Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bretania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bretania. Pokaż wszystkie posty

2 sierpnia 2013

Jochen Schmidt, Sielanka po bretońsku. W krainie Celtów, magii i cydru.

Jochen Schmidt powraca do Bretanii dość regularnie, choć właściwie wydaje się, że na początku w ogóle nie znał tego rejonu Francji. Jak sam pisze ponad rok spędził w Breście nie opuszczając granic miasta. Autor zdradza czytelnikowi w przedmowie, że w Bretanii spędził wiele lat, najpierw, jako marynarz marynarki wojennej, potem po poślubieniu Bretonki, jako rolnik zajmujący się uprawą warzyw, a następnie, jako Konsul Honorowy Republiki Federalnej Niemiec w Breście. Postanowił także odbyć samotną podróż od maja do sierpnia 2003 roku, aby szerzej poznać Bretanię oraz życie codzienne jej mieszkańców.

Myli się ten, kto sądzi, że jest to typowy przewodnik. Brakuje tu zupełnie bazy ilustracyjnej, a Autor w głównej mierze pisze o tym, co mu się podoba lub czego nie znosi. Innymi słowy patrzy na Bretanię jedynie swoimi oczyma, w czysto subiektywny sposób. Czasami może to niestety denerwować, bo Jochen Schmidt wcale nie gustuje w architekturze i nie podziwia bretońskich zabytków. Pogardliwie wypowiada się o zabudowie miasteczek, która powstała po II wojnie światowej. Nie znosi turystów, którzy pałętają się dosłownie wszędzie. Korzysta ze schronisk, choć nie znosi towarzystwa w pokoju, głośnych imprez i chrapania. Przebywa w miejscowych barach, choć nie jest zadowolony z tego, jakich ludzi tam spotyka. Szokują go wysokie ceny, choć nie potrafi sobie odmówić posiłku pod Mont Saint-Michel. Dziwi się, że w księgarni nie może znaleźć książek swojego autorstwa. 

Jochen Schmidt opowiada o miejscach, które odwiedza. Woli jednak przebywać w małych miejscowościach niż tych obleganych przez turystów. Obok Mont Saint-Michel, odwiedza grób Merlina w lesie Brocéliande, podziwia menhir w okolicy Trébeurden, przebywa na skalistym przylądku Pointe du Raz, będącym najbardziej wysuniętym na zachód obszarem Francji. Przy okazji można się dowiedzieć, które filmy i w jakich miejscach maja swoje ujęcia zdjęć także w tajemniczej, pachnącej palonym drewnem, Bretanii. 

Największym atutem tej książki są historie dotyczące tradycji, legend, a przede wszystkim zwykłych Bretończyków oraz opowieści związane z historią języka bretońskiego. W przytaczanych historiach wiele jest motywów związanych z II wojną światową. Zresztą sam Autor z racji swojego pochodzenia jest ciekawy jak Bretończycy postrzegają Niemców. Z drugiej strony słysząc niejednokrotnie w odwiedzanych miejscach język niemiecki nie przyznaje się do tego, że jest Niemcem. 

Przemyślenia Autora nie są pozbawione humoru, ironii i złośliwości, nawet wobec swoich zachowań. W krótkich, napisanych lekkim stylem, esejach, czy też felietonikach Jochen Schmidt opowiada o Bretanii takiej, jaką sam poznał i jaką pokochał, choć nie potrafi tak do końca o tej miłości opowiadać. Bretania to również jeden z tych regionów Francji, który chciałabym kiedyś odwiedzić.
 


Jochen Schmidt, Sielanka po bretońsku. W krainie Celtów, magii i cydru, Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Publicat SA), kwiecień 2013, przekład Wioletta Mazurek, oprawa miękka ze skrzydełkami, stron 256.