| od Wydawnictwa Literackiego |
![]() |
od Wydawnictwa Marginesy |
![]() |
| od Wydawnictwa Zysk i S-ka |
![]() |
| od Wydawnictwa Zysk i S-ka |
![]() |
| od wydawnictwa Zysk i S-ka |
| od Wydawnictwa Literackiego |
![]() |
od Wydawnictwa Marginesy |
![]() |
| od Wydawnictwa Zysk i S-ka |
![]() |
| od Wydawnictwa Zysk i S-ka |
![]() |
| od wydawnictwa Zysk i S-ka |
Kolory tęsknoty to druga część opowieści wykreowanej i prowadzonej przez Natalię Thiel. Tytułowe barwy nie odnoszą się tu do konkretnej palety malarskiej, lecz do
wszystkich odcieni i płaszczyzn ludzkiego cierpienia oraz niespełnionej
miłości.
W drugiej części, rodziny Korbieliczów i Mielewskich próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości po śmierci młodej Amelii. Najbardziej rozpacza Albert, brat Wiktorii oraz matka Luizy i Amelii. W domu Milewskich mieszkają również Franciszek Falski z siostrą Zosią oraz matką, która planuje małżeństwo syna z Luizą - córką Mielewskich. Co prawda, Luiza kocha Franciszka, ale jego serce bije szybciej na widok pięknej Wiktorii Korbielewiczówny. Franciszek zmuszony jest dokonać wyboru między miłością i szczęściem, a ratowaniem majątku i dobrą pozycję dla siostry i matki, tym co wypada, aby zachować pozory, a tym czego naprawdę pragnie serce. Jego decyzja wpłynie na życie kilku osób i kolejnego pokolenia. Losy Wiktorii i Luizy, dawnych przyjaciółek, poróżnionych przez uczucie do jednego mężczyzny, będą odmienne, ale niestety niewolne od trosk, kłopotów i nieszczęść.
Natalia Thiel, Kolory tęsknoty, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2026, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 342.
* Odcienie samotności - pisałam na blogu
Laura Cumming, brytyjska dziennikarka i krytyczka sztuki, napisała fascynującą książkę - esej - o obrazach, patrzeniu, dostrzeganiu tego, co widoczne i tego, co niewidoczne. Przykładowo, w malarstwie holenderskim zima to ruch i detal na lodzie, podczas gdy w sztuce japońskiej to cisza i trwanie. Jej główna teza głosi, że nie ma „obiektywnego” oglądania sztuki. To, co wnosimy do galerii, nasz smutek, zmęczenie czy pośpiech, determinuje to, co dostrzegamy na płótnie. Obrazy oglądamy zawsze w określonym miejscu i czasie. Autorka odrzuca chłodną analizę historyczną na rzecz osobistego przeżycia. Obrazy są dla niej „fragmentami życia” równie powszednimi jak deszcz lub nagłymi jak uderzenie pioruna. To, co widzimy na płótnie, zależy więc od tego, kim jesteśmy w danej chwili.
To książka o malarstwie holenderskim, której głównym bohaterem jest Carel Fabritius. Malarz, który studiował u Rembrandta i którego niektóre obrazy wisiały w pobliskim domu Vermeera, malował portret w swojej pracowni, gdy nastąpił wybuch składu prochu w Delft 12 października 1654 r. W izbie towarzyszyli mu asystent i teściowa. Potężna eksplozja zrównała z ziemią część miasta. Siła wybuchu była porównywalna do „grzyba atomowego”. Artysta został zmiażdżony przez belki stropowe. Znaleziono go żywego pod gruzami po wielu godzinach, jednak zmarł tego samego dnia wieczorem w lecznicy. Miał wówczas trzydzieści dwa lata. Pozostawił po sobie dzieła emanujące pełną napięcia ciszą, co idealnie współgra z tytułowym „gromem” w książce Cumming. Była to detonacja 40 ton prochu strzelniczego, przechowywanego dla obrony miasta w piwnicach dawnego klasztoru i prawdopodobnie podpalonego iskrą, gdy strażnik przekręcił klucz w zardzewiałym zamku lub nieostrożnie machnął latarnią. Zniszczeniu uległo wiele dzieł malarza.
