Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty

29 stycznia 2026

Jadwiga Zamoyska, Listy z lat 1883-1914.

 


Wydawnictwo Ancilla to male i nieznane wydawnictwo, wydające jednak książki wartościowe i mądre. Mój pierwszy zakup poczyniony na stronie dotyczył listów Jadwigi Zamoyskiej, które można odnaleźć w starym jeszcze wydaniu w wersji elektronicznej na stronach internetowych bibliotek. Jak widać na zdjęciach dostałam książkę wspaniale zapakowaną, a w dodatku z pięknymi dodatkami. 

Książka jest bardzo starannie wydana, w twardej, lakierowanej okładce, z zakładkową wstążeczką. Listy codziennie czytam, dawkując lekturę i pozostawiając czas na własne przemyślenia. Jadwiga nie bała się na pewno wyrażać własnych sądów, potrafiła cierpliwie tłumaczyć, że należy właściwie rozeznać własną drogę, bo nie każdy jest przecież powołany do wypełniania roli wyznaczonej mu przez rodzinę i narzucone przez społeczeństwo. Porusza w listach kwestię wychowania, pracy, wypełniania codziennych obowiązków. Odwołuje się do wiary i do Pisma Świętego, przywołuje czytane książki. 

Po doświadczeniach utraty najbliższych (męża - nota bene swojego wuja/brata matki - w 1868 r., syna Witolda w 1874 r.) duchowo związała się ze stowarzyszeniem oratorianów. Postanowiła też założyć szkołę dla młodych dziewcząt, której celem było przygotowanie do wypełniania zadań wzorowej pani chrześcijańskiego domu. Gdy jej syn Władysław został dziedzicem dóbr kórnickich  po śmierci Jana Działyńskiego, mogła zrealizować swój pomysł. W 1882 roku powstała Szkoła Domowej Pracy Kobiet, zwana też Zakładem Kórnickim. Z czasem jednak władze pruskie zakazały dalszej działalności szkoły, a na skutek rugów pruskich Zamoyscy musieli opuścić Wielkopolskę. To właśnie z tego okresu pochodzą listy pisane do rodziny, przyjaciół, znajomych. 

To bardzo dobra lektura. Warto przypomnieć, że w 2012 roku Kuria Metropolitalna w Poznaniu oficjalnie wszczęła proces beatyfikacyjny Jadwigi Zamoyskiej. Polecam też Wspomnienia Jadwigi Zamoyskiej, książkę o której pisałam też na blogu. 



 Jadwiga Zamoyska, Listy z lat 1883-1914, wydawnictwo Ancilla, wydanie 2025, okładka twarda, stron 332.

 


4 stycznia 2026

Tolkien Birthday Toast.

Co roku 3 stycznia Tolkien Society zachęca fanów Tolkiena z całego świata do świętowania urodzin Profesora prostą ceremonią toastu. O godzinie 21:00 czasu lokalnego należy wznieść toast za urodziny tego uwielbianego autora. Toast brzmi prosto: Profesor! Wystarczy wstać, wznieść toast wybranym napojem (niekoniecznie alkoholowym) i wypowiedzieć słowa „Profesor”, a następnie wypić łyk. 

Przy okazji wczoraj wyszperałam z tego, co na półkach Tolkiena i o Tolkienie, bo rocznica urodzinowa (3 stycznia 1892). Okazało się, że komuś pożyczyłam na "wieczność" trylogię. Cóż, trzeba nadrobić posiadanie, bo chcę powrócić. Nie ma tu "Hobbita", ale to książkę na pewno posiadam z filmową okładką. Większość zawdzięczam wydawnictwu Zysk i S-ka, co mnie mobilizowało do czytania. 
 





28 grudnia 2025

J. R. R. Tolkien, Listy. Wydanie rozszerzone. /zdjęcia/






 J. R. R. Tolkien, Listy. Wydanie rozszerzone, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2025, przekład: Agnieszka Sylwanowicz, wydanie twarde z obwoluta, stron 850. 


