Irlandzka krew Nory Roberts to
bardzo przyjemne, acz krótkie czytadło z przeznaczeniem dla kobiet, które chcą
nieco wytchnienia od codziennego kieratu. Bohaterką jest młoda Irlandka Adelia
Cunnane, która po śmierci wychowującej jej ciotki, decyduje się sprzedać farmę
i wyruszyć do Ameryki. Tam ma, bowiem jedynego krewnego stryjka Paddy’ego. Dzięki
niemu dostaje pracę w stadninie koni wyścigowych należącej do Travisa Granta. Po
za tym dom Paddy’ego mieści się na terenie stadniny, więc zachwyt Małej Dee nad
nowym życiem jest wielki. Od zawsze, bowiem marzyła o pracy w stadninie, a
harując ciężko na farmie nie boi się podjąć wyzwania. Skromna, niewinna, ufna, o
niskim wzroście acz dobrym sercu, temperamencie i twardym charakterze zafascynuje
właściciela stadniny, który zasadniczo obstaje zawsze przy swoim zdaniu.
Mieszanka wybuchowa?
Książka została wydana w serii Satine, której
oprawy graficzne mogą powalić na kolana. Rzekłabym nawet, że są cudnej urody. W
fabule obok miłości, w tle oczywiście motyw koni i wyścigów. Po za tym książkę
czyta się szybko, przy tym miło spędza czas, a co za tym idzie wypoczywa i
regeneruje siły. W obecnym czasie wiem coś o tym.