Niewiele wiadomo o życiu Fabritiusa. Owe zachowane i udokumentowane fakty, autorka stara się przybliżyć czytelnikowi. Urodził się w Middenbeemster w lutym 1622 roku, a dwóch jego młodszych braci zostało malarzami. Cumming bada skąpe informacje, pytając, jakie obrazy mogli widzieć i zauważając, że Holendrzy byli gorliwymi nabywcami holenderskiej sztuki. Jej ojciec kwestionował to, czego uczono ją w szkole, że holenderska sztuka Złotego Wieku skupiała się na rzeczach, bo Holendrzy po prostu kochali rzeczy. Cumming kwestionuje historyków sztuki, którzy, jeśli w ogóle wspominają o Fabritiusie, uważają go za brakujące ogniwo między Rembrandtem a Vermeerem. Dla niej jest on całkowicie wyjątkowy, a każde zachowane dzieło uważa za arcydzieło.
„Widok Delft” Fabritiusa traktuje nie jako zabytek, ale jako żywe lustro dla jej własnych wewnętrznych przeżyć. Obraz pozwolił jej „odnaleźć się” w swojej samotności. W pejzażach Jacoba van Ruisdaela dostrzega światło jako moment olśnienia, który nadaje sens życiu. Cumming patrzy na autoportrety Rembrandta jak na zapis starzenia się i godności. Dla niej Rembrandt to malarz „obecności” kogoś, kto patrzy na nas z płótna z taką samą uwagą, z jaką my patrzymy na niego. Cisza i precyzja Johannesa Vermeera stanowią kontrast dla chaosu życia. Autorka szuka w jego wnętrzach spokoju, którego brakowało w zagadkowej przeszłości jej ojca. z kolei Pieter de Hooch to dla niej mistrz otwartych drzwi i amfilad. Cumming widzi w jego obrazach strukturę pamięci, przechodzenie z jednego wspomnienia do drugiego.
Tytułowy „grom” nawiązuje też do nagłej śmierci ojca autorki, Jamesa Cumminga, który był malarzem. Po śmierci ojca autorka odkrywała nieznane fakty z jego młodości (m.in. tajemnicze zaginięcie i adopcję). Próbuje zrozumieć milczenie ojca i jego skomplikowaną tożsamość. Analiza obrazów staje się metodą na zrozumienie jego milczenia i „zobaczenie” go na nowo. Spojrzenie na twórczość Ruisdaela czy Fabritiusa jest dla niej formą żałoby. Szukała w nich odpowiedzi na pytanie, jak światło i cień budują naszą pamięć o bliskich. Łączy historię sztuki z kruchą naturą ludzkiego życia.
Śmierć Fabritiusa to dla Cumming metafora nagłej straty, która – podobnie jak w przypadku jej ojca – przecina życie, zostawiając po artyście jedynie fragmenty i domysły. Dodatkowo Fabritius poślubił "dziewczynę z sąsiedztwa", ale w wieku dwudziestu jeden lat był już wdowcem i stracił troje dzieci. Prawdopodobnie nie musiał już wyobrażać sobie żalu, bowiem go po prostu znał.
Choć współcześni widzieli w nim tylko sprawnego perspektywistę, my dziś dostrzegamy w jego pracach takich jak słynny Szczygieł czy Widok Delft, niemal fotograficzną czujność i odwagę w operowaniu czystym światłem. Autorka splata historię nielicznych ocalałych obrazów Fabritiusa z intymną biografią własnego ojca, malarza, oraz własnym dorastaniem w cieniu wielkiej sztuki holenderskiej. Cumming pisze o tym, jak obrazy stają się dla nas „drugim domem” i jak
tragedia z 1654 roku na zawsze zmieniła bieg
historii malarstwa, odbierając nam być może największego geniusza tamtej
epoki. Tytułowy "grom" jest więc zarówno rzeczywisty, jak i metaforyczny. To lektura, w której smutek łączy się ze sztuką. Polecam.
Laura Cumming, Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci, Wydawnictwo Literackie, wydanie 2026, tytuł oryg.: Tunderclap: A Memoir of Art and Life and Sudden Death, przełożyła Anna Sak, okładka twarda, stron 326.
Autobiografia Streisand to książka, w której artystka opisuje swoje życie osobiste i zawodowe. Ta obszerna, wydana pod koniec 2023 r. (w Polsce w 2026 r. przez wydawnictwo Marginesy) pozycja, licząca niemal 1000 stron, ku mojemu zaskoczeniu - szczerze opisuje jej życie – od trudnego dzieciństwa w Brooklynie, przez karierę muzyczną i filmową, po prywatne relacje.
