Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radziwiłłowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radziwiłłowie. Pokaż wszystkie posty

19 września 2016

Nieborów i Arkadia.

(17.09.2016)

Nieborów
Jeszcze w sierpniu donosiłam o katalogu wystawy Elizabeth Vigee Le Brun i Polacy. Wówczas nie byłam pewna, czy pojawię się w Nieborowie, więc katalog zamówiłam wysyłkowo. Jednak w minioną sobotę, wykorzystując jeszcze sprzyjającą pogodę, zawitaliśmy w tym miejscu. 

barokowy pałac Radziwiłłów wg projektu Tylmana z Gameren




od strony ogrodu


fragm. wystawy Elizabeth Vigee Le Brun

Weneckie globusy Vincenzo Coronelliego z lat 1683-1693 w Bibliotece


fragm. salonu Czerwonego, w lustrze widoczny portret Anny Orzelskiej
fragm. Salonu Żółtego
ogród


pierwszy platan zasadzony w Polsce (wg tabliczki)


oranżeria





Arkadia
oddalona jest od Nieborowa o 4,5 km. Założona w 1778 roku z inicjatywy Heleny Radziwiłłowej.

Akwedukt

Świątynia Diany (napis: słowa F. Petrarki-Tutaj odnalazłam spokój po każdej mojej walce)

przed Świątynią Diany


fragm. Przybytku Arcykapłana

fragm. Przybytku Arcykapłana


fragm. Domu Murgrabiego

Łuk Kamienny i widok na Świątynię Diany od tyłu

Mur z hermami
Domek Gotycki i Grota Sybilli
grobowiec na Wyspie Topolowej - rekonstrukcja (napis -  I Ja /jestem/ w Arkadii; a z drugiej niewidocznej tu strony: Stworzyłam Arkadię i w niej spoczywam)



22 lipca 2016

Aldona Cholewianka - Kruszyńska, Damy w kolorze sepii.



Damy w kolorze sepii Aldony Cholewianki – Kruszyńskiej to książka, którą poszukiwałam od dość dawna, a którą mogłam przeczytać dzięki muzealnej bibliotece. To również kolejna książka, która połączyła pracę z zainteresowaniami. Jeszcze dziś w ostatni dzień przed urlopem przeglądałam ją raz jeszcze po wczorajszej, wieczornej domowej lekturze. Jest niewielkich rozmiarów, wydana w kształcie kwadratu. Nie ma w niej przypisów, a jedynie spis bibliograficzny i spis zawartych ilustracji. Książka została wydana w klimatycznej oprawie graficznej, w kolorze sepii. 

Zawiera szkice biograficzne wybranych przez autorkę przedstawicielek arystokracji związanych z w jakiś sposób z Łańcutem. Są to: Ludwika z Sosnowskich Józefowa Lubomirska (autorka podaje, że zmarła w 1845 roku, Polski Słownik Bibliograficzny zaś, że w roku 1836); księżna Maria z Czartoryskich Ludwikowa Wirtemberska (1768-1854); księżna marszałkowa Izabela z Czartoryskich Lubomirska (1786-1815); księżna Anna Adamowa Czartoryska (1799-1864); Katarzyna z Branickich Adamowa Potocka (1825-1907); Eliza z Branickich Zygmuntowa Krasińska (1820-1876); Izabela Potocka (1864-1883); hrabina Elżbieta Romanowa Potocka (1861-1950); Maria Rozalia z Branickich Jerzowa Radziwiłłowa (1863-1941); Irena Warden-Cittadini  (1898-1976). 


Najbardziej ciekawymi dla mnie portretami stały się poniższe. Ludwika z Sosnowskich Józefowa Lubomirska to ta, która kochała się w Tadeuszu Kościuszce. Młodzieniec miał od ojca panny usłyszeć słowa: Synogarlice nie dla wróbli, a córki magnackie nie dla ubogich szlachetków.(s. 10) Młodzi zakochani mieli ponoć zamiar nawet wspólnie uciec. Koniec końców pilnie strzeżona Ludwika w 1776 roku została wydana za niekochanego księcia Józefa Lubomirskiego z Równego. Pamiętała ukochanego do śmierci. 

Książna Maria von Württemberg, znana pod spolszczonym nazwiskiem Wirtemberska, była córką Adama Kazimierza i Izabeli z Flemingów Czartoryskiej. Małżeństwo jej z pruskim księciem Ludwikiem von Württemberg – Montbéiliard było zaaranżowane. Ludwik był młody, ale niewykształcony i znany, jako hulaka, w dodatku okazał się być brutalny wobec egzaltowanej i wrażliwej żony. Maria zniszczyła dokumenty i listy, które dotyczyły jej małżeństwa, aby prawda nie mogła wyjść na jaw. Gdy rozwiodła się z mężem, syn został pod opieką Ludwika, wychowany bez matki na podobieństwo ojca. To była chyba najsmutniejsza opowieść ze wszystkich.  Choć pamiętam o losie biednej i młodej Izabelci.


