Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty

20 listopada 2018

Jenika Snow, Jordan Marie, Mikołaj na zamówienie.


Kupiłam, bo w okolicach świąt Bożego Narodzenia uwielbiam książki w tymże klimacie. Za wiele nie mogę napisać. Od seksu do miłości. Tania i owszem, ale cienka. Czytanie zajęło mi wczoraj godzinę. 3/4 książki to opis gorących scenek z nieznajomym, żadnej fabuły, żadnych dramatów, żadnych mądrości oraz brak klimatu Bożego Narodzenia nie licząc owego Mikołaja i umieszczenia akcji w okolicach grudniowych świąt. I to pisały dwie autorki... chyba na kolanie. Nic więcej nie napiszę, bo nie ma po prostu o czym. 


11 listopada 2017

W. Bruce Cameron, Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta.



Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta W. Bruce’a Camerona to idealna opowieść dla wielbicieli zwierząt i romantycznych uniesień. Powieść idealnie wpisuje się również w jesienną i zimową porę roku oraz okres świąt Bożego Narodzenia. 

Narratorem jest John Michaels, który mieszka samotnie w rodzinnym domu w górskiej miejscowości Evergreen w Kolorado. Jego dziewczyna zostawiła go parę miesięcy wcześniej i zniszczyła jego pewność siebie. 


Pewnego dnia, niespełna dwa miesiące przed zimowymi świętami,  niespodziewanie zostaje poproszony przez sąsiada o opiekę nad psem. John jest przerażony, nigdy nie miał psa i nie wie jak się zajmować zwierzęciem. Zostaje jednak przez nieczułego znajomego postawiony przed faktem dokonanym, więc nie ma w zasadzie innego wyjścia. John zostaje wyrwany siłą ze swojej zamkniętej skorupy. Szybko okazuje się, że pies to suczka o imieniu Lucy i w dodatku spodziewająca się szczeniaków. Jak się okazuje rozwiązanie ma nastąpić niebawem. W skutek nieprzewidzianych okoliczności John zostaje opiekunem nie tylko Lucy, ale pięciu szczeniaków. Stara się szukać porady zarówno u weterynarza, jak i w schronisku, którego pracownica Kerri szczególnie pomaga Johnowi. 

To urocza i pogodna opowieść o niesfornych szczeniakach, potulnej Lucy oraz rodzącym się uczuciu między dwojgiem ludzi, działających w tej samej sprawie.  John nie wiedział do tej pory, że posiadanie zwierząt wpływa na zupełnie odmienne nastawienie do świata, miłości i radości, jakie można czerpać z każdego dnia. 

Książka pełna humoru, trudnych lekcji i ducha świąt Bożego Narodzenia. To dobra świąteczna powieść i udana lektura dla miłośników psów.



W. Bruce Cameron , Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta, Wydawnictwo Kobiece, wydanie listopad 2017, tytuł oryginalny: The Dogs of Christmas, tłumaczenie: Edyta Świerczyńska, okładka miękka, stron 296.

2 marca 2016

Elaine DePrince, Michaela DePrince, Wytańczyć marzenia.




Michaela DePrice nazywała się niegdyś Mabinty Bangura i mieszkała w Sierra Leone w Afryce. Urodziła się w roku 1995 z chorobą skórną zwaną bielactwem. Wówczas wojna domowa trwała już z górą trzy lata (od 1991 roku). Dla rodziców, którzy pobrali się z miłości była upragnionym, a jak się okazało jedynym dzieckiem. Ojciec pracujący w kopalniach diamentów, wbrew opinii brata Abdullaha, uczył ją czytać  i liczyć. Gdy miała cztery lata, straciła najpierw ojca. Prawem szarijatu to wuj stał się dla niej i matki opiekunem. Przeprowadziły się do jego domu, a gdy matka odmówiła poślubienia go, ten zgotował im życie w strachu i pogardzie. Potem wskutek choroby zmarła matka, a wuj Abdullach oddał dziewczynkę do sierocińca. Tu otrzymała numer 27. Ze względu na swoją chorobę skóry doznała wielu krzywd, nazywana była „dzieckiem diabła”, „dziewczyną lampartem”. Nauczycielka Sara mawiała wówczas do niej, że tylko ignoranci i ludzie zabobonni będą przejmować się twoimi cętkami. Papa Andrew próbuje wysłać was wszystkich do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tam umieszczą cię u mamy i papy, którzy nie będą zwracali uwagi na twoje cętki. Będzie ich obchodzić tylko Twoja głowa. (s. 49-50) Pewnego dnia dziewczynka znalazła gazetę, a w nim zdjęcie baleriny. Nauczycielka Sara odpowiedziała jej potem na nurtujące pytania. Postanowiła, że pewnego dnia zatańczy jak ta pani na fotografii. 


