Rok 1891
![]() |
| można powiększyć |
Wspomnienia cesarsko-królewskiej guwernantki, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2024, przekład: Anna Topolska, Joanna Ziętkiewicz-Kotz, wprowadzenie: Waldemar Łazuga, oprawa twarda, stron 304.
* O książce napiszę wkrótce.
Rok 1891
![]() |
| można powiększyć |
Wspomnienia cesarsko-królewskiej guwernantki, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2024, przekład: Anna Topolska, Joanna Ziętkiewicz-Kotz, wprowadzenie: Waldemar Łazuga, oprawa twarda, stron 304.
* O książce napiszę wkrótce.
Wyjeżdżałam z Warszawy i
powracałam do niej kilkakrotnie, w zależności od sesji sejmowych. Zjechałam tam
po raz ostatni w okresie, kiedy ogłoszona być miała nowa konstytucja. Wszyscy
posłowie otrzymali wówczas polecenie powrotu, tak by sejm mógł zebrać się w
pełnym składzie. Wielu z nich, a w tej liczbie i my, nie zdążyło na czas, gdyż
dniem oznaczonym był 5 maja. Ponieważ jednak król, którego wtajemniczono,
wygadał się nieopatrznie, przyspieszono ogłoszenie o dwa dni. Dowiedzieliśmy
się o tym w drodze. Posłów zagranicznych trzymano w nieświadomości, aby ubiec
ich protesty. Trzeba było raczej zebrać siły, by móc nie zważać na nich, a
potem dopiero brać się do reform. Nie mogłam wiec być obecna przy składaniu
przysięgi przez obie izby i przez króla, który zawołał „Juravi Deo…
Przysięgałem Bogu i słowa nie cofnę …”. Sejm udał się do kościoła św. Jana; po
ślubowaniu odśpiewano „Te Deum”[1]. Obecni tam posłowie byli
z siebie dumni. Miasto szalało z radości i entuzjazmu. Nie byłam tego
świadkiem, ale przybyłam na czas, by móc ocenić następstwa tego stanowczego
kroku, podjętego po trzech latach rozważań.
To, czego najmniej zabrakło, to uroczystości religijnych i innych. Sejm zebrał się ponownie w kościele św. Krzyża, skąd wyruszył pochodem, z królem na czele, aby dla upamiętnienia tego wielkiego dnia poświęcić opatrzności boskiej nowej świątynię za rogatkami Warszawy.[2] Król położył kamień węgielny. Gwałtowny huragan, który zerwał się niespodziewanie, zmącił uroczystość, a osoby przesądne widziały w tym niepomyślną wróżbę.
Obserwowałam tłum, który często ma wzrok bystrzejszy od tych, którzy się płynnie wysławiają - wydawał się zadowolony.
Zapomnieliśmy o odwiecznej prawdzie, że ręka boska wspiera przede wszystkim tych, którzy walczyć umieją. Taki jest nakaz rozumu, któremu i wiara nie przeczy. Prusy zmówiły się z Rosją o dalszy rozbiór Polski. Miasta Gdańsk i Toruń, których się od nas bezskutecznie domagały, miały być nim objęte. Austrii nie dopuszczono do tego ponownego rabunku, bo wojny, które prowadziła z Francją i Turcją, zrujnowały jej finanse; nie była więc niebezpieczna i mogła bez ryzyka być pominięta. Cesarzowa Katarzyna zawarła pokój z sąsiadem i drobna nawet część jej siły zbrojnej zgnieść nas mogła. Przygotowała zemstę bez pośpiechu i przez rok jeszcze i część roku następnego pozwoliła nam oddawać się gadulstwu. Ludzie najtrzeźwiejsi przewidywali ohydę grożącego rozwiązania, nie śmieli jednak mówić o tym głośno, bo im bliższe stawało się niebezpieczeństwo, tym głośniej piorunowali na sali sejmowej; chwila, kiedy działać było trzeba, minęła bezpowrotnie - popełnialiśmy wciąż błędy niewybaczalne.
Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw poważnych, ciekawych i błahych, Świat Książki 1998, z francuskiego przełożył Edward Raczyński, okładka twarda, tekst cyt.: 173-174.
