Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodie Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodie Smith. Pokaż wszystkie posty

22 sierpnia 2013

Dodie Smith, Zdobywam zamek.

Czytając pierwsze strony powieści Zdobywam Zamek autorstwa Dorothy Gladys Smith (1896 -1990) miałam wrażenie, że fabuła mi coś przypomina i na pewno miałam z nią styczność. Nie myliłam się, bowiem wkrótce zapaliła się żarówka, że ależ tak, oglądałam film na motywach tejże książki i to parokrotnie! To Nie oddam zamku (I Capture the Castle) z roku 2003 w reżyserii Tima Fywell, w którym rola Cassandry została powierzona aktorce Romoli Garai. Swoją droga film bardzo urzekający, klimatyczny i co najważniejsze trzymający się fabuły powieści. Warto obejrzeć. Acz nie o filmie mi tu należy pisać, a o książce. 
 
Fabuła powieści Zdobywam Zamek osadzona jest latach 30. XX wieku, a akcja dzieje się na angielskiej prowincji i w Londynie. Książka ma formę pamiętnika pisanego na przestrzeni paru miesięcy przez siedemnastoletnią Cassandrę Mortmain, siostrę dwudziestojednoletniej Rosy i piętnastoletniego Thomasa i córki pisarza Jamesa Mortmain. Jak sama nasza narratorka zaznacza, pisze po to, aby ćwiczyć świeżo poznaną metodę stenografowania, a częściowo po to, by uczyć się, jak pisać powieść. Przeto postanawia opisać wszystkie osoby i przytoczyć rozmowy. Wraz z drugą żoną ojca, dwudziestodziewięcioletnią Topaz, rodzina mieszka w starym domu powstałym jeszcze w czasach Karola II, który został dobudowany do pozostałości czternastowiecznego zamku, zburzonego przez Cromwella. Warto od razu wspomnieć, że mieszka z nimi od małego osiemnastoletni Stephen, którego matka była niegdyś tu pokojówką. Zachowały się dwie wieże: wartowania, którą jako pracowanie upodobał sobie ojciec Cassandry oraz wieża Belmotte, stojąca nadal na wzgórzu. Posiadłość została wydzierżawiona przez Jamesa na czterdzieści lat nieopodal Godsend w czasach, gdy jeszcze żył a mama Cassandry i Rose i kiedy James odnosił sukcesy finansowe na fali pierwszej i jak dotąd jedynej swej książki. Od tamtej pory, James usilnie, acz bez widocznego rezultatu, pracuje nad kolejna powieścią. Wraz z upływem lat rodzina traciła swoje podstawy finansowe, wszystko, co tylko, było wartościowe, zostało z domu wyprzedane, a dzierżawa już dawno nie była opłacana. Co tu kryć, żyli właściwie w skrajnej biedzie, oszczędzając dosłownie na wszystkim: jedzeniu, herbacie, ubraniach, ogrzewaniu. Tej biedy nienawidziła Rose, toteż, gdy na horyzoncie pojawili się dziedziczący zamek i posiadłość w Scoatney, Cottonowie, postanowiła wykorzystać swoją szansę na wyrwanie się z niej i dodatkowo pomóc rodzinie. Postanawia więc zagiąć parol na jednego z młodych mężczyzn i rozkochać go w sobie. Dziedzicem właściwie był spokojniejszy, acz z cudaczną brodą Simon, bo młodszy buńczuczny Neil nie otrzymał nic. Przybycie Cottonów miało wpływ zresztą nie tylko na Rose, ale również na pozostałych mieszkańców zamku, nie wyłączając z tego Cassandry. 

Uwielbiam książki, gdzie akcja rozgrywa się jedynie w paru miejscach, a ilość bohaterów jest ograniczona do minimum. W dodatku mamy tu literackie odniesienia w tekście. Gratka nie lada, jak dla mnie klasyka (powieść została wydana w 1948 roku). Dorothy Gladys Smith potrafiła w znakomity, świeży sposób, połączyć historie rodziny Mortmainów i Cottonów, nacechowanej niekiedy dyskusjami, kłótniami, ale przede wszystkim emocjami przynoszącymi niespodzianki. To powieść o gonitwie za marzeniami, uczuciach i poświęceniu, które nie zawsze jest trafnym życiowym wyborem. Poza tym Autorka we wspaniały sposób odmalowała angielską rzeczywistość lat 30. XX wieku. 

Treść powieści utrzymana jest w starym, klimatycznym stylu. Dziś się już tak niestety nie pisze, tak nie opowiada, a szkoda. Moim zdaniem to doskonała lektura, pełna dowcipnych spostrzeżeń i błyskotliwych pamiętnikarskich zapisków.  


Dodie Smith, Zdobywam zamek, wydawnictwo Świat Książki, sierpień 2013, przekład Magdalena Mierowska, okładka miękka ze skrzydełkami,  stron 352.