16 lutego 2014

Emily Brontë, Wichrowe wzgórza.



Wichrowe wzgórza. Książka i różnej maści ekranizacje, z których niewątpliwie najbliższa mojemu sercu zawsze już pozostanie ta z roku 1992 w reżyserii Petera  Kosminsky’ego podwójną rolą Juliette Binoche i Ralpha Fiennes. Ale dziś nie o filmie, ale o książce i w dodatku nowym przekładzie. Nie ma tu raczej większego sensu przedstawiać tego, o czym jest powieść, bo i tak wszyscy to wiedzą. Ten kto nie czytał jeszcze, jako zwolenniczka literatury tego gatunku, mogę z całego serca polecić. To powieść, którą można pokochać, do której się wraca i która mimo upływu lat, albo jak kto woli – wieków, znajduje nadal rzesze wielbicieli.  Fabuła jest mroczna, tajemnicza, zwodnicza, mroczna, pełna grozy, ze specyficznym, charakterystycznym humorem.
Za nowy przekład odpowiada Piotr Grzesik, który jak zaznaczył w posłowie przetłumaczył ją z potrzeby serca, a nie na zamówienie. Dotąd polski czytelnik znał Wichrowe wzgórza z przekładu Janiny Sujkowskiej. Pierwsze wydanie ukazało się w roku 1929 pod tytułem Szatańska miłość, a dopiero kolejne, już powojenne wydania nosiły tytuł Wichrowe wzgórza. Piotr Grzesik nie dokonał tłumaczenia nazw siedzib na język polski. Mamy więc Wuthering Heights na określenie majątku (domu wraz z przyległą ziemią) oraz Thrushcross Grange zamiast Drozdowego gniazda. Nie ma już Katarzyny czy Katy - jest Catherine lub Cathy i występuje też Joseph, a nie Józef. Tłumacz też zastosował dialekt, co jest atutem tego przekładu. Cały przekład co prawda zachowuje klimat zapamiętany i oddany w przekładzie Janiny Sujkowskiej, ale niestety nie zachwyca i nie wzbudza entuzjazmu. 
Przyznam się jednak, że mimo wszystko przyzwyczajona jestem do wersji Janiny Sułkowskiej, starej, ale subtelnej, plastycznej i oprawionej pięknym językiem polskim. Nie mogę o tym powiedzieć w przypadku przekładu zaprezentowanego przez Piotra Grzesika. Nie wiem czemu, ale czytając nowy przekład miejscami nie było gładko, ale pod górkę. Chropowatość, toporność, brak polotu i twardość tłumaczenia niestety daje się odczuć. Nie ma tu już pięknej polszczyzny. Miałam też wrażenie, że szyk wyrazów powinien być zupełnie inny w danym zdaniu. Czytelnik wyczuje podstawowe błędy językowe. Dosłowne tłumaczenie nie zawsze się sprawdza. Moim skromnym zdaniem nie jest to fortunny przekład, ale chyba nikt w moim wyobrażeniu nie dorówna przekładowi Wichrowych wzgórz Janiny Sujkowskiej. Nie omieszkałam oczywiście pokusić się o fotograficzne porównania powieści w wyżej wzmiankowanych tłumaczeniach.



Emily Brontë, Wichrowe wzgórza, wydawnictwo MG, wydanie 2014, przełożył i posłowiem opatrzył Piotr Grzesik, okładka miękka, stron 448.


Piotr GRZESIK - pisarz (proza "Na przedmieściach" – Wydawnictwo Baran i Suszczyński, 1997 r. – wyróżnienie w konkursie Fundacji Kultury Polskiej – Promocja Najnowszej Literatury Polskiej – 1997 r., "Karmasutra" – Wydawnictwo Baran i Suszczyński, 1999 r., "Księga Nieurodzaju" – Wydawnictwo Krakowska Alternatywa, 2001 r.); twórca muzyki (założyciel grupy–projektu KLANDESTEIN w 1993 roku – płyta "Planet Tiger", 2001 r., autor płyt solowych: "Cykl", 1993 r., "Feary Tales", 1999 r., "Melanhole", 2000 r.; te wymienione powyżej, a także wiele innych prac literackich (m.in. cykl prozy podróżniczo–krajoznawczej "Miejsca"), muzycznych (dziesiątki nowszych nagrań KLANDESTEIN) oraz fotograficznych.
 