6 grudnia 2023

J. R. R. Tolkien, Listy Świętego Mikołaja.

 


Cóż za wspaniała świąteczna książka! To zbiór listów napisanych i w dodatku zilustrowanych przez J. R. R. Tolkiena w latach 1920 -1943 - od Świętego Mikołaja do swoich dzieci. Po raz pierwszy zostały wydane w 1976 r. już po śmierci Tolkiena. Wydanie pod redakcją Baillie Tolkien, drugiej żony Christophera Tolkiena, zawiera zdjęcia listów i rysunków oraz kopert. To cudownie, że polski czytelnik może cieszyć się wznowieniem książki w tak okazałej oprawie graficznej. Listy pisane przez około dwadzieścia lat miały zapewnić dzieciom Tolkiena pewnego rodzaju urozmaicenie w oczekiwaniem na Święta Bożego Narodzenia. W 1920 r. najstarszy syn Tolkiena, John, miał trzy latka.



Tolkien na początku pisał listy krótkie, a z upływem lat stawały się one dłuższe, a korespondencja w okolicach grudniowych świąt zaczęła składać się z kilku listów. Została zbudowana pewnego rodzaju fabuła życia bohaterów zimnego bieguna. Oprócz Świętego Mikołaja pojawia się Niedźwiedź Polarny, który wprowadza swoisty chaos, jego siostrzeńcy Paksu i Valkotukka, stary pan Niedźwiedź Jaskiniowy, Bałwanki, elf-sekretarz. Nie mówią tam po angielsku, ale po arktycznemu. Wszyscy przeżywają niecodzienne przygody (eksplozje fajerwerków, porwania, zaginięcia, konflikt z goblinami) i wpadają w różne kłopoty. Listy głównie pisane są z  perspektywy Świętego Mikołaja lub Niedźwiedzia Polarnego. Każdy list opatrzony jest dodatkowo rysunkami, dostarczony był w pięknej kopercie i z arktycznym znaczkiem. Tolkien wyspecjalizował się dodatkowo w odpowiednim charakteryzowaniu kroju pisma.


Listy są urocze, pełne rodzicielskiej tkliwości, delikatności i realności. Być może dlatego, że przecież pierwotnie nie były przeznaczone do jakiekolwiek publikacji. Pisanie ich na pewno przynosiło radość Tolkienowi, bowiem czasami czuć jego smutek zabarwiony refleksją, że dzieci dorastają. Jest to jedna z najpiękniejszych i najbardziej urokliwych książek świątecznych, jakie zostały napisane. Żaden czytelnik, ani młody, ani stary, nie może nie być oczarowany pomysłowością i „autentycznością” Tolkiena. To wspaniały prezent świąteczny dla dzieci i dorosłych. Czytelnicza uczta gwarantowana. 

 


 

J. R. R. Tolkien, Listy Świętego Mikołaja, wydawnictwo Zysk i s-ka, wydanie 2023, tytuł oryg.: The Father Christmas Letters, przekład: Paulina Braiter, oprawa twarda z obwolutą, stron 192. 

11 listopada 2021

Fulla Horak, Święta Pani.

 


             Cokolwiek napiszę o tej książce, czuję, że będzie to za mało. Byłoby też banałem, abym napisała, że jest to niezwykła książka, ponieważ treść wyrasta nawet poza to sformułowanie. Treść jest wierna pierwotnemu wydaniu z 1939 r. Zachowane zostały archaiczne formy oraz niekonsekwentna interpunkcja piszącej. Poprawki dotyczą błędów ortograficznych, literowych lub interpunkcyjnych. Słowo wstępne napisał ks. Tomasz Horak, bratanek Autorki. Warto wspomnieć, że pierwsze wydania sfinansował marszałek Rydz Śmigły. 

