29 maja 2011

Jayne Ann Krentz, Niebezpieczna układanka.

Wydawnictwo Harlequin/ MIRA
Seria: Satine
Liczba stron: 240
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-238-7940-4
Premiera: 27.05.2011

Szczerze pisząc troszkę się rozczarowałam, jeśli chodzi o powieść  Niebezpieczna układanka autorstwa Jayne Ann Krentz, która pisze również pod pseudonimami Amanda Quick i Jayne Castle. Może, dlatego, że pierwsze moje zetknięcie z twórczością tej pisarki było bardzo przyjemne, a lekturą zatytułowaną Pensjonat Maggie byłam zauroczona. Ponownie jednak jest to połączenie romansu z wątkiem sensacyjnym.

Poznajmy trzydziestolatkę Sarę Frazer, która od piątego roku życia była bardzo zbliżona do swojego wuja obecnie siedemdziesięciolatka Lowella Kincaida.  Wuj pracujący dla agencji rządowej mamił jej wyobraźnię rożnymi opowieściami. Ostatnia, która wstrząsnęła nieco Sarą to opowieść o mężczyźnie o pseudonimie Wilk. Lowell ostrzegł dziewczynę, że jeżeli coś by mu się stało, ma ona szybko skontaktować się z Adrianem Saville. Kiedy Sara nie zastała wuja w jego domku w górach pojawiła się w domu Saville’a. Tam nie dość, że odkrywa identyczny prezent podarowany zarówno jej jak i Adrianowi, to jeszcze ten ostatni twierdzi, że Sara została mu obiecana przez Lowella, jako nagroda, gdy ukończy pisać powieść „Fantom” nawiązującej do opowieści Lowella o ukrytym złocie na granicy Wietnamu i Kambodży, tuż po zakończeniu wojny w Wietnamie. Energiczna kobieta absolutnie nie chce wierzyć w bajki opowiadane jej przez nazbyt opanowanego Adriana, mimo to poddaje się jego opiece i decyduje się z nim szukać ulubionego wujka. Nie będzie to jednak takie proste, tym bardziej, że w sprawy zaczyna się mieszać kolejny mężczyzna. Czy Sara w końcu podda się urokowi Adriana? Kim jest Wilk?

Fabuła zwłaszcza obeznanym w tego typu książkach może wydawać się przewidywalna. Warto jednak zaznaczyć, że mamy tu jednak dobrą i zgrabnie skonstruowaną historię będąca połączeniem romansu i sensacji. Sara i Adrian pod względem temperamentu różnią się jak ogień i woda. Sara to kobieta na początku chwiejąca się w swoich postanowieniach i wątpiąca, Adrian od początku wie, czego chce. Nie jest to opowieść, która porywa. Raczej wieje od niej chłodem, ale myślę, że jest to wina charakterystyk postaci. Czasami dialogi wydawały mi się troszkę naciągane i sztuczne. Sądzę jednak, że wielbiciele pisarki na pewno nie ominą tej lektury, a osobom , które lubią połączenie romansu z wątkiem szpiegowskim na pewno przypadnie do gustu. Książka jest niewielkich rozmiarów i z tego powodu można przeczytać ją ku odprężeniu w ciągu jednego popołudnia.

STRONA AUTORKI 

28 maja 2011

Stanisław Salmonowicz, Janusz Szwaja, Stanisław Waltoś, PITAVAL KRAKOWSKI.

Wydawnictwo Universitas
oprawa miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-242-12-293
wydanie 2010, piąte
stron 736

Przepadam za takimi książkami, które nawiązują do życia codziennego. Taką książką, do której będę z pewnością wielokrotnie powracać jest „Pitaval krakowski” autorstwa Stanisława Salmonowicza, Janusza Szwai, Stanisława Waltosia. Tutaj znajdziemy przedstawienie trudnych spraw kryminalnych i procesów, jakie miały miejsce w historii miasta Krakowa.

Pitaval to zbiór kronik spraw i procesów kryminalnych. Pitaval to również nazwisko prawnika francuskiego François Gayot de Pitaval (1673-1743), który w roku 1734 zapoczątkował w Paryżu serię słynnych wydawnictw pod tytułem Causes celbres et intressantes, obejmującą opisy głośnych procesów karnych.

