Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty

8 lutego 2012

Ernst Gombrich, Pisma o sztuce i kulturze.

Wydawało mi się, że zupełnie nie tak dawno czytałam Zmysł porządku. O psychologii sztuki dekoracyjnej Ernsta H. Gombricha, a tu już czas nadszedł na Pisma o sztuce i kulturze, które ukazały się w grudniu 2011 roku nakładem wydawnictwa Universitas.  Na książkę złożyły się pisma w wyborze dokonanym przez Richarda Woodfielda, który napisał wstęp, dopełnił książkę przypisami i uzupełnił wprowadzeniem do dalszej literatury. Jest to wybór najlepszych i najbardziej charakterystycznych prac Gombricha zebrane w jednym tomie, po to, aby przybliżyć idee i poglądy tego autora oraz docenić jego wkład w debatę nad kulturą.

Nie jest to książka, którą można przeczytać w dwa dni, nie tylko ze względu na jej objętość, ale również na zawartość. Biorę z półki, odkładam, znowu do niej wracam, wybieram rozdziały, czytam i kontempluję. By poznać lepiej Autora zaczęłam od Szkicu autobiograficznego. W kolejnym szkicu dowiaduję się o siłach wizualnych wrażeń doznanych wskutek obserwacji obrazów. Czytam, że: W rzeczy samej sztuka nie istnieje. Istnieją tylko artyści (s.65).W kontemplowaniu dzieł sztuki przeszkadzają nam uprzedzenia i przyzwyczajenia. W rozdziale trzecim, mamy do czynienia z pismami, w których Autor wiąże sztukę z psychologią. Prawda jest odmienna od stereotypu, przedstawienia są często niedokładne, a artysta zaczyna obraz nie od wzrokowego wrażenia, ale od pewnej idei czy koncepcji. Czytelnik ma możliwość przeczytać rozważania na temat przedstawiania zarówno architektury, jak i relacji miedzy ludźmi. Proces tworzenia obrazów osiągane jest na drodze prób i błędów. Mowa jest o ekspresji, iluzji, kolorach i efektach, estetyce, celach sztuki, odniesień do zwyczajów i tradycji. Patrzenia na obrazy tak jak czytania trzeba się nauczyć. Gombrich analizuje estetyczne teorie Sigmunda Freuda, model kompozycji Leonarda da Vinci, dzieła Gulia Romana, Filippo Brunelleschiego, Niccolo Niccoli, Poussina, Rafaela, a nawet o Schubercie i Goethe.  W dziale Psychologia i sztuki dekoracyjne przeczytać można o psychologii stylów, percepcji i przyzwyczajeniu, języku architektury, roślinnych motywach. Więcej na temat tego działu odnajdziecie w książce Zmysł porządku. W kolejnym dziale można przeczytać o prymitywizmie i jego znaczeniu w sztuce, magi, satyrze, metaforze, politycznej karykaturze. W książce odnaleźć można również eseje na temat rozważań o historii sztuki, zmieniających się jej materialnych uwarunkowań, które w przeszłości wpływały na zlecenie i tworzenie sztuki, symbolice, ikonologii. Mowa jest o architekturze, holenderskim malarstwie rodzajowym, kulturze popularnej, sztuce w okresie romantycznym.

Nie zawiedzie się ten, kto sięgnie po książkę. Język Gombricha fascynuje. Lekko i we wspaniały sposób przekazywane są wiadomości, teorie, poglądy, interpretacje, schematy, porównania, analizy. W książce obok tekstu są ilustracje obrazujące dzieła sztuki, o których jest mowa oraz przypisy i indeks nazwisk. Z pewnością jest to lektura, która zadowoli nawet wybrednych czytelników, obowiązkowa dla smakoszy historii sztuki. Wiem, że wielokrotnie będę jeszcze wracać do tych esejów. WARTO!


Ernst Gombrich, Pisma o sztuce i kulturze, wybór i opracowanie Richard Woodfield, wydawnictwo Universitas, Tłum.: Dorota Folga-Januszewska, Sonia Jaszczyńska, Małgorzata Wrześniak, Kamila Csernak, Katarzyna Włodkowska, okładka miękka ze skrzydełkami, (szyta), grudzień 2011, stron 624.

27 lipca 2011

Peter Gathmann, Martina Paul, NARCYZ. GOEBBELS. BIOGRAFIA.