 


       Stefania Horak (1909-1993) była Lwowianką. Przez najbliższych nazywana była Stefulą, a potem przez dwa ”l”, Fullą. Gdy miała zaledwie dziesięć lat na frontach wojennych zginęli jej trzej bracia. Studiowała filozofię i ukończyła lwowskie konserwatorium, a potem była nauczycielką muzyki. W młodości straciła jednak wiarę w Boga i to jej stanowisko można odnaleźć na początku książki, w urywkach z zapisków i brulionów oraz wyjątków z listów pisanych do Matki Heleny ze Zgromadzenia Sacre Coeur we Lwowie. Podczas II wojny światowej była łączniczką AK. Wkrótce wraz z siostrą Zofią została aresztowana za przemycanie Komunii Świętej. Później zostały wywiezione na Syberię, gdzie przeżyły „piekło na ziemi”, które trwało aż 10 lat. Tam usunięto jej żołądek i dwunastnicę. Kiedy wróciły do Polski zamieszkały w Zakopanem, a do ich mieszkania ciągnęły rzesze ludzi. Około 1974 r. Fullę zaczęły nękać wracające ropne zapalenia nerek, a potem złamała kość udową. Fulla zmarła w Zakopanem w 1993 r., a jej siostra w 1995 r.

          W sierpniu 1935 r. Stefania doznała pierwszego objawienia. Początkowo Fulla Horak nie wiedziała, kto się jej ukazał, ale niedługo potem okazało się, że była to zmarła w 1865 r. św. Magdalena Zofia Barat, założycielka zgromadzenia Sacre Coeur. Święta zakonnica odkrywała przed wizjonerką tajemnice świętości, formując jej sumienie i  rozpalając miłość do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Potem „odwiedzali” ją także kardynał Mercier, święci: Jan Bosko, Teresa od Dzieciątka Jezus, January, Sylwester, Andrzej Bobola, Jan Vianney, Katarzyna Emmerich, Pierre Giorgio Frassati, Joanna d’Arc, Stefan, Mikołaj. Stefania dotykała szorstki habit św. Magdaleny Zofii, widziała, jak święci odsuwają się czy zasłaniają sobą palącą się świecę, słyszała, jak przejeżdżający za oknem tramwaj zagłuszał ich głos.

 

św. Mikołaj

     Św. Magdalena kazała Fulli zapisywać swoje słowa. Stefania odnotowywała też w swoim dzienniku wszystkie pouczenia, które przekazywali jej święci, jak również opisy Nieba, Czyśćca i Piekła, które dzięki łasce Bożej mogła zobaczyć. Fulla Horak opisuje jak wygląda etap śmierci, jak ważna dla dusz częściowych jest nasza modlitwa i dobre uczynki, jak wyglądają Kręgi w Czyśćcu, Niebie i Piekle, przedstawia rolę Aniołów Stróżów i Patronów, czym zajmują się dusze, które są w Niebie. W Piekle im niższy Krąg, tam męka w nim jest straszniejsza i cięższa. 

 

św. Andrzej Bobola, św. Jan Vianney

 

      Fulla Horak pisze, że dusza nigdy nie zatraci swej osobowości. Będzie wiedziała zawsze kim była, kim jest, jaka spotkała ją nagroda lub za co cierpi. Świadomość nadal istnieje. Dusze poznają krewnych i znajomych. Fulla Horak jasno pisze, że nie ma reinkarnacji. Dusza nie wraca na ziemię w innym ciele. Dusza zbawiona, o ile Bóg jej na to pozwoli, wie wszystko o duszy żywego. Autorka podkreśla również rolę Świętych w naszym doczesnym życiu i jak ważna jest nasza zgoda na ich działanie. W książce odnaleźć można również zapiski dotyczące odpowiedzi, jakie św. Magdalena dawała na zadawane pytania przez ludzi odwiedzających Fullę. Autorka opisuje problemy większe i mniejsze, ale dla każdego bardzo ważne. 