W Pitavalu krakowskim poddano analizie sprawy rozpatrzone do roku 1939. Przedstawione procesy kryminalne nie obejmują spraw politycznych, ale głównie te, które mówią o układzie stosunków społecznych i stopniu rozwoju kultury społeczeństwa. Wszystkie jednak oparte są na źródłach historycznych i sądowych oraz dotyczą spraw krakowskich, które rozgrywały się w scenerii starego Krakowa. Pojawia się również własna interpretacja historyczna Autorów. Książka została podzielona na dwie części. W pierwszej przedstawione są głownie sprawy dotyczące wieków XVI – XVIII, a w drugiej sprawy z wieków XIX –XX.  Książka nie obejmuje swym zakresem wieków wcześniejszych ze względu na brak dostatecznych źródeł. Najstarsze z zachowanych ksiąg miejskich z XIV wieku zawierają jedynie wykaz osób, które z miasta wydalono za popełnienie przestępstwa, czyli proskrybowano. Zapiski podają przyczyny, a także sposób dokonywania wydalenia z miasta „na sto lat i jeden dzień”, kiedy to skazany był „obwoływany” na Rynku, a następnie wśród pochodni wyprowadzany poza mury miejskie bez prawa powrotu (s. 14).

 Autorzy przedstawiają  krótko zasady prawa panujące w Krakowie w tym czasie i najgłośniejsze sprawy i wymiar kar, które też niekiedy próbowano zakamuflować. W poszczególnych szkicach poznajemy między innymi sprawy: Andrzeja Wierzynka, spór kanonika Czarnkowskiego z żakami, sprawę złodzieja pieczęci królewskich, okoliczności ścięcia magistra Franciszka Wolskiego, sprawę Samulela Zborowskiego, zabójstwo Heleny Straszowej. Mamy możliwość również poznać, na czym polegała praca kata, jakie były tumulty w Krakowie, czemu była krew w Kościele Mariackim, jaki dramat rozegrał się w murach klasztoru Bernardynek na Stradomiu (dziś nie istnieje)i czy w Krakowie były praktyki czarodziejskie i ludzie podpisujący cyrografy. Z kolei w drugiej części przedstawione są sprawy generała Pawła Grabowskiego, Barbary Ubryk, zamordowanie profesora Ludwika Zejsznera, procesy Janiny Borowskiej posądzonej o szpiegostwo. Poznać można również tajemnicę „Domu pod Rakiem” na ulicy Szpitalnej, historię namiętności, miłości, zazdrości i zbrodni, której bohaterem był Tadeusz Gadomski, sprawę Kotarbińskich, zbrodnię na tle rabunkowym popełnioną w Rynku Głównym. Jeden ze szkiców poświęcony jest również telepatii stosowanej w śledztwie w latach 20. XX wieku.

Książka jest arcyciekawa. Nie dość, że w każdym rozdziale odnaleźć można liczne fragmenty źródeł czy aktów sądowych, to jeszcze Autorzy przedstawiają sprawę w taki sposób, jakby czytało się powieść kryminalną. Książka jest bardzo obszerna, mimo to czyta się ją szybko, ze względu na to również, że można poszczególne sprawy czytać nie w kolejności. W rozdziałach odnaleźć można przypisy oraz na końcu wykaz bibliografii. W pozycji są również umieszczone wkładki z kolorowymi fotografiami. Osobiście bardziej pochłonięta byłam sprawami dotyczącymi XVI- XIX wieku. Może, dlatego, że w sprawach dotyczących początków wieku XX pojawiały się obszerne cytaty z aktów sądowych już pisane bardziej profesjonalnym stylem prawniczym. Po za tym to, im dalej zagłębiam się w historię tym, bardziej jestem zafascynowana.

Polecam gorąco wszystkim, którzy poszukują informacji na temat procesów kryminalnych, mają zamiłowanie do historii prawa lub po prostu interesują się życiem codziennym, a właściwie prywatnym ludzi żyjących w przeszłości. Bardzo dobra pozycja. To swoista kronika spraw kryminalnych Krakowa.

zaproszenie od Autorów:

Nora Roberts, Milość na zamówienie.

Wydawnictwo Harlequin/ MIRA
Seria: Romans
Liczba stron: 480
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-238-7783-7
Premiera: 20.05.2011


Miłość na zamówienie  jak dla mnie znakomitej, pomysłowej i bardzo twórczej pisarki Nory Roberts to książka, na którą złożyły się dwie opowieści, ale powiązane ze sobą. Obie dotyczą mężczyzn architektów i to w dodatku takich, którymi są przyjaciółmi i ze sobą pracują. Oczywiście obaj przystojni kawalerowie po trzydziestce, mający obecnie większe podstawy egzystencji dzięki intratnej pracy, ale wywodzony się z różnych środowisk społecznych i zupełnie o innej aparycji.