Z kolei Anna Sapieżanka z Radzynia Podlaskiego poślubiła starszego od niej prawie o trzydzieści lat księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Była kochana i otoczona przez męża troskliwością. Dopiero w pięć lat po ślubie przychodzi na świat ich pierwsze dziecko, syn Witold Adam, potem Leon (zmarł mając 3 lata i autorka w książce nie wspomina o nim), Władysław i córka Izabella Elżbieta. Na uwagę zasługuje jej działalność na emigracji w środowisku Hotelu Lambert. Ciekawa jest też sylwetka najmłodszej siostry Elżbiety Krasińskiej, Katarzyny z Branickich, wydanej za Adama Potockiego z Krzeszowic. Ojciec panny młodej był bratem rodzonym matki pana młodego. Adam Potocki zakochany był wówczas w Marii Kalergis, a Katarzynę nieodwzajemnionym uczuciem darzył Jerzy Lubomirski, przyjaciel Zygmunta Krasińskiego. Katarzyna kochała jednak męża, choć w pierwszych latach małżeństwa było to uczucie trudne. Potem jednak koleje losu sprawiły, że mąż odwzajemnił uczucie żony i to z wielką gwałtownością. 


Irena Warden-Cittadini jest bohaterką obrazu autorstwa Wojciecha Kossaka z roku 1933. Została namalowana wraz z pięknym, kasztanowym koniem pełnej krwi angielskiej Johnem Pillem. Nisko urodzona, sprzedana przez ojca, wyszła za mąż za żydowskiego bankowca w Petersburgu, a potem za amerykańskiego milionera Wardena. W drodze do Stanów Warden umarł, a Irena została bogatą, młodą wdową.  Kossak sportretował panią Warden na tle zamku w Łańcucie, gdzie pojawiła się dzięki znajomości z Alfredem Potockim. Wspierała finansowo Karola Szymanowskiego, a w czasie wojny Jana Lechonia. Potem wyszła za mąż za radcę ambasady włoskiej w Warszawie hrabiego Cittadiniego, który ponoć okazał się być sadystą. 

To krótkie rozdziały, w których znaleźć można archiwalne fotografie. Mimo to, książka sprawiła mi ogromną przyjemność. Obecnie pozycja trudna do zdobycia, więc cieszę się w dwójnasób, że miałam możliwość jej przeczytania. Z racji zawartości zapewne będę do niej niejednokrotnie powracać.



Aldona Cholewianka – Kruszyńska, Damy w kolorze sepii, Fundacja na rzecz Muzeum Zamku w Łańcucie, Łańcut 2000, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 118.

19 marca 2013

Stanisław Cat - Mackiewicz, Dom Radziwiłłów.

Dom Radziwiłłów Stanisława Cata - Mackiewicza (1896-1966), podobnie jak inne książki tego Autora, został wznowiony nakładem wydawnictwa Universitas w ramach serii pism wybranych. Obecne wydanie zostało opracowane na podstawie wydania Czytelnika z roku 1990, przy zachowaniu stylu Autora i uwspółcześnieniu jedynie pisowni i ortografii. Pojawiły się również przypisy oraz uwagi w nawiasach kwadratowych pochodzące od obecnej redakcji. 

Mackiewicz napisał Dom Radziwiłłów w roku 1962 na zamówienie Klausa Pippera, który był właścicielem oficyny Piper-Verlang w Monachium. Jak mniemano był to dobry okres na wydanie takiej książki, ponieważ ówczesny prezydent USA John Kennedy był ojcem chrzestnym Anny Christine Radziwiłł, a Stanisław Radziwiłł pełnił taką samą rolę wobec Johna Fitzgeralda Kennedy’ego juniora. Odżyło, więc zainteresowanie rodem Radziwiłłów.  Napisana przez Mackiewicza książka nie zyskała jednak uznania Pipera, który nie zdecydował się jej wydać, zamawiając nową u Tadeusza Nowakowskiego (polskie wydanie: Radziwiłłowie, Warszawa 2005 według wydania niemieckiego z 1966 roku). Dom Radziwiłłów nie został wydany również w Polsce, a po śmierci Autora w 1966 roku, maszynopis warszawski zaginął. To dzięki staraniom Jerzego Jaruzelskiego – Autora posłowia – został wydany maszynopis monachijski książki, który obecnie znajduje się w Muzeum Literatury.

