10 sierpnia 2011

Debbie Macomber, Wiktoriańska herbaciarnia.

Ten kto pamięta jeszcze niedawno recenzowaną książkę Debbie Macomber Hotel na rozdrożu, który po nią sięgnął, następnie przeczytał z przyjemnością, ten będzie usatysfakcjonowany. Parę dni temu premierę miała kolejna powieść opowiadająca o dalszych losach mieszkańców Zatoki Cedrów.

Nadal poznajemy perypetie ludzi z małego miasteczka Cedar Cove. W ostatnich tygodniach słychać jedynie plotki na temat pożaru w restauracji Latarnia Morska należącej do młodego małżeństwa Justine i Setha. Trwa śledztwo prowadzone przez szeryfa i prywatnego detektywa Roya McAfree, a poszlaki wskazują na zwolnionego parę dni przed pożarem chłopaka Allison Cox – Ansona, który w dodatku zniknął. Napięta sytuacja powoduje oddalenie się od siebie Justine i Setha. Kobieta ma zupełnie odmienne plany związane z pogorzeliskiem niż mąż, a w dodatku nagabuje ją jej były kochanek Warren. W tej części poznajemy bliżej perypetie Linette McAfree i Cala Washburn. Rozczarowania z powodu synów przeżywają Charlotte i Ben Rhodesowie. Cecillia i Ian są szczęśliwi, ale czeka ich ważne powzięcie ważnej i trudnej decyzji, podobnie jak Rachel z zakładu fryzjerskiego, która nadal przyjaźni się z córką Brusa. Maryellen i Jon Bowman oczekują drugiego szczęśliwego rozwiązania, a z odsieczą przybywają wbrew woli Jona jego rodzice. 

Konwencja powieści została utrzymana. Ponownie mamy do czynienia z mnogością wątków i bohaterów. Czasami nie byłam jednak zadowolona, że Autorka tak pobieżnie zajęła się niektórymi z nich. Każdy, bowiem nadawałby się na osobną dłuższą opowieść. Po za tym owe powieści niechybnie nadają się na scenariusz jakiegoś serialu obyczajowego. Bohaterowie powieści ponownie stanęli przed trudnymi sprawami. Mowa jest o miłości małżeńskiej i rodzicielskiej, wybaczeniu, zaufaniu i wierze pokładanej w drugiego człowiek. Do przeczytania książki dodatkowo zachęca prześliczna okładka. Jak najbardziej lektura nadająca się na wakacyjne leżakowanie.


Wydawnictwo MIRA/ Harlequin, premiera 05.08. 2011, powieść obyczajowa, okładka miękka, stron 336.

recenzja - Hotel na rozdrożu

8 sierpnia 2011

Marcia Willett, Letni domek.

Wydawnictwo Replika zyskuje w moich oczach coraz bardziej. Tym razem pokusiło się o wydanie książek Marcii Willett. Pierwsza z powieści jest Letni domek (Summer house), którą ta miałam przyjemność przeczytać w ostatnich dniach. Nie owijając w bawełnę, książka jak najbardziej zasługuje na przeczytanie. Z czym jednak kojarzy Wam się tytuł i okładka wybrana przez internautów (też na nią głosowałam)? Mnie z sielskością, romantycznymi duszami, jakimś kochaniem w tle, nastrojem rodem Ani z Zielonego Wzgórza gdzie wszystko jest happy. Nic bardziej mylnego. Primo to żaden romans, choć o miłości w różnych jej odmianach jest tu mowa, secundo to bardzo dobra powieść obyczajowa opowiadająca o pewnym wycinku z życia pewnych ludzi.