Pisze w niej: Myślę że kiedy ktoś zyskuje sławę, staje się własnością publiczną, jest obiektem do badania, fotografowania, analizowania, rozkładania na czynniki pierwsze i w większości przypadków nie rozpoznaje osoby, którą odmalowują. Nigdy do tego nie przywykłam i staram się nie czytać nic z tego, co o mnie piszą.
Przez 40 lat wydawcy prosili ją, żeby napisała książkę. Odmawiała, bowiem zawsze wolała żyć chwilą obecną, zamiast rozgrzebywać przeszłość. W końcu zaczęła pisać. Zajęło jej to 10 lat, jednocześnie bowiem realizowała inne zobowiązania, takie jak nagrywanie i wydawanie płyt. Próbowała przywołać w pamięci rzeczy, które zdarzały się bardzo dawno temu. Na szczęście prowadziła dzienniki, które okazały się bezcenne i pomocne. Często jednak, jak przyznaje, podczas pisania nie przypominała sobie całej danej historii. Aktorką chciała zostać od dziecka. Podobno sukces zmienia człowieka, ale jej zdaniem tak naprawdę sprawia, że stajesz się bardziej tym, kim jesteś. Uważała, że jest dość przeciętna, choć urodziła się z dobrym głosem. Od zawsze zadawała mnóstwo pytań, wyraża wiele opinii i mówi, co myśli, choć czasem miewa z tego powodu problemy. Nigdy nie należała do bardzo towarzyskich osób. Czas wolny spędza w domu z mężem i psami, czasem zaprasza rodzinę i przyjaciół na kolację, film. Uwielbia malować i godzinami fotografować swój ogród, a ponieważ nie wychodzi zbyt często, zapomina kim jest dla świata zewnętrznego.
Nienawidzi kłamstwa, być może dlatego, że w dzieciństwie ją okłamywano. Nigdy nie poznała swojego ojca i nie zachowały się żadne fotografie, na których trzyma ją, gdy jest niemowlęciem. Jej ojciec, Emanuel Streisand, był człowiekiem wyjątkowym, nauczycielem który życie poświęcił edukacji. Zmarł w tragicznych okoliczności mając zaledwie 35 lat. Jej matka w wieku 34 lat została wdową z dwójką małych dzieci: Sheldon miał 9 lat, a Barbra 15 miesięcy. Po śmierci ojca, matki nie było stać na mieszkanie i wprowadzili się do jej rodziców. Jej dziadkowie mieli małe mieszkanie z jedną sypialnią, w której teraz musiało się pomieścić pięć osób. Nie mieli telewizora, siedzieli i słuchali razem radia, a Barbra bawiła się pod stołem, gdzie czuła się bezpiecznie. Jako mała dziewczynka lubiła obserwować, być niewidoczną, śledzić to, co dzieje się wokół. W dzieciństwie cierpiała na anemię. Nigdy nie lubiła koloru ciemnoniebieskiego, była bardzo niecierpliwa i nigdy nie nauczyła się dobrych manier, zawsze miała bardzo silną wolę. Po raz drugi jej matka wyszła za mąż za Louisa Kinda, gdy Barbara miała 8 lat. Nienawidziła ojczyma, ale pokochała młodszą siostrę Roslyn Kind. Nie podobało jej się, że ojczym źle traktował mamę i nigdy z nią nie rozmawiał. Ojczym miał zresztą trójkę własnych dzieci. Barbry nie dostrzegał, nie interesował się nią, nigdy nie udało jej się zdobyć jego aprobaty i uczucia, bez względu na to, co robiła. Uważa, że są w dzieciństwie chwile które wpływają na to, kim się staniesz, kształtują twoje życie na zawsze. Nie mogła polegać na swojej mamie, która z nią nie rozmawiała. Nie była z matką związana emocjonalnie. Cierpiała na szumy uszne, których przyczyna była nieznana i nie ma na nią lekarstwa. Od dzieciństwa miała liczne lęki, z którymi radziła sobie samotnie.
Mając 14 lat po raz pierwszy pojawiła się na Broadwayu na sztuce i odkryła miłość do filmu. Chciała zostać aktorką od poważnych ról. Lubiła sprawdzać granicę, ale nie potrafiła znieść upokorzenia i wstydu. Uwielbiała świat fantazji, który był dla niej o wiele barwniejszy niż wszystko czego doświadczyła. Nie lubiła rzeczywistości w liceum, była odmieńcem, nigdy nie czuła się w pełni komfortowo na lekcjach, chociaż miała doskonałe oceny i była pilną uczennicą. Odkąd pamiętała interesowała się sztuką dramatyczną, lubiła też bawić się makijażem. Od dzieciństwa wiele rzeczy robiła po swojemu. Zawsze była bardzo niezależna, choć nie umiała gotować, ale lubiła piec. Zanim wyjechała z domu skończyła 15 lat.
