7 marca 2016

Jude Deveraux, Wiedźma.




Wiedźma to trzecia część cyklu wewnętrznego Sagi Rodu Montgomerych o nazwie Velvet. Jest styczeń 1502 roku i jesteśmy na południu Anglii w małym miasteczku Moreton. W jednym z domów mieszka tutaj wraz z ojcem jurystą, Alyxandria Blackett. Dziewczyna miała 20 lat i była niebywale szczupła. Nie lubiła swojego wyglądu za to kochała muzykę.  Dzięki miejscowemu księdzu rozwijała talent muzyczny od dziecka. Umiała grać na instrumentach klawiszowych, dętych oraz strunowych, na bębenkach i na organach. Dzięki staraniom księdza, pewien franciszkański mnich nauczył ją odczytywania nut, zapisywania pieśni, mszy, litanii. Gdy skończyła 15 lat okazało się, że potrafi również pięknie śpiewać. Mimo talentu, nie była blisko związana z nikim w miasteczku. Żyła raczej na uboczu. Nawet samotne muzykowanie na lutni pod starą jabłonią za murami miasta nie dawało jej ukojenia w samotności. 

Tego dnia, gdy poznajemy dziewczynę, jej granie na lutni i śpiew ballady o pięknej kobiecie szukającej miłości usłyszeli zbliżający się trzej młodzieńcy. Alyx od razu doszła do wniosku, że są prawdopodobnie po całonocnej hulance, w dodatku jeszcze pod wpływem alkoholu. Zaczepił ją jeden z nich, Pagnell, przyszły hrabia Waldenham, pochodzący z rodziny, której nie darzyła sympatią. Incydent pod jabłonią miał wpływ na koleje losów Alyx. Pagnell nie miał zamiaru darować dziewczynie, wywiedział się kim jest i wraz z towarzyszami pojawił się w nocy u jej domu. Nocna, niespodziewana wizyta doprowadziła do śmierci ojca Alyx i wzniecenia pożaru. Gdy wstało słońce, mieszkańcy miasteczka dowiedzieli się, że Alyxandria Blackett została oskarżona o herezję, czarnoksięstwo i złodziejstwo. Hrabia Waldenham w wystosowanym piśmie twierdził, że użyła głosu danego jej przez diabla, aby uwieść jego syna, a gdy ten oparł się pokusie, sprofanowała kościół i okradła go. 


Jedynie za sprawą księdza i sługi Pagnella, Alyx nie została zatrzymana. Miejsce dla niej znaleziono w gęstych lasach pod opieką wyjętego spod prawa lorda Raine’a Montgomery’ego. Tyle tylko, że Alyx musiała z kobiety przeistoczyć się w chłopca. Udało jej się to znakomicie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że została giermkiem Montgomery’ego. Powód, dlaczego Raine stracił łaskę króla Henryka VII i musiał ukrywać się w lasach, odnaleźć można na kartach drugiej części cyklu Velvet, pod tytułem Dziedziczka. Choć tutaj jest to oczywiście wspomniane, więc nie trzeba się bać, jeśli ktoś nie czytał poprzednich części. 

Sprawa Mary ma dalsze reperkusje. Brian tak łatwo nie wybaczy swojemu bratu hrabiemu Rogerowi Chatworth’owi. Aby dokonać zemsty użyje podstępu. Wraca też w Wiedźmie przystojny Jocelyn Laing i panicznie bojąca się go kucharka Blanche (poznani w Obietnicy),  którzy przebywają wśród społecznych wyrzutków. Jocelyn odegra zresztą niebagatelną rolę, wówczas, gdy z zrozpaczoną Alyx opuszczą obóz i miesiącami będą wędrować i zarabiać muzyką na strawę i nocleg. Poznajemy za to uzdrowicielkę, piękną Rosamund, która na lewym policzku miała różowe znamię. W końcu pojawia się na scenie Elizabeth Chatworth, której spryt i gadatliwość miała sposobność poznać Alyx i która niestety nie doceniła Pagnella. Tu mamy już wplecione elementy powieści z części czwartej, które zapowiadają dość ciekawą relację Elizabeth z czwartym Montgomerym, Milesem. Właściwie należy zauważyć, że wydarzenia z części trzeciej i czwartej nakładają się na siebie. Niewątpliwie wzbudza to ciekawość i mobilizuje czytelnika do zaznajomienia się z ostatnią częścią cyklu Velvet (ale nie ostatnią wchodzącą w skład cyklu Sagi Rodu Montgomerych). Taki zabieg wewnętrznych powiązań kilku części cyklu poprzez wydarzenia i bohaterów zawsze zyskuje u mnie poklask. Uprzedzając pytanie czytającego ten post, odpowiadam, że: nie, nie drażniły mnie wzmianki o tym, co dzieje się w części czwartej. Raczej podziałały pobudzająco na wyobraźnię. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy z czytelników tak do tego podchodzi. 