 
 
[edit] 2022 r. - To nie jest dobra opinia. Nie wiedziałam, nie znałam się, nie szukałam przyczyn wszystkiego. Dziś wiem więcej, czemu tak, a nie inaczej. Zabiorę się jeszcze raz za książkę, a wówczas być może powstanie opinia na nowo....
 

10 lutego 2014

Józef Marecki, Lucyna Rotter, Jak czytać wizerunki świętych. Leksykon atrybutów i symboli hagiograficznych.


Jak czytać wizerunki świętych autorstwa Józefa Mareckiego i Lucyny Rotter to książka, która jest leksykonem atrybutów i symboli hagiograficznych. Pozycja została zaopatrzona w ponad czterysta grafik ilustrujących owe symbole oraz w indeks atrybutów i spis wybranej bibliografii, które można odnaleźć na końcu. Nie jest to pozycja, którą czyta się do poduszki i od początku do końca. Znajdziemy tu jednak niezbędne informacje pomocne w poszukiwaniu wiadomości o świętych, błogosławionych czy postaciach biblijnych, które wielokrotnie w przeszłości były przedstawiane w różnych formach sztuki. Spotkamy je zarówno w rzeźbie, płaskorzeźbie, grafice jak i malarstwie. Każdą z tych osób w danym przedstawieniu można rozpoznać za pomocą jej przypisywanych atrybutów, które nawiązują do życia, męczeństwa i powstałej legendy i bywają niezrozumiałe w odbiorze bez dostatecznych wiadomości. Nie oznacza to jednak, że jeden atrybut dotyczy jedynie jednej osoby i że jedna osoba nie ma przypisanych ich więcej. W rozpoznaniu tychże atrybutów i przedstawień świętych pomaga czytelnikowi powyższa pozycja. Leksykon przybliża symbole hagiograficzne, rozszyfrowuje ich znaczenie i nawiązanie do życia danej postaci.