      Lektura zajmująca, pouczająca, pocieszająca, zachowująca logiczną poprawność, napisana klarownym i jasnym językiem.  

           A stanowisko Kościoła? Zacytuję tu fragment rozmowy z ks. Tomaszem Horakiem:

Dlaczego Kościół nigdy oficjalnie na zajął się osobą Fulli ani jej pismami?

Na tak postawione pytanie odpowiedzi właściwie nie ma. Były starania niemieckiego wydawcy o pozwolenie biskupa na druk i rozpowszechnianie książki, czyli imprimatur. Nie jest to potwierdzenie autentyczności objawień, ale zgoda na druk może być z takim potwierdzeniem mylona. Stąd zbytnia ostrożność kościelnych urzędów. Po drugie - od śmierci F. Horak w 1993 r. minęło dopiero 27 lat. Gdy chodzi o tego typu sprawę to niewielki upływ czasu. Po trzecie - w przypadku ludzi, którzy doznawali objawień, bardzo często przełożeni Kościoła nawet zakazywali rozpowszechniania przekazanych w objawieniach treści. Tak było z „Dzienniczkiem” s. Faustyny. Po czwarte - diecezja lwowska, gdzie wszystko się działo, faktycznie przestała istnieć. Podsumowując, wskażę na częsty scenariusz. Mianowicie pozorne uśpienie sprawy zdarzających się objawień po jakimś czasie wraca, przyciągając uwagę wiernych i przełożonych Kościoła. Czy i w tym przypadku tak będzie? Nie wiem. W każdym razie od lat widzę poszerzający się krąg zainteresowania postacią mojej stryjenki F. Horak.

źródło: "Echo Katolickie", 11 marca 2020 r.

 

Fulla Horak, Święta Pani, wydawnictwo AA, wydanie 2020, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 336.

29 grudnia 2017

Beata Frontczak, Arystokrata u wód. Karlsbadzkie zakupy hrabiego Zygmunta Pusłowskiego.



Arystokrata u wód. Karlsbadzkie zakupy hrabiego Zygmunta Pusłowskiego Beaty Frontczak to katalog wystawy zorganizowanej w 2014 roku w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, która została poświęcona krakowskiemu kolekcjonerowi dzieł sztuki. Celem wystawy było prześledzenie wędrówki obiektów i podążanie śladem nabywcy, hr. Zygmunta Pusłowskiego (1848-1913), wnuka księcia Franciszka Ksawerego Lubeckiego (1778-1846) i syna Władysława Pusłowskiego (1801-1859). 


Zachowały się prawdopodobnie wszystkie listy pisane przez Zygmunta Pusłowskiego z Karsbadu (Karlovych Varów), w których znaleźć można odniesienia do okoliczności nabycia poszczególnych przedmiotów przez hrabiego. Dzięki jego spostrzeżeniom i szczegółowym uwagom, zawarte w listach informacje pozwoliły na identyfikację zakupionych przez hrabiego obiektów, dziś muzealnych.  


Hrabia gruntownie wykształcony był w zakresie historii, literatury, sztuki, powszechnie uważany za erudytę i światowca. Serce oddał Marii z Moszyńskich (1845-1926), córce Piotra Moszyńskiego (1800-1879), ziemianina i sybiraka. Zdobyć Marię było trudno, bowiem przeżyła nieszczęśliwą miłość, kochała Juliana hr. Tarnowskiego (1840-1863), który zginął w bitwie pod Komorowem. Pusłowscy po ślubie zamieszkali w Krakowie w pałacu Moszyńskich przy ulicy Lubicz, a hrabia rozpoczął remont osiemnastowiecznego pałacu w Czarkowach nad Nidą (spalony przez Rosjan w 1914 r.). W 1885 r. zakupił także willę w Krakowie z ogrodem przy ulicy Kolejowej, która została przebudowana i stała się krakowską siedzibą Pusłowskich. Małżeństwo od początku często podróżowało. Wkrótce też urodzili się synowie: Władysław Emanuel (ur. 1871), Franciszek Ksawery (ur. 1875) i Włodzimierz (ur. 1877). Pusłowski poróżowiał też sam w interesach. 