Z historycznego punktu widzenia prawidłowo wpleciona została śmierć syna Henryka VIII, Artura (2 kwietnia 1502 roku) oraz w kilka miesięcy potem śmierć królowej Elżbiety z Yorku po narodzinach ostatniego dziecka (11 luty 1503 roku). Rzeczywiście też król owe nieszczęścia przeżył głęboko i nie potrafił się z nimi pogodzić. 

Powróćmy jednak na chwilę do relacji Raine’a z Alyx.  Na początku dziewczyna traktuje go przez pryzmat Pagnella i jego rodziny. Przecież Montgomery jest szlachetnie urodzony, więc zapewne gnębił swoich poddanych (w czasie przeszłym, bo król zabrał mu ziemie). Była więc do niego uprzedzona i nie bała się korzystać z ciętych ripost. Alyx oczywiście w obozie uchodziła za chłopca i już pierwszego dnia wypełniając rolę giermka Raine’a, od razu odczuła ową mistyfikację. Musiała wysłuchiwać, że jest słaba(y), chuderlawa(y) i nie ma potrzebnych każdemu mężczyźnie mięśni i siły. Wypracowanie ich zajmie trochę czasu, ale Montgomery od razu narzucił ostre tempo. Alyx pragnie się przystosować do nowych warunków i nie pozwolić nikomu odkryć swojej tożsamości. Nie jest to łatwe zwłaszcza, że od pierwszego spotkania jej myśli zaprząta Raine. Z drugiej strony, dziewczyna oderwana jest właściwie od rzeczywistości. Kocha muzykę, ale przez to zatracenie w sztuce, niestety nie wie jak postępować z ludźmi. Wewnętrzne dojrzewanie zajmie jej więc trochę czasu. Tak jak w poprzednich częściach, Devereux nakreśliła wizerunki pełne sprzecznych stanów charakterologicznych, ale jak wiadomo przeciwieństwa przyciągają się. Zarówno Alyx jak i Raine momentami postępują nierozsądnie. Raine, taki wielki i silny mężczyzna, ciągle ucieka i obraża się. Alyx go z kolei goni i nakłania do kompromisów. Ciągle marudzą i ciągle się kłócą.


Pisząc szczerze, perypetie Raine’go zarysowane w powieści Wiedźma trochę mnie rozczarowały. Jego postać dość nieźle została zarysowana w poprzednich dwóch częściach. To, co zostało wcześniej objawione, niebywale intrygowało. Był takim dobrym duchem, który więcej rozumiał i rozpoznawał z tego, co się wokół dzieje, niż jego uparci bracia. W tej z kolei książce otrzymał wizerunek mężczyzny nadąsanego raczej niż dumnego, który zaniedbuje swoją rodzinę. Gdy doczytacie Wiedźmę do momentu, kiedy pojawi się Stephen, zrozumiecie, co mam na myśli. Autorka wyrządziła wielka krzywdę wielbicielkom Raine’a.

Moim zdaniem June Deveraux jest na pewno lepszą pisarką, niż ta książka pokazuje. Cała historia nie jest zgrabnie napisana, nie ma zbyt dobrej fabuły i wiarygodnego romansu, choć niewątpliwie w niektórych wątkach mieści się niezły potencjał.




Jude Deveraux, Wiedźma, wydawnictwo BIS, wydanie 2016, tytuł oryginalny: Velvet Song, tłumaczenie: Magdalena Bałus, cykl: Saga Rodu Montgomerych (tom 3), cykl wewnętrzny: Velvet (tom 3), okładka miękka, stron 320. 



Cykl Velvet (to cztery pierwsze książki Sagi Rodu Montgomerych)
  1. Obietnica (Velvet Promise, 1981)
  2. Dziedziczka (Highland Velvet, 1982)
  3. Wiedźma (Velvet Song, 1983)
  4. Anioł  (Velvet Angel, 1983)                

6 marca 2016

Jude Deveraux, Dziedziczka.




