Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sorus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sorus. Pokaż wszystkie posty

13 marca 2021

Maria Groda-Kowalska, Edyta Rodacka, Mezaliansowa Myszka.


       Książka Mezaliansowa Myszka ma formę pogrupowanego chronologicznie i tematycznie rzeki-wywiadu, jaki dziennikarka Pani Edyta Rodacka przeprowadziła z Panią Marią Groda – Kowalską, córką księżniczki Teresy Czartoryskiej, a wnuczką księcia Adama Ludwika Czartoryskiego i Marii Ludwiki z Krasińskich.

       Nie jest to jednak opowieść cudownego, idyllicznego, majętnego i beztroskiego życia. Pani Maria nie kryje, że uważa swoje życie za nieszczęśliwe i pełne rozczarowań. Znakomicie kierowana przygotowanymi pytaniami przez Panią Edytę Rodacką, Pani Maria rozpoczyna swoją opowieść od genealogii, swojego pochodzenia i znanych osób wywodzących się z rodziny Czartoryskich. Prapradziadem był książę Adam Jerzy Czartoryski, dziadkiem Adam Ludwik Czartoryski ordynat na Sieniawie, a po śmierci brata Witolda Kazimierza, także na Gołuchowie, który poślubił hrabiankę Marię Ludwikę Krasińską, córkę Ludwika Krasińskiego i Magdaleny Zawiszy – Kieżgajłło. Mama Pani Marii, Teresa, była przedostatnim dzieckiem. 

 


         Babkę pani Maria praktycznie nie znała, bowiem Maria Ludwika wyjechała z Polski, jak wnuczka miała dwa lata, a potem spotkała ją w 1957 r. jak miała 11 lat. Pani Maria przekazuje więc to o babce co zapamiętała lub na przestrzeni lat przekazali jej inni. Jej mama bowiem nie wracała we wspomnieniach do czasów dzieciństwa. Z książki nie wynika bowiem, że Maria Ludwika była czułą i dobrotliwą babcią, która chętnie przytulałaby wnuki. Babka była sroga dla własnych dzieci, ale chętnie pomagała obcym ludziom.

     Brak czułości, zażyłości i ciepła w dzieciństwie, odcisnął zapewne swoje piętno na Teresie i z kolei miał wpływ na życie Pani Marii i jej rodzeństwa. Do tego przyczynił się również wybór dokonany przez zakochaną matkę, która poślubia Jana Groda-Kowalskiego, z Wierusz – Kowalskich. W towarzystwie związek przed wojną traktowany byłby jako mezalians.



        Teresa jako jedyna z rodzeństwa została po wojnie w Polsce. To też miało niewątpliwie wpływ na życie jej dzieci w warunkach komunistycznej Polski. Nawet nie uległa namowom matki, gdy w 1957 r. wraz z dziećmi odwiedziła ją w Cannes. Pani Maria nawiązuje do wojennych losów swoich rodziców oraz rodzeństwa swojej mamy. Małżeństwo rodziców nie należało do udanych, aresztowanie ojca i trauma związana z więzieniem, bezradność matki i brak przystosowania do życia oraz postępująca gruźlica, miały potem niewątpliwie wpływ na życie i późniejsze zbyt szybko podejmowane wybory Pani Marii. Jako najstarsza z rodzeństwa, kilkuletnia zaledwie dziewczynka, musiała zająć się pracami domowymi. Jak sama przyznaje, właściwie nie wie , co to znaczy mieć beztroskie dzieciństwo. Zbyt szybko musiała być odpowiedzialna za innych. Być może dlatego też w wieku dziewiętnastu lat zawarła pierwsze małżeństwo. Pierwsze, bo potem były następne.

      Życie Pani Marii nabrało szybkości, gdy na świecie pojawiły się bliźniaczki: Natalia i Joanna. Potem zapadła decyzja o wyjeździe do Szwajcarii. Losy Pani Marii i jej córek nadal nie były jednak kolorowe, a jedynym światłem w tunelu stało się pojawienie się na świecie wnuczki.