To kolejna książka, która w obecnym czasie w ogóle mi nie podeszła. Ze względu na obecny stan omijałam szerokim łukiem to, jak mi się wydaje, czego teraz nie powinnam czytać, ani oglądać (niektóre fotografie).

Warto jednak zwrócić uwagę na tą biografię, ponieważ Autorzy dokonują w niej wnikliwą analizę tego, co wpłynęło na ukształtowanie psychiki Goebbelsa. Poruszają zarówno jego życie rodzinne, prywatne wraz z jego licznymi romansami czy z zakresu polityki oraz poglądów. Zwrócona jest również uwaga na jego niski wzrost i ułomność zdrowotną – na skutek choroby utykał na lewą nogę.  Analizowane jest jego dzieciństwo, młodość, małżeństwo, romanse, próby pisarskie i kształtowanie się osobowości prawicowo – radykalnej i wkład w politykę. W szkole ze względu na kalectwo był wyśmiewany i uznany za lizusa i donosiciela. Mimo, że uznany za niezdolnego do służby wojskowej (został powołany na krótko, gdy po raz trzeci stanął na komisji poborowej) związał się z ruchem nazistowskim, a potem był wieloletnim ministrem propagandy i oświaty publicznej oraz jednym z bliskich współpracowników Adolfa Hitlera. Jego rola w kształtowaniu poglądów nazistowskich w społeczeństwie niemieckim jest niebagatelna. Szczególne zasługi uzyskał na polu kreowania Hitlera na bohatera, tworząc kult jednostki. Działalność propagandowa Goebbelsa widoczna była szczególnie po porażce Wehrmachtu w bitwie pod Stalingradem, na co również zwrócono uwagę w książce. Zakończył życie wraz z żoną i sześciorgiem dzieci w bunkrze Hitlera.

W książce można znaleźć przedstawienie niemieckiej struktury rodzinnej na początku XX wieku, a w suplemencie tablicę chronologiczną, objaśnienia pojęć, przypisy, bibliografię, spis ilustracji oraz indeks osób.  Czyta się ją dobrze, ponieważ zwrócono w niej uwagę głownie na narcystycznie zaburzoną osobowość Goebbelsa. Wzięto wiec pod uwagę podłoże psychohistoryczne. Polecam nie tylko historykom, ale również tym, którzy interesują się  biografiami wpływowych polityków reżymu nazistowskiego. 


Wydawnictwo Universitas, Kraków 2011, oprawa miękka, stron 322.

23 maja 2011

Ingeborg Bachmann, Malina - o książkach i czytaniu.

4. Pytanie:...... ? (Po raz drugi).
Odpowiedź: Książki? Tak, dużo czytam, zawsze dużo czytałam. Nie, nie wiem, czy się rozumiemy. Najchętniej czytam na podłodze, także na łóżku, prawie wszystko na leżąco, nie, nie tyle chodzi przy tym o książki, liczy się przede wszystkim czytanie, czarne na białym, litery, sylaby, wiersze, te nieludzkie utrwalenia, znaki, te ustalenia, to zastygłe w wyraz szaleństwo, które wydobywa się z ludzi. Niech mi pan wierzy, wyraz jest szaleństwem, wypływa z naszego sza­leństwa. Liczy się również przewracanie kartek, gonitwa od jednej strony do drugiej, ucieczka, współudział w szaleń­czym, zakrzepłym wylewie, liczy się nikczemność przerzutni, ubezpieczenie życia w jednym jedynym zdaniu, ubezpie­czenie wtórne zdań w życiu. Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią. Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki, i ja oczywiście mam swoje upodobania, wiele książek nie znajduje do mnie przystępu, jedne łykam tylko przed południem, inne tylko w nocy, są książki, od których się nie odrywam, chodzę z nimi po mieszkaniu, przenoszę z pokoju do kuchni, czytam na stojąco w korytarzu, nie uży­wam zakładek, przy czytaniu nie poruszam ustami, już wcześnie nauczyłam się bardzo dobrze czytać, nie pamię­tam metody, ale pan powinien się tym kiedyś zainteresować, w naszych szkołach powszechnych na prowincji musiała być znakomita, przynajmniej wówczas, kiedy ja nauczyłam się tam czytania. Tak, mnie też to uderzyło, ale dopiero później, że w innych krajach ludzie nie umieją czytać, w każdym razie nie tak szybko, ale tempo jest ważne, nie tylko koncentracja, proszę pana, któż potrafi bez wstrętu przeżuwać proste czy skomplikowane zdanie, powtarzać je oczyma lub zgoła usta­mi; zdanie, które składa się tylko z podmiotu i orzeczenia, trzeba przełykać szybko, zdanie z wieloma przydawkami właśnie dlatego trzeba brać w błyskawicznym tempie, niedo­strzegalnym slalomem źrenic, gdyż inaczej się nie poddaje, a zdanie musi się czytelnikowi „poddać". Nie umiałabym „przedzierać się" przez książkę, graniczyłoby to przecież z zajęciem. Bywają ludzie, powiadam panu, ludzie, w dzie­dzinie czytania doznaje się najosobliwszych niespodzia­nek... Mam co prawda słabość do analfabetów, nawet tutaj znam kogoś, kto nie czyta, nie chce czytać; przebywanie w stanie niewinności jest bardziej zrozumiale dla człowieka, który popadł w nałóg czytania, nie powinno się czytać w ogóle albo powinno się umieć czytać naprawdę...