Tyle tytułem wstępu. Nie napiszę, bowiem, że jest to książka dobra, bo moim zdaniem tak nie jest. Myślę, że czytelnicy, którzy nie maja najmniejszego pojęcia o historii, będą mieli niejaka trudność w odczytaniu treści książki. Mackiewicz nie wyjaśnia za bardzo wydarzeń, a jeżeli to czyni to w sposób elementarny. Nie stroni od dygresji, chaotyczności w narracji, kompilowania własnych wcześniejszych tekstów, (jakich? – o tym w posłowie), stawia hipotezy, których do końca nie wyjaśnia, nie trzyma się tematu czy omawianych epok, niejednokrotnie odwołuje się do postrzegania danej postaci w tradycji polskiej czy w literaturze. Mackiewicz głównie pisze o własnych wspomnieniach, prowadzonej pracy nad materiałem źródłowym, o swoich skojarzeniach, rozmyślaniach, marzeniach (Marzę o powstaniu nowego gatunku wiedzy, mianowicie grafologii historycznej[1]) niż o rodzinie Radziwiłłów. Przy tym niejednokrotnie przestrzega czytelnika:

W ogóle w rozważaniach historycznych trzeba jak ognia wystrzegać się jednego uproszczenia. Oto niech się nam nigdy nie zdaje, że ponieważ ludzie z roku 1550 byli o czterysta lat od nas starsi, byli o tyle samo bardziej gruboskórni, prostaccy, bardziej prymitywni. Tego rodzaju uproszczenie jest jak największym błędem. Co najwyżej można powiedzieć, że ludzie sprzed czterystu lat w niektórych dziedzinach byli od nas bardziej prymitywni, natomiast w innych dziedzinach byli bardziej złożeni, skomplikowani, bardziej subtelni. W XVI wieku ludzie byli niewątpliwie bardziej od nas prymitywni, jeśli chodzi o maszyny. Byli natomiast o wiele bardziej subtelni, jeśli chodzi o malarstwo.[2]  
Książka jest raczej luźnym zbiorem wywodów Autora na temat przedstawicieli Radziwiłłów, choć uszeregowanych chronologicznie. Czytamy o początkach rodu, Barbarze Radziwiłłównie, Mikołaju Czarnym, Mikołaju Krzysztofie zwanym „Sierotką” (zbudował zamek w Nieświeżu i odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej), Karolu II „Panie Kochanku” (bardzo ciekawe przytacza anegdoty), Dominiku synu Hieronima (ten, w którym zakochała się ze wzajemnością hrabina Starzeńska z domu Morawska[3]), czy Albrechcie Radziwille i innych. Przy okazji Mackiewicz niejednokrotnie prezentuje powiązania swojej rodziny z Radziwiłłami. Opowiada o osobistych przeżyciach związanych z odkryciem grobów królewskich w katedrze wileńskiej, który to fragment warto przytoczyć:

I oto w głębokiej jamie pod fundamentami znaleziono trumny królewskie. Było to 21 września 1931 r. wieczorem. Pamiętam, jak o jedenastej w nocy uprosiłem prałata Sawickiego, aby mnie wpuścił do świeżo odkrytego grodu. W katedrze było ciemno, używano tylko ręcznych lampek elektrycznych. Dokoła wejścia do grobu spotkałem kilku profesorów, architektów i księży, byli tu: Ruszczyc, Morelowski, Kłos, Pekszo, wszyscy bardzo wzruszeni i zdenerwowani. Majster Gudejko, kierujący robotami pod fundamentami, stał także nie chcąc jak gdyby porzucać wejścia do grobu na noc, chociaż od rama miał zacząć dalszą pracę. Jeden robotnik, który nie wchodził jeszcze do grobu, prosi, aby mógł zejść ze mną, bo chce zobaczyć. Trzeba się odwrócić tyłem i wcisnąć w otwór, schodzić bardzo ostrożnie. Lampka elektryczna ręczna rzuca swój blask półślepy, szukający, trwożliwy. Pierwszą rzeczą, którą dostrzegam, to zieleń trupiej czaszki króla Aleksandra. Potem widzę koronę na czaszce, resztki kościotrupa oraz złotogłowie, na której leżą resztki królowej Barbary. Złotogłów wciąż biały ze złotym renesansowym deseniem. Mur jednak za tymi resztkami nie jest renesansowy, to jeszcze średniowiecze. Oto półeczka nad tym murem w kącie i oto na tej półeczce zapomniana w pośpiechu korona królowej Halszki, pierwszej żony Zygmunta Augusta. Jakże śliczna, jak najpiękniejsza zabawka. To jej zapomnienie na cegle z boku przypomina nam, że składanie tych zwłok odbywało się w pośpiechu, w strachu, w dramacie ukrywania. Stoi więc ta zapomniana niziutka korona o dwudziestu renesansowych ogniwach, szczerozłota, ale od wewnątrz od wilgoci zaśniedziała. Wrażenia moje są silne. Palcami dotykam naszą przeszłość, naszą historię. [4]
Jerzy Jaruzelski podkreśla, że książka powstała w szybkim tempie. Być może, dlatego widać trochę niechlujstwa i pomyłek Autora. Wydaje się również, że Mackiewicz pominął niektóre postacie, a o czynach, tych, o których wspomina, pisał raczej ze strony jedynie pozytywnej omijając bardziej te negatywne. W książce jest indeks nazwisk, ale poza herbem Radziwiłłów nic nie można powiedzieć o stronie ikonograficznej. Niemniej książkę wypada przeczytać, aby poznać styl Cata – Mackiewicza, który moim zdaniem jest niedościgły i oryginalny. Książkę czytało mi się dobrze i szybko, niejednokrotnie też uśmiechnęłam się mając na uwadze myśli i wynurzenia konstruowane przez Autora.