Święty Antoni z Padwy przedstawiany z tonsurą, w habicie franciszkańskim przepasanym sznurem z widocznymi trzema węzłami i w sandałach na nogach. Jego atrybutami jak wskazuje leksykon są: chleb, chłopiec, Dzieciątko Jezus, księga, lilia, osioł, płomieniste serce lub sam płomień, ryba[1]. Czytelnik dowie się z pozycji również, że Dzieciątko Jezus nawiązuje do mistycznych przeżyć świętego Antoniego z Padwy; lilia to symbol czystości; płomieniste serce – symbol gorliwości; księga – symbol nauki i wykładowcy teologii. 
Święty Antoni z Padwy z Dzieciątkiem,
Bartolomé Esteban Murillo, ok. 1665
Święta Katarzyna Aleksandryjska przedstawiana jest w stroju królewskim z takimi atrybutami jak: anioł lub anioły; Dziecię Jezus nakładające na jej palec pierścień; filozofowie; koło tortur; korona w ręku lub podtrzymywana przez anioła; krzyż; księga; lilia; miecz; palma męczeństwa; piorun; tarcza z nazwami nauk; kwiat; postać Maksencjusza; lampa oliwna lub naczynie na oliwę[2]. Jak donosi leksykon Katarzyna nawróciła na chrześcijaństwo filozofów z dworu wielkorządcy cesarskiego Galeriusza Maksymiliana. Ten ostatni jednak wtrącił ją do więzienia i poddał torturom między innymi łamano ja kołem. Maksymilian kazał Katarzynę ściąć mieczem. Według legendy, tam, gdzie spadła głowa świętej, wyrosły kwiaty. Krzyż i lampa oliwna oznaczają trwanie przy wierze w Chrystusa, lampa jest też symbolem roztropności, czujności i gotowości (przypowieść o pannach roztropnych i głupich)[3]
Święta Katarzyna Aleksandryjska, Caravaggio, 1595-96
Z książki można również przyswoić sobie wiedzę na temat mniej znanych postaci. Znikome wiadomości posiadałam o świętym Jaropełku, który żył w XI wieku, jego atrybutami jest krzyż prawosławny, który przypomina o jego gorliwej wierze i święty Piotr[4]. A zupełnie nic już nie wiedziałam o świętej Parascewie Młodszej żyjącej też w XI wieku, która żyła samotnie na pustyni jordańskiej. Jej atrybutami są krzyż symbolizujący życie pełne pokuty i umartwień, zwój, jako znak rozmyślania nad Słowem Bożym i oczy na misie symbolizujące uzdrowienia ze ślepoty, jakie miały miejsce przy grobie świętej[5]. Oczywiście nie omieszkałam odnaleźć również swoich imion i rodziny. Święta Beata żyła na przełomie II i III wieku i pochodziła z Afryki, choć poniosła śmierć męczeńską na terenie Hiszpanii lub we Francji. Uważana jest jednak często za postać fikcyjną. Jej atrybutami są kajdany i palma męczeństwa[6]. Moje drugie imię nawiązuje do świętej Barbary, żyjącej na przełomie III i IV wieku, która po złożeniu czystości została zamknięta i głodzona przez ojca w wieży. Po wymierzeniu chłosty została ścięta w Nikomedii w 306 roku. Do jej atrybutów w przedstawieniach należą między innymi: wieża; anioł z palmą męczeństwa; pawie lub strusie pióra nawiązujące do chłosty; armata i kule armatnie, które wskazują na to, że święta jest patronką ludwisarzy, artylerzystów i górników.

Więcej o atrybutach (skąd się wzięły, cóż to takiego atrybuty ogólne i indywidualne, podział tematyczny atrybutów) czytelnik przeczyta we wstępie do leksykonu, który został napisany przez Autorów. To książka, która na pewno jest skarbnicą wiadomości o świętych, błogosławionych i postaciach wiodących świątobliwe życie. Leksykon staje się pomocny dla badaczy symboliki chrześcijańskiej, dla artystów, hagiografów oraz znawców duchowości chrześcijańskiej, a także dla tych wszystkich, którzy pragną zidentyfikować bezimiennych świętych spoglądających z obrazów

[1] J.Marecki, L.Rotter, Jak czytać wizerunki świętych. Leksykon atrybutów i symboli hagiograficznych, Kraków 2014, s. 73. 
[2] Tamże, s. 469. 
[3] Tamże, s. 470. 
[4] Tamże, s. 413. 
[5] Tamże, s. 653. 
[6] Tamże, s. 106.


Józef Marecki, Lucyna Rotter, Jak czytać wizerunki świętych. Leksykon atrybutów i symboli hagiograficznych, wydawnictwo Universitas, wydanie drugie uzup. 2013, format B5, oprawa twarda z obwolutą, stron 906.

* w opinii zawarto przykładowe dzieła sztuki

4 lutego 2014

Zofia Tołstoj, Pamiętniki.


Pamiętniki Zofii Tołstoj z domu Bers (1844 – 1919) to niesamowita lektura i wspaniałe źródło wiedzy o życiu codziennym końca XIX wieku i początku XX wieku. Trudno się od tej książki oderwać i w zasadzie, gdy nie czytałam, to myśli krążyły wśród zapisków żony Tołstoja. Wyszła za niego w wieku zaledwie osiemnastu lat. Była wówczas szczęśliwa, pełna nadziei, naiwna, niewinna. Wychodziła za mąż za starszego o szesnaście lat mężczyznę, który miał za sobą doświadczenia życiowe. Co więcej jeszcze przed ślubem nie omieszkał Zofii powiadomić o swojej rozpustnej przeszłości, dając jej do przeczytania swoje pamiętniki. Lektura ich wyrządziła młodej dziewczynie wielką krzywdę. Czuła się zbrukana, brudna i zazdrosna o męża, kiedy ten wyjeżdżał gdzieś bez niej.  Przeczytane zapiski męża spowodowały to, już niedługo po ślubie, że: /…/ Zaczęłam nie ufać jego miłości. Gdy mnie całuje, myślę sobie: nie pierwszy raz jest zakochany[1]
 
