13 marca 2013

Rhys Bowen, Prawo panny Murphy.

Rhys Bowen stworzyła postać, której po prostu nie da się nie lubić. Panna Molly Murphy pochodząca z wioski Ballykillin w irlandzkim hrabstwie Mayo, nie należy do osóbek grzecznie ułożonych, ale pyskatych i nazbyt nieposłusznych, acz wielce inteligentnych i błyskotliwych. Mimo swoich dwudziestu dwóch lat nie wyszła za mąż, bo to nie jest szczytem jej marzeń. Pragnie osiągnąć w życiu coś więcej, a dzięki uczestniczeniu w lekcjach z pannami z wyższej sfery, zdobyła wiedzę, która jeszcze bardziej przyczyniła się do ukształtowania jej charakteru, marzeń i ambitnych planów. Mieszkała w rodzinnym domu dopóki nie miało miejsce feralne zdarzenie z paniczem Justinem. Pewna wszelkich obaw, pakuje niewielki tobołek i ucieka przed wymiarem sprawiedliwości do Anglii. Gdy zjawia się w Liverpoolu, być może to przypadek, a być może przeznaczenie sprawia, że spędza noc u Kathleen O’Connor, która prosi ją o pewną przysługę. Molly podszywa się pod nową znajomą, dostaje pod opiekę dwójkę dzieci i wyrusza w podróż przez ocean. Gdy jednak dociera do Ellis Island, nocą zostaje zamordowany jeden z pasażerów, a dziewczyna wraz z pewnym młodzieńcem stają się podejrzanymi o dokonanie zbrodni. Aby utwierdzić o swoich racjach przystojnego kapitana policji w Nowym Jorku, Daniela Sullivana, Molly rozpoczyna śledztwo na własną rękę.


Świetna kryminalna powieść w stylu retro, którą czyta się z wielką przyjemnością i na „jednym wydechu”. Rhys Bowen świadomie i z pełna premedytacją wprowadza czytelnika w świat imigrantów, przybyłych do Nowego Jorku w poszukiwaniu pracy i nowego, lepszego życia. Jest rok 1901, miasto rozrasta się w szybkim tempie, a Autorka przedstawia, w jakim kierunku ten rozwój biegnie. Odwiedzamy ciasne, brudne, robotnicze mieszkania w blokach; przestronne i bogate domy nuworyszy; dzielnice, które nie powinna odwiedzać pod żadnym pozorem samotna panna. Z drugiej strony Bowen dokonuje zarysu ówczesnych praw rządzących w świecie imigrantów skupionych w Nowym Jorku. Ciekawie odwzorowana została również podróż na statku trzecią klasą. Autorka nie zapomina również o ówczesnym ubiorze i spożywaniu pokarmów.

Książka od początku do końca trzyma czytelnika w napięciu. Spostrzeżenia i myśli panny Molly są trafne i niejednokrotnie wzbudzają uśmiech na twarzy czytelnika. Dialogi są bardzo dobrze skonstruowane, podobnie zresztą jak cała fabuła. Warto zaznaczyć, że jest to pierwsza część przygód Panny Molly. Kolejnego tomu serii, który zatytułowany jest Śmierć Rileya, nie mogę się już doczekać. Na okładce książki można doczytać, że Rhys Bowen za Prawo panny Murphy otrzymała w 2001 roku nagrodę Agatha Award, a Śmierć Rileya w 2002 roku znalazł się w finale tego konkursu. Na stronie Autorki odnalazłam książki, które do tej pory już się ukazały w serii. Mam nadzieję, że wkrótce wszystkie zawitają na polskim rynku. Jak najbardziej polecam!
 

Rhys Bowen, Prawo panny Murphy, Oficyna Noir Sur Blanc, luty 2013, Tytuł oryginału: Murphy's Law, tłumaczenie: Joanna Orłoś-Supeł, okładka miękka, stron  328.

Rhys Bowen to pseudonim literacki Janet Quin-Harkin, autorki ponad stu książek. Pisarka urodziła się w 1941 roku w Bath w Anglii, a obecnie mieszka z mężem i dziećmi w San Francisco. Pierwszą powieść opublikowała pod koniec lat dziewięćdziesiątych, wcześniej pracowała dla BBC i Australian TV. Dała się poznać serią książek o przygodach konstabla Evana Evansa, ale dopiero cykl o śledztwach Molly Murphy ugruntował jej pozycję jako mistrzyni kryminału w stylu retro. 


12 komentarzy:

  1. Ostatnio bardzo zainteresowały mnie kryminały w stylu retro. Chyba dlatego, że interesuje się historią i ten wątek w każdej książce mi się podoba, bez względu na gatunek. Z chęcią sięgnę po tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka dla mnie. Już kupiłam na allegro. Dzięki i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki retro bardzo lubię, a w dodatku, gdy są dobrze napisane to... podwójny powód do sympatii. Ładna okładka, a Twoje zdjęcie książkowo-kwiatowe czyni tę propozycję jeszcze bardziej ciekawą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, a książka jest napisana bardzo dobrze, choć też i pewnie przetłumaczona rownież w doskonały sposób.

      Usuń
  4. Uwielbiam wszystko, co retro (stąd też często bywam na Twoim blogu i po cichu podczytuję Twoje recenzje). Książka ląduje na liście "do przeczytania" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Planuję przeczytać, zdecydowanie moje klimaty :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojejku, zaczęłam żałować, że książka przeszła mi koło nosa ostatnio. Trudno, gdzieś ją jeszcze dopadnę, nie ulega to wątpliwości po Twojej recenzji.

    Beatko, po prostu nie mogę się nadziwić Twojemu tempu - czy ty jakieś kursy szybkiego czytania kończyłaś? Ja tu się zamartwiam, że w Królestwie Bożym bibliotek nie będzie, bo w książkach jednak sporo zła i przemocy, a może wystarczyłoby szybciej czytać... ech, dlaczego nie mam zmieniacza czasu?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, absolutnie nie skończyłam żadnych kursów, choć kiedyś rzeczywiście próbowałam się uczyć - bez rezultatu i frajdy. Czytam normalnie, w swoim tempie, wieczorami nie oglądam TV w ogóle, w związku z tym jak dzieciaki pójdą spać to czytam, piszę, czasami zarywam noce (nie polecam tego). No i obecnie jestem qurą domową bez pracy, co to ostatnie w ogóle mnie nie cieszy.
      Książki o przemocy, demonach, diabłach, gwałtach, krwawych jatkach etc. nie czytam, bo to już nie na moje nerwy.

      Usuń
    2. Ja co dzień gratuluję sobie w duszy nieposiadania telewizora w ogóle:)

      Przemoc, demony, etc. - wiadomo, ale pomyśl sama - czy niebiańska cenzura zaakceptowałaby taki "Szkarłatny płatek i biały", powieści historyczne, w których Henryk VIII morduje żonę za żoną (toć to też jatka) albo przepełnione pokrętnymi namiętnościami "Wichrowe Wzgórza"? No a jak tu bez nich przeżyć wieczność?:(

      Usuń
    3. powieści historyczne to już zupełnie odmienne strony medalu:) w mojej wypowiedzi chodziło mi bardziej o współczesne thrillery, horrory, które akurat są dla mnie nie do przyjęcia.

      Usuń
  7. Książkę właśnie czytam i już wiem, że przepadłam. Uwielbiam takie klimaty :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za konstruktywne słowo pisane pozostawione na tym blogu. Nie zawsze mogę od razu odpowiedzieć, za co przepraszam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Prowadząca bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.