7 kwietnia 2011

Grzegorz Kasdepke, Zeus & Spółka. Mity dla dzieci.

Ilustrator: Ewa Poklewska-Koziełło
ISBN: 978-83-7672-112-5
Oprawa: Oprawa twarda
Ilość stron: 96
Kategoria wiekowa: 7+

Moim zdaniem bardzo dobry pomysł na zapoznanie młodych czytelników z bohaterami mitów greckich. Jak to zwykle bywa w przypadku Grzegorza Kasdepke książka została napisana przystępnym językiem. Narrator opowiada czytelnikom poszczególne historie w formie pewnej rozmowy. Często zadaje słuchaczom pytania, zmusza do myślenia, porusza ważne sprawy. Oto przykłady niektórych pytań: Mało to razy sprzątając swój pokój, kłóciliście się z rodzicami? To teraz pomyślcie, że musicie uporządkować cały świat! Zgroza! (s.3); A wiecie, kto wynalazł pierwszą siekierę na świecie? Dedal. A piłę? Też Dedal. (s.59); Rodziców trzeba słuchać – pewnie mówiono to wam wielokrotnie. Ale z tym słuchaniem to rożnie bywa, prawda? (s.49). 


Autor w swobodnym stylu potrafi dotrzeć do czytelnika w młodym wieku, zainteresować go mitami poprzez przedstawienie historii miedzy innymi o Zeusie, Prometeuszu, Afrodycie, Apollu, Demeter, Pandorze, Hermesie, Herkulesie, Europie, Dedalu i Ikarze. Książka ma wartość edukacyjną, ponieważ potrafi zachęcić dzieci do bliższego zapoznania się z greckimi mitami oraz zmusza do myślenia. Po za tym wiele tu jest odniesień do świata współczesnego, co pomocne jest w rozumieniu przygód mitycznych bohaterów. Tekst uzupełniają wspaniale ilustracje wykonane przez Ewę Poklewską - Koziełło.
Jak najbardziej polecam.


3 kwietnia 2011

Anna Klejzerowicz, Cień gejszy.



Wydawnictwo Replika
premiera: 14.03.2011
ISBN: 978-83-76740-95-9
EAN: 9788376740959
rok wydania: 2011
nr wydania: 1
oprawa: miękka + skrzydełka
il. stron: 252


Przyznam się, że jeszcze przed czytaniem do książki podchodziłam z wielkim dystansem. Omijałam wielkim łukiem  blogowe "hurraoptymistyczne" recenzje na jej temat, bowiem nie raz i nie dwa miałam sposobność wielce się rozczarować, jeśli chodzi o beletrystykę powiązaną z historią sztuki. Absolutnie nie jestem znawcą w tej dziedzinie, ale po ukończeniu i tego kierunku dostrzegam czasami więcej niż bym chciała. Anna Klejzerowicz dokonała właściwie na ten czas rzeczy niemożliwej. Napisała dobry kryminał znakomicie wplatając w powieść elementy edukacyjne. Trudno, bowiem inaczej nazwać przybliżenie czytelnikowi dogłębnych wiadomości związanych z drzeworytem japońskim. Sama autorka przyznaje, że opisane przez nią drzeworyty istnieją w rzeczywistości i związana jest z nimi również romantyczna historia. Twórcą drzeworytów był rzeczywiście niejaki Baison, malarz związany z wydawnictwem Hasegawa, a potem całkowicie zapomniany. Mamy tu zresztą również przedstawienie tła historycznego, a mianowicie wojny rosyjsko – japońskiej oraz udziałem gdańskiej Kriegsmarine w szkoleniu ówczesnej japońskiej armii.

Co do samej treści to niestety nie wiedziałam, że jest to kontynuacja przygód Emila Żądło (ze strony Autorki dowiedziałam się że pierwsza część to "Sąd Ostateczny"),  bo primo - nic na początku nie było wspomniane, secundo – nie czytałam poprzedniej części, a szkoda, bo tertio - bohater często w powieści wraca do tego, co musiał on i jego dziewczyna przeżywać przy poprzedniej sprawie związanej z obrazem Hansa Memlinga. Gdyby nie to „tertio” książkę czytałoby się spokojnie i z wielkim zaangażowaniem. Warto jeszcze nadmienić, że książka jest poprzedzona prologiem i przenosi czytelnika do roku 1905 i brutalnych morderstw. Co było ich powodem czytelnik dowiaduje się z dalszej fabuły. Potem to już czasy współczesne i miejsce akcji: Gdańsk.