Zofia Tołstoj, źr. Wikipedia

Pierwsze lata po zawarciu związku małżeńskiego były dla młodziutkiej zofii bardzo trudne. Nie mogła się przyzwyczaić do surowego i nieokrzesanego obejścia męża, do ciszy i samotności, jaką zaznała w nowym miejscu w Jasnej Polanie. Ciągłe płacze, nudzi się, tęskni za liczna rodziną, oprócz grania na fortepianie i robótkowych prac nie podejmuje żadnych codziennych zajęć, jest apatyczna, przyznaje, że brak jej zapału do pracy, życia, gospodarstwa, wydaje się jej, że niedługo umrze, ma skłonności do depresji i histerii. Smutek i łzy towarzyszy jej całe życie. Co więcej, Tołstoj gasi radość żony, zadręcza ją, że go nie kocha. Poza niektórymi przyjemnymi okresami w życiu, przez lata Zofia nie zaznaje od niego ani współczucia, ani dobrego, szczerego słowa od serca.  11 października 1862 roku Zofia pisze: Z każdym dniem staje się coraz chłodniejszy, ja przeciwnie – coraz bardziej go kocham. Wkrótce, jeżeli, będzie taki oziębły, nie będę mogła tego znieść[2].  Po latach 8 października 1891 roku czytamy z kolei: gdyby mnie spytano, co jest głównym źródłem mego zmartwienia, powiedziałabym, że brak jakiejkolwiek miłości ze strony Lowoczki, który nie tylko ignoruje mnie teraz zupełnie i jedynie zadręcza, lecz w ogóle nigdy mnie nie kochał. Widać to we wszystkim: w jego obojętności wobec rodziny, dzieci i naszych spraw, wobec ich życia i wychowania[3]. Zofia Andrejewna cieszy się nawet z małego zainteresowania ze strony męża. W zapiskach z 10 marca 1899 można przeczytać: 28 lutego zachorowałam na influenzę i przeleżała osiem dni. Były komplikacje – zapalenie w szczycie lewego płuca. /…/ Kiedyś o trzeciej w nocy Lowoczka pobiegł sam po doktora Usowa. Miałam silną gorączkę, dusiłam się. Cieszyła mnie, że Lowoczka zląkł się, że mu na mnie zależy.[4] Warto od razu nadmienić, że Zofia skrzętnie notuje choroby członków rodziny i zalecenia lekarskie w czasie leczenia. Martwi się o zdrowie dzieci i męża. Pod 1 i 2 stycznia 1895 roku czytamy, że Lowa rozpoczął kurację elektrycznością[5]. 8 lutego 1898 roku pisze: Lew Nikolajewicz znów narzeka na złe samopoczucie. Bolą go plecy i cały dzień ma mdłości. Jak on się strasznie odżywia! Dziś jadł grzyby solone, marynowane, dotowany susz owocowy (wszystko to razem wywołuje ferment w żołądku), a nic pożywnego - więc chudnie[6]