Nathan Powell z historii Pokochać Jackie jest osobą zamkniętą, raczej nieśmiałą, przedkładającą samotność i ciszę w domowych pieleszach po wielomiesięcznej pracy nad architektonicznymi projektami i mieszkaniu w hotelach. Jakże, więc się zdziwił, gdy po powrocie zastał w swoim domu panosząca się kobietę, która w dodatku twierdziła, że wynajęła ów dom na kilka tygodni od swego kuzyna Freda. Zmęczony i wściekły Nathan nie miał serca wyrzucać pisarkę romansów Jackie MacNamara. Gadatliwa, wszędobylska, bystra, inteligenta, piękna kobieta przekonała zresztą Nathana, że przez te kilka tygodni z nią wytrzyma.  Nathan nie wie jeszcze, co go tak naprawdę czeka ze strony pełnej temperamentu i braku jakiegokolwiek skrępowania Jackie. Czy w końcu zamknięty w sobie samotnik podda się urokowi pewnej siebie kobiecie?

Z kolei architekt Cody Johnson to bohater opowieści zatytułowanej Olśnienie. Ten to mężczyzna pewny siebie, obdarzony charyzmą, wiedzący, czego chce w życiu. Pewnego dnia pojawia się na budowie kompleksu w Arizonie, aby imieniu swoim i Nathana skontrolować realizację projektu. Już pierwszego dnia poznaje inżynier Abrę Wilson, która znakomicie radziła sobie z pracownikami – mężczyznami. Abra pracowała wytrwale od lat nad swoją karierą i w pełni poświeciła się pracy, a po przebytym rozczarowaniu unikała związków jak ognia. Cody jednak nie tak łatwo się poddaje, tym bardziej, że kobieta będąc twarda na budowie, w domu jest zupełnie zwyczajną i w dodatku bałaganiarą. Czy Cody’emu uda się przełamać opór Abry?

Obie historie czyta się przyjemnie i w pełni umysł odpoczywa. Pierwsza jest napisana raczej w spokojnych tonacjach, natomiast w drugiej pojawia się też mały wątek sensacyjny.  O ile w pierwszej czuć pachnące kwiaty i zapachy różnych potraw wydobywających się z kuchni oraz ma się ochotę popływać w basenie, to o tyle w drugim przypadku pot spływa po nas w upalnym słońcu Arizony, kurz przykleja się wszędzie i obserwujemy prace na budowie. W obu historiach dużą rolę nad ukształtowaniem bohaterów odegrała przeszłość rodzinna. Fakt jest jednak faktem książka może zainteresować i jest idealna na plażę oraz letni wypoczynek.

26 maja 2011

Paweł Beręsewicz, ZAWODOWCY.

wydawnictwo Literatura
Ilustrator: Jona Jung
ISBN: 978-83-7672-152-1
Oprawa: Oprawa twarda
Ilość stron: 72
Kategoria wiekowa: 7+

Setnie uśmiałam się przy czytaniu tej książki. To nic, że moja latorośl usnęła już przy drugiej opowieści, ale to nie jej jeszcze przedział wiekowy. Ja z uśmiechem na twarzy, tłumiąc wybuchy śmiechu, dotrwałam do końca.

Kim są Zawodowcy? Ano dorosłymi, wykształconymi w odpowiednim kierunku, spełniającymi swoje powołanie z większym lub mniejszym entuzjazmem. Poznajemy, więc blaski i cienie wykonywanych zawodów: piekarza, aktorkę, lekarkę, kucharza, sędziego, strongmana, budowniczego, nauczycielkę, informatyczkę, przewodniczkę, ochroniarza i pisarza. Warto zaznaczyć, że owym pisarzem jest sam Paweł Beręsewicz. Dzieciom się wydaje, że dorośli mają wspaniale życie: nie muszą chodzić do szkoły, odrabiać lekcje, robią to, co lubią. Nie jest jednak tak łatwo wypełniać zadania związane z zawodem. Zawsze może się coś niespodziewanego przydarzyć. Piekarz może upiec w chlebach zabawki swojego synka, lekarka musiała obmyślić sposób, aby podać rozgorączkowanemu pacjentowi tabletkę, kucharzowi nieopatrznie wpadło o jedno ziarenko soli do potrawy, sędzia Sebastian musiał rozstrzygnąć spór rozpoczęty w piaskownicy, a informatyczka wykąpać swojego Kompusia.


Zabawne opowieści kończące się pytaniami dla dzieci w rodzaju: Czy na pewno chciałbyś zostać lekarzem/ piekarzem …. Czy wiecie już, kim chcielibyście zostać, kiedy dorośniecie? Oczywiście książeczka jest doskonale zilustrowana przez Jonę Jung z zawodu ilustratorkę. Ciekawa lekturka.

 

Grzegorz Kasdepke, Anna Onichimowska, GDYBYM BYŁA CHŁOPCEM / GDYBYM BYŁ DZIEWCZYNKĄ.

