Przyznam się, że na nową powieść Magdaleny Zimniak czekałam
z niecierpliwością. Po błyskotliwej Willi
byłam optymistycznie nastawiona do Jej nowej książki. Dziś książkę skończyłam i
niestety mogę jedynie napisać, że jestem rozczarowana.
Siedemnastoletnia Marta pod koniec lata przeprowadza się
wraz z ojcem sławnym pisarzem Karolem Kępińskim do „nowego” domu. „Nowy” dom
wcale jednak nie jest świeżo wybudowany, ale jest wiekowy i ma swoją historię sięgającą,
co najmniej drugiej wojny światowej. Oboje nie potrafią pogodzić się ze śmiercią
Joanny. Marta już pierwszej nocy w swoim pokoju doznaje niewyobrażalnej silnej
wizji w postaci dziewczyny, mniej więcej w swoim wieku. W kolejnych dniach
coraz bardziej odczuwa obecność ducha, co więcej słyszy jej ostrzeżenia trudne
jednak do rozszyfrowania dla żyjącej. Żyjąca Marta postanawia czegoś dowiedzieć
się o historii domu i jej mieszkańców od swojego sąsiada, starszego pana
Antoniego. Nie wie jednak, że usłyszy makabryczną opowieść. Oprócz nowego
miejsca zamieszkania, Marta pojawia się również w nowej szkole. Poznaje
przystojnego wychowawcę około czterdziestoletniego Eryka Lipińskiego, który
szybko staje się obiektem jej westchnień. Marta pod wypływem kolejnych wizji i
zauroczenia decyduje się na poważny krok, który zaważy na jej kontaktach z
ojcem. Nic jednak nie jest takie, jakim się wydaje.
Motywem przewodnim opowieści wydaje się być gwałt zarówno
taki dokonany przez mężczyznę na kobiecie, jak i przez mężczyznę na osobie
tejże płci. O ile z przedstawieniem historii z nim związanych czytelnik może
uwierzyć, o tyle już chyba nie będzie w stanie w przypadku zarysowania
kontaktów żyjących z duszami zmarłych. Marta nie jest jedyną osobą, która słyszy
i ma wizje. Tych osób jest kilka. Po za tym wizje nie mają tylko miejsca w
pokoju Marty. Karol czuje również obecność i wsparcie swojej zmarłej żony. Bohaterowie
powieści nie wiedzieć, czemu odwiedzają cmentarz dniami i … nocami (!). Tak wiem, może pod wpływem nagłego impulsu i przywołujących
sił, ale ponownie mamy tu kilka osób. Jak dla mnie za dużo tego. Jako pedagoga
z kilkuletnim stażem raziło mnie również kilka spraw szkolnych dotyczących stosunku
linii nauczyciel – uczeń (klasa) czy też organizowania kółek do północy.
Podczas czytania miałam uczucie, że za dużo wydarzeń zostało
zbite i wyczuwa się w nich pewnego rodzaju nerwowość. Dreszczyk, na który
czekałam, nie pojawił się jednak. W historii teraźniejszość przeplata się z przeszłością.
Wynika to nie tylko z powrotu do historii domu, ale również do wspomnień
bohaterów książki przywoływanych w danych momentach. Powieść została podzielona
na dwie części i jak dla mnie również dobrze mogła się zakończyć na pierwszej. W
drugiej czytamy o tak zwanym ciągu dalszym i czytelnik może znaleźć dokończenie
kilku spraw, choć wiedza o niektórych będzie nadal niejasna i umykająca. Książka
nie jest zła, ale wydaje mi się, że fabuła w swoim zarysie został nieco przesadzona
i przerysowana, a szkoda. Mogła być to całkiem dobra pewnego rodzaju powieść psychologiczna,
której elementy widać w powieści.
Magdalena Zimniak, Pokój Marty, wydawnictwo Replika, maj 2012, okładka miękka ze skrzydełkami, stron 416.

