Wybrzeże
zachodnie Nowej Zelandii. Odwiedzamy miasteczko Hokitika będące w okresie wyżu
demograficznego i rozwoju, ponieważ to tu w poszukiwaniu złota zjechali
biznesmeni, poszukiwacze, hotelarze. Obietnica zyskania w dość łatwy sposób
bogactwa nęci bowiem wszystkich. 27
stycznia 1866 roku. Właśnie tego dnia rozpoczyna się akcja powieści autorstwa
Eleanor Catton, najmłodszej (urodzonej w 1985 roku) laureatki Nagrody Bookera,
zatytułowana Wszystko, co lśni. Tego
dnia do miasteczka przybywa młody Anglik, Walter Moody, który również pragnie
szybko wzbogacić się i rozpocząć nowe życie. Po zameldowaniu się w hotelu
Korona, postanawia odpocząć trochę w palarni. Spotyka tu dwunastu mężczyzn, którzy
zdaniem Moody’ego zachowują się bardzo dziwnie i nazbyt teatralnie. Moody na początku zostaje totalnie przez
obecnych zignorowany, lecz atmosfera jest napięta, a panujące wśród obecnych
milczenie, staje się nie do wytrzymania. Wkrótce widoczne staje się, że Moody swoim
wtargnięciem przerwał pewnego rodzaju zebranie. A gdy podczas przepytywania, okazuje
się, że barka „Z Bogiem”, na której przypłynął z Portu Chalmers jest znana
obecnym, szybko zostaje wciągnięty w sedno sprawy. W ten sposób Walter Moody
staje się trzynastym mężczyzna powiązanym z zagadkowymi wydarzeniami mającymi miejsce
wcześniej.
Cała historia równoważy się wokół kilku tajemniczych zdarzeń, acz najwyraźniej ze sobą połączonych. Miały one miejsce tygodnie wcześniej i oscylują wokół śmierci pustelnika w chałupie za miastem, zniknięciem młodzieńca, który zbił fortunę w kopalni złota i pozornym, bliskim samobójstwie prostytutki. Każdy obecny mężczyzna w pokoju twierdzi, że nie są bezpośrednio zaangażowani w owe zdarzenia. Z czasem okazuje się, że można podzielić między nich odpowiedzialność za wydarzenia, które doprowadziły do tych przestępstw.
Książka jest bardzo drobiazgowa, dopracowana w każdym szczególe, prekursorsko i twórczo napisana. Fabuła jest niemal dopieszczona i skomplikowana, co jednak nie będzie odpowiadało każdemu z odbiorców. Dla ułatwienia na początku książki dodany został co prawda spis postaci, oczywiście z zaznaczeniem astrologicznych charakterystyk. Szczegółowych opisów łącznie z opisem ubiorów czy nawet poruszania się i wykonaniu przez bohaterów powieści gestów, jest bez liku. Owa drobiazgowość składa się jednak na żywą i dźwięczną opowieść.
Eleanor Catton została zainspirowana do napisana takiej, a nie innej powieści, dzięki gwiazdozbiorom zodiaku i gorączce złota, jaka opanowała Nową Zelandię w latach 60. XIX wieku. Pomysł zbyt wyzywający i przenikliwy, ale efekt niezwykle tajemniczy i fascynujący. To książka przygodowa, acz z wątkiem kryminalnym i astralnym. Układy gwiazd, jakie Eleanor Catton przybliża w książce są rzeczywiste. Czytelnik może studiować grafikę z faktycznymi astrologicznymi wykresami.
Nie bez
przyczyny autorka wybrała okres gorączki złota, bowiem ta nieodłącznie
kojarzyła się jej z przygodą, a także z ciemnymi stronami: obłudy, konszachtów,
kradzieży, przekrętów, niewierności, bezlitosnej zdrady, szalbierstw, oszustw i
łajdactw. To również epoka modnego opium. Autorka zbierała materiały do
powieści poprzez studiowanie literatury faktu, literatury kryminalnej i
fikcyjnej dotyczącej XIX wieku. Owe stadium zbierania i czytania trwało niemal
blisko dwa lata. Dodatkowo szukała informacji o ówczesnym ruchu planet i
położeniom znaków zodiakalnych. Co więcej, dopasowała archetypy zodiaku do
ludzkich charakterów i sekwencji horoskopów do opowieści. Eleanor Catton z
wielką wnikliwością odmalowała obraz ówczesnego życia codziennego w miasteczku,
stosunek przyjezdnych do rdzennej Anglii i całego brytyjskiego imperium,
Maorysów i Chińczyków.
To powieść kryminalna, znakomicie uknuta, jest zawiła i zagadkowa, a dla niewytrawnego czytelnika będzie również skomplikowana. Z drugiej strony jest napisana błyskotliwie i z wielką brawurą. Autorka łączy ze sobą wymagający dziewiętnastowieczny styl wiktoriański ze współczesną perspektywą. Pisze w niezwykle opanowany, ostrożny i kontrolowany sposób. Po przydługim pierwszym rozdziale, kolejne są coraz krótsze. Warto zaznaczyć, że grafika okładki ilustruje fazy księżyca: od pełni po sierp. Jest to swego rodzaju aluzja do ubywających długości narracyjnych w miarę jak historia posuwa się naprzód.
Wszystko, co lśni to w polskim wydaniu
ponad 900 stron niezbyt wielkiej czcionki. Pisząc z mojej perspektywy pierwszych
200 stron była najtrudniejsza do przebrnięcia. Zirytowana nazbyt wielką
szczegółowością i wielomównością, musiałam zrobić „przerywnik” podczas czytania
i odpocząć przy innej lekturze. Po powrocie do książki, czytanie było znaczenie
przyjemniejsze, a jak już wspomniałam rozdziały stawały się coraz krótsze. Zdaję
jednak sobie sprawę, że czytanie książkowych molochów nie jest dla wszystkich
(ja nie za bardzo przepadam za taką objętością) i wielu czytelników z braku
cierpliwości nie dotrwa do końca książki. Niemniej w tym konkretnym przypadku warto
jednak próbować.
Eleanor Catton, Wszystko, co lśni, Wydawnictwo Literackie, wydanie październik 2014, tytuł oryginalny: The Luminaries, tłumaczenie: Maciej Świerkocki, oprawa twarda z obwolutą, stron 936.





