
Koniec XIX wieku. Poznajcie Emmę Chandler, młodą, odważną, samodzielną kobietę, którą po stracie rodziców, wychowały ciotki. To pod ich okiem dorastała, przyswajała wspaniale wartości i zasady. Żadna z ciotek nie założyła własnej rodziny. Obydwie były charakterne, stanowcze, a jednocześnie pełne ciepła i nigdy nie odmawiały pomocy. To one pozwoliły też, aby zupełnie nieznany i zaniedbany chłopiec, sierota, którego pewnego dnia odnalazła Emma, mógł z nimi zamieszkać. Malachi Shaw pomimo upływu lat od opuszczenia Emmy i jej ciotek, nadal utrzymywał z nimi kontakt. Gdy więc otrzymuje wzywający go telegram, niezwłocznie bierze urlop i udaje się w daleką drogę. Emma to przecież jego Anioł, z którym łączy go szczególna, niepodlegająca zerwaniu więź. Jej osiągnięcia i upór fascynują i są godne naśladowania. Postanowiła zakupić zrujnowany teren i stworzyć miejsce, będące schronieniem dla maltretowanych, zagubionych i gnębionych przez mężczyzn kobiet. Tylko, że tej małej, kobiecej społeczności zagraża obecnie niebezpieczeństwo z zewnątrz.
Malachi jest silny, odważny i potrafił sprzeciwić się na początku wrogo do niego nastawionym kobietom. No cóż, na zaufanie trzeba zasłużyć, a właściwie wszystkie były zranione wcześniej przez mężczyzn. Przed Malachim jest więc kilka wyzwań: znaleźć tego, który zagraża bezpieczeństwu Harper’s Station, chronić Emmę i …. chronić siebie przed urokiem Emmy. To ostatnie w ogóle nie należy do zadań łatwych, bowiem Emma jest kobietą piękną, która nie boi się do niego w chwilach słabości przytulać. Malachi w takich sytuacjach zaciska szczękę i zazwyczaj wznosi oczy ku niebu. Jest niezawodny, lojalny, opiekuńczy, powściągliwy w okazywaniu uczuć i oczywiście przystojny.
Odniesień do wiary, wartości chrześcijańskich i Biblii jest w tej książce oczywiście bardzo wiele. W Harper’s Station jest przecież kościół, z pobliskiej miejscowości dojeżdża wtedy kiedy trzeba pastor, odbywają się nabożeństwa, a bohaterowie odmawiają dłuższe lub krótsze modlitwy.
Autorka stworzyła powieść wyważoną pod względem szybkości akcji, budzącej się miłości, poważnych i mniej poważnych scen oraz lekcji biblijnych. Mamy dwa punkty widzenia, co zawsze podoba mi się w powieściach. Warto wspomnieć o szerokiej warstwie bohaterów drugoplanowych. Ciotki to moje ulubione postacie z grona starszych pań. Nie zapominam jednak o Helen i Tori. Przypuszczam, że niektóre z nich w kolejnych powieściach cyklu staną się pierwszoplanowymi. Odnotowałam też detale tła historycznego, obyczajowego i społecznego. Autorka zwraca uwagę między innymi na kurz, brud i pogodę.
Wspaniale zarysowana została inicjatywa powstania Kolonii Harper’s Station przeznaczonej pierwotnie tylko dla kobiet. Wszystko zawrze może jednak ulec zmianie. Wydaje się, że każdy z losów kobiet jest szczególny, warty uwagi, choć większości dotyczy nadużycia siły i zepsucia ze strony mężczyzn. Sensacyjna zagadka trzyma w napięciu i aż do rozwiązania jest zupełnie tajemnicza i niejasna. To dobrze przemyślana i napisana fabuła, do której pasują wplecione w odpowiednie miejsca treści duchowe. Z pewnością polubicie postacie Emmy i Malachiego oraz będziecie z zainteresowaniem śledzić ich perypetie w powieści. To ciepła i wartościowa powieść, którą warto przeczytać.
Karen Witemeyer, Niezłomne serca, wydawnictwo Dreams, wydanie 2021, tytuł oryg.; No Other Will Do, tłumaczenie: Magdalena Peterson, cykl: Kolonia Harper’s Station, t .1, tytuł oryg.; Ladies of Harper’s Station #1, okładka miękka, stron 404.