Pewnego dnia rebelianci zmusili wszystkich do opuszczenia sierocińca. Dyrektor ośrodka nadal poszukiwał nowych rodziców dla dzieci. Dziewczynka była proponowana dwudziestu rodzinom, aż w końcu wraz z Mabinty Suma została zaadoptowana przez białą rodzinę, Elaine i Charlesa DePrince’ów. Od razu zgodnie z życzeniem małej dziewczynki, po przybyciu do Stanów Zjednoczonych, zapisano ją na zajęcia baletowe. Dostały też nowe, pierwsze imiona Mia i Michaela. Potem przez tych samych rodziców została adoptowana Mariel. Wszystkie trzy uczęszczały do szkoły baletowej, ale tylko Michaela robiła najlepsze postępy.

Wytańczyć marzenia to wspomnienia, które zostały spisane przez mamę i córkę w roku 2014, kiedy Michaela miała 15 lat. Balet stał się wielką namiętnością dla dziewczynki, a jej kariera rozwija się bardzo szybko. To rodzicie udzielali jej potrzebnego wsparcia, dostarczali energii do działania i finansowo pomagali w spełnieniu marzeń. Jak sama przyznaje balet jest źródłem jej sukcesu w życiu, mimo że to właśnie w świecie baletu odkryła, czym jest nietolerancja wobec innego koloru skóry. Wiele czasu zajęło jej nauczenie się, jak ignorować zazdrość i nietolerancję.


Michaela wyrosła na dziewczynkę wrażliwą na krzywdy innych. Swoje przyjecie urodzinowe wykorzystała do zebrania zamiast prezentów, puszek dla banku żywności (826 kilogramów puszek z żywnością). Wszystkich trzech dziewczynek nie opuszczały jednak lęki. Przez dłuższy okres czasu bały się małp, fajerwerków, ubrań moro, psów, podniesionych męskich głosów. Wszystkie zaznały wielkiej miłości od rodziców i rodzeństwa. 

Wytańczyć marzenia to słodka i urocza historia opowiedziana językiem prostym i dziecinnym. Jest jednak książką interesującą, wzruszającą i sympatyczną. Pomimo trudnych przeżyć, Michaela DePrice nie pozwala czytelnikowi litować się nad sobą, za to pokazuje, czym jest dla niej szczęście. Nie jestem jednak pewna czy będąc czterolatką mogła zapamiętać tak wiele opisanych w książce szczegółów. Na pewno jest to niemal gotowy scenariusz na film, jeśli potraktować życie Michaeli w kategoriach spełnienia amerykańskiego snu.



Elaine DePrince, Michaela DePrince, Wytańczyć marzenia, Wydawnictwo Kobiece, wydanie 2016, tłumaczenie: Alicja Laskowska, oprawa miękka, stron 272.

20 stycznia 2016

Marie-Morgane Le Moël, Cała prawda o Francuzkach.




Cała prawda o Francuzkach autorstwa Marie-Morgane Le Moël, to książka, która ukaże się w lutym, ale wydawnictwo skrupulatnie zadbało, aby było o niej już teraz głośno. Na blogach pojawiły się entuzjastyczne opinie skrzętnie kopiowane na portale i obdarowywane odpowiednią liczbą rewelacyjnych gwiazdek. Nie ma to jak właściwy PR. Oczywiście swój egzemplarz również zawdzięczam propozycji, która napłynęła od wydawnictwa. Po przeczytaniu kilku poradników wersji francuskiej, które nota bene mi się podobały, ciągle jednak tkwiło we mnie pytanie, jakie w końcu są Francuzki. 

Marie-Morgane Le Moël stara się rozprawić z powstałymi stereotypami. Autorka na bazie kontekstów literackich, historycznych, filmowych i prasowych poddaje wiwisekcji życie Francuzek.  Pokazuje jak powstały stereotypy, kiedy się narodziły, z jakich powodów, a przede wszystkim rozdziela plotki, półprawdy i prawdy. Tam, gdzie trzeba broni Francuzek jak lwica, neguje schematy, jasno tłumaczy niedociągnięcia w powstałych obrazach. Potrafi również twardo stać na swoim stanowisku. Niejednokrotnie powołuje się na dane liczbowe i procentowe.