Od 1885 r. zaczął wyjeżdżać do Karlsbadu na kuracje z powodu zaburzeń metabolicznych i nękającej go nadwagi. Szósty, ostatni wyjazd miał miejsce w 1897 r. Hrabia nie szukał nowych znajomości i rozgłosu. O jego podróżach i pobycie czerpać można informacje z zachowanych listów do żony, które zostały w katalogu przytoczone. Zachowały się też rachunki z zakupów poczynionych przez Pusłowskiego. W katalogu odnaleźć można opisy serwisów: szklanych, deserowych, serwisu z perskimi kwiatami. Pusłowski kupił w Karlsbadzie też takie przedmioty, jak: kasetka na zegarek, parawan, krokomierz (pedometr), etażerkę, pulpit na książki z orłem, sztućce różnego typu, wazony, młynek do pieprzu czy cukiernicę. W książce odnaleźć można liczne fotografie z opisem, transkrypcje faktur, a przede wszystkim arcyciekawe listy hrabiego Zygmunta Pusłowskiego, od których trudno się oderwać.


Katalog jest starannie wydany, a jego zawartość jest niezwykle zajmująca i fascynująca. Jak najbardziej polecam. 



Beata Frontczak, Arystokrata u wód. Karlsbadzkie zakupy hrabiego Zygmunta Pusłowskiego, Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, wydanie 2014, przekłady listów Zygmunta Pusłowskiego z rękopisu francuskiego: Iwona Krystyna Piechnik, okładka usztywniana, stron 184.

Bibl. Muz.  

2 kwietnia 2017

Niedziela z albumem - Sławne listy.




Sławne listy. O ludziach i wydarzeniach zmieniających losy świata, wydawnictwo Arkona, wydanie 1995, oprac. Frank J. McLynn, tłumaczenie: Roman Gołędowski, okładka twarda z obwolutą, stron 160.

23 marca 2014

Julian Tuwim, Moja miłość.


Dzięki tej niewielkiej objętościowo książce czytelnik poznaje Tuwima od bardzo prywatnej strony, doświadcza bowiem jak wielkim uczuciem darzył poeta swoją żonę Stefanię. O etapach tej miłości pisze w przedmowie książki Tadeusz Januszewski.  Poznali się w Łodzi w roku 1912. Tuwim miał wyprzeć swoją żonę w dorożce, a w poznaniu jej pomógł mu kolega. Panna Stefania Marchwówna z Tomaszowa Mazowieckiego po pięciu dniach jednak wyjechała, ale pozostawiła zakochanego po uszy w niej Juliana. Ten pisał do niej żarliwe listy, powstawały też wiersze i poematy o miłości. Stefania była jego muzą i wielką, jedyną miłością. Po siedmiu latach – siedmiu jesieniach- została jego żoną. Nadal jednak nawet po upływie lat zarówno w listach do żony, jak i w utworach literackich, Tuwim dzieli się tęsknotą i miłosnymi uniesieniami.


