Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcia Willett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcia Willett. Pokaż wszystkie posty

26 listopada 2012

Marcia Willett, Godzina dzieci.

Wczesnojesienne słońce wdzierało się przez otwarte drzwi, kładąc się po podłodze złocistymi, migoczącymi pasmami, omiatając wiekową ławę z wysokim oparciem, odbijając się oślepiającym blaskiem od dużego, miedzianego talerza stojącego na dębowym stole i rozświetlając delikatnie spłowiałe kolory ogromnego gobelinu wiszącego na ścianie pod galerią. Tuż przed drzwiami dostrzec można było ciśniętą niedbale parę krótkich gumiaków. Na wytartej poduszce, rzuconej na ławę, leżała zapomniana kobiałka, w której znajdowały się kłębek sznurka, sekator, stara ogrodnicza łopatka oraz bezcenne nasiona, ostrożnie zawinięte w papier.

Pełen spokoju bezruch podkreślało przytłumione cykanie świerszczy, których letnią piosenkę zagłuszał szum strumyka. Już niedługo słońce miało zniknąć za wysokim zboczem klifu i potoczyć się w kierunku morza, ustępując miejsca długim cieniom. Dochodziła piąta po południu: godzina dzieci.

Już po takim początku, wiedziałam, że książka mi się spodoba. Nie pomyliłam się.

Po Letnim domku i Tygodniu w zimie nakładem wydawnictwa Replika ukazała się Godzina dzieci Marcii Willett. Fabuła powieści, podobnie jak dwóch poprzednich krąży wokół jednego miejsca – domu. Tym razem jest to dom w Kornwalii, w Ottercombe, położony blisko morza. To tu Lydia Shaw ku zadowoleniu swojego męża, spędzała z dziećmi najpierw kilka tygodni, a potem właściwie na stałe wyprowadziła się z Londynu. Cicha, potulna, skromna, pragnąca jedynie miłości i akceptacji, której nie mogła znaleźć u męża, wydała na świat sporą gromadkę dzieci: Georgie, Nest, Mina, Josie, Henrietta oraz Timmie. Z nich po wielu latach tylko Mina i Nest mieszkały w  Ottercombe. Spokój jednak już niedługo miał im być zakłócony przez kolejną siostrę Georgie, która tymczasowo miała zamieszkać z nimi. Georgie od dzieciństwa powtarzała, że zna tajemnice. Po latach powraca do tego sformowania wywołując u sióstr wzburzenie i powrót do wspomnień z przeszłości.

Tytułowa godzina dzieci, to godzina, jaką spędzała Lydia Shaw na czytaniu książek swoim latoroślom. Wraz z ich dorastaniem lektury te zmieniały się, wpływały niejednokrotnie na kształtowania wyobraźni dzieci, a mimo to zwyczaj pozostał. Godzina jest celebrowana, bo przy tak licznej rodzinie i obowiązkach należy ona do momentów, w których rodzina zbiera się i spędza te chwile razem. 

Powieść rozgrywa się w teraźniejszości, ale członkowie rodziny wracają we wspomnieniach do wydarzeń i decyzji powziętych w przeszłości, a które miały wpływ na ich życie. Miłość, zdrada, rodzinne dramaty, wojenna zawierucha, nieporozumienia między rodzeństwem, rezygnacja z tego, co najważniejsze, siła, opieka nad słabszymi, poświecenie się dla innych, powrót do korzeni. Oprócz życia starszego pokolenia rodziny Shaw poznajemy również młodsze pokolenie i ich problemy: Lyddie i Jacka. 

Nie ma tu pośpiechu, a jedynie wyciszenie, spokojne analizowanie faktów z przeszłości.  Postacie jakie stworzyła Willett stają się realni i bliscy czytelnikowi. Styl Autorki zachwyca, jest pełen barwnych opisów, wyszukanych poetyckich słów. To nostalgiczna i wzruszająca opowieść pełna ciepła, która potrafi zauroczyć.
 


Marcia Willett, Godzina dzieci, wydawnictwo Replika, październik 2012, oprawa miękka, stron 368.

2 kwietnia 2012

Marcia Willett, Tydzień w zimie.

Ach, jak ta Willett pisze! Tak sobie westchnęłam po przeczytaniu powieści Tydzień w zimie. To druga powieść tej pisarki, która ukazała się nakładem wydawnictwa Replika i którą miałam możliwość przeczytać. Tydzień w zimie znaczenie bardziej podobał mi się od Letniego domku, ale potwierdził również mój zachwyt nad twórczością Willett.

Moorgate to dom z tradycjami wybudowany wśród wrzosowisk Kornwalii z dala od Londynu i siedzib ludzkich. To on stanowi jakby centrum opowieści i skupia na sobie uwagę bohaterów. Maudie Todhunter odziedziczywszy go po swoim mężu, po dwóch latach od jego śmierci, ze względu na kłopoty finansowe postanowiła sprzedać Moorgate. Sama zamieszkuje w domu po swoim ojcu. W celu uzyskania lepszej ceny nieruchomości zatrudniła Roba Abbota, który pokochał w skrytości remontowany dom. O nieruchomość dopytują się potencjalni kupujący, a pewnego zimowego dnia zjawa się tu ciężko chora Melissa. Ze sprzedażą domu nie może pogodzić się Selina, pasierbica Maudie. Kobieta nigdy nie zaakceptowała Maudie, jako matki, co więcej odstręczała swoje dzieci od kontaktów z przybraną babką. Maudie została jednak pokochana przez córkę Seliny, Posy. Tak mniej więcej przedstawia się konstrukcja fabuły. Reszta to tajemnice, liczne zmartwienia, nieporozumienia, a nawet niespodzianki.

