Co też przypomina Wam obrazek z okładki, oprócz widoku dwóch panów z bronią
w ręku? Oczywiście czaszkę. Nie bez kozery tak jest, bowiem w powieści kanadyjskiego
pisarza Patricka de Witt urodzonego w 1975 roku, dominuje śmierć. Po raz pierwszy usłyszałam o tej powieści podczas jednego z piątkowych poranków w rozmowie Michała Nogasia z Krzysztofem Mannem w radiowej Trójce. Potem gościem audycji Z najwyższej półki był właśnie Patrick deWitt [można ją odsłuchać TU]. Ksiązka oczywiście bardzo mnie zaintrygowała.
Akcja powieści rozgrywa się głównie w Kalifornii podczas panującej gorączki
złota w latach 50. XIX wieku. To opowieść o budzących postrach, brutalnych,
płatnych zabójcach, braciach Elie’m i Charlie’m Sisters. Tajemniczy Komandor zlecił
im zadanie do wypełnienia w San Francisco. Mają odszukać i zabić niejakiego Hermana
Kermita Warma i w tym celu wyruszają w drogę z Oregon City. Nie jest to
absolutnie samotna podróż, bowiem bracia spotykają między innymi „płaczącego człowieka”,
nocują w domku wiedźmy, pomagają młodemu chłopakowi, odwiedzają salony i nocują
w hotelach. W dodatku Elie nieco choruje, za to bardziej przywiązuje się do
konia, odkrywa pozytywy stosowania szczoteczki do zębów i miętowego proszku.
Gdy docierają do Kalifornii, przygody braci nabierają jeszcze szybszego tempa.
Bracia Sisters mimo, że trudnią się tym samym zawodem, różnią się od siebie
pod względem charakteru i sposobu bycia. Charlie jest porywczy, gustuje w
alkoholu i kobietach lekkich obyczajów, w dodatku szybko przystępuje do
działania i wyjmuje z kabury broń, z kolei Elie spokojny, woli najpierw
rozmawiać z przeciwnikiem i ma duszę romantyka, pragnącego kiedyś ustabilizować
swoje życie. Mimo, że bracia Sisters są płatnymi mordercami, to czytelnik
polubi ich i poczuje do nich sympatię, choć będzie świadomy tego, że nie
powinno tak być.
To rzeczywiście mroczna powieść, czarna komedia, oparta głównie na dobrze
skonstruowanych często podszytych sarkazmem, cynizmem i ironią dialogach, w której
wraz z upływem stron książki absurd zaczyna gonić absurd. Czytelnik krzywi się,
uśmiecha, ale czyta dalej pełen ciekawości końca tej historii. Język jest
prosty, surowy, chłodny. Nie można tu odnaleźć ducha prerii, ale rzeczywiście
jest to powieść napisana w klimacie westernu. Oprócz wspomnianych saloonów są strzelaniny,
pieniądze, mowa jest o ubiorach, a poprzez stworzenie barwnej galerii postaci Autor
ukazuje zachowania i mentalność tych, którzy przybyli na Dziki Zachód w
poszukiwaniu szczęścia. To również powieść o relacjach międzyludzkich, bowiem mimo,
że bracia się ciągle kłócą i urągają sobie, zdolni są do poświęceń w imię dobra
tego drugiego.
To dobra, inteligentnie i mądrze napisana powieść, która absolutnie nie
nudzi, lecz bawi i jednocześnie uczy.
Patrick deWitt, Bracia Sisters, wydawnictwo Czarne, luty 2013, przekład Paweł Schreiber, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 336.








