10 lipca 2013

Jennifer L. Scott, Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu.

Nie wiem, czemu myślałam na początku, że to powieść. Potem, gdy do mnie dotarła okazało się, że to coś w rodzaju poradnika. „O, nie, kolejna mądralińska” pomyślałam, pobiadoliłam mężowi, dlaczego nie lubię czytać tego rodzaju książek i z zerową werwą zabrałam się za czytanie. Po dziesięciu stronach zaczęłam się śmiać z siebie, jaka to ja jednak głupia jestem i jak można się pomylić w ocenie nie zaglądając do książki. Nie dość, że treść przekazana z polotem, humorem, to jeszcze mam do czynienia z Autorką, która pisze od serca, szczerze, niczego nie udaje i nie ukrywa, wytyka własne popełniane błędy, choć bardzo próbuje i chce zmieniać swoje podejście do życia w omawianych przez nią aspektach. Co więcej swoje rady, wskazówki, zdobyte doświadczenie przekazuje w sposób naturalny, bez zbędnych sloganów i udawania osoby, którą nie jest. 

Książka powstała na podstawie artykułów wchodzących w skład cyklu 20 najlepszych rzeczy, których nauczyłam się w Paryżu, które ukazywały się na blogu The Daily Connoisseur. Swoją drogą warto zajrzeć, interesujące są zwłaszcza nagrania Autorki. Jennifer L. Scott spędziła bowiem sześć miesięcy w Paryżu w ramach wymiany studenckiej mieszkając u jednej z francuskich famille Chic. Potem poznała jeszcze rodzinę, u której mieszkał jej chłopak – famille Bohemienne. Nazwiska zostały oczywiście zmienione. Rodzina Chic była rodziną z tradycjami, mającą arystokratyczne korzenie, którą cechowała elegancja i nienaganne maniery, a kolei Bohemienne to rodzina wyluzowana, rozkrzyczana i pełna artystycznej swobody. Lekcje są efektem tego, co Autorka wyniosła z domu madame Chic, jak i madame Bohemienne, ale również to, czego nauczyła się poza nimi będąc studentka historii sztuki i tetralogii. 

Jak to poradnik, książka została podzielona na kilka części, w których przeczytać można o diecie i aktywności fizycznej, sprawach związanych ze stylem i urodą oraz życiem z klasą. Każda część została podzielona na rozdziały, które zakończone są wypunktowanym podsumowaniem do zapamiętania. Jennifer L. Scott, jako Amerykanka (ale to wszystko tyczy się też obecnie Polek) przed wyjazdem do Paryża spędzała bezproduktywnie godziny przed telewizorem, miała szafę zawaloną ciuchami i uważała, że nie ma się, w co ubrać, czytała plotkarskie wiadomości, nie uczestniczyła w życiu kulturalnym i nie za bardzo przywiązywała wagę do estetyki wyglądu i noszonych ubrań. Nie znaczy to, jak sama podkreśla, że po powrocie zmieniła się radykalnie. Nadal próbuje, ale uwierzcie zachowuje się całkiem normalnie, popełnia błędy i nie zawsze jest chic jak to mama z dwójką dzieci, choć ma panią do sprzątania domu, biega na manicure i pedicure i inne zabiegi kosmetyczne, ma swoje ulubione seriale, i choć wyznaje zasadę dziesięciu porządnych gatunkowo ubrań sezonowych w szafie (nie wliczamy w to bielizny i okryć wierzchnich) to i tak zawsze kupi to, co jej akurat nie jest potrzebne. Autorka świetnie oddała klimat Paryża, opisała życie codzienne arystokratycznej rodziny, której członkowie cieszyli się prostymi czynnościami i zawsze zachowywali elegancję. Telewizji w ogóle nie oglądano, bowiem po kolacji słuchano muzyki klasycznej. Madame Chic, mimo, że ją było stać na pomoc, sama sprzątała mieszkanie, przygotowywała posiłki i raz w tygodniu przyjęcia, chodziła na zakupy i pracowała na pół etatu. Przyjęcia były też u madame Bohemienne, ale bardziej swobodne i pozbawione kurtuazji.

Jennifer L. Scott podpowiada jak postarać się być chic i jak w małych codziennych czynnościach odnaleźć przyjemności. Nie trzeba oczywiście przy tym wydać masy pieniędzy, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Autorka doradza jak nieco uporządkować chaotyczność w życiu. Przebierz ubrania i trzymaj się zasady dziesięciu elementów. Nie chodź w domu i nie śpij w „szmatach” (czytaj w poplamionych, spranych bluzkach czy dziurawych dresach). Zawsze wyglądaj porządnie, bo nie wiesz, kogo spotkasz tuz za rogiem. Korzystaj z dóbr kultury. Powiedz „nie” konsumpcji. Pisze też o znakomitych pomysłach na eleganckie życie. 

Książka Jennifer L. Scott bardzo mi się podobała. To chyba jedyna pozycja tego rodzaju, która na mnie wywarła wrażenie. To niewątpliwie zasługa Autorki, która potrafi podbudować ego czytelnika i dokonać, tego, że można uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Bardzo mądra, bardzo dobra i bardzo zabawna lektura, do której można niejednokrotnie wracać.W dodatku ten Paryż w tle ...
 


Jennifer L. Scott, Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu, Wydawnictwo Literackie, lipiec 2013, Przekład: Anna Sak, Agnieszka Sobolewska, oprawa miękka ze skrzydełkami, stron 296.