Wydawnictwo Literatura
Ilustrator: Ola Cieślak
ISBN: 978-83-7672-156-9
Oprawa: Oprawa twarda
Ilość stron: 41+31
Kategoria wiekowa: 7+


Książeczka z serii „dwa w jednym” jest godna uwagi dla każdego rodzica dziecka w okresie wczesnoszkolnym. Można ją czytać zarówno od jednej jak i od drugiej strony. Interesujący pomysł na wydanie książki dla dzieci zarówno, jeśli chodzi o oprawę graficzną jak i o jej treść. Co by, bowiem było gdyby Grzegorz Kasdepke urodził się dziewczynką, a co gdyby Anna Onichimowska urodziła się chłopcem?

Domysłów do rozpatrzenia jest bez liku począwszy od imienia, poprzez przyjaźnie, zakochanie, aż po sposoby załatwiania potrzeb fizjologicznych. Jak to by było gdyby Grześ stał się dziewczynką? Czy byłby przezywany przez innych chłopców, przyjaźnił się z Agnieszką, w której jako chłopiec był zakochany, grałby na przerwach w gumę zamiast w piłkę nożną, czy płakałby na widok kanapki z dżdżownicą w środku i siedział na pierwszej ławce? A Ania gdyby była Krzysiem nadal nosiłaby długie włosy, nie okazywałaby strachu i nie płakała, grałaby w piłkę i żeglowała?

Wspaniała opowieść dwojga wspaniałych pisarzy. Warto zwrócić uwagę na ilustracje wykonane przez Olę Cieślak, które często są dokończeniem właściwego tekstu w sposób zadziorny, a czasami kpiący, a ich prostota kojarzy mi się z rysunkami robionymi często niegdyś w brudnopisach.


To opowieść o odmiennych płciach widziana przez dzieci. O ile Onichimowska ukazuje nam stereotyp bycia chłopcem: odważny, niczego się nie boi, znosi ból, nie płacze, nie interesuje się modą, pragnie kobiety pięknej; to Kasdepke porywa czytelnika swoją opowieścią podkreślając sens bycia dziewczynką. Bardziej przemawia do mnie opowieść Grzegorza Kasdepke pełna dowcipu i językowego polotu. Nie boi się pisać o tym, o czym zazwyczaj się nie mówi: o sikaniu, brudnych szkolnych toaletach, rosnących piersiach. Po za tym zakończenie jest tu godne uwagi, bo gdyby Kasdepke był dziewczynką, a potem matką swojej córki to:

Nauczyłbym ją mówić: "Nie!" - żeby nikt jej do niczego nie zmuszał. A gdyby ktoś mi zarzucił, że wychowuję dziewczynkę na chłopca, puknąłbym się w czoło. Bo chodzi przecież o to, żeby żyć szczęśliwie i spełniać swoje marzenia. Jako mama właśnie tego pragnąłbym dla swojej córki. Jako tata, tego właśnie pragnę dla swego syna (s.41)

Bardzo ciekawa propozycja.

24 maja 2011

Joanna Papuzińska, Asiunia.

Wydawnictwo Literatura
ISBN: 978-83-7672-192-7
Il. Maciej Szymanowicz
Oprawa twarda
Ilość stron: 48
Kategoria wiekowa: 7+


Tytułowa Asiunia to profesor Joanna Papuzińska, która wspomina ostatnie lata wojny zapisane w swojej pamięci. Nie są to zwykle wspomnienia, bowiem specjalnie zostały napisane dla dzieci. Profesor przyszła na świat 3 stycznia 1939 roku i bardziej dokładnie pamięta ostatnie półtora roku II wojny światowej. Jej mama była bibliotekarką i lubiła książki, a tata był pedagogiem i opiekował się biednymi dziećmi. Do lutego 1944 roku z rodzicami, trzema braćmi, dwoma kuzynami, ciotką i paroma innymi osobami mieszkała przy ul. Mątwickiej 3 m 1 na Ochocie. Po aresztowaniu mamy została rozdzielona z rodzeństwem i trafiła na ulicę Filtrową, gdzie mieszkały trzy panie i mała dziewczynka o imieniu Elka. Z nią to Asiunia chodziła do przedszkola. Atmosfera w mieszkaniu była smutna i przygnębiająca. Nie było w ogóle mowy o jakimkolwiek wygłupianiu się. Lepiej było w mieszkaniu na ulicy Alberta u „cioci” Oli, której trzymały się żarty.  Potem mała Asia została wysłana do babci do Anina, gdzie również znalazła się reszta rodzeństwa. Asiunia opowiada miedzy innymi o powstaniu warszawskim oraz o tym jak nadciągnęli Rosjanie, którzy nic nie robili. Pod koniec wojny, kiedy ojciec, który brał udział w Powstaniu, wrócił i odnalazł dzieci, zamieszkali przy Lwowskiej.


