13 września 2012

Johanna Lindsey, Kusicielka.

Czy pamiętacie jeszcze moją opinię na temat książki  Czułego drania Johanny Lindsey? Jeżeli tak i przeczytaliście już książkę, na pewno ucieszy Was kontynuacja przygód rodziny Malorych i Andersonów w kolejnej powieści tejże Autorki, jaka ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki. Od razu uprzedzam, że bez poprzedniej powieści, Kusicielka straci dla czytającego cały swój urok.

Ponownie akcja powieści dzieje się na dwóch kontynentach. Jest 1819 i mija niemal rok od wydarzeń opisanych w Czułym draniu. George spodziewa się na dniach pierwszego dziecka i wizyty swoich pięciu braci Andersonów. Jej mąż James Malory nie za bardzo jest z tego powodu zadowolony mimo to akceptuje decyzje żony. Aby wspomóc Georginę, do domu Melorych na jakiś czas wprowadza się bratanica Jamesa, Amy. Dziewczyna nie może doczekać się przyjazdu braci Andersonów, a szczególnie jednego z nich, w którym zakochała się przy okazji ostatniej ich wizyty w Londynie. Znając z opowieści przeszłość Warrena Andersona i mając do dyspozycji jedynie krótki czas pobytu braci, decyduje się jak najszybciej i otwarcie zdobyć jego serce. Surowy kapitan jest oszołomiony i zszokowany gadatliwością Amy i jej podtekstami wypowiadanymi w rozmowach i uparcie odpycha od siebie młodą dziewczynę. Amy nie ma jednak absolutnie zamiaru się poddać. Jest bezczelna i bezwstydna do granic możliwości dobrego wychowania, ma niesamowite poczucie humoru i wie, czego chce. Warren to typ faceta twardego, nieustępliwego, zranionego, i wybuchowego. Ponownie Autorka serwuje czytelnikowi swoistą mieszankę wybuchową.

To druga książka Lindsey podczas czytania, której śmiałam się w głos i od której nie mogłam się oderwać. Świetne tłumaczenie, błyskotliwe dialogi, klarownie i z pomysłem sprecyzowana fabuła, wyraziście i oryginalnie zarysowane indywidualności – to wszystko sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie i z wielką przyjemnością. Kolejnym pozytywem jest to, że Autorka potrafiła napisać znakomitą kontynuację Czułego drania i bez wprowadzania nowych postaci opowiedzieć kolejną historię romansu na tle rodzinnych niesnasek Malorych i Andersonów. Twórczość Lindsey jest również świadectwem na to, że można napisać świetną książkę z wątkiem romansowym emanującym pożądaniem, bez zbędnego zagłębiania się w sferę łóżka.

Jak dla mnie Lindsey pisze prawdziwe perełki gatunku, które gwarantują świetną zabawę.
 
 
Johanna Lindsey, Kusicielka, wydawnictwo Świat Książki, wydanie 5 września 2012, tłumaczenie: Hanna Kulczycka - Rymuza, oprawa miękka, stron 352.

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Oczywiście:)))Przecież piszę o tym:)

      Usuń
  2. Nie.... Romanse nie są dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę zwrócić na tę autorkę uwagę... chociaż romansów nie czytam, to jednak, przekonałaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Romanse Johanny Lindsey, zwłaszcza te historyczne, są naprawdę świetne! Czytałam kilka i spędziłam urocze chwile w ich towarzystwie:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do tej Autorki już zupełnie się przekonałam, a dopiero za mną trzy książki. Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, czy samej Autorki. Myślę, że jedno i drugie:)
      Serdeczności

      Usuń
  5. Z chęcią sięgnę po tą książkę bo bardzo lubię romanse historyczne.

    Trochę odbiegając od tematu mam pewną anegdotę odnośnie tej pozycji. Moja młodsza siostra namiętnie ogląda Disney Channel, gdzie leci min. "Nie ma to jak hotel". W jednym z odcinków bohaterka czytała tą właśnie książkę (ta sama okładka i historia ;) ). Jak tylko zobaczyłam ją w nowo wydanych pozycjach od razu mi się skojarzyło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh moja znajomość filmów ;) Chodziło o film "Nie ma to jak statek" ;)

      Usuń
    2. Motyw statku w książce jak najbardziej się pojawia, zresztą w poprzedniej części również:)
      Serdeczności

      Usuń
  6. Chyba kiedyś nawet jakąś książkę Lindsey przeczytałam, ale nie pamiętam tytułu :) ta seria nawet mi się podoba, więc chętnie sięgnę, tylko te okładki zawsze na jedno kopyto :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, okładki mają najmniejsze znaczenie:)Choć niektórzy rzeczywiście zwracają uwagę na oprawę graficzną:)

      Usuń

Dziękuję bardzo za konstruktywne słowo pisane pozostawione na tym blogu. Nie zawsze mogę od razu odpowiedzieć, za co przepraszam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Prowadząca bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.