Barbra opowiada o swoim życiu osobistym i zawodowym, poszczególnych etapach kariery - począwszy od młodej dziewczyny, która lubiła śpiewać na korytarzu w kamienicy, aż po sławę i popularność, która powstała na bazie filmów i nagrywanych albumów piosenek. Książka jest autoironiczna i szczera, porusza wspominane już tematy emocjonalnego chłodu matki oraz straty ojca. Pozycja zawiera kulisy życia prywatnego i artystycznego jednej z niewielu laureatek nagród EGOT (Emmy, Grammy, Oscar, Tony).
W autobiografii poznajemy obraz osoby o bardzo konkretnych, czasem obsesyjnych pasjach. Barbra poza muzyką, najbardziej kocha projektowanie wnętrz. W książce pisała, że proces budowania i urządzania domu daje jej taką samą
satysfakcję jak reżyserowanie filmu. Ma obsesję na punkcie estetyki, lubi, gdy wszystko do siebie pasuje - od koloru ścian po odcień kwiatów w ogrodzie. Wybiera jasne, stonowane barwy, które dają jej poczucie spokoju. Nie ukrywa też, że kocha jeść, psy rasy Coton du Tulear, spędzać czas w ogrodzie (istnieje nawet odmiana róży "Barbra Streisand"), domowe zacisze. Poza tym lubi mieć ostatnie słowo i kontrolować swój wizerunek. Podkreśla, że w życiu, ważna była dla niej wierność sobie. To książka, którą można również odczytywać jako bezcenny zapis historii show-biznesu, wypełniona anegdotami o największych nazwiskach XX wieku, a pisana z perspektywy kobiety, która była w samym centrum wydarzeń.
Zdrada Isengardu, opublikowana w 1989 roku, jest siódmym tomem w serii zatytułowanej Historia Śródziemia, w której analizie poddano nieopublikowane rękopisy J.R.R. Tolkiena. Jest to również drugi tom, który dokumentuje proces powstawania Władcy Pierścieni.
Christopher Tolkien przypomina, że w Powrocie Cienia udało mu się doprowadzić historię do momentu kiedy Drużyna Pierścienia stanęła przed grobowcem Balina. Tom został zatytułowany Zdrada Isengardu, ponieważ taki tytuł Księgi trzeciej, pierwszej księgi Dwóch Wież, J.R.R. Tolkien zaproponował w liście do Ryanera Unwina w 1953 roku. Historia powstawania Władcy Pierścieni ma tendencję do narzucania własnego tempa, nie toczy się płynnie i prezentuje zawiłości rozwijającej się struktury powieści. Książka ma charakter głównie opisowy i próbuje wyjaśnić, dlaczego narracja powieści ewoluowała w taki, a nie inny sposób. W miarę postępów prac nad Władcą Pierścieni, początkowe szkice stworzone przez J.R.R. Tolkiena, stają się coraz trudniejsze do odczytania. Syn Tolkiena jednak nie wahał się przed podjęciem próby zaprezentowania nawet tych najmniej czytelnych notatek, choć zachowany tekst czasami jest usiany wielokropkami i znakami zapytania.
