Jaka wspaniała i cudowna książka!
Wydawnictwo Formicula wznowiło „Przyślę Panu list i klucz” Marii Pruszkowskiej, która napisała ją w roku 1958. Pozycja jak dla mnie jest kultowa, bo jest książką o książkach. Opowiada o perypetiach pewnej warszawskiej rodziny, której członkowie byli maniakami czytania. Co prawda na początku jedynie matka separowała się od książek, ale po latach dała się wciągnąć do grona rodzinnych czytaczy. Dwie córki starsza Alina i młodsza (narratorka) Zosia, która miała być Balladyną (toteż zwana jest Dyną), odziedziczyły miłość do książek po ojcu.
„Istotą życia Ojca były książki. Ojciec czytał ciągle. Czytał przy jedzeniu, czytał w pociągu i w tramwaju, i na przystanku. Czytał po południu w fotelu, wieczorem w łóżku. Najważniejsze obowiązki życiowe odwalał - można by powiedzieć - szybko, uczciwie i precyzyjnie, nie wkładając w nie serca ani zapału. Odwalał je też cierpliwie, nigdy się nie buntując, ażeby kupić sobie prawo do zatracania się w książkach podczas godzin należących do niego." Książki wytyczają rytm dnia i czytane są w tej rodzinie nawet przy stole podczas posiłków. W dyskusjach, rozmowach a nawet kłótniach pełno jest cytatów z książek. Pełno tu odwołań do Sienkiewicza, Prusa, Słowackiego, Wierzyńskiego, Żeromskiego, Dickensa, Londona, Balzaka, Curwooda, Montgomery i innych. Zosia ulega powieści Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem”, tak głęboko, że przez trzy dni tylko czyta zapominając nawet o jedzeniu. Wielokrotnie wraca do „Trędowatej” odkrywając ją na nowo. Bohaterowie powieści stają się wyimaginowanymi i idealnymi partnerami na mężów.
Życie rodziny to jednak nie tylko książki. To również sprawy prywatne, uciechy, zabawy, odwiedziny kuzynów i kuzynek, wyjazdy, miłości, małżeństwa i kłótnie. Z dużą dawką humoru autorka przedstawia świat ówczesnej szkoły i urzędów.
Maria Pruszkowska napisała bardzo zabawną i dowcipną książkę. Czytając ją wielokrotnie wybuchałam głośnym śmiechem. Na pewno będę do niej wracać.