Wojna widziana oczami pięciolatki/sześciolatki opowiedziana została przez znawczynię książek dla dzieci w znakomity sposób. Autorka nie opowiada o okrucieństwach wojny, ale o piciu herbaty z nie swojego kubeczka, gryzącym swetrze, rozlazłej koszuli, braku ubrań i żywności. Jest to prosta historia napisana z myślą o najmłodszych dzieciach, które powoli wkraczają w ten wiek, gdy więcej zaczynają rozumieć z zasłyszanych opowieści. Jak najbardziej należy rozmawiać z małymi dziećmi o wojnie i historii, ale w sposób odpowiedni do wieku. Książka nadaje się jak najbardziej do rozpoczęcia takich rozmów. Nie straszy widmem obozów i okrucieństwa. Nic wiec w tym dziwnego, że książka ukazała się również ze znakiem Muzeum Powstania Warszawskiego. Sama jestem zresztą zwolenniczką wydawania tego rodzaju książek.

Na uwagę zasługują wspaniałe ilustracje wykonane przez Macieja Szymanowicza, które są dopełnieniem treści i moim zdaniem ujęte w odpowiedniej kolorystyce odpowiadającej niespokojnym czasom wojny. Oprawa graficzna zasługuje na wielkie uznanie.

23 maja 2011

Ingeborg Bachmann, Malina - o książkach i czytaniu.

4. Pytanie:...... ? (Po raz drugi).
Odpowiedź: Książki? Tak, dużo czytam, zawsze dużo czytałam. Nie, nie wiem, czy się rozumiemy. Najchętniej czytam na podłodze, także na łóżku, prawie wszystko na leżąco, nie, nie tyle chodzi przy tym o książki, liczy się przede wszystkim czytanie, czarne na białym, litery, sylaby, wiersze, te nieludzkie utrwalenia, znaki, te ustalenia, to zastygłe w wyraz szaleństwo, które wydobywa się z ludzi. Niech mi pan wierzy, wyraz jest szaleństwem, wypływa z naszego sza­leństwa. Liczy się również przewracanie kartek, gonitwa od jednej strony do drugiej, ucieczka, współudział w szaleń­czym, zakrzepłym wylewie, liczy się nikczemność przerzutni, ubezpieczenie życia w jednym jedynym zdaniu, ubezpie­czenie wtórne zdań w życiu. Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią. Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki, i ja oczywiście mam swoje upodobania, wiele książek nie znajduje do mnie przystępu, jedne łykam tylko przed południem, inne tylko w nocy, są książki, od których się nie odrywam, chodzę z nimi po mieszkaniu, przenoszę z pokoju do kuchni, czytam na stojąco w korytarzu, nie uży­wam zakładek, przy czytaniu nie poruszam ustami, już wcześnie nauczyłam się bardzo dobrze czytać, nie pamię­tam metody, ale pan powinien się tym kiedyś zainteresować, w naszych szkołach powszechnych na prowincji musiała być znakomita, przynajmniej wówczas, kiedy ja nauczyłam się tam czytania. Tak, mnie też to uderzyło, ale dopiero później, że w innych krajach ludzie nie umieją czytać, w każdym razie nie tak szybko, ale tempo jest ważne, nie tylko koncentracja, proszę pana, któż potrafi bez wstrętu przeżuwać proste czy skomplikowane zdanie, powtarzać je oczyma lub zgoła usta­mi; zdanie, które składa się tylko z podmiotu i orzeczenia, trzeba przełykać szybko, zdanie z wieloma przydawkami właśnie dlatego trzeba brać w błyskawicznym tempie, niedo­strzegalnym slalomem źrenic, gdyż inaczej się nie poddaje, a zdanie musi się czytelnikowi „poddać". Nie umiałabym „przedzierać się" przez książkę, graniczyłoby to przecież z zajęciem. Bywają ludzie, powiadam panu, ludzie, w dzie­dzinie czytania doznaje się najosobliwszych niespodzia­nek... Mam co prawda słabość do analfabetów, nawet tutaj znam kogoś, kto nie czyta, nie chce czytać; przebywanie w stanie niewinności jest bardziej zrozumiale dla człowieka, który popadł w nałóg czytania, nie powinno się czytać w ogóle albo powinno się umieć czytać naprawdę...

Ingeborg Bachmann, Malina, wydawnictwo A5, tłum. Sławomir Błaut, wydanie 2011, s. 86-87.

podkreślenia moje

RECENZJA z 15 maja 2011 r.

Renata Piątkowska, Opowiadania dla przedszkolaków - audiobook.

Wydawnictwo BIS
Czyta ARTUR BARCIŚ
Czas nagrania ok. 90 minut - 2 CD audio
ISBN 978-83-7551-193-2
wydanie 1 - projekt okładki Iwona Cała
data wydania 2011-04-29 



Tym razem miałam do czynienia nie z książką papierową, ale z audiobookiem. Opowiadania autorstwa Renaty Piątkowskiej znakomicie zinterpretował dla dzieci znany aktor Artur Barciś. Narratorem opowiadań jest kilkuletni Tomek opowiadający o swoich przygodach i nurtujących go problemach. Wszystko to ukazane jest z perspektywy dziecka. 