Ingeborg Bachmann, Malina, wydawnictwo A5, tłum. Sławomir Błaut, wydanie 2011, s. 86-87.

podkreślenia moje

RECENZJA z 15 maja 2011 r.

15 maja 2011

Ingeborg Bachmann, Malina.

Wydawnictwo A5
oprawa miękka ze skrzydełkami
wydanie II
tłumaczenie  Sławomir Błaut
kwiecień 2011
stron 326

Ingeborg Bachmann to austriacka pisarka, poetka, nowelistka, eseistka, przy twórczości, której nie przechodzi się obojętnie. Miałam możliwość przeczytać pierwszą i jedyną ukończona powieść tej Autorki. Malina została wydana po raz pierwszy w roku 1971, a w przekładzie polskim ukazała się już po śmierci pisarki w roku 1975 nakładem wydawnictwa Czytelnik. Obecnie została wznowiona w takim samym przekładzie Sławomira Błauta przez Wydawnictwo a5.

To ten rodzaj książki, przy których nie przechodzi się obojętnie i po przeczytaniu lekko nie zostawia naszych myśli. Książka, która jest pełna emocji, lęków, obaw, można nawet napisać – szaleństwa, skłania czytelnika do głębszych refleksji. Nie można jej czytać ot tak sobie, ponieważ aby zrozumieć jej treść i głębszy sens potrzeba ciszy, odpowiedniego nastroju i skupienia.

Powieść składa się z trzech rozdziałów, których bohaterami są Ivan, Malina i nasza narratorka – bohaterka. Akcja książki toczy się w Wiedniu przy ulicy Ungargasse w latach 60. XX wieku. W samej narratorce można doszukiwać się autobiograficznych wątków Ingeborg Bachmann. Nasza bohaterka ustawicznie i obsesyjnie szpera w papierach. Pisze i segreguje listy, zapisuje sny, mówi o wydaniu książki, udziela wywiadów, umawia się na spotkania, dyktuje sekretarce, niby pracuje, a mamy poczucie jakby tkwiła w jakimś martwym punkcie. Jej opowieści są cechuje wieloznaczność, liczne dygresje, odmienne linie wypowiedzi, dialogów zapisanych czasami w formie wierszy.

Opowiada o swoich mężczyznach: Ivanie i Malinie. Razem tworzą pewnego rodzaju trójkąt, niepozbawiony namiętności i nagannego niekiedy zachowania. Narratorka opowiada o swoim związku z Ivanem, z pochodzenia Węgrem, który mieszkał przy tej samej ulicy. Ivan nigdy nie wypytuje, nie okazuje nieufności, nie podejrzewa, dba jedynie o siebie, nie potrafi tak do końca zrozumieć kobiety. Spotykają się czasami wieczorami, grają w szachy, nie wychodzą. Kobieta czeka ciągle na Ivana i zachowuje się tak jakby on sobie,  według niej, tego życzył.
Choć Ivan na pewno został stworzony dla mnie, nie mogę rościć sobie do niego wyłącznego prawa. (s.27)
Nie można, więc tak do końca określić związku między pisarką a Ivanem. W zapiskach kobiety odnaleźć można wiele nerwowości, bólu, rozpaczy, rojeń.