      Pani Maria z wielką otwartością i wnikliwością opowiada o swoim życiu. Nie kryje i nie wybiela popełnionych błędów, rozczarowań i ogromnego żalu. Z tej książki wyłania się bezmiar bólu i goryczy. Odmawia odpowiedzi tylko w przypadku sprawy Gołuchowa. Jasno wyjaśnia która część przypadła jej po babce w spadku i twardo używa słowo „skandal” na pytanie dotyczące sprzedaży za 100 milionów, a nie symboliczną złotówkę, kolekcji gromadzonych dla narodu polskiego przez przodków.



       To ważna książka, zapis minionego i bezpowrotnie straconych chwil. To wspomnienia minionych czasów, znane z autopsji lub zasłyszanych od innych. We wspomnieniach jasno określone jest tło społeczne, historyczne i gospodarcze czasów, w jakim przyszło żyć poszczególnym członkom rodziny Pani Marii. Dla mnie to książka ważna, ponieważ osoba babki Pani Marii, Maria Ludwika z Krasińskich Czartoryska, jest mi bliska ze względu na bazę moich zainteresowań oscylujących wokół kobiet z rodziny Krasińskich, podjętego tematu pracy na podyplomowych oraz napisanych kilku popularyzatorskich artykulików (patrz kontakt). Czy Pani Maria była z rodzeństwem i z mamą w Gołuchowie? Odpowiedź znajdziecie w książce. Polecam.

 



Maria Groda-Kowalska, Edyta Rodacka, Mezaliansowa Myszka. Opowieść Marii Grody-kowalskiej, córki księżniczki Teresy Czartoryskiej, wydawnictwo Sorus, wydanie Poznań 2021, oprawa miękka ze skrzydełkami, stron 158.


https://sorus.pl/


16 sierpnia 2009

Marian Fuks, Mój wiek XX. Szkice do memuarów.


Są to wspomnienia prof. dr hab. Mariana Fuksa, miłośnika historii i muzyki. Jest on autorem licznych publikacji. Współpracował z wieloma czasopismami, encyklopediami, a sporadycznie z radiem i telewizją. Pisał na tematy dotyczące między innymi wojskowości, historii prasy, historii Żydów w Polsce i na świecie oraz ich udziału w nauce i kulturze. Wiele publikacji poświecił muzyce. Doktorat uzyskał za pracę Problematyka polskiego czasopiśmiennictwa wojskowego w latach 1918–1939. W roku 1978 habilitował się na UW, przedłożywszy pracę Prasa żydowska w Warszawie 1823–1939. Od dzieciństwa interesował się też muzyką. Prof. Fuks odnalazł w 1963 roku miejsce urodzenia Stanisława Moniuszki w Ubielu na Białorusi. Zorganizował tam jedyne na świecie Muzeum Moniuszkowskie. Powstało też wiele artykułów poświęconych twórczości Moniuszki, Chopina, Szymanowskiego, Beethovena i innych. Od wielu lat współpracuje z Filharmonią Narodową w Warszawie, gdzie jak podkreśla, ku swojej radości jest zapraszany na każdy koncert.

Profesor Fuks wspomina swoje dzieciństwo, młodość, czasy wojny. Ciekawe są jego zapiski dotyczące aresztowania i osadzenia w sowieckich więzieniach i łagrach. Uwolniony został w wyniku umowy generała Sikorskiego z rządem sowieckim. Dwa lata spędził w przyjaznej atmosferze na uralskim osiedlu Inzer. Walczył następnie w szeregach 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Holocaust pozbawił go rodziny: rodziców i dwóch sióstr oraz wielu krewnych, znajomych i przyjaciół.

W wojsku pozostał do roku 1967. W tym czasie ożenił się, a na świat przyszły dzieci. Od 1968 r. jest natomiast pracownikiem naukowym Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Przez dwa lata był jego dyrektorem, a następnie przez 20 lat redagował kwartalnik „Biuletyn ŻIH”.

