26 sierpnia 2013

Lisa Wingate, Jezioro szczęścia.

Pisałam Wam już parokrotnie, że podobają mi się książki, w których akcja zawężona praktycznie do jednego miejsca i tylko do kilku bohaterów. Przepraszam, powtarzam się, ale to również tyczy się powieści Jezioro szczęścia autorstwa Lisy Wingate. Obok tego, kolejnym atutem tejże książki jest to, że nie ma w niej pośpiechu, Autorka powoli buduje napięcie. Niby wszystko jest dobrze, wydarzenia idą prawidłowym torem, ale w pewnym momencie czytelnik czuje po skorą, że coś niedobrego jeszcze będzie miało miejsce. Znakomitym zabiegiem okazało opowiedzenie historii z punktu widzenia dwóch osób. Chodzi o trzydziestoośmioletnią Andreę Henderson i mniej więcej w tym samym wieku Marta McClendona. Nie chodzi tu jednak o to, że poznajemy te same ujęcia, ale z innej perspektywy. Wcale nie. Opowieść Marta jest kontynuacją opowieści Andrei, a po niej znów do głosu dochodzi Mart. Tak się dzieje naprzemiennie poprzez zastosowanie podziału na rozdziały. Czytelnik poznaje ich myśli, uczucia, skrywane problemy, wątpliwości, obawy.  Ogólnie świetnie to wyszło. To też książka, w której Autorka z szacunkiem i wyczuciem pokazuje stronę wiary człowieka w Boga.

Jezioro szczęścia jest pierwszą powieścią Lisy Wingate, która została wydana w Polsce i jednocześnie pierwszą, która rozpoczyna cykl Moses Lake.  To senne, nadbrzeżne miasteczko w Teksasie, do którego po rozwodzie z mężem wróciła wraz z synem Andrea Henderson. To jej rodzinne okolice, w których mieszkają jej rodzice i siostra Meg z rodziną. To oni okazali się dla niej niewątpliwym wsparciem w trudnych chwilach po rozczarowaniu, jaki przyniósł szesnastoletni związek z Karlem. Wraz z synem zamieszkała w domku należącym do jej rodziców, a leżącym bezpośrednio nad jeziorem i rozpoczęła pracę w Służbach Ochrony Dziecka, która polegała na kontroli sytuacji dzieci zamieszkujących po drugiej stronie jeziora. Już pierwszego dnia nie dość, że ubrała się nieodpowiednio, to złapała gumę i a na niebezpiecznym odcinku drogi jedynym samochodem okazała się ciężarówka z podejrzanym typem w środku i małą, umorusaną dziewczynką siedzącą po stronie pasażera. W dodatku jej czternastolatek wpadł w niebagatelne kłopoty, a rankiem wizytę w domu złożył strażnik łowiecki Mart McClendon. Mimo mało sprzyjających okoliczności poznania, to Mart pomoże Andrei bliżej poznać nieznajomego z ciężarówki i rozwikłać sprawę dziewczynki.

Powieść jest pełna uroku, ale i rzeczywistości. To chyba dzięki plastycznym, żywym opisom przyrody oraz znakomicie przyciągającej uwagę czytelnika fabule. Lisa Wingate to kolejna Autorka, która należy do tej grupy pisarzy, którzy potrafią skromnymi środkami wyrazu pokazać rodzące się między dwojgiem ludzi uczucie.  Rzadka to obecnie przypadłość, bo znaczna większość autorów, miłość łączy jedynie z seksem. Tu emocje wibrują, ale Autorka nie mówi o wszystkim wprost, skupia się na myślach i odczuciach Andrei i Mata. W powieści znakomicie ujęty został również wątek Lena, samotnika, weterana wojny w Wietnamie, którego mieszkańcy darzą szacunkiem, ale z powodu mało humanitarnego prowadzenia się unikają jak mogą, i połączony z nim wątek małej Bridie. Jeżeli chcielibyśmy się szczegółowo doszukiwać tematów poruszonych w powieści to jest ich mnóstwo: rodzinna tragedia, o której nie można ot tak sobie zapomnieć; samotne macierzyństwo; okres buntu nastolatka; trudne relacje rodziców z dzieckiem po rozwodzie; problemy dzieci wychowywanych przez nieodpowiedzialnych rodziców. Trzeba również napisać, że to książka również o mieszkańcach miasteczka Moses Lake, którzy potrafią się wpierać, pomagać i jednoczyć w trudnych chwilach. 

To dobra książka, która potrafi zmobilizować nasz umysł do myślenia o takich sprawach, które w codziennym biegu stały się mało ważne i powszednie. Czytelnik znajdzie w powieści wiele mądrych zdań. Nie dość, że przed każdym rozdziałem umieszczony jest cytat pochodzący z napisów pozostawionych w miejscowym barze (np.: Wiedza przychodzi szybko, ale mądrość zawsze marudzi. Alfred Tennyson /s. 128/);, to jeszcze w ich treści, można wychwycić życiowe prawdy (np.; Przestań patrzeć w przeszłość. Przestań spoglądać do tyłu, Przestań. Rozejrzyj się wkoło. /s. 260/).  
 


Lisa Wingate,  Jezioro szczęścia, wydawnictwo Replika, sierpień 2013, tytuł oryginału: Larkspur Cove, przekład: Katarzyna Karpińska, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 372.

11 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że przeczytałam tylko początek Twojej recenzji, bo niedługo sama dostanę tę książkę i zżera mnie ciekawość :) a nie chcę zawczasu jej poznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie czytam recenzji książki, którą mam czytać. Daje to mylny obraz:)

      Usuń
  2. W takich chwilach zazdroszczę tym osobom, które dostają takie książki do recenzji, ale tylko zazdroszczę i oczywiście chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dostaję oczywiście od wydawnictw, ale też bardzo dobrze wybieram:) Choć oczywiście są też wyjątki:)

      Usuń
  3. Opis rodzącego się uczucia nie wprost, z wibrującymi emocjami to jest to, co lubię. Zapisałam tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaraz wysyłam maila w związku z konkursem na Najlepszy Blog Książkowy.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam ją gdzieś w zapowiedziach i wiesz, w pierwszym momencie pomyślałam, że będzie to historia jakich wiele, a nawet płytka. Na szczęście wyprowadziłaś mnie z błędu, rozejrzę się za nią. Miłego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie ma nic tu płytkiego. Dosłownie wszystko, co jest w ksiązce mogłoby się wydarzyć.

      Usuń
  6. Z wygranej bardzo się cieszę i już czekam na lekturę "Jeziora szczęścia" :))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za konstruktywne słowo pisane pozostawione na tym blogu. Nie zawsze mogę od razu odpowiedzieć, za co przepraszam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Prowadząca bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.