Dziedziczka to druga część (po Obietnicy) wewnętrznego cyklu Velvet, Sagi Rodu Montgomerych autorstwa Jude Deveraux. Rozpoczyna się w momencie zakończenia części pierwszej. Dla przypomnienia mamy rok 1501. Stephen Montgomery jest w siodle od trzech dni, ale i tak już nie zdąży na swój ślub. Swój wyjazd opóźnił z powodu Judith, żony swego starszego brata Gavina. Troska o nią i ostatnie wydarzenia spowodowały, że zapomniał o dacie swego wesela. Król Henryk VII zapragnął nagrodzić go za wierną i długoletnią służbę, dlatego też zaoferował mu rękę majętnej Szkotki, która w dodatku była ponoć przywódczynią szkockiego klanu. Stephen oczywiście nigdy ją nie widział i wyobrażał sobie, że jest stara, brzydka i w ogóle czeka go z taką kobietą dość nieciekawa przyszłość. 

W tym czasie, niemal od miesiąca, w posiadłości sir Thomasa Crichtona przetrzymywana była wbrew sobie, dwudziestoletnia Bronwyn MacArran. Została schwytana na północnej granicy Anglii na rozkaz Henryka VII, który w imię utrzymania na granicach pokoju, postanowił wydać ją za mąż za Anglika, aby ten został przywódcą MacArranów. Król nie wiedział jedynie, że Bronwyn nie mogła być pozbawiona tej władzy, jaką otrzymała w drodze decyzji ojca. W domu sir Crichtona towarzystwem dla Bronwyn była staruszka Morag, która wychowała ją od niemowlęctwa i opiekowała się do chwili, gdy dziewczynka w wieku 6 lat przeszła pod opiekę ojca. Matka Bronwyn zmarła przy jej narodzinach, a ojciec Jamie wraz z jej trzema kandydatami pragnącymi ją poślubić, zostali zamordowani przez Anglików. Drugim, wiernym i zarazem wspaniałym strażnikiem i obrońcą Bronwyn był wilczur Rab. To sympatyczne stworzenie, odegra w dalszych wypadkach niebagatelną rolę. 


 Dziewczyna oczekiwała swojego narzuconego jej przyszłego męża, ale ten nie pojawił się ani w oznaczonym dniu ślubu, ani przez kilka dni po nim. Za to dość miłym towarzyszem dla Bronwyn okazał się hrabia Roger Chatworth, który zapraszał na konne przejażdżki, oczarowywał ją gładkimi słówkami i fałszywymi opowiastkami o związkach ze Szkocją. Tak, to ten Roger, brat Edmunda i zarazem byłego męża Alice Valence (czyli innymi słowy Roger był jej szwagrem) i jednocześnie byłej kochanki Gavina, z tych Chatworth’ów poznanych w powieści Obietnica. Zapewniam, że Alice odegra również swoją makiaweliczną rolę w Dziedziczce, a Rogera poznacie jeszcze z gorszej strony.  Bliżej też zaznajomicie się z młodszym bratem Rogera, Brianem oraz z najstarszą z rodzeństwa Montgomerych, Mary. Będzie już też mowa o Elizabeth Chatworth. Nie wyprzedzam jednak faktów.

Stephen Montgomery przybył do domu sir Thomasa obdarty, zdrożony podróżą i brudny. Od razu mu doniesiono w jaki sposób sir Chatworth wykorzystał jego nieobecność. Stephen oczywiście nie tracąc czasu od razu chciał poznać narzeczoną. Bronwyn była wściekła. Cztery dni spóźnienia na wesele, a potem w chwili przybycia kazał ją wywlec z kąpieli niczym sługę. Dobrze, że zdążyła złapać szkocki pled. Stephen oczywiście osłupiał na jej widok, a jej buńczuczne nastawienie wzbudziło ciekawość. W kolejnych dniach poznawał coraz bardziej naturę dziewczyny i wysłuchiwał je małżeńskich warunków. Aby stać się Szkotem musiałby przywdziać szkocki strój, szanować klan, pokochać ziemię i Szkotów oraz przybrać nazwisko żony. Na to ostatnie Stephen nie chciał się zgodzić, toteż Bronwyn wykorzystała to, aby odmówić poślubienia go. Swojego męża upatrywała w Rogerze. Dwudziestosześcioletni Montgomery nie miał zamiaru ustępować i nawet pojedynkował się Rogerem rozstrzygając ów spór. 


