13 stycznia 2013

Louisa May Alcott, Małe kobietki.

W dni pełne śniegu za oknem i minusowej temperatury sięgnęłam po klasyczną, staroświecką i dobrze znana powieść Louisy May Alcott (1832- 1888). Film z roku 1994 widziałam wielokrotnie, a w ostatnich tygodniach ponownie oglądałam we fragmentach  na kanale cbs europa. Warto jednak pamiętać, że książka była wielokrotnie ekranizowana. Zarówno film jak i książka bardzo przypadły do mojego gustu. 

Akcja rozgrywa się w Ameryce w latach 60. XIX wieku podczas toczącej się w tle wojny secesyjnej. W niej to bierze udział jako kapelan głowa rodziny Marchów. Pod nieobecność męża opiekę na czterema córkami sprawuje pani March. Stworzyła ona dom pełen ciepła, bliskości i miłości. Każda z dziewcząt ma inną osobowość, charakter i zainteresowania i mimo, że czasami dochodzi między nimi do nieporozumień, darzą się wielkim szacunkiem i miłością. Najstarsza Meg jest rozważna, najbardziej dojrzała i spokojna, Jo - jest pełna życia i niezbyt zadowolona z tego, że jest chłopcem, Beth kocha muzykę, a najmłodsza Amy jest nieco przemądrzała, choć potrafi postawić na swoim. Nie opływają w dostatki, często zmuszane są do wyrzeczeń, niosą pomoc potrzebującym, nie kupują nowych ubrań, a starsze siostry podejmują pracę, aby wspomóc matkę. Mimo zimy siostry nie nudzą się w domu, wymyślają zabawy, przedstawienia, odgrywają role. Pełne entuzjazmu, optymizmu i żywiołowości nie zapominają jednak o potrzebach innych. Warto od razu jednak napisać, że dziewczęta oprócz zalet mają również swoje wady. 

Nieziemski klimat powieści, magia, niesamowity urok i czar książki sprawia, że czas spędzony na jej czytaniu biegł szybko i nieubłaganie zbliżał się do końca. Louisa May Alcott poruszyła w powieści pozycje kobiet, jakie zajmowały w dziewiętnastowiecznej Ameryce, poglądy na temat niewolnictwa, a przede wszystkim ukazała życie codzienne przeciętnie sytuowanej rodziny. Świetna lektura na zimowy czas Bożego Narodzenia, która nie traci na aktualności i którą czyta się z wielką przyjemnością.



Louisa May Alcott, Małe kobietki, wydawnictwo MG, wydanie 2012, tłumaczenie: Anna Bańkowska, oprawa twarda, stron 304.

20 komentarzy:

  1. Widziałam zapowiedź tej książki w MG i bardzo chcę ją przeczytać, bo jeszcze nie miałam okazji. Film widziałam, ale oczywiście co książka, to książka:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę czytałam po raz pierwszy:)Ma niesamowity klimat:)

      Usuń
  2. Nie czytałam książki, ani też nie widziałam filmu. Na pewno teraz z chęcią sięgnę po jedno i drugie :) Pozdrawiam Cię bajkowo i śnieżnie, Montgomerry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takie dni to wspaniała lektura jeśli chodzi o książkę i spokojny odpoczynek jeśli chodzi o film:)
      Dziękuję:) Również pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Z wielką chęcią przeczytam, potrzeba mi takiej lektury :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam przede wszystkim o serialu, nigdy o książce. Ale serial podobno jest dobry, więc książka pewnie też. Szczególnie wnioskuję tak, po tym co piszesz. Dokładam do czytelniczych planów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja o serialu nie słyszałam, ale o filmach i owszem

      Usuń
  5. Akcja toczy się mniej więcej w tym czasie, co w słynnym "Przeminęło z wiatrem". Poszukam w bibliotece, może akurat będzie.Wiem, że moja biblioteka dostała pod koniec roku zastrzyk gotówki na zakup nowości, ale jeszcze nie sprawdziłam efektów tych zakupów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam w planach tę książkę - słyszałam o niej już wiele dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała lektura, polecam dalsze części :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie jakoś Małe kobietki nie przypadły do serca i tłumaczyłam to sobie tym właśnie, że dopiero jako dorosła je przeczytałam, nie miałam wspomnień z dzieciństwa z nimi związanych... tymczasem widzę, że to taki sam przypadek u Ciebie, a jednak z odwrotnym skutkiem :)
    Cóż, to dobrze, że się różnimy, prawda? I że literatura potrafi wzbudzać tak różne emocje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja jestem z natury bardzo staroświecka i chcialabym chociaż jeden dzień przeżyć w XIX wieku koniecznie na angielskiej prowincji:)

      Usuń
  9. Kusi mnie to nowe wydanie. Ja w ramach "zaległości z klasyki" czytam właśnie "Dumę i uprzedzenie" Austen :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, to moja książka - zjechana czytelniczo na amen - zanim dorobiłam się swojego egzemplarza kupionego już po DiU z 2005 roku Keirą Knightley . Od niej i od serialu z 19995 z Collinkiem się wszystko zaczęło tzn. moja miłość do XIX wieku, tegoż Aktora, ksiązek i filmów dotyczących epoki:) Czekałam na książkę w bibliotece parę tygodni - była wówczas na zapisy - a jak się dorwałam to czytałam do 4.55 rano - pamiętam jak dziś:)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Kilka osób już mi o tej książce mówiło, teraz naprawdę czuję się, jakbym miała spore zaległości z klasyki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też taka hallo do przodu nie jestem:)

      Usuń
  11. Świetna robota! Trzeba przypominać o starych, dobrych rzeczach, by nie utonęły w morzu nowej, silnie promowanej tandety.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za konstruktywne słowo pisane pozostawione na tym blogu. Nie zawsze mogę od razu odpowiedzieć, za co przepraszam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Prowadząca bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.