Część z tych wierszy i listów znajdziemy w tomiku Moja miłość, który ukazał się nakładem wydawnictwa Iskry.  W zachowanych listach, ułożonych w książce w sposób chronologiczny, tytułował narzeczoną "jasną, kwietną, najcichszą panienką", „kwiatkiem, swoim błękitnym”, żonę - "Stefusią słodką", „sercem drogim”, „Serduszkiem swoim”, „Stefulinką”, „najmilszą Stefusią”, „Stefurką” „ "swoim dziwem i Jezusikiem", „swoją zawsze i wiecznie najsłodszą i najświętszą Stefcią”,, "dziecinką swoją pierworodną i świętą". Listy są wyrazem miłości, ale i tęsknoty w chwilach rozłąki między zakochanymi. Listy pisane na samym początku znajomości są pełne wątpliwości i jeszcze niepewności wobec uczuć Stefani wobec niego. Gorliwie jednak zależy mu na tym, aby zdobyć uznanie i miłość młodej dziewczyny. Gdy jest już pewien jej uczuć, upaja się swoim szczęściem. Ubóstwia żonę, uwielbia, uważa się za wielkiego szczęściarza. W chwilach rozstania określa siebie jako „biednego samotnika”. Jestem w ogóle przestraszony życiem, kiedy Cię nie ma o pięć kroków ode mnie[1]. Jest  kochankiem, mężem i przyjacielem. Z drugiej strony Julian tak jak każdy mężczyzna daje czasami upust żartobliwego zniecierpliwienia i niezrozumienia wobec żony.

Pomijam brak litery „j” w trzecim od końca słowie tego zdania, ale, jeżeli mnie pamięć nie myli, posłałem Ci 550 złotych i 15 dolarów. Marychnie dałaś 125 złotych, a więc wydałaś 425 zł i 15 dolarów przez jeden tydzień?[2]

Od razu jednak wybacza małe grzeszki, bowiem dodaje w kolejnej linijce: Na zdrowie, Stefuszko! Za kilka dni dostaniesz gotówkę. W listach można odnaleźć też żartobliwy, a zarazem pełen delikatności i tkliwości głos Tuwima.

Z kolei wiersze wydają się dopełnieniem listów i jawnym potwierdzeniem i wyznaniem uczuć Juliana. Owe wiersze miłosne to niemalże modlitwy i litanie opiewające miłość i namiętność do Stefani, której zresztą wiele utworów poeta w ciągu swojego życia dedykował. To erotyki pełne namiętnych uniesień, otwartości, subtelnej pochwały ciała kobiety i miłosnych zaklęć. Niektóre z wierszy rejestrują niepewność, tęsknotę, marzenia, rozterkę i są pełne niedopowiedzeń. Poeta zalecał, że Trzeba kochać po majowemu, Jak najgłupiej i jak najprościej. Cierpieć, ginąć, nie wiedząc czemu, Nie dla ciebie, lecz dla miłości[3]. Wiele z tych wierszy śpiewali Ewa Demarczyk, Czesław Niemen, Marek Grechuta. Najbardziej znane to: Grande Valse Brillante, Mimozami jesień się zaczyna, Wyratuj ty mnie z męki. W lirykach widoczna jest wirtuozeria operowania słowem.

Zarówno listy jak i wiersze są świadectwem tego, jak Tuwim czule potrafił pisać o miłości. Nie wstydził się wyrażania swoich uczuć wobec żony. Nic się nie zmienia mimo upływu lat trwania związku. Wiele w jego słowach odnaleźć można głębokiej czułości, szacunku, umiłowania nie tylko ciała, ale i duszy towarzyszki życia. Nie jest to miłość zaborcza, ale taka, która pozwala rozwijać się i cieszyć wolnością zainteresowań drugiej osoby. Tuwim niewątpliwie pokazuje jak można opiewać miłość w poezji, ale również jak tę miłość pielęgnować i wpływać na jej rozwój jako mężczyzna. Uczucie, jakim darzył żonę było głębokie, intensywne, barwne, niepozbawione wrażliwości, jedyne, niepowtarzalne. Płakać można ze szczęścia, jeżeli się tak kocha, jak ja Ciebie. [4]


[1] Julian Tuwim, Moja miłość, Warszawa 2014, s. 39. 
[2] Tamże, s.40. 
[3] Tamże, s. 91. 
[4] Tamże, s.46.



Julian Tuwim, Moja miłość, wydawnictwo Iskry, wydanie 2014, wybór i opracowanie Tadeusz Januszewski, oprawa twarda z obwolutą, stron 116.