von Goethego. Warto znać klasykę.

 

Olivier Goldsmith, Pleban z Wakefieldu, wydawnictwo MG, wydanie 2023, tytuł oryg.: The Vicar of Wakefield, tłumaczenie: Hajota, oprawa twarda,  stron 224.

30 maja 2023

Julia Quinn, Shonda Rhimes, Królowa Charlotta. Opowieść ze świata Bridgertonów.

 


Książka, którą Julia Quinn napisała wspólnie z Shondą Rhimes traktowana jest jako prequel do cyklu o Bridgertonach. Ponoć jak ktoś widział serial Netflixa, to nie musi czytać tej książki. Dokładność i szczegółowość jest zapewniona, a książka miałaby stanowić po prostu transkrypcję filmu. Nie mam odniesień, bo serialu nie widziałam, a książkę przeczytałam. Jeśli chodzi o postać Charlotty to autorki odwołały się do hipotez związanych z jej pochodzeniem.

Jak czytamy we wstępie to oczywiście fikcja historyczna stworzona na kanwie historii. Fabuła odnosi się do wczesnych lat małżeństwa Charlotty i Jerzego (właściwie George'a). Jak wiadomo, nie może być w tej książce żadnego HEA, chociaż powieść ma oczywiście optymistyczne zakończenie podkreślające wartość przeżytego razem życia, narodzenie dzieci i zapewnienie dziedzica na tronie. Ostatecznie przecież czwarty syn Jerzego i Charlotty, książę Edward, miał następcę tronu: księżniczkę 'Alexandrinę Victorię', która później była znana jako królowa Wiktoria.


To historia Zofii Charlotty Mecklenburg-Strelitz (1744-1818), córki księcia Karola Ludwika Fryderyka z Meklemburgii-Strelitz i księżnej Elżbiety Albertyny z Saksonii-Hildburghausen oraz George’a Williama Fredericka (1738-1820) najstarszego syna Fredericka, księcia Walii i Augusty z Saxe-Gotha. Jego dziadkiem był król Jerzy II. Wskutek niespodziewanej śmierci ojca księcia Fredericka w 1751 r. w wieku 44 lat, George został spadkobiercą i objął władzę po śmierci dziadka w 1770 r. Charlotta była niemiecką księżniczką, która przybyła do Londynu wraz z bratem i angielską eskortą 8 września 1761 r. i jeszcze tego samego dnia poślubiła nieznanego jej zupełnie mężczyznę. Jedną z druhen była Sarah Lennox, była sympatia pana młodego. Koronacja Jerzego i Charlotty na króla i królową Wielkiej Brytanii i Irlandii odbyła się 22 września 1761 r. Pomimo, że król wcześniej związany był z wieloma kobietami, małżeństwo uważano za szczęśliwe. W chwili ślubu George miał 22 lata, a Charlotta 17 lat. W ciągu 57 lat małżeństwa rodzina królewska powitała 15 dzieci, z których 13 dożyło dorosłości. Około 1762 r. para królewska przeniosła się do nowej kupionej posiadłości – pałacu Buckingham.


Związek z Jerzym III był obarczony chorobą króla. Pierwsza hipoteza mówi o porfirii. Choroba w zaawansowanej fazie prowadzi bowiem do intensywnych bólów brzucha, skurczów oraz drgawek przypominających takie występujące w epilepsji. Niektórzy historycy uważają, że mógł mieć chorobę afektywną dwubiegunową. Właściwie nie ma możliwości potwierdzenia tych diagnoz do końca. Po wystąpieniu silniejszych u króla objawów choroby trafił on pod opiekę żony. Charlotta nie mogła go często odwiedzać ze względu na jego gwałtowne zachowanie. Pomimo tego królowa wspierała męża w chorobie. W 1810 r. Jerzy III utracił zdolność do rządzenia, a w 1811 r. jego najstarszy syn Jerzy August Fryderyk (1862-1830) został księciem regentem. Charlotta była prawną opiekunką Jerzego III od 1811 aż do swojej śmierci. Choroba męża doprowadziła królową do depresji. Królowa zmarła w wieku 74 lat w Dutch House (obecnie Kew Palace) 17 listopada 1818 r. i  została pochowana w kaplicy św. Jerzego w zamku Windsor. Jerzy III zmarł 29 stycznia 1820 r. w wieku 81 lat. Królem został jego najstarszy syn obejmując władzę jako Jerzy IV.

Faktem jest, że miłość między Charlottą a Jerzym III rzeczywiście istniała, co udokumentowane jest w zachowanych listach. Charlotta darzyła też męża szacunkiem i przyjaźnią. Była kobietą o silnym poczuciu obowiązku, zasadach moralnych i wierze. Powieść - mimo przedstawionych wyżej faktów historycznych - należy jednak traktować jak fikcję będącą wynikiem wyobraźni autorek (alkowa, rozmowy, myśli wewnętrzne).  Fabuła jest oczywiście dobrze skonstruowana, tekst wzbudza emocje i czyta się z przyjemnością. Momentami historia jest zabawna, ale wydaje mi się, że nieco uwspółcześniona oraz brak tu jednak pewnego rodzaju polotu i kreatywności. Cechy te widoczne dla mnie były w pozostałych powieściach Julii Quinn.