Czar tej powieści tkwi nie tylko w pomysłowej fabule, ale również w sugestywnych opisach. Można się dosłownie przenieść do domu w Kornwalii i zobaczyć przez jego okna wrzosowiska lub usłyszeć skrzek gawronów. Wielkie znaczenie ma dobry przekład, za który odpowiedzialna była Agnieszka Podruczna. Fabuła i dialogi są bardzo dobrze skonstruowane, a Autorka stopniowo uwalnia emocje i odsłania kulisy rodzinnych niesnasek i tajemnic. To powieść o zawiłych stosunkach rodzinnych, relacjach między rodzicami a córką, macochą a pasierbicą, przybraną babcią a wnuczką, siostrą a bratem oraz między małżonkami. To również książka o miłości od pierwszego wejrzenia, o czerpaniu radości z każdego dnia i nietrwonieniu danego nam czasu.

Warto nadmienić, że okładka była wybrana w internetowym głosowaniu /również na nią glosowałam/, podobnie jak to było w przypadku Letniego domku. Zapewniam, że tytuł znajduje odzwierciedlenie również w fabule, a krokusy na okładce wskazują, że zima nie jest jedyna porą roku, podczas której toczy się akcja. Moim zdaniem to pełna ciepła lektura, która potrafi wywołać refleksje. Polecam.


Marcia Willett, Tydzień w zimie /A Week in Winter/, wydawnictwo Replika, przeklad: Agnieszka Podruczna, wydanie marzec 2012, oprawa miękka ze skrzydełkami, stron 464.

p.s. w przygotowaniu wydawnictwa kolejne książki Willett: Godzina dzieci, Wspomnienia burzy, Tacy byliśmy.

8 sierpnia 2011

Marcia Willett, Letni domek.

Wydawnictwo Replika zyskuje w moich oczach coraz bardziej. Tym razem pokusiło się o wydanie książek Marcii Willett. Pierwsza z powieści jest Letni domek (Summer house), którą ta miałam przyjemność przeczytać w ostatnich dniach. Nie owijając w bawełnę, książka jak najbardziej zasługuje na przeczytanie. Z czym jednak kojarzy Wam się tytuł i okładka wybrana przez internautów (też na nią głosowałam)? Mnie z sielskością, romantycznymi duszami, jakimś kochaniem w tle, nastrojem rodem Ani z Zielonego Wzgórza gdzie wszystko jest happy. Nic bardziej mylnego. Primo to żaden romans, choć o miłości w różnych jej odmianach jest tu mowa, secundo to bardzo dobra powieść obyczajowa opowiadająca o pewnym wycinku z życia pewnych ludzi.

Właściwie nie ma głównego bohatera, ponieważ autorka w sposób subtelny nakreśla życie poszczególnych osób. Każda z nich ma własne problemy mniejsze lub większe, z którymi się boryka w dniu codziennym. Zagmatwane jest życie rodzeństwa Matta i Im, którzy stracili w dzieciństwie ojca w Afganistanie. Smutne było życie ich matki, która nie pogodziła się ze stratami bliskich jej sercu osób. Wychowani właściwie przez Lottie czuli się bardzo dobrze w Rezydencji, której częścią składową był Letni Domek. Właścicielem Rezydencji był rozwiedziony Milo, którego była żona jest siostrą rodzoną Lottie, a kochanką starsza sąsiadka. Milo i obdarzona mądrością Lottie to po prostu przyjaciele. Spadkobiercą jest z kolei nieroztropny Nick, który pokłócony z żoną mąci w głowie Imorgen. Pogmatwane? Rzeczywiście, ale to tylko krótki zarys opowieści. Matt pisarz jak do tej pory jednej powieści, przez całe życie czuje, że kogoś stracił. Pewnego dnia po śmierci matki odkrywa skrzynkę, w której znajduje swoje zdjęcia, ale nie przypomina sobie żadnych rzeczy, które na nim są. Decyzja Im i Julesa sprawia, że Matt staje się właścicielem Letniego Domku, gdzie znajduje klucz do przeszłości.

Nie mam zamiaru Wam wszystkiego opisywać. Historia jest po prostu wspaniale przez Autorkę zarysowana. Emocje stopniowane są powoli, a z kart książki bije ciepło, spokój i przede wszystkim normalność. Oprócz więzów opartych na miłości, zaufaniu, przyjaźni, które łączą są jeszcze tajemnice przeszłości. Nie ma tu żadnej nachalności, jest raczej dyskretny urok i czar, który jest zauważalny od pierwszych stron. Tłem do akcji jest wspaniale opisany krajobraz prowincjonalnej miejscowości. Nie wiadomo, kiedy dotarłam do ostatniego akapitu. Marcia Willett prawdziwie potrafi pisać.  


Wydawnictwo Replika, przeł. Agnieszka Podruczna, okładka miękka, Zakrzewo  2011, stron 348.


strona na facebooku
STRONA AUTORKI
Marcia Willett