Zupełnie inaczej jest z Maliną, będącym niespełnionym pisarzem. Ten rozumie kobietę, co więcej odgaduje, co myśli i co mówi. Staje się niejako jej przewodnikiem, który w odpowiedniej chwili doradzi i uspokoi. Narratorka wspomina o Malinie już w pierwszym rozdziale, by na końcu napisać:
Żyłam w Iwanie i umieram w Malinie. (s. 320)
Oprócz Ivana i Maliny jest jednak ten trzeci – ojciec - chłodny mężczyzna, którego słowa nie można podważyć. Poznajemy go poprzez sny bohaterki.

To powieść pełna niepokoju, dylematów, niemocy, neurotycznych wizji, szaleństwa, obłąkania. Wielką rolę odgrywają w niej monologi wewnętrzne kobiety. Książka pisana w sposób, który nawet nie można sprecyzować. Być może wpływ na to miała osobowość liryczna pisarki. nie można jej czytać szybko, myśli, bowiem plączą się, wywołują pewnego rodzaju chaos trudny do ogarnięcia. Książka, która zachwyca, która zmusza do bliższego zapoznania się z życiem Ingeborg Bachmann, studiującej germanistykę, filozofię i psychologię, której ojciec był nazistą, a ona sama była w wieloletnim związku z poetą Paulem Celanem. Zbieżne okazują się również oparzenia bohaterki z okolicznościami śmierci Autorki. W ksiązce umieszczono tablice chronologiczną życia Ingeborg Bachmann.

Nie jest to powieść łatwa ani do czytania ani do interpretacji jej treści. Mimo to na długo pozostaje w pamięci i jak najbardziej warto po nią sięgnąć. Moc wrażeń gwarantowana.

17 lutego 2011

Friedrich Weissensteiner, Habsburgowie. Krwawy ród Europy.

Wydawca: Bellona
EAN 9788311118454
Tłumaczenie: Barbara i Daniel Lulińscy
360 stron
oprawa miękka


Maksymilian I
Już w 2011 r. ukazała się nakładem wydawnictwa Bellona dość interesująca pozycja autorstwa austriackiego historyka Friedricha Weissensteinera zatytułowana Habsburgowie. Krwawy ród Europy. Została ona poświęcona niemieckiej dynastii, której przedstawiciele panowali w krajach niemieckich i włoskich, Świętym Cesarstwie Rzymskim, Czechach, Hiszpanii, Portugalii, Burgundii, na Węgrzech, w Chorwacji i w Siedmiogrodzie, w Niderlandach, na Śląsku oraz hiszpańskich i portugalskich koloniach w Azji i obu Amerykach. Autor w krótkim wstępie prezentuje historię tej dynastii. Czytelnik dowiaduje się, że Habsburgowie w czasach późnego średniowiecza przenieśli swój ośrodek władzy z południowo- zachodnich Niemiec nad Dunaj. W Austrii byli jednak całkowicie obcym rodem. Po śmierci Maksymiliana I ród rozszczepił się na dwie gałęzie: hiszpańska i austriacką. Linia austriacka po wygaśnięciu linii męskiej w roku 1740 i ślubie Marii Teresy Habsburg z Franciszkiem Stefanem I Lotaryńskim, stała się rodem habsbursko – lotaryńskim. Panowała ona w Austrii, Czechach i na Węgrzech do 1918 roku. Od 1438 do 1806 roku Habsburgowie niemal nieprzerwanie stawali się władcami Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a od 1804 roku uzyskali godność cesarzy Austrii.

Karol V
W książce odnajdziemy czternaście krótkich rozdziałów dotyczących biogramów wybranych przedstawicieli rodu Habsburgów. Wśród nich będą to: Rudolf Habsburg, Książę Rudolf IV, Fryderyk III, Maksymilian I, Karol V, Rudolf II, Leopold I, Karol VI, Maria Teresa, Jozef II, Leopold II, Franciszek I, Franciszek Józef I i Karol I. Przedstawieni zostali wyłącznie monarchowie z linii austriackiej, z wyjątkiem Karola V, który jako „Hiszpan” został rzymsko – niemieckim cesarzem. Po za tym poszerzono książkę o Józefa II i Leopolda II, dwie postacie które na krotko przerwały ciąg konserwatywnych władców.