Lew Tołstoj z żoną i synem, między 1870 a 1890 r., foto: źr. Wikipedia
Tołstoj właściwie pozostawia Zofii Andrejewnie wszystkie sprawy na głowie. Dla niego najważniejsze jest pisanie, lud i sława. Zofia musi radzić sobie sama, przygnieciona jest tym ciężarem obowiązków, a kolejne kłótnie z mężem coraz bardziej ją przygnębiają w tak mocny sposób, że czasami jej nie opuszczają myśli samobójcze. 30 listopada 1897 roku Zofia pisze: Teraz znów w pierwszej chwili chciałam odebrać sobie życie, potem chciałam gdzieś wyjechać, potem grałam na fortepianie około pięciu godzin, zmęczyłam się, cały dzień nic nie jadłam i zasnęłam w salonie tak, jak się śpi tylko przy wielkim zmartwieniu lub podnieceniu – jak kamień.[7] 21 lipca 1891 roku pisze: Nagadaliśmy sobie moc przykrych rzeczy. Wyrzucałam mu żądzę sławy, próżność, on krzyczał, że mi są potrzebne ruble i że głupszej i chciwszej kobiety w życiu nie spotkał. Wypomniałam mu, że mnie całe życie poniżał, bo nie miał nigdy do czynienia z porządnymi kobietami; on mi zarzucał, że za te pieniądze, które dostaję psuje tylko dzieci… W końcu zaczął krzyczeć: „Idź sobie, idź sobie!”/…/ Pamiętam, że w młodości po kłótni zawsze chciałam się zabić, ale czułam, że nie mogę, dziś natomiast zrobiłabym to, ale mnie uratował przypadek.[8] W zapiskach z dnia 28 października 1910 roku czytamy: dowiedziawszy się od Saszy i z listu o ucieczce Lwa Nikołajewicza, rzuciłam się w rozpaczy do stawu. Niestety wyciągnęli mnie Sasza i Bułgakow![9]

Zofia Tołstoj, 1885 roku
Nie podobają się na początku Tołstojowej również intymne zbliżenia z mężem. 9 października 1862 roku pisze: /…/ Coś ciąży nade mną. Wciąż mi się zdaje, że wkrótce umrę. Teraz jest to dziwne, bo mam męża, słyszę jak śpi; a jednak czuję strach, jestem sama. Nie pozwala mi się zbliżyć do siebie i to mnie martwi. Wstrętne są te wszystkie sprawy fizyczne[10]. W zapiskach z 25 stycznia 1891 roku czytamy jednak: Więc teraz, gdy kobieta, która długo zamykała oczy na to wszystko, sama zaczyna odczuwać tę potrzebę, mija tamta serdeczna, sentymentalna miłość i kobieta staje się taka sama – to jest w pewnych okresach jej stosunek do męża jest namiętny i wtedy żąda od niego zaspokojenia. Biada jej, jeżeli do tego czasu przestał ją kochać, i biada jemu, jeżeli nie jest już w stanie zaspokoić jej żądań.[11] W kolejnych latach na świat przychodzą dzieci, a jest ich całkiem spora gromadka (trzynaścioro, acz tylko ośmioro dożyło wieku dorosłego). Zofia martwi się, aby nie zajść w kolejną ciążę. Potem głęboko przeżywa śmierć swoich dzieci, choroby pozostałych, boleje nad ich charakterami, uczynkami i postępowaniem. W zapiskach z 8 stycznia 1895 roku znaleźć można: Wczoraj Andriusza, Misza i Sasza byli na zabawie dziecięcej u Glebowow, a Wania w gorączce cały wieczór męczył się u mnie na kolanach. Bardzo mi było żal odbierać mu tę rozrywkę. Przedtem chorował na grypę i już trzeci tydzień jest bez powietrza. Walka ze starszymi chłopcami, żeby ich przyzwyczaić do spełniania obowiązków, staje się ponad moje siły, a ból, który mi sprawiają stale tą walką, zupełnie odwraca od nich moje serce. Wszystko to boli, tak samo jak boli patrzenie na bezsensowną ruinę Iiji, niemoralne życie Sierioży, chorobę Lowy, staropanieństwo córek i ledwo pełgający płomyk życia w biednym, kochanym Waniczce[12]. 13 lipca 1897 roku pisze: Tania dostała odpowiedź od Suchotina, widocznie pisze jej szereg tych banalnych, czułych słów, którymi uwiódł już tyle kobiet. Dziś płakałyśmy z Maszą nad szaloną, ślepą miłością Tani[13]