 



Julia Quinn, Shonda Rhimes, Królowa Charlotta. Opowieść ze świata Bridgertonów, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2023, tytuł oryg.: Queen Charlotte, Bridgertonowie. Prequel, tłumaczenie: Ewa Horodyska, oprawa miękka, stron 460.

 

Źródła:

https://www.rct.uk/collection/georgian-papers-programme/queen-charlotte

https://www.royal.uk/encyclopedia/queen-charlotte-19-may-1744-17-november-1818

https://www.townandcountrymag.com/society/tradition/a43533175/queen-charlotte-king-george-family-tree/

https://www.hrp.org.uk/kew-palace/history-and-stories/queen-charlotte/#gs.yllzkr

https://www.smithsonianmag.com/smart-news/the-real-history-behind-queen-charlotte-a-bridgerton-story-180982130/

25 czerwca 2022

Charles Dickens, Opowieść o dwóch miastach.

 


     Opowieść o dwóch miastach czytałam po raz pierwszy, a przecież to klasyka z 1859 roku i Charles Dickens. Nigdy na nic nie jest za późno. Owe dwa miasta to oczywiście dwie najważniejsze w XIX wieku stolice europejskie: Paryż i Londyn. Powieść została podzielona na trzy części, a akcja rozgrywa się przed wybuchem rewolucji francuskiej i w trakcie jej trwania. Patrząc więc z perspektywy żyjącego Dickensa, mamy do czynienia z powieścią historyczną. Autor przenosi bowiem czytelnika w ubiegły dla siebie wiek, przedstawia co doprowadziło do wybuchu rewolucji we Francji oraz charakteryzuje czasy terroru. 


 

     To historia francuskiego doktora Aleksandra Manette’a, jego długoletniego pobytu w Bastylii w Paryżu, uwolnienia i następnie nowego życia z córką Lucie i jej guwernantką panną Pross w Londynie. Długoletnie więzienie ma wpływ oczywiście na zdrowie doktora. Lucie odnajduje ojca w 1775 r. Tymczasem w 1780 r. francuski emigrant Karol Darnay jest sądzony w Londynie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Francji. W jego sprawę wplątany jest też angielski adwokat Sydney Carton. Wskutek braku dowodów Karol zostaje uniewinniony. Nikt nie wie, że Darnay jest spadkobiercą markiza St. Evrémonde. Zakochuje się ze wzajemnością w Lucie, w której nota bene kocha się też Carton. W dniu ślubu Karol wyjawia tajemnice swojego pochodzenia Manette’owi. Po wybuchu rewolucji, w 1792 r. Darnay dostaje list od jednego ze służących wuja, który został uwięziony przez rewolucjonistów, błagający markiza o pomoc. Nie mówiąc swojej rodzinie ani nie ujawniając swojej pozycji jako nowego markiza, Darnay wyrusza do Paryża. Wkrótce jednak zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu. Mając nadzieję, że uda im się go uratować, dr Manette, Lucie i jej córka Jerry oraz panna Pross przeprowadzają się do Paryża. Od tej pory trwa walka z czasem dotycząca uwolnienia męża Lucie.



     Dickens pisze oczywiście stereotypowo, ale jest spostrzegawczy, wyprowadza dobre intuicyjne wnioski. Jasno określeni są dobrzy i źli bohaterowie, winni i niewinni, ale bez głębszej, złożonej, wewnętrznej charakteryzacji ich osobowości. Fabuła pozbawiona jest dynamiki i nieprzewidywalności. Na pewno jest to powieść mroczna, charakteryzująca się zgryźliwym, momentami wręcz demonicznym zdaniem autora. Nie ma tu jednak zauważalnego jego specyficznego humoru. Dickens zwraca uwagę na niesprawiedliwość społeczną i czynniki, które doprowadziły do wybuchu rewolucji we Francji. Wskazuje także, że ludzie będący u władzy, są skorumpowani niezależnie czy jest to Paryż, czy Londyn. Dickens wprowadza w fabułę sporą ilość postaci, które pochodzą z dwóch miast i dwóch odmiennych narodów. Wszyscy mają zróżnicowaną pozycję życiową i przekonania polityczne. To opowieść o miłości, poświęceniu i honorze ukazana na tle burzliwej historii Francji. Warto.

 

 

Charles Dickens, Opowieść o dwóch miastach, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2022, tytuł oryg.: The Tale of Two Cities, tłumaczenie: Tadeusz Jan Dehnel,  oprawa twarda z obwolutą, stron 600.