Właściwie nie ma głównego bohatera, ponieważ autorka w sposób subtelny nakreśla życie poszczególnych osób. Każda z nich ma własne problemy mniejsze lub większe, z którymi się boryka w dniu codziennym. Zagmatwane jest życie rodzeństwa Matta i Im, którzy stracili w dzieciństwie ojca w Afganistanie. Smutne było życie ich matki, która nie pogodziła się ze stratami bliskich jej sercu osób. Wychowani właściwie przez Lottie czuli się bardzo dobrze w Rezydencji, której częścią składową był Letni Domek. Właścicielem Rezydencji był rozwiedziony Milo, którego była żona jest siostrą rodzoną Lottie, a kochanką starsza sąsiadka. Milo i obdarzona mądrością Lottie to po prostu przyjaciele. Spadkobiercą jest z kolei nieroztropny Nick, który pokłócony z żoną mąci w głowie Imorgen. Pogmatwane? Rzeczywiście, ale to tylko krótki zarys opowieści. Matt pisarz jak do tej pory jednej powieści, przez całe życie czuje, że kogoś stracił. Pewnego dnia po śmierci matki odkrywa skrzynkę, w której znajduje swoje zdjęcia, ale nie przypomina sobie żadnych rzeczy, które na nim są. Decyzja Im i Julesa sprawia, że Matt staje się właścicielem Letniego Domku, gdzie znajduje klucz do przeszłości.

Nie mam zamiaru Wam wszystkiego opisywać. Historia jest po prostu wspaniale przez Autorkę zarysowana. Emocje stopniowane są powoli, a z kart książki bije ciepło, spokój i przede wszystkim normalność. Oprócz więzów opartych na miłości, zaufaniu, przyjaźni, które łączą są jeszcze tajemnice przeszłości. Nie ma tu żadnej nachalności, jest raczej dyskretny urok i czar, który jest zauważalny od pierwszych stron. Tłem do akcji jest wspaniale opisany krajobraz prowincjonalnej miejscowości. Nie wiadomo, kiedy dotarłam do ostatniego akapitu. Marcia Willett prawdziwie potrafi pisać.  


Wydawnictwo Replika, przeł. Agnieszka Podruczna, okładka miękka, Zakrzewo  2011, stron 348.


strona na facebooku
STRONA AUTORKI
Marcia Willett

5 sierpnia 2011

Cecelia Ahern, P.S. Kocham Cię!


Jakiś czas wielki temu wszyscy zachwycali się tą książką. Obiecałam sobie, że kupię. Okazja nadarzyła się wkrótce po postanowieniu, kiedy obok książki miałam i Zwierciadło. Niedawno ukazała się w tej gazecie zresztą ponownie. Książka oczywiście najpierw musiała się lata „wystać”, abym mogła po nią sięgnąć z własnego pragnienia. Ku świadomości wszystkich od razu piszę, że nie widziałam do tej pory filmu. Tak, ominęło mnie to. Teraz oczywiście chcę obejrzeć, jak tylko dorwę i będzie ku temu czas sposobny, co pewnie szybko nie nadejdzie.  

Książkę zapewne znacie, wiec za wiele się rozpisywać nie będę. Faktem jest, że nie zawiodłam się pozytywnymi opiniami o niej. Cecelia Ahern świetnie nakreśliła fabułę. Czytelnik poznaje trzydziestoletnią Holly, mieszkankę Dublinu, która zaledwie parę tygodni temu została wdową po wyczerpującej chorobie męża. Obecnie nie potrafi sobie poradzić z nowym życiem, ponieważ od szkoły średniej zawsze był przy niej Gerry. Mąż jednak wiedział, co będzie przeżywać młoda kobieta i zostawia jej dziesięć listów, które, Holly powinna otwierać każdego miesiąca. Jak okazuje się życie niesie ze sobą wiele niespodzianek. Kobieta nie pozostaje jednak sama. Wokół siebie ma grono przyjaciół na dobre i na złe oraz rodzinę, mającą swoje wewnętrzne bolączki.

To dobra, zabawna, optymistyczna powieść. Cecelia Ahern napisała książkę ku pokrzepieniu serc, pokazując, że świat nie kończy się na śmierci najbliższej sercu osoby. Nie piszę, że powieść jest naiwna, przewidywalna i z happy endem. Po co? W tym wypadku wszystko ze sobą współgra, a Autorka nakreśliła w lekki sposób, czemu nie należy się poddawać po śmierć małżonka. W Polsce oczywiście podejście do żałoby jest zupełnie inne, z czego trzeba zdawać sobie sprawę czytając książkę. To dobra powieść jak dla młodej pisarki.

Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2010, oprawa miękka, stron 456