Do ślubu oczywiście doszło, a na czas przybył przyjaciel Stephena, Christopher Audley, który towarzyszył im również w podroży do Szkocji. To, co zobaczył Stephen przybywając do domu Bronwyn wielce go zdumiało.  Zamek Larenston był godny podziwu, w kontaktach z ludźmi nie liczyły się tytuły, szkocki styl walki był o wiele lepszy niż ten angielski, a Bronwyn – kobieta (!) miała posłuch wśród mężczyzn. Istniał jednak wewnętrzny zatarg. Brat Bronwyn, Davey, nie mogąc pogodzić się z decyzją ojca powierzenia przywództwa siostrze, podzielił klan i wraz z garstką  ludzi mieszkał od tamtej pory w górach. Z drugiej strony MacGregorowie byli odwiecznymi wrogami MacArranów i co i raz dochodziło do niesnasek.

Dumna Bronwyn oczywiście podobała się Stephenowi, ale jej nieposłuszeństwo względem jego postanowień już mniej. Członków klanu przekładała nade wszystko, ciągle kwestionowała decyzje Stephena, podkreślała, że to Anglicy zabili jej ojca i trzech mężczyzn, z których miała wybrać męża. Stephen z kolei nie miał zamiaru ustępować żonie, ani też poddawać się i być ulęgłym. W końcu był pewnym siebie mężczyzną, choć niektóre jego pomysły (jak ten z Hugonem) i zachowania wydają się dziecinne. Mimo to, w szkockich obyczajach zaczyna dostrzegać same pozytywy i potrafi dostosować się do oczekiwań. Bronwyn czasami zachowuje się jak sekutnica, jest śmieszna trwając w swoim uporze, ale z czasem wewnętrznie dojrzewa. Ani Stephen, ani Bronwyn nie są doskonali, ale wydaje się, że idealnie do siebie pasują. Postępowanie tej ostatniej wynikające z wpojonych przekonań i lojalności wobec klanu, można nie lubić, ale za to powinno się zrozumieć. Co do wzajemnych stosunków małżeńskich nakreślonych w powieści, należy przede wszystkim pamiętać, że seria Velvet powstała na początku lat 80. XX wieku i wówczas też inne były oczekiwania czytelniczek niż obecnie. 

Akcja większej części powieści rozgrywa się na terytorium górzystej Szkocji. Mamy więc między innymi: mężczyzn z długimi włosami i w kiltach, walki klanów, stare zamki, opisane panujące zwyczaje, stan gospodarczy, stosunki między warstwami. Oczywiście są tu też wspomniane wydarzenia, jakie miały miejsce na dworze Henryka VII. To romans historyczny, w którym obok miłości główną rolę odgrywa przygoda. Oczywiście, jako, że jest to drugi tom cyklu Velvet, to w książce znajdują się powiązania z częścią pierwszą, wydarzenia, które łączą drugą cześć z trzecią i zapowiedź tego, co będzie w owej części trzeciej. Oprócz Stephena mowa jest o losach Gavina i Judith, Reine’a oraz Milesa. To ma znaczenie. Tego jednak nie będę już zdradzać, bo czas zaczyna być mianownikiem wspólnym. Cieszę się jednak, że czytam powieści w kolejności. Dziedziczka, ze względu na szkockie elementy, sprawiła mi ogromną radość i z zapałem zabrałam się za czytanie kolejnej części. O tym jednak, w kolejnym poście dotyczącym Sagi Rodu Montgomerych.
 


Jude Deveraux, Dziedziczka, wydawnictwo BIS, wydanie 2015, tytuł oryginalny: Highland Velvet, przełożyła Dorota Jankowska - Lamacha, cykl: Saga Rodu Montgomerych (tom 2), wewnętrzny cykl: Velvet (tom 2), okładka miękka, stron 444.


Cykl Velvet (to cztery pierwsze książki Sagi Rodu Montgomerych)
  1. Obietnica (Velvet Promise, 1981)
  2. Dziedziczka (Highland Velvet, 1982)
  3. Wiedźma (Velvet Song, 1983)
  4. Anioł  (Velvet Angel, 1983)                

5 marca 2016

John Galsworthy, Posiadacz.