[1] Te Deum Laudamus (łac.) –
Ciebie, Boga, chwalimy. W kościele katolickim hymn dziękczynny śpiewany podczas
uroczystych nabożeństw.
[2] Świątynia Opatrzności
Boskiej miał być votum za uchwalenie Konstytucji 3 maja. Miała stanąć w
północno-zachodniej części Łazienek. Kamień węgielny wmurowano w maju 1792 roku,
prace budowlane przerwała wojna polsko-rosyjska. Budowla była miejscem
manifestacji patriotycznych podczas zaborów.
Fragm.: Z. Janeczek, Ignacy Potocki.
Marszałek Wielki Litewski (1750-1809),
Katowice 1992, s. 67-68.
Król zawiadomił mnie o swoim
życzeniu zapolowania na żubry, które w całej Europie znajdowały się już tylko w
lasach ekonomii królewskich.[1] Fantazja ta kosztowała
mnie ponad trzydzieści tysięcy dukatów. Trzeba było bowiem przebić odpowiednią
drogę i położyć trakt przez bagna ponad czteromilowej długości, wyciąć w
dziewiczym terenie odpowiedni plac, wnieść coś w rodzaju małego miasteczka z
dworem dla króla, jego świty, dyplomatów i wszystkich, którzy tu zjechali.
Polowanie trwało około dziesięciu dni i wszyscy byli zeń bardzo kontenci. Mimo
ostrożności omal nie zdarzył się jednak wypadek. Dla ułatwienia królowi
strzałów zbudowano drewniane umocnienie z pojedynczymi izbami, a dla świty
oczyszczono plac i wzniesiono wielki pawilon, w którym na wielkim stole leżały
strzelby. Spodziewano się, że będzie się tu raczej biesiadować, a nie polować,
gdyż nie pojawi się prawdopodobnie żadne dzikie zwierzę. Jednakże zabłąkał się
w te okolice żubr, wyraźnie spłoszony
hałasem. Wszyscy rzucili się po strzelby i zaczęli strzelać na oślep.
Szczęściem panie, nuncjusz papieski i posłowie zagraniczni uszli wszyscy równie
cało jak i żubr.
Z puszczy pojechaliśmy do Grodna,
a ekwipaże królewskie przebyły cztery stacje pocztowe w zaprzęgu z moich stajni,
co w innych czasach wydawałoby się niezwykłe.
Sejm grodzieński[2] był zapewne ostatnim w
Europie pokazem prawdziwego świata narodowego, bez fałszywej pompy i mydlenia
oczu. Posiadłość moja, gdzie pałac w większej części wzniesiono już za moich
czasów, zajmowała z przyległościami teren
nie mniejszy niż miasto Wiedeń. Poza moją służbą, administracją i
warsztatami pomieściłem tutaj osiemnastu posłów z ich ludźmi. Aby dać pojęcie o
kształcie i rozmiarach mojej siedziby warto dodać, że na jednym poziomie i w
jednym bloku mieściła ona teatr i dwie wielkie sale redutowe, z których
przechodziło się do biblioteki, gdzie zaczynała się część mieszkalna. Książki
umieszczone były w zamkniętych szafach, biblioteka przypominała więc piękny salon.
Poza bilardem stało tam dziesięć stołów do gry w faraona i loteria fantowa,
którą pozwolono utrzymywać pewnej kobiecie. Obok mieściły się pokoje dla
towarzystwa, dalej wielka sala balowa. Z tych pomieszczeń przechodziło się do
innych, różnych rozmiarów, gdzie mogło siąść do stołu siedemset osób. Wszystko
było tak urządzone, że bez jednego stopnia można było przejść od teatru aż do
salonów. Tańczono tutaj, biesiadowano, znowu tańczono i tak dalej. Około
pierwszej po północy otwierano podwoje, przechodziło się do sal redutowych, a
dom prawie pustoszał. Z opisanego planu widać, że trzy budynki – mieszczące teatr,
sale redutowe i bibliotekę – były połączone i tworzyły trzy rejony. Czwartym
był ogród zimowy, podzielony na trzy obszary klimatyczne, gdzie zawsze kwitły
kwiaty. Pośrodku, w części bardziej wzniesionej, mieściły się rośliny
wymagające największego ciepła. Osobna część przeznaczona była dla wczesnych
owoców. Budowla ta łączyła się z inną dużych rozmiarów, gdzie umieszczono
wydział geometrii i inne wydziały administracyjne. Trudno sobie wyobrazić
rozmiary tych budynków. W 1830 roku, gdy to piszę, zapewne są już one częściowo
lub w całości zrujnowane. Czymże są jednak losy budowli w porównaniu z losami
państw!