Tomek nie znosi w przedszkolu leżakowania, ale aby się podczas tego czasu zbytnio nie nudzić, to wymyśla własne historie. W główce chłopca mieści się, bowiem wiele pomysłów, tylko czasu na ich realizację brakuje, a po za tym nie wszystkie spotykają się z akceptacją rodziny. Zresztą tomek jest przekonany, że dorośli nie rozumieją wielu spraw. 

Opowiadania, mimo, że krótkie, to są ciepłe, zabawne i potrafią zaciekawić nie tylko dzieci, ale również nas - dorosłych. Słuchanie ich było dla mnie wielką przyjemnością.

22 maja 2011

Alfonso M. di Nola, Tryumf śmierci. Antropologia żałoby.

Wydawnictwo Universitas
okladka miękka ze skrzydełkami
ISBN: 9788324212866
luty 2006
stron 386


Książka porusza temat często omijany w literaturze, bowiem o ile powstało sporo pozycji na temat śmierci w różnych kulturach, to nie można tego powiedzieć, jeśli tyczy się problemu żałoby. Jak sam autor zaznacza, praca ma charakter antropologiczny, ponieważ dokonuje próby ujęcia zjawiska pochodzące z rożnych zakresów kulturowych w jedną, spójną całość.

Książka rozpoczyna się od wytłumaczenia właściwego pojmowania słowa żałoba, która jest zbiorem trwających przez określony czas praktyk społecznych i procesów psychicznych spowodowanych śmiercią jakiejś osoby (s.13). Omawiana pozycja charakteryzuje zachowania związanie z opłakiwaniem zmarłych zmieniające się zarówno w perspektywie czasowej jak i przestrzennej; normy i obyczaje żałoby; zachowania żałobne; opłakiwanie; tabuizacje; uczty pogrzebowe; grabieże rytualne; zachowania przy zmarłym. Jest również poruszony temat żałoby panny młodej, śmierci symbolicznej w zakonach czy u trędowatych, żałoby publicznej, żałoby po owadach i zwierzętach. Dowiedzieć się można o zjawiskach towarzyszących opłakiwaniu takich jak stres, trwoga, napięcie, depresja, melancholia. W niektórych kulturach obowiązuje zakaz opłakiwania jak na obszarze indoirańskim i powściąganie żalu. Ciekawy jest dział poświecony społecznym aspektom opłakiwania takich jak surowa izolacja wdów. Mowa jest również o kolorach i ubraniach. Przykładowo Anna Boleyn po śmierci Katarzyny Aragońskiej zamorzyła suknię w kolorze żółtym (s. 46). W różnych kulturach inaczej przestrzegano czas trwania żałoby. Królowa Wiktoria opłakiwała swojego męża przez ponad czterdzieści lat. Czytelnik dowiaduje się, czym tak właściwie jest lament i jakie są techniki jego uzewnętrzniania w rożnych kulturach; kim były/są płaczki; jakie są gesty żałobne. W niektórych kulturach obowiązywał zwyczaj zakazywania osobom będącym w żałobie obcinania brody, włosów i paznokci (s. 155). Autor zwraca również uwagę na przygotowanie nieboszczyka oraz zabobony związane z okresem żałoby.

Autor opiera swoje wywody na różnorodnych tekstach źródłowych. Pojawiają się obyczaje świata klasycznego, kultur Północy, ludów słowiańskich, ludów zamieszkujących starożytne Indie i Iran. Odwołuje się również do źródeł demologicznych zwłaszcza włoskich oraz badań w zakresie psychoanalizy. Praca opatrzona jest bogatymi przypisami oraz zestawem pozycji bibliograficznych dotyczących tematu. Odnaleźć tu można także indeks i zastosowany wykaz skrótów, a w całej pozycji ryciny związane z tematem.

Książka tematycznie bardzo ciekawa. Przyznam się jednak, że czytałam ją wybiórczo jedynie te rozdziały i podrozdziały, które mnie interesowały. Nie mogę tego powiedzieć o psychoanalizie Freuda. W tekście można odnaleźć wiele nawiązań terminologicznych stosowanych w różnych językach, ale są one znakomicie od razu przez autora tłumaczone. Język, jakim napisana jest książka jest przystępny, a dzięki interesującym przykładom, do jakich odwołuje się Autor, pozycje czyta się sprawnie. Zainteresowanym jak najbardziej polecam.