W książce w dalszym ciągu, podobnie tak jak w poprzednich tomach, można przeczytać komentarze, analizy zarysy, schematy czasowe i notatki twórcy Władcy Pierścieni. Analizowane są też rozważane przez Tolkiena odpowiedzi na różne zadawane pytania, problemy, a nawet różne szkice poszczególnych wydarzeń. Kartki są często niedatowane, zapiski powstawały na różnych materiałach, atramentem, często ołówkiem, wielokrotnie były skreślane i poprawiane. Analizie poddane zostały podobieństwa i różnice w poszczególnych notatkach, które ukazywały się pod różnymi tytułami. Zachowały się też zupełnie odmienne zapiski w brudnopisach oraz obszerne partie nowych wersji, które pod wieloma względami osiągnęły jednak formę ostateczną. Istnieją też różne zapisy części rozmów poszczególnych bohaterów. Mogło istnieć nawet kilkanaście wersji jakiegoś fragmentu i szczegółowe prześledzenie późniejszych dziejów różnych rozdziałów nastręczało Christopherowi Tolkienowi wiele trudności. Różne są też schematy czasowe wprowadzane przez J.R.R. Tolkiena do historii Władcy Pierścieni. Chronologia kolejnych ruchów bohaterów pełne są poprawek i jak sugeruje Ch. Tolkien należy je rozpatrywać łącznie z innymi chronologiami tego okresu. Autor tego tomu zaznacza czy zachował się rękopis danego rozdziału, z której fazy, z jaką liczbą poprawek, jak datowanych, zaznacza zmiany imion, opisów, nazw geograficznych. Zwraca uwagę, że często strony z rękopisów były przez J.R.R. Tolkiena poprawiane, ale zachowane lub też odrzucone i zastępowane. Zaznacza również strukturalne wewnętrzne zmiany porządku rozdziału, wypowiadanie nawet poszczególnych słów przez bohaterów, wzmianki różnego autoramentu. Powstawały nowe zarysy narracyjne, szkicowe i napisane szybko często na obu stronach kartek, nowe wersje fabuł. Niektóre fragmenty były przekreślane ołówkiem, niedbale zapisane, czasami o stopień jedynie wyraźniejszy od prowizorycznych szkiców, które ojciec Christophera sporządzał na różnych etapach pracy. Wydaje się że Tolkien miał różne koncepcje dotyczące różnych przygód i zapisywał je niezależnie często od siebie.
Powstały też różne wersje piosenki na przykład o trollu, która zachowała się w trzech odrębnych starannie napisanych wersjach, nie licząc bardzo szkicowych prób i dopiero wersja trzecia została włączona do rękopisu. Syn Tolkiena zaznacza również, że żaden wiersz jego ojca nie miał równie długiej i złożonej historii, jak ten który zatytułował Wędrówka. Ostatecznie ukazał się jako dwa całkowicie odrębne poematy z których jeden był piosenką, którą Bilbo śpiewał w Rivendell.
Warto wspomnieć, że tom
ten obejmuje etap pisania odpowiadający częściom Drużyny Pierścienia i Dwóch wież – od opuszczenia Morii przez Drużynę, poprzez wizytę w
Lothlórien i spotkanie z Entami, aż po rozmowę z królem Théodenem w
Rohanie. Możemy poznać między innymi wczesne koncepcje postaci Galadrieli i historię Gondoru; przemianę Trottera w Aragorna, pierwotne, skrajnie odmienne wersje spotkania Aragorna z Éowiną (Tolkien rozważał scenariusz, w którym Aragorn i Éowina biorą ślub), ewolucję mapy Śródziemia i geografii nowych krain na południe od Gór Mglistych, ewolucję postaci Sarumana i jego zdrady.
Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien, Zdrada Isengardu. Historia "Władcy Pierścieni". Część 2, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2026, cykl: Historia Śródziemia, tom 7, tytuł oryg: The Treason of Isengard. The History of The Lord of the Rings. Part Two, przekład: Maria Gębicka-Frąc, Cezary Frąc, oprawa twarda z obwolutą, stron 600.
Stefano Zuffi, Rafael. Zbliżenia, wydawnictwo Arkady, wydanie 2024, tytuł oryginalny: Rafael in Detail, tłumaczenie: Bożena Mierzejewska, oprawa twarda, stron 224.
To kolejny tom antologii klasycznych opowiadań grozy, jaki ukazał się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Nie czytałam wszystkich, ale lubię takie powroty do klasyki literatury popularnej. Mimo grubości, książkę czyta się niezwykle szybko. To niewątpliwie zasługa zastosowania odpowiedniej wielkości czcionki i doskonałego rozmieszczenia tekstu na stronie.