Stanisław Poniatowski, Pamiętniki
synowca Stanisława Augusta, przełożył oraz wstępem i przypisami opatrzył Jerzy
Łojek, Instytut Wydawniczy PAX, 1979, s. 68-70.
[1]
W Puszczy Białowieskiej.
[2]
Od 4 października 1784 r. do 13 listopada 1784 r., pod laską Ksawerego
Chomińskiego.
W przeciągu lata różne festynie
bywały, to w Ogrodzie Saskim, to na Bielanach, z wielkim ekspensem skarbu
królewskiego; książę podkomorzy koronny nie oszczędzał onego podobnymiż
zabawami; Moszyński[1]
stolnik koronny, i ten wielkim sumptem w Miłocinie dał królowi festyń, który
tak mocno ukontentował monarchę, że całą ekspens festynia tego, na kilka
tysięcy czerwonych złotych wynoszącą, z skarbu swego zastąpić kazał. Opery,
komedie wielkim sumptem sprowadzone były; słowem mówiąc, iż przy festynie,
zabawy i rozrzut pieniędzy sądzić należało, że król i bracia jego w obfitych
opływają bogactwach. Jakoż wielka ekspens była, nie tylko na wzwyż wyrażone
zabawy, ale na nieumiarkowane pensje różnym osobom wyznaczone, nie przez
szacunek zasług, lecz przez upodobanie osób i zalecenia w intrygę wchodzących.
Czyliż bowiem z innych źródeł pochodziło naznaczenie rocznej pensji 3000
dukatów księżnie Sapieżynie wojewodzinie połockiej[2]? Jakoż i księżnie
Sapieżynie wojewodzicowej mścisławskiej[3]? Były i inne, nad zamiar
ukryte ekspensa, które żadnego królowi nie czyniły honoru; owszem tam, gdzie
ostentację przyzwoitą wspaniałości króla okazać należało, tam zawsze zbywało.
Albowiem apartamenta królewskie zupełnie zarzucone, damy na pokojach
królewskich w święta tylko wielkie z rana godzinę do powinszowania królowi
wyznaczoną miały. Obiady królewskie skasowano, a tylko król w swej garderobie
jadał, do którego stołu bez względu osoby i dystynkcji przypuszczano, tak dobrze,
iż z najpierwszym posłem, senatorem, ministrem obok malarz, doktor, a czasem
awanturzysta zasiadał.
Stanisław Lubomirski, Pod władzą
księcia Repnina. Ułamki pamiętników i dzienników historycznych (1764-1768),
opracował i wstępem poprzedził Jerzy Łojek, Instytut Wydawniczy PAX 1971, tekst
cyt.: s. 96-97.
[1]
August Fryderyk Moszyński h. Nałęcz (1731-1786)
[2]
Magdalena Agnieszka z Lubomirskich ks. Sapieżyna (1739-1780) – wojewodzina połocka,
żona Aleksandra Michała Sapiehy.
[3]
Elżbieta z Branickich Sapieżyna (1734 –1800) – W 1753 r. poślubiła Jana Józefa
Sapiehę z linii różańskiej, z którym rozwiodła się w 1755 r. Drugim mężem był
Jan Sapieha z linii kodeńskiej, który umarł w 1757r. Po drugim mężu przysługiwał
jej tytuł wojewodzicowej mścisławskiej.
*ekspensa - wydatki (lp. ekspens- wydatek)
[przypisy moje]
Tak gdy już zniszczył naród, gdy
już wszystkie przyszłe losy współrodaków oddał w ręce cudzoziemców,
sprzysięgłych nieprzyjaciół Polski, sam targnął się jeszcze na dawniejsze
Rzeczypospolitej ustawy. Prawa już zaszłe poprawia, nowe sam jeden knuje, pod
imieniem sancitów[3]
ogłasza, obywateli poróżnia, sprawiedliwością kupczy, wszystkie całej Polski
majątki na nieskończone czasy zakłóca etc., etc., etc.