Żona i mąż
W życiu Zofii bywały jednak też i chwile radości. Lubiła jak w Jasnej Polanie zbierała się cała rodzina, spędzano wspólnie wieczory na rozmowach, słuchano muzyki. Zofia zajmowała się też korektą dzieł swego męża,  walczyła dzielnie o zdjęcie cenzury z Sonaty Kreutzerowskiej (była w tej sprawie u cesarza i została przyjęta przez cesarzową), przepisywała też pamiętniki Lwa Nikołajewicza. 15 grudnia 1890 roku Zofia pisze: Wszystkie jego pamiętniki są przesycone tym samoubóstwieniem. Zdumiewające, że dla niego ludzie istnieli tylko w tej mierze, w jakiej go obchodzili. A kobiety? Dziś przyłapałam się na bardzo brzydkim uczuciu. Przepisuję jego pamiętnik jak pijak, zachłystując się, a pijaństwo moje polega na zazdrosnym wzburzeniu tam, gdzie mowa o kobietach[14]. Z czasem jednak Lew Tołstoj, nie chcąc wprowadzać w swoje tajemnice żony, zaczął wyręczać się w córkami. W zapiskach z 11 lutego 1891 roku można przeczytać: Kilka razy wspominał, że mu przykro, że je przepisuję, a ja sobie myślę: no to cierp, skoroś tak paskudnie żył[15]. Mimo, że w Jasnej Polanie ciągle bywali goście, Zofia nie przepadała za wszystkimi. Wrogo nastawiona była wobec „ciemnych” – zwolenników Tołstoja. Zapiski jej to także odzwierciedlenie ówczesnego świata – życia codziennego, podróży, otrzymywanych i pisanych listów, a także aktualnej pogody (Zofia zaznacza temperaturę, czy panuje duchota, czy jest skwar czy zamieć). Znajdziemy też tu krótkie opisy przyrody. 

W kręgu rodziny i przyjaciół, 1888.
Pamiętniki Zofii Tołstoj to wspaniała lektura. Obserwujemy, bowiem jak radosna i niewinna młoda dziewczyna, przeistacza się w surową i pełną wewnętrznej rozpaczy i wiecznych pretensji, rozgoryczoną kobietę dźwigającą trudy dnia codziennego i znoszącą chłód męża. Ważne są tu przypisy umieszczone niestety na końcu książki. Bez nich trudno byłoby zrozumieć niektóre wydarzenia, czy pojawiające się imiona i nazwiska. Tołstojowie przeżyli wspólnie 48 lat. Razem, a jednak mimo to osobno. Zupełnie niedobrani, ranili siebie, terroryzowali. W notatce z 14 grudnia 1890 roku czytamy: przepisałam dziś pamiętniki Lowoczki do tego miejsca, w którym mówi: „Nie ma miłości, jest cielesna potrzeba obcowania i duchowa potrzeba towarzyszki życia”. O, gdybym przeczytała to jego zdanie 29 lat temu, za nic nie wyszłabym za niego![16]


[1] Zofia Tołstoj, Pamiętniki, Warszawa 2014, s. 17. 
[2] Tamże, s. 18. 
[3] Tamże, s. 139. 
[4] Tamże, s. 280. 
[5] Tamże, s. 146. 
[6] Tamże, s. 221. 
[7] Tamże, s. 207. 
[8] Tamże, s. 131. 
[9] Tamże, s. 407. Cale zajście widziane z perspektywy Bułgakowa można przeczytać w przypisie. 
[10] Tamże, s. 18. 
[11] Tamże, s. 97. 
[12] Tamże, s. 147. 
[13] Tamże, s. 169. 
[14] Tamże, s. 83. 
[15] Tamże, s. 101. 
[16] Tamże, s. 82.


Zofia Tołstoj, Pamiętniki, Dom Wydawniczy PWN, styczeń 2014, tłumaczenie: Maria Leśniewska, oprawa twarda, stron 520.