Maria Teresa
Zazwyczaj układ każdego z rozdziałów jest podobny: przedstawienie sylwetki danego władcy od chwili objęcia tronu do jego śmierci. Wspominana jest również wcześniejsza droga kariery, odziedziczone po przodkach cechy charakteru, zawierane małżeństwa, dzieci, najważniejsze momenty w okresie panowania, działania wewnątrz kraju i poczynione kroki w polityce zagranicznej, plany i osiągnięte cele w polityce. Wiele tu również można znaleźć ciekawostek. Rudolf Habsburg, aby zadowolić swoich „wyborców”, musiał zaciągnąć pożyczkę i zastawić dobra Rzeszy; Rudolf IV był fanem Wiednia; Fryderyk III uważany był już wówczas za „arcysafandułę Rzeszy”; Maksymilianowi I ciągle brakowało pieniędzy do tego stopnia, że zostawiał swoja drugą małżonkę i jej dwór w jakimś mieście jako „zastaw” nie mogąc opłacić kosztów swego pobytu; Maria Teresa po śmierci swojego męża przez pewien czas chciała się zrzec tronu na rzecz syna Józefa i spędzić resztę życia w klasztorze. Wielu władców miało też swoje zasługi: Maksymilian I uważany jest za twórcę artylerii, Józef II dzięki licznym reformom uważany jest za „rewolucjonistę na cesarskim tronie”; Leopold II z kolei za męża stanu i miłującego sprawiedliwość reformator; cesarz Karol I wprowadził nowy styl rządzenia znosząc obowiązek noszenia fraków podczas audiencji, poluźniając ceremoniał i zmniejszając dystans miedzy władcą a poddanymi.

Leopold II
W recenzowanej pozycji zawarto drzewa genealogiczne Habsburgów z podziałem na wczesne średniowiecze, czasy nowożytne i dynastię habsbursko –lotaryńską. W bibliografii odnaleźć można zestawienie wybranych pozycji i źródeł oraz wyszczególniony wybór literatury do poszczególnych rozdziałów. Głównie jest to literatura w języku niemieckim i czytelnik – laik na pewno nie będzie wiedział, czy jakakolwiek książka ukazała się nakładem w Polsce. Warto wspomnieć, że w tekście zostały umieszczone również mapki, które dotyczą rozwoju terytorialnego rodowych posiadłości. Na początku każdego rozdziału zaprezentowany jest fragment wizerunku omawianego władcy. Niestety brakuje mi nieco kolorowych zdjęć. Po za tym książka została wydana na nienajlepszym jakości papierze, brak jest jakichkolwiek indeksów, a w całości – ilustracje i druk - dominuje kolor brązowy. Zawiedzie się również ten, kto będzie tu szukał przypisów. Jest jedynie parę i to tylko od tłumaczy. A szkoda, bo cytaty są, tylko w większości nie wiadomo z jakich źródeł pochodzą. Warto jednak nadmienić, że Autor niejednokrotnie odwołuje się do oceny danego władcy przez pozostałych historyków. Niestety najczęściej czyni to jednak w sposób ogólnikowy – nie mamy zupełnie pojęcia o jakiego historyka chodzi. Tak jakby miało wystarczyć nam do wiadomości, że „historycy sądzą”.

Franciszek Józef I
Wydaje się jednak, że książkę warto przeczytać. Zrozumiała jest dla każdego potencjalnego odbiorcy, ponad to obfituje zarówno w ciekawostki dotyczące życia politycznego jak i prywatnego władców. Znajdziemy tu wizerunki zwięźle ujęte, nie ograniczające się jedynie do ich biografii, ale próbujące ukazać historyczny kontekst, panującą wówczas sytuację społeczną i gospodarczą. W rezultacie czytelnik ma możliwość zapoznać się z prezentacją pewnego obrazu Europy od XIII do początków XX wieku. 








29 grudnia 2010

Ernst H. Gombrich, Zmysł porządku. O psychologii sztuki dekoracyjnej.