Czyliż ten naród ma charakter, w
którym jeden człowiek potrafił wypełnić tyle zbrodni bezkarnie? Więcej powiem:
w którym taki publiczny złoczyńca nie tylko nie zginął, ale bawił się w kraju,
żył lat piętnaście poważany, zasiadał w senacie, tron przybrał go do boku
swojego za ministra? Owszem, urzędy handlował, sprawiedliwość przedawał i
jeszcze głośno kazał wszystkim powiadać, że u niego wszystko jest na przedaż.[4]
Ale co najboleśniejsza dla Polaka
swój kraj kochającego, że i sejm, który ma odrodzić naród, nie okazuje jeszcze
własnego temu narodowi charakteru. /…/
Stanisław Staszic, „Do Panów,
czyli możnowładców”, [w:] "Abyśmy o Ojczyźnie naszej radzili." Antologia
publicystyki doby stanisławowskiej, oprac. Zbigniew Goliński, Warszawa 1984, oprawa
twarda z obwolutą, tekst cyt.: s. 96.
[1] Tadeusz Rejtan, który
samotnie przesiedział w izbie kilkadziesiąt godzin (opuścili go w końcu
najbliżsi przyjaciele), odrzucił propozycje pieniężne, ocalony od śmierci przez
pruskiego generała Lentulusa, skazany został przez sąd konfederacki (właściwie
przez samego Ponińskiego) na banicję, lecz pozostał, dzięki wstawiennictwu
Adama K. Czartoryskiego (i podobno króla), w kraju. Po jakimś czasie popadł w
chorobę umysłową. Zmarł śmiercią samobójczą w 1780 r.
[2] Sejm rozbiorowy był,
podobnie jak poprzedni, sejmem delegacyjnym. Po miesięcznym oporze posłów
wybrano 18 maja spośród ministerium, senatu i stanu rycerskiego delegację,, która,
po sześciokrotnym odraczaniu terminu aż do 20 marca 1775 roku, przygotowała
odpowiednie projekty; na jednodniowym posiedzeniu sejmu zyskały wszystkie
aprobatę i ratyfikację.
[3]
Sancitum (łac) – uchwała, wyrok sejmu lub konfederacji.
[4] Inni zdrajcy przynajmniej
pieniądze od nieprzyjaciół pobrane zostawili w kraju. Poniński i w tym szkodził
Polsce, bo te pieniądze, które wziął za kraj, znowu marnotrawnie w karty oddał
Moskalom, którzy równie jak za zdrajcą ojczyzny, tak i za kartownikiem biegali.
Przypisy z książki.
Szczytowy moment zbawczej męki Jezusa Chrystusa od wieków inspirował artystów. Choć stanowił on najważniejsze przedstawienie w sztuce chrześcijańskiej, jednak jego interpretacja w środowisku sewilskim była na wskroś oryginalna za sprawą Francisca Pacheco. Ten teoretyk sztuki i malarz, chcąc nadać Ukrzyżowaniu wyraz zgodny z tradycją chrześcijańską, usilnie nalegał, by przedstawiać Jezusa przybitego do krzyża czterema gwoździami, dwoma w dłoniach i dwoma w stopach. Tak miała widzieć Zbawiciela św. Brygida w swoich objawieniach. Ponieważ w godzinie śmierci Jezusa świat ogarnęły ciemności, dlatego też tło Ukrzyżowania miało być ciemne. Taki właśnie wykład poprawności ikonograficznej znajdujemy w „El arte de la paintura” Pacheca, który poświęcił temu tematowi szereg stron. Pod wpływem sewilskiego teoretyka sztuki artyści wykształceni w stolicy Andaluzji w ten sposób w następnych dekadach przedstawiali umierającego Jezusa. Tak malowali Ukrzyżowanego Diego Velázquez i Alonso Cano, a później nawet Goya na obrazie z roku 1780, zaprezentowanym w Academia de San Fernando w Madrycie. Nieznane jest natomiast ani jedno dzieło Murilla, które przedstawiałoby Chrystusa przybitego do krzyża czterema gwoździami.