Nie jest to typowa autobiografia, która pozwalałaby poznać autora w przekroju zachowującym czas: od urodzenia po dzień dzisiejszy. Książkę tę można, bowiem czytać nawet od środka, bo każdy rozdział poświecony jest pewnemu zagadnieniu. Jest to pozycja ciekawa, w której dużą rolę odgrywają również fotografie oraz fragmenty z prac prof. Fuksa. Autor wspomina smutne czasy wojenne. Czasami jednak szkice są napisane z przymrużeniem oka i z pewną dozą humoru. Czyta się je z przyjemnością, tym bardziej, że pisanie profesora charakteryzuje tak zwane „lekkie pióro”.

14 sierpnia 2009

Wojciech Bobilewicz, Trzy filiżanki Etiopii. W krainie zatrzymanego czasu.


To już druga bardzo ciekawa pozycja podróżnicza na temat Czarnego Lądu, którą w ostatnim czasie przeczytałam. Dodajmy, że obie obok pozycji Kazimierza Nowaka "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd", ukazały się nakładem Wydawnictwa Sorus. Podkreślam, że podobnie jak poprzednia książka również i ta zasługuje na uwagę. Pełno w niej osobistych zapisków, wrażeń, naturalnych uniesień. Po za tym lubię książki, które zawierają bogatą bazę fotograficzną, a ta również do nich należy.

„Trzy filiżanki Etiopii” powstały dzięki podróży autora Wojciecha Bobilewicza do Etiopii, który odbył nią w 2003 roku wraz z trzema współtowarzyszkami: Sylwią, Magdą i Agnieszką. Jest to swego rodzaju subiektywny przewodnik po tym kraju. Oprócz bowiem własnych doświadczeń z podróży, autor przytacza podstawowe dane o Etiopii, takie jak: waluta, czas, kalendarz, religia, języki, noclegi, dojazdy, transport, wynajem. Po za tym znaleźć w niej możemy rozmówki amaharsko - polskie. Bobilewicz odbył trzy podróże ze stolicy Etiopii Adis Abeby: na południe, na zachód i na północ. Ostatnią podróż autor przechorował (miał paratyfus i kłopoty ze spuchniętą nogą, zakażenie skóry wskutek ukąszeń owadów). Skrzętnie opisał swoją styczność z miejscową medycyną i lekarzami.

Uczestnicy podróż odwiedzili miasta i wsie etiopskie. Poznali zwyczaje okolicznych plemion: plemię Mursich w dolinie rzeki Omo, gdzie jest zwyczaj wkładania w dolne wargi kobiet glinianych krążków; plemię Hamerów, gdzie kobiety maja blizny na plecach od uderzeń witkami od mężczyzn na własne życzenie przed obrzędem trzykrotnego przejścia młodzieńca po grzbietach byków. Nota bene ów młodzieniec przez trzy miesiące był na przymuszonej głodówce, aby osiągnąć odpowiednią wagę do tego wyczynu. Plemię Gellebów wciąż oprawia skóry zwierząt w tradycyjny sposób, a charakterystyczną ozdobą ciała plemion Bumi jest skaryfikacja - nacinanie skóry w skomplikowane wzory geometryczne i krzywizny.

Bobilewicz zwraca również uwagę na etiopskie zabytki. Nie są one przechowywane ani w gablotach, ani w muzeach odpowiednio chronionych, a za odpowiednią opłatą można je zobaczyć i potrzymać np. ozdobny krzyż z XVI wieku. Autor zwraca uwagę na architekturę kościołów etiopskich. Charakteryzuje również głeboką wiarę Etiopczyków, jakoby Arka Przymierza była przechowywana na terenie Etiopii, w Aksum. Nikt jej nie wiedział oprócz jednego człowieka, który pilnuje Arki. Turyści wielokrotnie słuchaja modlitw mnichów w języku gyyz. Bobilewicz miał również możliwość wejść do klasztoru Debre Damo, do którego wstępu nie mają kobiety oraz zwierzęta tej płci oprócz kur i kotek. Wejście do klasztoru jest ponad 15 metrów nad ziemią. Uczestnicy podróży maja również możliwość odwiedzenia trzynastu (dwunastu o mniejszym kształcie plus trzynasty większy wybudowany dla patrona Etiopii świętego Jerzego) kościołów w Lalibeli połączonych systemem korytarzy.