Posiadacz to pierwszy tom trylogii zatytułowanej Saga rodu Forsyte’ów autorstwa Johna Galswothy’ego (1867-1933). Właściwie wszystkich członków tej szanowanej, bogatej rodziny mieszczańskiej poznajemy 15 czerwca 1886 roku podczas przyjęcia u starego Jolyona Forsyte’a na Stanhope Gate. Byłoby to zapewne jedno z wielu przyjęć rodzinnych, gdyby nie to, że stary Jolyon nie urządzał żadnego od śmierci swojej żony, czyli od ponad 12 lat, oraz że przyczyna jego przygotowania tkwiła w uczczeniu zaręczyn jego niespełna dziewiętnastoletniej wnuczki June i młodego Filipa Bosinney’a.

Forsyte’ów cechowała sztywna wyniosłość, pewność siebie, dostojeństwo i wzgardliwość zachowania. Woleli nie pamiętać, że ojciec starszego pokolenia Forsyte’ów, Jolyon, pochodził z rodziny farmerskiej (jego ojciec również Jolyon był farmerem) i przybył z Dorsetshire w początku XIX wieku. Z zawodu był murarzem i wiadomo było, że gustował w maderze. Dziesięciorgu dzieciom pozostawił do podziału 30 tysięcy funtów. Obecnie w męskiej linii najstarszym Forsyte’em był stary Jolyon mający 80 lat, toteż on był głową rodu. Jego rodzeństwo to: liczący po 75 lat bliźniacy Swithin (grubszy) i James (chudszy), mający około 70 lat Mikołaj, Roger (miał czterech synów), Tymoteusz (najmłodszy) oraz ciotki Anna (najstarsza z rodzeństwa – miała 86 lat), Estera i Jula. Tymoteusz, tak jak i Swithin, był starym kawalerem i jedynym z Forsyte’ów nieobecnym na zaplanowanym przyjęciu. Cechowała go zbytnia ostrożność i dbałość o  swoje zdrowie. Mieszkał w domu przy Bayswater Road, mając pod swoja opieką siostry: stare panny - Annę i Esterę oraz wdowę po Septymusie Smallu, Julę (skrót od Julii). Jedyną siostrą Foryste’ów jeszcze zamężną była pani Hayman. Jeden z bliźniaków, James, miał syna Soamesa, który ożenił się z piękną, acz nieposiadająca posagu Ireną. Córką Jamesa, a żoną Dartiego była Winifreda. Jerzy był z kolei synem Rogera. Wśród młodszego pokolenia należy wymienić jeszcze Archibalda, Mikołaja i Eustachego. Stary Jolyon, też ma syna, ojca June –młodego Jolyona, ale od lat nie utrzymywał z nim kontaktów, kiedy ten opuścił żonę i dziecko, aby uciec z guwernantką córki. Kiedy 6 lat temu zmarła matka June, miał się ożenić z wybranką i nawet miał z nią już dwoje dzieci. 


Trzeba sobie uświadomić, że wszyscy Forsyte’owie pochodzący ze starszego pokolenia zajmowali wysokie stanowiska w rozmaitych przedsiębiorstwach. Tylko Tymoteusz lokował pieniądze w konsolach. Kolekcjonowali obrazy, wspierali instytucje dobroczynne, a jako członkowie kościoła anglikańskiego opłacali ławki w kościele. Ich rezydencje były rozmieszczone dookoła Hyde Parku: stary Jolyon mieszkał na Stanhope Place, Jamesowie na Park Lane, Swithin na Hyde Park Mansions, Soamesowie na Knightsbridge, Rogerowie w Prince’s Gardens, Haymanowie na Camden Hill, Mikołaj w Ladbroke Grove, Tymoteusz (wraz z siostrami) przy wspomnianym już Bayswater Road. Jedynie Soames zapowiedział na przyjęciu, że być może kupi nowy dom. 