19 komentarzy:

  1. Też pomyślałam na początku, że to powieść! I też jestem zachwycona, właśnie kończę czytać. Zabawna, ciekawa i inspirująca. Zrobiłam porządki w swojej szafie i kosmetyczce, a nawet w książkach, co odwlekałam od kilku miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może więc zainspirować jak najbardziej czytającego. Mnie również, mam nadzieję, że wytrwam w niepowziętym dzięki tej ksiązce postanowieniu:)

      Usuń
  2. Widziałam tę książkę w zapowiedziach i również odniosłam wrażenie, że to powieść:) Przeczytawszy Twoją recenzję nabrałam wielkiej ochoty na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, warto, o ile sie takiej lektury potrzebuje akurat.

      Usuń
  3. Wiele słyszałam już o tej książce. I choć też nie lubię poradników to chyba warto się skusić:-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poradników nie znoszę! Dlatego takież u mnie wstępne zdanie.

      Usuń
  4. Nie slyszalam wcześniej o tej książce, ale po Twojej recenzji zdecydowanie musze ją miec. Może zainspiruje mnie w końcu do porządków w szafie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tej zasadzie hołduję wiernie od lat:)

      Usuń
  5. Przeczytałabym dla tego codziennego życia paryskiego odmalowanego w tej książce. Takie poradniki są mi niepotrzebne, bo i tak nie potrafię wprowadzać porad, w nich zawartych, w życie.

    OdpowiedzUsuń
  6. witaj montgomerry:) trafilam do ciebie dzieki holly, ktora wspomniala o tym wpisie w jednym z komentarzy u mnie na blogu:http://notatkiniki.blogspot.be/2013/08/z-przymruzeniem-oka-czyli-upa-pod.html
    Po przeczytaniu powyzszego opisu mam wrazenie, ze ta autorka to taka domorosla Dominique Loreau (Sztka prostoty i inne ksiazki o minimalizmie), tylko ze na wesolo.
    Chetnie sobie poczytam, bo mnie zachecilas. Na ogol unikam ksiazek o parysim zyciu Amerykanow, bo wiele rzeczy splycaja, ale ta jest chyba zupelnie inna.
    Musze poszukac i przekonac sie "naocznie"
    Pozdrawiam i bede zagladac
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny:)
      Wpis widziałam, bo na Twojego bloga wpadam poprzez bloga Justyny-blog o Francji:)
      Autorkę książki można też podejrzeć na blogu http://notatkiniki.blogspot.be/ w takich mini video poradnikach.


      Usuń
    2. Chyba ci sie wpisal przez pomylke moj link. Pewnie chodzi o blog autorki ksiazki? Zerkne tam przy okazji, bo nie powinno byc trudnosci z jego odnalezieniem w necie :)
      Dzieki za "wpadanie". Zostaw czasem jakis komentarz, bedzie mi milo i moze zasugeruje jakis nowy temat:)
      Nika

      Usuń
    3. A ksiazke juz sobie zamowilam i przyleci do mnie z polski za tydzien :)

      Usuń
    4. tak, przez omyłkę:
      http://dailyconnoisseur.blogspot.com/

      :) dziękuję

      Usuń
  7. Przeczytałam i nie żałuje. Dla mnie "lekcje..." odkryły prosta prawdę: szanuj siebie, nie odkładaj lepszych ciuchów/ filiżanek etc na "specjalna okazje" bo ta okazja jest własnie TERAZ. Proste, ale dla mnie to odkrycie życia.

    Nie zliczę ile miałam ciuchów, które czekały do specjalnej okazji. Butów- na specjalne okazje. Albo świeczki, kupowałam ich cala masę, ale nigdy nie zapalałam- czekały na odwiedziny koleżanki, na romantyczny wieczór. W końcu uznałam, że ja też zasługuje na czerpanie przyjemności z basku świeć bez okazji. I faktycznie, mała zmiana w sposobie użytkowania- i od razu bardziej lubię swój pokój. Ciesze się na te samotne wieczory ze świecami- nie żebym siedziała nad nimi i obserwowała jak topnieją ;) po prostu umilają wieczór z książką czy zwykle oglądanie telewizji.

    Rozpieszczaj siebie i ciesz sie teraźniejszością- staniesz sie szczęśliwsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi! Oszczędzamy rzeczy na "lepsze" czasy, na przyszłość, ale przecież nie wiadomo co nas tak naprawdę czeka jutro, prawda? Trzeba żyć prawdziwie i cieszyć się właśnie z najmilszych takich przyjemności:)
      Bardzo dziękuję za wpis:)
      Serdeczności

      Usuń
    2. A ja ślicznie dziękuje za odpowiedz!

      Usuń
  8. Cześć!
    Przeczytałam książkę (jakoś na początku tego roku ;)). Autorka rzeczywiście lekko i z humorem ją napisała, jednak moim zdaniem niektóre rady są banalne.
    Z drugiej strony... czasem właśnie takie trywialne wskazówki są dla nas najlepsze! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, tak masz rację, ale czasem o tej prostocie zapominamy. Bardzo lubię książkę. Zawsze pamiętam o niej, jak otwieram szafę i mówię "nie mam się w co ubrać" :)))

      Usuń

Dziękuję bardzo za konstruktywne słowo pisane pozostawione na tym blogu. Nie zawsze mogę od razu odpowiedzieć, za co przepraszam.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Prowadząca bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.