Autorzy opowiadań, jakie znalazły się w tym tomie to: Sabine Baring-Goud (1834-1924), Gilbert K. Chesterton (1874-1936), David Herbert Lawrence (1885-1930), Richard Marsh (1857-1915), Rosa Mulholland (1841-1921), Dinah Maria Mulock (1826-1887), Roger Pater (1874-1936). W opowiadaniu Straceńczy kielich Rogera Patera mowa jest o kielichu, który przywieziono do Anglii podczas rewolucji francuskiej. W schowku opowiada o księdzu, który musi się ukrywać z powodu grożącego mu niebezpieczeństwa w schowku w domu u jednej z rodzin. Tytułowe A Porta Inferi (łac. brama piekieł) nawiązuje do motywu przejścia między światem żywych, a światem nadprzyrodzonym. Fabuła Skarb Sióstr Niebieskich koncentruje się wokół skarbu należącego do tajemniczego zgromadzenia. Mustafa autorstwa Sabine Baring-Goulda to wiktoriańska opowieść o duchach osadzona w Egipcie. W Tajemnicy zawodowej mamy do czynienia z niecodzienną konwersacją, a w Margery z Quether z elementami wampirycznymi. Pan Anastasius to opowiadanie autorstwa Dinah Marii Mulock, koncentrujące się na winie, odkupieniu i surowych konsekwencjach złych wyborów. Komplet szachów Richarda Marsha opowiada o figurach szachowych, które ożywają. Opowiadanie D.H.Lawrence Ugoszczone duchy opowiada o domostwie nawiedzonym przez duchy, które nie sieją jednak grozy. Najciekawsze wydają mi się jednak wyraziste opowiadania G.K. Chesterona, który posługuje się paradoksem, absurdem oraz kreuje surrealistyczne wizje.
Owe krótkie formy literackie, które zostały zawarte w tomie, odegrały sporą role w popularyzacji literatury z gatunku grozy. Przedstawią zwięzłe, pozbawione wątków pobocznych, ale intensywne i pełne niepokoju w odbiorze historie. Polecam.
Ugoszczone duchy. Antologia opowiadań grozy, wydawnictwo Zysk i -Ska, wydanie 2026, wybór i opracowanie: Tadeusz Zysk, tłumaczenie: Jerzy Łoziński, oprawa twarda, stron 616.
Nie należy do tej książki podchodzić, jak do książki naukowej, mimo że napisała ją historyczka sztuki, która przez dziesięć lat pracowała w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego. To książka popularyzatorska, skierowana do szerokiego grona odbiorców, mająca za zadanie przybliżyć życie artystki i założycielki IWP - Wandy Telakowskiej (1905-1985). Złożyły się na nią wycinki z życia, odtworzenie faktów z punktu widzenia zastosowania czasu teraźniejszego, toteż książkę czyta się bardzo dobrze, niemal jak powieść. Wielkim atutem jest publikowana baza ikonograficzna, na którą złożyły się zdjęcia z archiwum prywatnego i zawodowego, dokumenty, plakaty, ilustracje, zapisane karteczki.
Wanda Telakowska tworzyła barwne drzeworyty, pracowała jako nauczycielka w oficjalnym i konspiracyjnym szkolnictwie, była jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiego wzornictwa powojennego. Uważała, że piękno nie powinno być zarezerwowane tylko dla elit, ale dostępne powszechnie, zakorzenione w tradycji ludowej i obecne w przedmiotach domowego użytku. W okresie dwudziestolecia międzywojennego była bywalczynią słynnej Ziemiańskiej. Poznała Jarosława Iwaszkiewicza, Antoniego Słonimskiego, Janinę Konarską, Irenę Krzywicką, Zofię Stryjeńską, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Juliana Tuwima, Halinę Poświatowską. Do jej sztambucha wpisali się między innymi Julian Tuwim i Stefan Starzyński. W 1950 roku doprowadziła do powstania Instytutu Wzornictwa Przemysłowego (IWP) w Warszawie. Telakowskiej zawdzięczamy przede wszystkim stworzenie fundamentów nowoczesnego polskiego wzornictwa przemysłowego. To dzięki niej projektowanie przestało być traktowane jako niszowa sztuka, a stało się kluczowym elementem przemysłu.
Prywatnie nigdy nie wyszła za mąż, choć miała kilku adoratorów. Jej największą miłością okazało się wzornictwo. Uchodziła za osobę apodyktyczną, wizjonerkę, którą cechowało specyficzne, kąśliwe poczucie humoru i której brakowało cierpliwości do bylejakości. Sprzeciwiała się tworzeniu przedmiotów dekoracyjnych, które nie mają funkcji. Rzehak przywołuje liczne anegdoty i cięte riposty Telakowskiej. Pokazuje również jej pragmatyzm i umiejętność lawirowania w powojennej, nowej rzeczywistości. Główną zasadą działania Telakowskiej była dewiza „Piękno na co dzień dla każdego”. Polecam lekturę.
Katarzyna Rzehak, Wanda Telakowska, wydawnictwo Marginesy, okładka twarda, stron 256.