Andrzej Witko, Sewilskie malarstwo siedemnastego wieku. Od wizji mistycznych do martwych natur, wydawnictwo Jedność, wydanie 2013,oprawa twarda z obwolutą, s. 806. Tekst cytowany we fragm.: s.116-119.
Ludzi wszelskiej kondycyjej[2] żebyście szanowali, nikogo
sobie lekce nie ważąc. Z każdym żebyście szczyrze żyli, choćby też i z
niechętnym sobie i owszem wszelką mu wdzięczność i szczerą pokazywali, i owszem
Pana Boga za nieprzyjaciół swoich powinniście prosić, a z każdym szczyrze
według przykazania Boskiego żyli; także z sobą w miłości i zgodzie braterskiej
żyli. Matki swojej żebyście szanowali nie jako macochę, ale jako rodzoną matkę,
która prawie z pieluch wychowała, której ani sami (czego uchowaj Panie Boże),
ale i nikomu żebyście jej krzywdy nie dali czynić, ale i owszem, żebyście ją do
śmierci którekolwiek z was w domu swoim dochowali. Z czym, przyrzekam, że wam
będzie dobrze, bo wam dojrzy substancyjej[3] waszej.
Po trzecie, żebyście nigdy
cudzego nie pragnęli, ale i owszem, co jest cudzego, byście ex nunc[4] oddawali, mając przed
oczyma zawsze przykazanie [Bo]skie; w konwersacyje z ludźmi podejrzanemi obojej
płci nigdy nie wchodzili i onych się pilno strzegli; jałmużny według
przypomnożenia swego dawać, na ubogiego nie fukać; chleba nikomu w domu swoim
nie żałować, mszy świętej, ile być może, tak w święto jako i powszechny dzień
nie opuszczali. Ksiąg heretyckich i frantowskich[5] żebyście nie czytali, bo i
Kościół powszechny tego zakazuje. Z heretykami wszestkiemi żebyście w żadne
dysputy o wierze świętej nie wchodzili, bo to tylko duchownym należy. Pijaństwa
żebyście się przez wszystkie sposoby jako trucizny strzegli, bo stąd jak z
źródła wszystkie grzechy i nieszczęścia pochodzą. Kapłanów w jako największej obserwancyjej[6] żebyście mieli, którego w
godzinę śmierci żeby wam Pan Bóg dał. Świąt od Kościoła świętego zakazanych
żebyście nigdy nie łamali. A co należy Kościołowi, żebyście z chęcią i szczyrze
oddawali.
Panom swoim, którym służyć
będziecie, żebyście szczerze i wiernie służyli i onym z serca i afektu życzyli,
także i w wojsku służąc wszelką sprawiedliwość zachować, starszego w
obserwancyjej wszelkiej mieć, a prawdziwie z każdym żyć, pochlibstwem i
nieprawdą nie bawić się, bo stąd wiele złego pochodzi. Krzywdy nikomu nie
czynić i okazyjej do niechęci nikomu nie dawać, a sobie w słusznej sprawie nie
dać krzywdy czynić. Te tedy i insze cnoty zachować, a co przystojnego, to
czynić.
[1]
Konotacyje- zapisk,i notatki
[2]
Kondycyja- stanowisko, pochodzenie
[3]
Substancyja – mienie, majątek
[4]
Ex nunc - zaraz
Dwa pamiętniki z XVII wieku Jana Cedrowskiego i Jana Floriana Drobysza Tuszyńskiego, wydał i opracował Adam Przyboś, Wrocław-Kraków 1954, s. 124. [fragment cytowany s. 21-22].
Jan Florian Drobysz Tuszyński - stolnik żytomierski, typowy szlachcic-żołnierz. Walczył ze Szwedami, Kozakami, Tatarami, Wołoszą, Turkami, nawet ze swoimi w czasie rokoszu Lubomirskiego. Należał do starej, zubożałej w skutek wojen szlachty kijowskiej. Pamiętnik obejmuje lata 1648-1705.





In 2024 you got 2,4K likes to your 141 posts,
an average of 17 likes per post.
Your likes/followers ratio is super high!
That’s 2% of your 702 followers liking your posts on average.