Marie-Morgane Le Moël kreśli Francuzkę, jako kobietę, która przede wszystkim uwielbia krytykować. A już myślałam, że to tylko stereotyp wyłączny dla Polaków. Proszę, czekała mnie niespodzianka, bo naród francuski poddaje krytyce prawie wszystko. Autorka przedstawia kobiety, których wizerunki rozsławiły Francję, między innymi: Brigitte Bardot, Sophie Marceau, Carole Bouquet, Edith Piaf, Joannę d’Arc, Eleonorę Akwitańską, Katarzynę Medycejską, Olympe de Gouges, Marie de Lafayette, George Sand, Coco Chanel. Kreśli również statystyczny tok życia każdej z Francuzek dając jej najpopularniejsze imię w kraju Marie. Na kilku stronach poznajemy wyimaginowane życie przeciętnej kobiety od narodzin, poprzez dzieciństwo, dojrzewanie, pierwsze kontakty seksualne, używki, pełnoletniość, szkoły i studia, pracę, małżeństwo i jego kryzysy, aż po starość i śmierć. 

Autorka pokazuje życie Francuzek biorąc pod uwagę współczesną politykę, rolę poszczególnych jednostek w historii i panującej mody. Zaznacza, że pierwsza kobieta została merem w Paryżu dopiero w 2014 roku, a prawa wyborcze dla kobiet w całym kraju zostały przyznane dopiero w 1944 roku. Zdaniem Marie-Morgane Le Moël Francuzki nadal nie zyskują pełni akceptacji w świecie mężczyzn: to oni zajmują najważniejsze stanowiska w firmach, a kobiety zdane są na uszczypliwe uwagi w miejscach pracy. Analizuje wybrane biogramy i zastanawia się, czy kobiety mają dziś jakikolwiek wpływ na społeczeństwo.

Marie-Morgane Le Moël zajmuje się również postrzeganiem Francuzek poprzez pryzmat kochanki, żony, matki i partnerki. Poddaje interpretacji grę w uwodzenie, która we Francji począwszy od średniowiecza ma długą tradycję. Porusza także kwestie związane z życiem seksualnym Francuzek. Odwołuje się do danych statystycznych mówiących o liczbie partnerów seksualnych i opowiada o klubach dla swingersów. Stara się także pokazać konteksty literackie, które stworzyły obraz Francuzki jako kobiety wyzwolonej. Mowa jest o kochankach i podejściu do kwestii niewierności małżeńskiej. W tym wszystkim znajdzie również miejsce na wytłumaczenie czytelnikowi, dlaczego Francuzki mają szyk.

Książka to pewnego rodzaju dłuższy felieton publicystyczny podzielony na rozdziały. Gdyby nie liczne odniesienia autorki do literatury, historii i filmów, które mi się najbardziej podobały, to niewątpliwie lektura straciłaby wiele na swoim uroku. Same odniesienia do świata politycznego i współczesnych plotek, kto z kim, statystyk, gazetowych artykułów otwarcie porównuję do pudelkowych wieści. Pomimo, że Marie-Morgane Le Moël próbuje walczyć z powstałymi stereotypami, to jednak nie do końca osiąga w tym cel. Owszem udało jej się jasno pokazać jak owe stereotypy powstawały. Nie potrafiła jednak do końca rozliczyć się ze współczesnym postrzeganiem Francuzek w takim, a nie innym świetle. Czy rzeczywiście pokazała całą prawdę o Francuzkach, to już wnikliwy czytelnik sam osądzić powinien.
 


Marie-Morgane Le Moël, Cała prawda o Francuzkach, Wydawnictwo Kobiece, wydanie 2016, tłumaczenie Edyta Świerczyńska, stron 272.

Marie-Morgane Le Moël studiowała literaturoznawstwo, filologię angielską, nauki polityczne i dziennikarstwo. W latach 2007-2012 była australijską korespondentką międzynarodowego miesięcznika „Le Monde” i radia RFI, prowadząc serwis informacyjny w Oceanii. Pracowała również przy tworzeniu francuskiego programu dla stacji SBS. Pod koniec 2012 roku wróciła do Francji. Obecnie pracuje jako dziennikarka we francuskiej agencji prasowej AFP.