Red.: Dorota Folga-Januszewska
Tłum.: Dorota Folga-Januszewska
Rok wydania: 2009
Oprawa: Miękka
Format: 20.5x26.0cm
Język: polski
Ilość stron: 412
ISBN: 9788324208203


Książka profesora Sir Ernsta H. Gombricha Zmysł porządku. O psychologii sztuki dekoracyjnej ukazała się w Polsce trzydzieści lat od pierwszego wydania. To opracowanie naukowe stawiające sobie za cel wytłumaczenie czytelnikowi w sposób dostępny stosowanie w sztuce wzorów i ornamentów na różnorakich polach działania. Wymienić tu należy między innymi wzory na tapecie, boazerii, kafelkach, rzeźbę, hafty, ornament architektoniczny, ornamentykę stosowaną w rysunku, ceramice, plakacie i malarstwie. Dekoracja, bowiem towarzyszy nam na każdym kroku. Dbamy o właściwy dobór płytek w łazience czy w kuchni, o jak najlepszy ornament na tapecie, zasłonach, ubraniu, papierze do opakowania prezentów czy wykorzystywanego obecnie do decupage’u i scrabordingu. Motywy dekoracyjne ściśle wypełniają nasz świat, znajdują się jednak poza centrum uwagi. Autor zauważa we wstępie, że odbieramy je jako tło, natomiast nie dokonujemy ich analizy.

Gombrich porusza również ważne kwestie z zakresu psychologii percepcji. Autor za Karlem Popperem odrzuca koncepcję „umysłu jako kubła na śmieci” oraz postrzegania jako procesu biernego, kładzie natomiast nacisk na stałą aktywność organizmu poznającego otoczenie.

W książce zawarty został zarys krytyki ornamentu. Gombrich wraca do pism między innymi Witruwiusza, Ruskina, Winckelmanna, Owena Jonesa. Dokonuje analizy oranementów przybyłych do Europy z Chin i Japonii, zajmuje się problemem, dlaczego abstrakcja była przeciwna ornamentowi. Tłumaczy jak powstają wzory, jakie są prawa i porządki w projektowaniu, jakie stosowano narzędzia. W części drugiej poznajemy różnorodność widzenia. Przykładowo powiększenie lub pomniejszenie elementów wzoru radykalnie zmienia jego odbiór. Dowiadujemy się, na czym polega estetyka ornamentu, jaka jest różnica między postrzeganiem wzorów, a postrzeganiem rzeczy. W części trzeciej czytelnik odnajdzie rozważania na temat percepcji i psychologii stylów, wzorów jako znaków. W epilogu autor zawarł muzyczne analogie (forma, rytm, taniec, kompozycja).

Nie jest to książka łatwa w odbiorze dla potencjalnego czytelnika, niemającego do tej pory nic wspólnego z materią sztuki. Na pewno przeznaczona jest dla tych, co studiują historię sztuki lub pracują już w tej dziedzinie. Autor operuje naukowym językiem, pojęciami ze świata sztuki, powołuje się na teorie znanych lub mniej znanych badaczy w szerokim spektrum począwszy od filozofii, poprzez architekturę, rzeźbiarstwo, rytownictwo, malarstwo, snycerstwo - autorów pism teoretycznych z zakresu sztuki. Warto jednak zauważać, że po lekturze tej pozycji czytelnik zacznie dostrzegać wzory. Układ książki powoduje, że można ją czytać wybiórczo, nie koniecznie chronologicznie.

Autor postanowił usunąć przypisy z zasięgu wzroku czytelnika. Są one zebrane na końcu tekstu. Dozuje również relacje o badaniach specjalistycznych ograniczając się do kilku tytułów, które można traktować jako punkt wyjścia do zgłębienia omawianego tematu. W książce autor niejednokrotnie wraca do swojej książki Sztuka i złudzenie. W książce zawarto liczne ilustracje, których spis można odnaleźć na końcu. Mamy również indeks nazwisk.

Dla wytrawnych miłośników sztuki pozycja doskonała.

2 grudnia 2009

Norbert Gstrein, Rzemiosło zabijania.


Wydawnictwo Czarne
tytuł oryginału: Das Handwerk des Tötens
język oryginału: niemiecki
liczba stron: 280
miejsce wydania: Sękowa
rok wydania: 2009
oprawa: miękka
wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7536-112-4
seria: Inna Europa inna literatura