[1] S. Cat-Mackiewicz, Dom Radziwiłłów, Kraków 2012, s. 75.

[2] Tamże, s. 85.



[4] S. Cat-Mackiewicz, op.cit., s. 50.
 

Stanisław Cat - Mackiewicz, Dom Radziwiłłów, wydawnictwo Universitas, Kraków 2012, posłowie: Jerzy Jaruzelski, opracowanie: Jan Sadkiewicz, oprawa miękka ze skrzydełkami, stron 420.

6 lutego 2013

Magdalena Jastrzębska, Historia pięknej kobiety. Opowieść o Teofili z Morawskich Radziwiłłowej.

Jak sama Autorka we wstępie przyznaje inspiracją do zainteresowania się życiem Teofili z Morawskich Radziwiłłowej był obraz Józefa Peszki, jaki zobaczyła w krakowskim Muzeum Sztuki Polskiej w Sukiennicach. To portret Teofili jako bogini Hebe, który powstał w latach 1802- 1806. Na obrazie widoczne są atrybuty bogini: dzban, czara i orzeł, a sama postać Teofili ukazana jest w antycznej, acz odważnej pozie z odkrytą jedną piersią. Na pewno było to też życzeniem samej zainteresowanej. Niewątpliwie obraz ukazuje wdzięki i czar pięknej kobiety. 

Biografia Teofili Radziwiłłowej to pozycja arcyciekawa, ukazująca życie młodej kobiety na tle barwnej epoki napoleońskiej i Królestwa Kongresowego. Autorka dowodzi, że bohaterka książki charakter odziedziczyła po swojej babce, również Teofili, siostry Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”, która uczyniła mezalians poślubiając z miłości rzecz jasna podchorążego huzarów w dobrach Radziwiłłów -  Ignacego Morawskiego. Ojcem naszej bohaterki był Karol Morawski, który nie raz w młodości przysparzał kłopotów swojej rodzicielce i nawet w małżeństwie z Anną Jundziłł nie wytrzymał za długo. Z tego też względu jego jedynaczka wychowywana była przez matkę i jako czternastolatka (sic!) zawarła zaaranżowane małżeństwo z hrabią Józefem Starzeńskim. Poznawszy dwudziestoletniego ordynata dóbr Radziwiłłowskich, Dominika, zostawiła jednak męża i w dwa lata później była już po rozwodzie. Nie znaczy to jednak, że zakochani byli wolni, bo co ciekawe Dominik, mimo, że znał już Teofilę, ożenił się z Izabelą Mniszchówną jeszcze w 1807 roku i co jeszcze ciekawsze zamieszkał z nią w Nieświeżu, gdzie przebywała również Teofila i jak wskazuje Autorka na podstawie źródeł, po 14 dniach małżeństwa odesłał swoją żonę do Puław i zaczął starać się o rozwód[1]. Takich historii mamy w książce bez liku. Warto jednak jeszcze nadmienić, Dominik nie był wcale ostatnim mężczyzną i mężem w życiu Teofili. Nasza bohaterka nie stroniła także od romansów. Gdy już, już miała wychodzić za mąż za Artura Potockiego, na horyzoncie pojawił się Aleksander Czernyszew. Gwałtowne uczucie skończyło się ślubem, a potem … rozwodem[2]. Ostatnia miłość to znacznie młodszy od niej gwałtowny i porywczy Sergiusz Bezobrazow.