Źródło można powiększyć

Tak wyglądała rodzina Forsyte’ów. Mimo, że nie byli względem siebie zbyt uczciwi, to troszczyli się o bliskich w ramach pokrewieństwa. Toteż już na przyjęciu wietrzyli niebezpieczeństwo, jakie może wyniknąć z zaręczyn June z Filipem. Dziewczyna poznała narzeczonego w domu Bayensów (Bayens i Bildeboy to spółka architektów), wuja Bosinney’a ze strony matki. Filip był młodym architektem, postrzeleńcem i w dodatku nie posiadał pieniędzy. Stary Jolyon oczywiście postawił warunek, że młodzi nie pobiorą się dopóki Bosinney nie będzie zarabiał, co najmniej 400 funtów rocznie. Szansę dla Fila, June upatrywała w budowie nowego domu Soamesa w Robin Hill.  Soames zdecydował się na kupno ziemi i rzeczywiście powierzył budowę domu Filipowi. Ten coraz częściej przebywał w rezydencji na Knightsbridge, spotykał żonę Soamesa – Irenę i coraz bardziej ulegał jej wdziękom. Irena Heron, córka profesora, poślubiła Soamesa bez miłości, w drodze jego wielokrotnego ponawiania propozycji małżeństwa i z obietnicą, że zwróci jej wolność, jeżeli okaże się, że małżeństwo nie będzie szczęśliwie. Tyle tylko, że Soames nie chciał w ogóle pamiętać obecnie o swoim przyrzeczeniu. Mijały miesiące. 27 września 1887 roku zmarła ciotka Anna, budowa postępowała, ale w kwietniu 1888 roku przekroczono ponownie wydatki, z czego nie był zadowolony Soames. Z kolei fascynacja Filipa Bosinney’a osobą Ireny niepomiernie wzrosła, a całym Londynie huczało od skandalizujących plotek. Nikt nie widział w tym żadnego sensu, bo ani Irena, ani Filip nie posiadali przecież żadnych pieniędzy. Biedna June, nie wiedziała czy jest zaręczona, czy już nie, ale nie zamierzała żebrać o miłość. Z kolei jej dziadek po 15 latach nawiązał kontakt z synem, młodym Jolyonem i poznał swoje wnuczęta: chłopczyka Jolly i dziewczynkę Holly.  


To oczywiście historia June, Filipa, Ireny i Soamesa jest główną kanwą pierwszego tomu Sagi rodu Forsyte’ów. Soames to posiadacz na wielką skalę, który chce osiąść w siedzibie wiejskiej i odseparować od wszystkich żonę. Ma niemal obsesję na jej punkcie. Nie może też zrozumieć, dlaczego Irena zachowuje się tak, a nie inaczej.  Jest chciwy zarówno na pieniądze, jak i miłość. Nie pragnie dobra swojej żony, jest egoistą, w dodatku bezdusznym. Nie lubimy Soamesa, ale jednak go rozumiemy. Irena jednak pozostaje do końca zagadką, bo nie wiedzieć, czemu zdecydowała się na małżeństwo z Soamesem. Jest eteryczna, niemal idealna, w dodatku piękna. Jest też ofiarą, ale przecież dokonała wyboru. Filip i Irena nie mają szans w ówczesnych panujących warunkach na poczynienie desperackich kroków, które miałyby sens zarówno w oczach społeczeństwa jak i nie wpłynęłyby na ich życie. Młody Jolyon już coś o tym wie. 

Posiadacz jest krytyką wymierzoną w średnie mieszczaństwo i niektóre wartości epoki wiktoriańskiej. Kobieta zawsze była tą winną, nie miała praw, nie mogła decydować i podlegała mężowi. John Galsworthy wspaniale odmalował charaktery poszczególnych postaci, subtelnie wtrącił humor i ironię, pokazał burzę namiętności, pasji i różne odcienie miłości. Styl autora jest niemal liryczny i można się w nim niewątpliwie zatracić. To wspaniała książka, którą pochłonęłam. Warto jeszcze nadmienić, że John Galsworthy w 1932 roku otrzymał Nagrodę Nobla za „wielką sztukę prozatorską której szczytem jest „Saga rodu Forsyte’ów”. 

O klasyce można pisać, ale nie oceniać miarą naszej współczesności. Z niecierpliwością będę więc wyczekiwać kolejnych części w nowym wydaniu. Brakowało mi tylko drzewa genealogicznego Forsyte'ów, ale od czego jest internet?



John Galsworthy, Posiadacz, wydawnictwo MG, wydanie 2016, tytuł oryginału: The man of property, przełożyła Róża Centnerszwerowa, seria: Saga rodu Forsyte'ów (tom 1) [The Forsyte Saga], oprawa twarda, stron 400.


 Saga rodu Forsyte'ów (The Forsyte Saga)
  • Posiadacz (The Man of Property, 1906)
  • W matni (In Chancery, 1920)
  • Do wynajęcia (To Let, 1921)