Emil Żądło to były policjant, obecnie dziennikarz śledczy piszący artykuliki dla Rozgwiazdy. Wrogiem za to mu jest inna gazeta wybrzeża, z której szefem się pokłócił i miał jakieś przejścia. Żądło pali stosy papierosów, mieszka sobie z Martą i Bolerem - kotem zachowującym się jak pies. Najlepszym przyjacielem Emila jest Zebra – policjant. Spokojne życie Emila zakłóca pojawienie się na lokalnych forach internetowych komentarze podpisane jego imieniem i nazwiskiem. Gdy znajomi zaczynają dopytywać się, czemu wypisuje w Internecie teksty związane z drzeworytem japońskim, Emil postanowił poszukać podszywającego się mężczyznę. Potem zaczynają się głuche telefony i pogróżki, a w sprawę zostaje wciągnięty Zebra. Po paru dniach udało się namierzyć winowajcę, tyle, że nie żywego. Żądło zainteresował się sprawą na całego. Co więcej we wszystko wplątana została Marta, a to z racji tego, że będąc historykiem sztuki i konserwatorem, w dodatku pracując w muzeum, przez Żądło i Zebrę uważana była za znawczynie japońskich drzeworytów. Z przybliżeniem widomości wywiązała się zresztą znakomicie. W sprawie pojawiają się nowe wątki, niepozbawione nawet polityki, nowe morderstwa i tajemniczy tekst w języku japońskim. Po za tym ktoś zaczyna czyhać na życie Emila i Marty.

Na początku na pewno nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji. Nikt moim zdaniem nie przewidzi tego, co książka w treści ukrywa dalej. Po za tym jak ktoś się spodziewa wielkiego „bum” na końcu to się grubo myli. Napięcie wzrasta ze strony na stronę, ale koniec powieści jakby czytelnika uspokajał i wyciszał. Pisząc szczerze trochę mnie to zaskoczyło. Ten jednak, kto lubi tradycyjne podsumowanie kryminalnej zagadki nie zawiedzie się.

Powieść napisana z werwą i polotem. Autorka operuje językiem, który czyta się z przyjemnością. Znajdziemy tu wartką akcję i ciekawe skonstruowane dialogi, a mimo natłoku bohaterów nie sposób się pogubić. Potrafi znakomicie wyjaśnić to, co niezrozumiałe, choć czasami nawet wywody Marty na temat drzeworytu wydawały mi się przydługie. Z drugiej jednak strony jak w powieści przemycić wiedzę na temat badawczo - naukowy?

Anna Klejzerowicz napisała dobrą powieść i przyczyniła się do bardzo ważnej rzeczy: zainteresowała czytającego kulturą i sztuką japońską. Po przeczytaniu książki pragnie się, bowiem wiedzieć na temat drzeworytów więcej niż to zostało opisane. Sama zresztą sięgnęłam do swojej biblioteczki w poszukiwaniu pozycji poświęconej sztuce japońskiej. Szkoda natomiast, że na końcu nie ma odniesień ani do stron internetowych ani do pozycji książkowych dotyczących wskazanych elementów, a z którymi Autorka zapewne miała do czynienia. Mamy jednak podane odnośniki do "Spotkań z Zabytkami"  z września roku 2007 i z lipca 2008 roku, w których znaleźć można artykuły autorki na temat drzeworytów japońskich. Nie mniej warto z pewnością przeczytać książkę, co też gorąco polecam. Po za tym zapewne sięgnę po część pierwszą przygód Emila Żądło, bo również sprawa jest związana z historią sztuki i oczywiście wyczekiwać będę z ciekawości kolejnej pozycji.


1 kwietnia 2011

Harry Oliver, Czarne koty i prima aprilis. Skąd się wzięły przesądy w naszym życiu?