21 maja 2011

Maria Ulatowska, Pensjonat Sosnówka.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
oprawa miękka
maj 2011
ISBN: 978-83-7648-701-4
Liczba stron: 360


Pensjonat Sosnówka opowiada o dalszych losach bohaterów Sosnowego dziedzictwa autorstwa Marii Ulatowskiej. Autorka przypomina powiązania miedzy bohaterami za pomocą rozrysowanego drzewa genealogicznego. Pomaga to rzeczywiście powrócić do tła poprzedniej książki.

W nowym tomie Anna Towiańska nadal pracuje nad otwarciem pensjonatu w dworku odziedziczonym po matce, w Sosnówce na Kujawach. Pomagają jej w tym bracia Koniecczakowie. Do jednego z nich – Jacka, serce Anny zabiło mocniej i szybciej. Nasza bohaterka otoczona jest nadal ludźmi o szczerych sercach, zawsze pomocnych, oddanych, szlachetnych, w dodatku często o zasobnych portfelach. Annę, co prawda spotykają pewne krzywdy, ale szybko nieprzyjaciele stają się przyjaciółmi. Sosnówka to miejsce ludzi dobrych, którzy odnajdują sens życia, zwierzają się sobie z tajemnic, razem rozwiązują problemy i oczywiście zakochują się. Obok Dyzia, Irenki, Jacka, Cześka, Florka, pojawia się też spore grono nowych bohaterów.

Idylla, sielankowość i nadal cukierkowata opowieść. Postacie są nierealne, a fabuła nadal jest lukrowana, przesłodzona jak prawdziwa bajka. Jest miłość, śmierć, rodzinny dramat i śluby. Autorka dalej nie stroni od wszelkich zdrobnień i słodziaczkowych dialogów. Po za tym natłok bohaterów, ich historii i problemów, sprawia po raz kolejny, że relacje przedstawione między bohaterami są płytkie i powierzchowne, a osobiście wszystko mi się plątało.

Gdy czytałam książkę byłam zniecierpliwiona i niestety irytowała mnie. Co więc sprawia, że po książki Marii Ulatowskiej sięga tysiące czytelników? Pamiętać trzeba, że to, co jednych irytuje, w innych wzbudza zachwyt i wzrusza. Bajka również wywołuje emocje, a świat nierealny jest często odseparowaniem od świata zewnętrznego pozbawionego bajkowych postaci i miejsc. Czyż nie żyjemy marzeniami? Magiczny świat wykreowany przez Marię Ulatowską może przyciągać. Książka nie zachwyciła mnie, ale drugi tom bardziej mi się podobał, mimo natłoku bohaterów, sytuacji i problemów. Może ze względu na Florka. 

Pozycje lekka, która polecam szczególnie czytelnikom zdegustowanym otaczających ich rzeczywistością. Na upalne dni i odpoczynek po pracy. Czyż bajka nie należy się każdemu z nas?

Louisa Young, Kochanie, chcę Ci powiedzieć.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7648-704-5
Tytuł oryginału: My Dear I wanted to tell you
Data wydania: 10.05.2011
Tłumaczenie: Ewa Siarkiewicz
oprawa miekka
Liczba stron: 408


To książka o prawdziwej miłości. Tak można byłoby zacząć i właściwie zakończyć. Tyle, że nie będziecie wiedzieć, co się naprawdę pod tym zdaniem kryje. A warto zajrzeć do tej pozycji, bowiem niewiele jest na rynku księgarskim powieści, które nawiązują tematycznie do I wojny światowej.

Akcja, co prawda rozpoczyna się w roku 1907, kiedy to zrządzeniem losu chłopiec wywodzący się z warstwy średniej poznaje rodzinę Waveney i trafia pod opiekę sir Alfreda. Ten udziela mu lekcji rysunku. W tychże lekcjach bierze udział Nadine Waveney. Tak rozpoczyna się przyjaźń Riley’a Purefoy’a i Nadine Waveney. Około osiemnastego roku ich życia przyjaźń przeradza się w głębsze uczucie nieakceptowane przez rodzinę Waveney. Gdy Nadine zabroniono przychodzić do sir Alfreda, a na kontynencie wybuchła wojna, Riley postanawia usunąć się w cień i zaciągnąć do wojska. Nawet jednak we Francji nie zapomina o Nadine. Listy, jakie między sobą wymieniają są pełne ciepła i miłości. Przy okazji przepustki okazuje się, że miłość jest wzajemna. Nadine nie odpowiada rola, jaka przeznaczyła jej matka. Zatrudniła się wiec, jako pielęgniarka w jednym z powstałych szpitali. Riley szybko awansuje na oficera i zaprzyjaźnia się niejako ze swoim dowódcą sir Lockem. Na niego z kolei czeka w Anglii żona Julia i kuzynka Rose. Losy wszystkich bohaterów zetkną się ze sobą już niebawem.