Książka austriackiego pisarza z pewnością zasługuje na uwagę i uznanie. Fabuła książki opiera się o wydarzenia mające miejsce na Bałkanach w latach 90. Nie jest to jednak na pewno literatura wojenna. To pewien rodzaj powiązania reportażu i powieści z fabułą. Jest to również powieść o pisaniu powieści. Nie jest to bynajmniej żadne powtórzenie, bowiem to jeden z bohaterów dziennikarz Paul pragnie napisać książkę na temat swojego tragicznie zmarłego przyjaciela Christiana Allmayera. Ten ostatni był reporterem relacjonującym konflikt bałkański od samych jego początków, który zginął latem 1999 roku w Kosowi. Przed śmiercią udaje mu się przekazać Paulowi artykuły związane z jego niebezpieczną pracą. Według pomysłu Paula to głównie na bazie tychże materiałów miałaby powstać książka. Co ciekawe narratorem powieści jest jeszcze inny bezimienny mężczyzna, jak można się domyśleć także dziennikarz, który przelotnie zna Paula. Z czasem spotkania stają się częstsze, A narrator poznaje nie tylko to co kryje się w artykułach napisanych przez Allmayera, ale również prywatne życie Paula. Poznajemy również Helenę, która w szczególny sposób związana z opowiadanymi wydarzeniami, ponieważ swoje rodzinne korzenie ma w Dalmacji na Bałkanach.

To lektura o wojnie na terenach byłej Jugosławii. Opowiada o koszmarze, okrucieństwach, morderstwach dokonanych również na ludności cywilnej. To książka o bólu i cierpieniu ludzi w Chorwacji i Bośni. Opowiada o tym, co się wydarzyło w Vukovarze albo pod Dubrownikiem albo też w innych miejscach tego rejonu. Nie jest to książka, która opowiada bezpośrednio o wydarzeniach wojennych. Jest jakby relacją z tychże wydarzeń. Opowiada o tym, w jakim stopniu wojna w byłej Jugosławii wpłynęła na życie ludzi tam żyjących, stamtąd pochodzących czy tam przebywających akurat akurat tym okresie czasowym.

Książka nie jest łatwa w odbiorze i wydaje się, że należy ją czytać powoli. Wiele tu odczuwanego smutku, bólu i cierpienia. Trudno jest również czytać o wojnie, która rozegrała się nie tak dawno. Świadomi jesteśmy, bowiem, że nadal żyją ludzie, na których wojna ta odcisnęła największe piętno. Zawartych jest tu także wiele refleksji. Trudno pogodzić się bowiem z pewnymi tragicznymi faktami, które już miały miejsce. Nie można również do końca poznać biegu wydarzeń, tak jak Paul nie mógł do końca zrozumieć i odgadnąć prawdę.


Bardzo podobało mi się, że autor nie narzuca swojego punktu widzenia na wojnę. Pozwala czytelnikowi samemu dojść do ważnych wniosków. 

4 czerwca 2009

Mira Lobe, Babcia na jabłoni.




Wydawnictwo Dwie Siostry
Seria "Mistrzowie Ilustracji"
ilustracje: Mirosław Pokora
tłumaczenie: Maria Kurecka

Moim zdaniem książka znakomita. Główny bohater, mały chłopiec o imieniu Andi, chociaż ma kochającą się rodzinę, w tym dwójkę starszego rodzeństwa, to jednak nie ma babci. Jego koledzy mają nawet po dwie babcie, więc jest mu bardzo przykro. Mama często tłumaczyła chłopcu, że obie babcie umarły. Andi jednak nie mógł się jednak z tym pogodzić. Babcię więc wymyślił. Babcia ta mieszka na drzewie - jabłoni, na której Andi przesiaduje godzinami. W wyobraźni chłopca babcia poluje na tygrysy, ujeżdża dzikie konie, jeździ pomysłowym samochodem, odwiedza wesołe miasteczko. Jest troszkę zwariowana, ale za to bardzo mądra i dowcipna. Chłopiec spędza z nią cały wolny czas, dopóki do sąsiedniego domu nie wprowadza się starsza pani, z którą Andi się zaprzyjaźnia. Z biegiem dni przestaje odwiedzać babcię na jabłoni, ale tak do końca o niej nie zapomina.

Jakże bogata jest wyobraźnia dziecka! My dorośli często o tym zapominamy. Polecam na poprawę nastroju. Nie tylko dla dzieci:)



Mira Lobe (1913-1995), nazywana austriacką Astrid Lindgren, napisała blisko sto książek dla dzieci i młodzieży. Jej twórczość pełna humoru i fantazji jest znana niemal na całym świecie.

Mirosław Pokora (1933-2006) - znakomity grafik i ilustrator. Jego charakterystyczne, koronkowe esy-floresy, jamniczki i pulchne panie na szpilkach kojarzą się pokoleniu dzisiejszych rodziców z ich dzieciństwem.