16 lipca 2012

Maria Rodziewiczówna, Straszny dziadunio.

Strasznego dziadunia po raz pierwszy czytałam w liceum. Na pewno czytałam, bo wówczas na tapecie były wszystkie książki autorstwa Marii Rodziewiczówny, jakie wówczas dostępne były w bibliotece. Niektóre przeszły przez moje dłonie parokrotnie. To chyba były pierwsze książki, które na dobre wpoiły mi zainteresowanie XIX wiekiem, co mi pozostało już na stałe. Jak przypuszczam to były pierwsze książki, które w sposób subtelny opowiadały o budzącym się uczuciu między dwojgiem ludzi, co przyczyniło się w niemałym stopniu na powstaniu mojej romantycznej strony natury. Po latach z przyjemnością wróciłam do jednej z książek Rodziewiczówny.

Tytułowy Straszny dziadunio to Polikarp, dziadek młodego studenta Hieronima Białopiotrowicza i właściciel majątku Tepeniec w powiecie mozyrskim. Ruciowi niezbyt się układają stosunki z dziadek, ciągle panują między nimi niesnaski i nieporozumienia. Nie oznacza to jednak, że Polikarp nie troszczy się o swojego wnuka. Właściwie w dość ciekawy sposób kieruje jego życiem i funduje mu swoistą ścieżkę doświadczeń życiowych. Hieronim osierocony od najmłodszych lat musi dbać o siebie bez pomocy dziadka. Z kolei drugi wnuk, Albert skrzętnie wykorzystuje stronę finansową dziadka prowadząc dość rozrzutne i hulaszcze życie. Mimo to obaj są szpiegowani przez wysłanników dziadka. Wie o każdym ich posunięciu między innymi o uratowanej przez Hieronima z powodzi kilkuletniej Bronce, która mieszkała w Petersburgu wraz z Ruciem i jego przyjacielem. Dziad Polikarp nie byłby sobą, gdyby i w tej sprawie nie interweniował.

Powieść wydana po raz pierwszy w roku 1887 moim zdaniem pod względem zagadnień moralnych jest ponadczasowa. Znaleźć w niej można strony dobra i zła, które ścierają się ze sobą od wieków. Opowiada również o wartościach uniwersalnych. Książka napisana pięknym, starym i oryginalnym stylem zapewni przyjemnie spędzony wieczór i błogi uśmiech na ustach. Dla mnie klasyka gatunku.


Maria Rodziewiczówna, Straszny dziadunio, wydawnictwo Świat Książki, czerwiec 2012, oprawa miękka, stron 160.

12 komentarzy:

  1. To jedna z moich ulubionych książek Marii Rodziewiczówny.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym wrócić do niektórych:)

      Usuń
  2. Mówi się o niej, że to jedna z największych grafomanek w historii polskiej literatury, ale ja akurat mam do niej słabość - fajnie, że blogerzy jeszcze o niej pamiętają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam wobec tego grafomanki:) Dołęga- Mostowicz to grafoman? :)))

      Usuń
  3. Koniecznie muszę sięgnąć po coś autorstwa pani Rodziewiczówny - szczerze powiedziawszy, nawet o niej nie słyszałam. Czy uważasz, że na początek ,,Straszny dziadziunio" to dobry pomysł, czy może mogłabyś polecić mi coś innego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dobra książka na początek:)
      Ja jako pierwszą czytałam bodajże "Wrzos" albo "Dewajtis" i od tego się zaczęło:)

      Usuń
  4. Mam pełno Rodziewiczówny w domu, ale czytałam tylko "Między ustami a brzegiem pucharu", które zresztą lubię. Może uda mi się znaleźć chwilę na inne jej utwory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam właściwie nic oprócz tej, a szkoda. Należy to zmienić:)

      Usuń
  5. Wracam do tej książki co jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj to książka z mojego dzieciństwa. Uwielbiałam ją. Mój egzemplarz już jest bardzo sfatygowany:) muszę jednak przywieźć go od mamy z domu i sobie przypomnieć.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto do niektórych książek wracać właśnie ze względu na owe wartości ponadczasowe:)

      Usuń
  7. To jedna z książek mojego dzieciństwa. Chyba chciałam zrekompensować brak dziadków, których nie pamiętałam. Dobrze, że są wznowienia, bo tyle bylejakości dla młodzieży dzisiaj! Starszy sobie poradzi i wyselekcjonuje, a młodsi pójdą za modą. I tak z ciekawości - gdy pytałam moich szóstaczków na koniec, co chcieliby wyrzucić z kanonu lektur, padło tylko na "Księgę dżungli". Reszta im podobała, czyli nie jest źle. I tym optymistycznym akcentem...:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za konstruktywne słowo pisane pozostawione na tym blogu. Nie zawsze mogę od razu odpowiedzieć, za co przepraszam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Prowadząca bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.