To książka o miłości, ale również o piętnie, jakie odcisnęła na nich I wojna światowa. Depresja, wstyd zza popełnione niechlubne czyny, złamana psychika, rany na ciele trudne do odbudowania mimo postępującej medycyny w zakresie chirurgii. Czy rana zewnętrzna, która szpeci i odpycha, może być przyczyną utraty miłości? Czy zewnętrzne piękno jest ważniejsze? Czy należy rozwiązywać sprawy poprzez kłamstwa?

Książka, która wzbudza emocje w czytelniku. Obraz wojny, odniesionych ran, autentycznych bitew jest oddany historii. Po za tym Autorka w dodanej notce historycznej, przyznaje między innymi, że niektórzy bohaterowie są autentyczni, jak również cuda chirurgiczne, jakie wykonywano w Sidcup. Po za tym przywołuje trzy książki z opracowań historycznych, z których korzystała. Powieść stanowi, więc pomieszanie fikcji z rzeczywistością. Nie ma tu jednak rzeczy wyolbrzymionych. Dobra lektura.

20 maja 2011

Emilia Dziubak, Gratka dla małego niejadka.

Wydawnictwo Albus
Tekst i ilustracje: Emilia Dziubak
Kategoria: dla dzieci od lat 4
Rok wydania: 2011
oprawa twarda
stron 96


Czy macie również tak jak ja w domu małego niejadka? Otóż ja mam wielką kapryśnicę, wybredną, co do jedzenia. Jakże więc wielce zadowalana byłam, że dostałam od Wydawnictwa Albus książeczkę Gratka dla małego niejadka. Została ona napisana z myślą o najmłodszych latoroślach i oczywiście z myślą o niekiedy spanikowanych rodzicach.


To książeczka w całości poświęcona jedzeniu. Znajdziemy w niej znakomicie zilustrowane potrawy, składniki i opis przyrządzania. A wszystko to w działach takich jak w prawdziwych kucharskich książkach: przekąski, zupki, dania główne, desery i napoje. Są tu potrawy o większym jak i mniejszym stopniu trudności, które można przyrządzać razem z dzieckiem. Łatwo nasz maluch może nauczyć się rozpoznawać poszczególne składniki, dowiedzieć się, czym są witaminy i w jakich produktach się kryją. Mowa jest również o myciu warzyw. Doskonale przeprowadzony jest wywiad z marchewką.


Książeczka uczy, bawi i wychowuje. Przede wszystkim rozwija wyobraźnię, kreatywne myślenie i dodatkowe umiejętności u dziecka. Wspaniale ilustracje przybliżają małemu czytelnikowi treść i unaoczniają, o czym jest mowa. Zresztą cała szata graficzna zasługuje na wielkie brawa. Książka jest przeurocza i ucieszy niejednego rodzica.


Projekt książki Gratka dla małego niejadka uczestniczył w wystawie Książka dobrze zaprojektowana, zacznijmy od dzieci w Katowicach w 2010 r. Ponadto zaprezentowany był na wystawie towarzyszącej Poznańskim Spotkaniom Targowym-Książka dla Dzieci i Młodzieży w 2011 roku w Salonie ilustratorów. (inf. wydawcy)


p.s. niektóre z potraw jak gofry już zostały przetestowane :) Pychota!

Wojciech Witkowski, Po rozum do głowy.

wydawnictwo
Ilustratorka: Aneta Krella-Moch  
ISBN 978-83-7551-187-1
stron 32
wydanie 1
oprawa: twarda


Jak wiecie książeczki, które dostaje od wydawnictw często testuję na swojej trzylatce. Nie inaczej było i tym razem, choć książka przeznaczona jest dla starszej już grupy dzieci.  Marysia poznała dwie bohaterki: owieczkę Anibe, której mama była Beata Beczyńska i kózkę Anime, której mama to Melania Meczyńska. Owieczka i kózka szybko zaprzyjaźniły się ze sobą, a dzieciństwo upływa im wesoło i beztrosko na psotach. Pewnego jednak dnia musiały iść do szkoły. I wtedy zaczęły się problemy, bo ani Anime i ani Anibe nie miały w głowie nauki. Nie należały do uczniów pilnych i uważnych, nie słuchały nauczyciela, nie koncentrowały się. W końcu nauczyciel wyprosił małe psotnice z klasy i kazał wrócić, gdy nabiorą rozumku. Anime i Anibe potraktowały sprawę poważnie i chciały jak najszybciej odnaleźć rozum. Pytały się o niego napotkane zwierzęta: krowę, konia, świnię, kota, wilka. Spotkały ich liczne przygody, czy w końcu jednak znalazły rozum?


Zabawna i pouczająca książeczka dla dzieci. Łatwy tekst, czytelny, zrozumiały i przecudnej urody ilustracje zachwycą młodego czytelnika. Polecam!