Wydawnictwo Literackie
Przełożył Jakub Góralczyk
ISBN 978-83-08-04602-9
oprawa broszurowa ze skrzydełkami
stron 292


Książka „Czarne koty i prima aprilis” to książka o tym, skąd się wzięły w naszym życiu przesądy i do czego się odnoszą. Chyba każdy wierzy w jakiś zabobon: czarny kot, rozsypanie soli, zabicie pająka przynoszącego pecha, podkowę powieszoną nad wejściowymi drzwiami, przechodzenia pod drabiną czy robienie psikusów  1 kwietnia. Autor przybliża czytelnikowi zabobony dotyczące teatru, niebezpieczeństw czyhających za drzwiami, wykonywanych czynności i gestów, znaczeń odzieży, obuwia, miłości, małżeństwa, macierzyństwa, ciała, zwierząt, sportów i uprawianego hobby. Poznać można, co zwiastuje śmierć, a co rychły ślub i narodziny dziecka, co oznaczają dane liczby, dni tygodnia i jakim kamieniem oznaczone są miesiące.

prima aprilis

1 kwietnia to dzień, w którym bezkarnie płatać możemy figle przyjaciołom i rodzinie, czyli „wyprowadzać ich w pole”. Żart przed południem nie zostanie potraktowany przez „ofiarę” poważnie z obawy przed ściągnięciem na siebie pecha; jeśli jednak ktoś postanowi nabrać inną osobę po południu, pech dotknie właśnie jego. Jedna z teorii tłumaczących ten osobliwy zwyczaj głosi, iż przed powstaniem naszego aktualnego kalendarza w XVI w. to właśnie w kwietniu obchodzono Nowy Rok. Tak fundamentalna zmiana musiała wprowadzić ogromne zamieszanie i we Francji zwyczajem stało się odwiedzanie domów sąsiadów i nabieranie ich, iż wciąż jest to pierwszy dzień roku. Sąsiedzi tacy stali się pierwszymi „ofiarami” kwietniowych wygłupów. Wedle innego przesądu 1 kwietnia ma być fatalnym dniem na ślub dla pana młodego, który stać się ma w małżeństwie strasznym pantoflarzem. Urodzeni tego dnia są generalnie szczęśliwymi ludźmi, choć mówi się, że powinni oni unikać hazardu. (s. 242)
Nie ma, co ukrywać jesteśmy społeczeństwem zabobonnym. Kto z Was nie bał się, aby obrączki nie spadły w kościele? Czy Pan młody wiedział do dnia ślubu jak będzie wyglądać panna młoda? Czy wierzycie, że stłuczenie lustra przynosi siedem lat nieszczęścia, a nisko latające jaskółki zwiastują deszcz? Czy pamiętacie o piątku trzynastego i aby w piątek nigdy nic nie rozpoczynać nowego to jest przeprowadzki czy nowej pracy? Obok znanych przesądów pojawiają się te, o których w ogóle nie słyszałam. Są wśród nich takie jak: dotknięcie zwłok przynoszące szczęście, pocałunek mężczyzny o ciemnej karnacji wróżący ślub, kobiety mogą oświadczyć się tylko 29 lutego, pióra pawie w domu wróżą staropanieństwo, rozdeptanie żuka ściąga deszcz, sen o drożdżach zwiastuje ciążę i nie należy nosić jajek po zachodzie słońca. Ciekawostek w książce jest bardzo wiele zarówno napisanych w tonie poważnym jak i nas rozweselających. Książka jest zbiorem przesądów, będących obrazem naszej obyczajowości.
/.../ Obecnie przesądy dotyczące dnia narodzin przetrwały jedynie w postaci wierszyka dla dzieci:
Z poniedziałku - pięknolice,
Z wtorku - z gracją baletnicy,
Dziecko środy - ot, nieboga,
Przed czwartkowym długa droga,
Piętaszek - serce na dłoni,
Sobotnie robota goni,
A urodzone w niedzielę, jak na dzień Pański
                                                    [przystało,
Będzie mądrość, urodę, dobroć i dowcip
                                                    [miało. (s.178)

Kobiety mogą oświadczać się jedynie 29 lutego
Ostatni dzień lutego w roku przestępnym jest dniem, w którym odwrócone zostają normy kulturowe i kobiety mogą oświadczać się swym lubym. Zapoczątkowanie tego zwyczaju przypisuje się św. Brygidzie z Kildare, która ponoć skarżyła się św. Patrykowi, że kobiety często muszą długo czekać, zanim nieśmiali albo zwlekający z innych przyczyn mężczyźni poproszą je o rękę. Św. Patryk podarował więc kobietom możliwość przejęcia inicjatywy — raz na cztery lata. (s.107)

***

Harry Oliver fascynuje się wszystkim, co nas otacza, a szczególnie ciekawymi historiami związanymi z otaczającymi nas przedmiotami, naszymi zwyczajami itp. Autor m.in. bestsellerowej książki Kocie furtki i pułapki na myszy (o tym, skąd się wzięły różne przedmioty), która ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego w II połowie 2011 roku. Mieszka i pracuje w Londynie