Dzięki autorowi poznać można etiopską gościnność. Ludzie tam są życzliwi, zawsze uśmiechnięci i niezmiernie ciekawi różnorodnością kultur i obyczajów. Oczywiście „opieka” nad turystami to źródło zarobku dla miejscowych. Odwiedzając jednak plemiona, każde zdjęcie musiało być opłacone birami. Ludzie z plemion nie zatrzymują jednak pieniędzy dla siebie, wszystko oddają wodzowi. Podkreślić również trzeba jeszcze zróżnicowanie klimatu i krajobrazu Etiopii. Tylko w jednym jeziorze można kąpać się spokojnie, bowiem w pozostałych wodach kryją się cerkarie, które wkręcają się w skórę człowieka i z krwioobiegiem przedostają do narządów wewnętrznych.

Takie to oto ciekawostki można miedzy innymi znaleźć w książce Bobilewicza. Warto wiec przeczytać. Tytułowe trzy filiżanki wzięły swoją nazwę od trzech filiżanek kawy, które zawsze są serwowane w etiopskich domach. Należy wypić kilka łyków ze wszystkich trzech.

22 lipca 2009

Kazimierz Nowak, ROWEREM I PIESZO PRZEZ CZARNY LĄD. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 -wydanie IV "do plecaka".





Wydawnictwo Sorus

F-A-S-C-Y-N-U-J-Ą-C-A! Tak można ująć treść książki w jednym słowie. To książka powstała dzięki uporowi Łukasza Wierzbickiego, który spędził lata w bibliotekach na przeszukiwaniu gazet, mikrofilmów z lat 30., gdzie byłyby relacje z podróży Kazimierza Nowaka. Swą pasję zawdzięcza swojemu Dziadkowi Józefowi Wiśniewskiemu, który opowiadał mu o poznańskim podróżniku Kazimierzu Nowaku, który w latach 1931-1936 odbył podróż do Afryki. Była to podróż niezwykła, bo bez turystycznych wygód i pieniędzy i w dodatku zaplanowana na siedmioletnim rowerze. W podróż wyruszył 4 listopada 1931 roku, by 26 listopada być już w Afryce. Z Trypolisu skierował się ku Przylądkowi Igielnemu. Po osiągnięciu celu w kwietniu 1934 roku, wraca również samotnie przez Afrykę, lecz inną drogą. Gdy rower rozlatuje się, w wędrówce pomagają mu konie Ryś i Cowboy. Potem zmienia się w żeglarza, a następnie korzysta z owego roweru. W Afryce Ekwatorialnej Francuskiej kupuje dromadera Ueli i formułuje własną karawanę. Ostatnie 1000 km znów spędza na siodełku roweru.

Kazimierz Nowak odbył szaleńczą podróż, na którą nawet dziś zdecydowałoby się mało ludzi. W książce dzięki relacjom czytamy o Afryce lat 30., o Afryce kolonialnej której już nie ma. Nie waha się pisać prawdy o wyzyskowej polityce kolonialnej. Przepowiada rychłe powstania w poszczególnych rejonach i postanie niepodległych państw afrykańskich. Każdy dzień to nowy wysiłek fizyczny, udręka głodu i pragnienia, skwar słońca lub lodowate ulewy, spotkania z afrykańskimi zwierzętami. Gnębiony atakami malarii, zaopatrzony w chininę i niezbędne środki do życia, brnął przez pustynie, pustkowia i lasy tropikalne. Skazany na samotność, którą wybrał omija gwar brudnych, niemoralnych miast afrykańskich, ale odwiedza misje, nieliczną Polonię i korzysta z gościnności tubylców, o którą nie zawsze było łatwo. Podczas podróży wykonał ponad 10 000 zdjęć. Kazimierz Nowak pisał o zwyczajach napotkanych tubylców.

Zmarł w niespełna rok po powrocie do Polski.

Wspaniała i niesamowita książka o spełnianiu marzeń. Tylko z drugiej strony żal mi nieco żony Nowaka i dzieci, którzy pozbawieni byli męża i ojca przez te lata. To wielkie poświęcenie...

strona:
http://www.kazimierznowak.pl/