Józef Peszka, Portret Teofili Radziwiłłowej jako Hebe. MNK.

Teofila z Morawskich Radziwiłłowa swoim zachowaniem znacznie wyprzedzała epokę. Uważana była światową damę, kobietę niezależną, skandalistkę, miała powodzenie u mężczyzn, nawet samego cara Aleksandra, uwielbiała jazdę konną, przyjęcia, podróże od Paryża poprzez Wiedeń po Petersburg, kochała bale i palić fajkę. Za to w ogóle nie przejawiała zainteresowania wychowaniem swoich dzieci: Aleksandra i Stefani. W chwilach choroby i kłopotów finansowych szukała natchnienia i pocieszenia w mistycyzmie i religii. Zmarła mając zaledwie 37 lat. 

Dominik Radziwiłł
Biografia oparta jest na bogatej bazie źródłowej głównie w postaci listów i dokumentów Radziwiłłów oraz pamiętników, które Autorka niejednokrotnie cytuje w tekście.  W bibliografii odnajdziemy spis źródeł pochodzących z archiwów oraz tych, wydanych drukiem. Czytelnik chcący poszerzyć swoją wiedzę o omawianej epoce znajdzie coś dla siebie w dziale opracowania. Książka ma jedynie jeden mankament, nie ma w niej fotografii. 

Książkę czyta się z wielką przyjemnością. Styl Magdaleny Jastrzębskiej jest lekki, a przytaczane niejednokrotnie anegdoty nie pozwalają oderwać się od lektury. Podobnie było zresztą w przypadku książki Dama w jedwabnej sukni. Po za tym Autorka znakomicie ukazała ówczesne tło obyczajowe, życie na salonach oraz wydarzenia historyczne. Warto przenieść się w czasie i poznać nietuzinkowe losy Teofili Radziwiłłowej.


[1] Sprawa rozwodowa była prowadzona w sądach w Lublinie, Krakowie i Wiedniu. Podstawą do unieważnienia był brak odpowiednich zapowiedzi przedślubnych, stałe miejsce zamieszkania poza terenem parafii, w której udzielono ślubu i wiek małżonków. Dominik nie miał jeszcze 21 lat a Izabella 17, w takim przypadku zgodę na ślub powinni udzielić opiekunowie młodych, a tego zabrakło. Jeszcze jednym ważnym powodem okazało się „impotentia relatia", tj. fizyczna niechęć do żony, która spowodowała nie możność wypełnienia obowiązków małżeńskich. Za: Iwona Kulesza-Woroniecka, Rozwody w rodzinach magnackich w Polsce XVI-XVI1 wieku, Poznań-Wrocław 2002, s. 107/// odnalezione w: Izabella Szymańska, Dominik Radziwiłł. Pierwszy kawaler Rzeczypospolitej, [w:] Rocznik Zabłudowski 2010, tom 4. Dostęp w Internecie 6.02.2013 http://pbc.biaman.pl/Content/18173/Rocznik+Zab%C5%82udowski+2010.pdf.
[2] Warto nadmienić, że prawo kanoniczne kościoła rzymskokatolickiego nie przewidywało oczywiście rozwodów (tak jest do tej pory).  Jednakże w praktyce życia codziennego zaczęto poszukiwać  sposobów rozwiązywania małżeństw. Taką możliwością stały się przeszkody kanoniczne przyczyniające się do unieważnienia. Cała procedura unieważnienia małżeństwa miała charakter i tryb spraw sądowych, stąd określenie „rozwód”. Pozew wpływał do konsystorza, gdzie urzędnicy sprawdzali jego zasadność. W przypadku wystąpienia jego zasadności notariusz spisywał skargę i wyznaczał termin rozprawy. Za: Iwona Kulesza-Woroniecka, Rozwody w rodzinach magnackich w Polsce XVI-XVI1 wieku, Poznań-Wrocław 2002, s. 8-44. /// odnalezione w: Izabella Szymańska, Dominik Radziwiłł. Pierwszy kawaler Rzeczypospolitej, [w:] Rocznik Zabłudowski 2010, tom 4. Dostęp w Internecie 6.02.2013 http://pbc.biaman.pl/Content/18173/Rocznik+Zab%C5%82udowski+2010.pdf.

 

Magdalena Jastrzębska, Historia pięknej kobiety. Opowieść o Teofili z  Morawskich Radziwiłłowej, wydawnictwo Moderski i S-ka, Poznań 2000, okładka miękka, stron 165.