28 lipca 2013

Tadeusz Chrzanowski, Sztuka w Polsce. t.1. - Od Piastów do Jagiellonów, t.2 Od I do III Rzeczypospolitej.



Nie, nie zgłupiałam do reszty i nie czytam samych li tylko powieści i to jak niektórzy pewnie stwierdzą ze złośliwością, że lichej natury. Niestety już na głębokie, ciężkie powieściowe wody raczej nie będę wypływać, chyba, że to będzie klasyka. Radykalnie mi się w ostatnich latach, więc zmieniło pod tym względem, ale na pewno nie będę odszczepieńcem, jeśli chodzi o czytanie książek z zakresu historii i sztuki. Dziś chciałabym Wam zaproponować dwie książki, co prawda wydane pod wspólnym tytułem Sztuka w Polsce i w podobnej oprawie graficznej, ale już pod innymi podtytułami. Za powstanie książek odpowiada znany historyk sztuki, profesor Tadeusz Chrzanowski (1926-2006), którego bogata biografia prac obejmuje ponad 800 pozycji. Sztuka w Polsce Piastów i Jagiellonów (1993) i Sztuka w Polsce od I do III Rzeczypospolitej (1998) weszły do kanonu lektur z historii sztuki. U mnie są tomiszcza, które zostały wznowione w roku 2008 nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN.


Sztuka w Polsce Piastów i Jagiellonów obejmuje początki sztuki chrześcijańskiej w Polsce, sztukę romańską i gotycką oraz rozwój sztuki w pierwszej i drugiej fazie renesansu. Autor w każdym większym rozdziale wyróżnił podrozdziały dotyczące architektury, rzeźby i malarstwa oraz rzemiosła artystycznego. Ten sam niemal podpodział odnajdziemy w Sztuce w Polsce od I do III Rzeczypospolitej, z tym, że oczywiście analizowana jest tu sztuka okresu pierwszych królów elekcyjnych (Stefana Batorego i królów z dynastii Wazów), baroku z wyróżnieniem baroku dojrzałego i późnego (rokoko), klasycyzmu, romantyzmu, akademizmu, historyzmu, eklektyzmu i młodej polski oraz znalazł się tu rozdział obejmujący charakterystykę sztuki Polski od 1918 roku do ustanowienia III Rzeczypospolitej. Każdy tom zaopatrzony został w indeksy nazwisk, topograficzno - geograficzne, spis ilustracji oraz bibliografię (jest w tomie drugim). 


Profesor zastrzegł we wstępie, że absolutnie nie jest to podręcznik, acz stanowi to na pewno kompendium wiedzy o historii sztuki w Polsce. Moim zdaniem niewątpliwie powinna być to lektura, dla zdających maturę z historii sztuki oraz studentów. Tadeusz Chrzanowski opowiada w sposób barwny, lekki i swobodny, co czyni lekturę jeszcze bardziej atrakcyjną. W analizach dzieł sztuki zwraca uwagę nie tylko na ich twórców, datację, wpływy obce, ale również krótko przytacza jego historię, wymienia właścicieli i zwraca uwagę na detale oraz między innymi i to, w jakim stanie (jeżeli w ogóle) dzieło przetrwało do naszych czasów. Nie omija również biografii i kariery zawodowej poszczególnych artystów działającej na ziemiach polskich, zaznaczając między innymi skąd przybyli, kto sprawował nad nimi mecenat, dla kogo pracowali, z jakiej inicjatywy i na potrzeby, czego tworzyli dzieła. Sprawnie przeprowadza czytelnika przez historię polskiej sztuki podając zwięzłe charakterystyki poszczególnych stylów, następujących po sobie zmian, wyliczając szkoły artystyczne, dostępne dla twórców materiały, zwracając uwagę na pomieszanie stylów w budowlach. Autor przybliża czytelnikowi artystów znanych i mniej znanych. Czytelnik poznaje etapy rozwoju oraz charakter i problematykę polskiej architektury, rzeźby i malarstwa oraz między innymi snycerstwa, złotnictwa, meblarstwa czy też przeobrażenia w zakresie stroju. 


Książki są bogato ilustrowane, a co najważniejsze wydane na dobrym jakości papierze, co czyni lekturę jeszcze bardziej atrakcyjną. Można je czytać od deski do deski, albo też sukcesywnie podczytywać. Ja wybrałam tym razem drugą opcję, koniecznie przy stole i to najczęściej wówczas najlepiej smakuje mi kawa. Sukcesywne podczytuję od ładnych paru tygodni i pewnie w najbliższym czasie jeszcze tak będzie. obecnie dryfuję w drugim tomie. Jest to, bowiem lektura wielce zajmująca, poza tym lubię przypominać sobie wiadomości, które gdzieś skrywane są w zakamarkach głowy.  Jak najbardziej warto.



Tadeusz Chrzanowski, Sztuka w Polsce. t.1. - Od Piastów do Jagiellonów, oprawa twarda, stron 486; t.2 Od I do III Rzeczypospolitej, oprawa twarda, stron 512; Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008.

26 lipca 2013

Sherryl Woods, Skrawek nieba.


Skrawek nieba należy do serii zatytułowanej Stalowe magnolie stworzonego przez Sherryl Woods i dotyczącego losu przyjaciółek oraz ich rodzin mieszkających w małym, prowincjonalnym miasteczku Serenity. Swego czasu czytałam Życiową szansę (nie tak dawno powieść została wydane pod tytułem Smak nadziei), opowieść dotyczącą Maggie. Skrawek nieba to kolejna część, która nawiązuje oczywiście do poprzedniej i niejako zapowiada kolejną. 

Tym razem bliżej poznajemy Danę Sue, matkę szesnastoletniej Annie, przyjaciółkę Maggie i Helen, właścicielkę dobrze prosperującej w miasteczku przyjemnej restauracji. Na otwarcie własnego interesu zdecydowała się jakieś dwa lata temu, kiedy to dowiedziała się o zdradzie męża, zrobiła mu karczemną awanturę, z której sąsiedzi mieli uciechę, wyrzuciła go z domu, a potem szybko rozwiodła. Właściwie od tego momentu zaczęły się problemy z Annie. Dana Sue na początku z lekceważeniem podchodziła do niepokojących ją znaków. Annie z upływem tygodni, miesięcy, stawała się coraz chudsza. Zaczęła unikać jedzenia i oszukiwać Danę Sue. Gdy pewnej nocy Annie straciła przytomność, Dana Sue przejrzała na oczy. O stanie córki powiadomiła swojego byłego męża – Ronniego, który od tej pory będzie ponownie jej wsparciem i podporą. Oczywiście w tym wszystkim będą się jeszcze liczyć uczucia i to, że Ronni też już będzie wiedział, czego chce. 

Czy zastanawialiście się nad tym, co byście zrobiły, gdyby wasz jedyny, wyśniony, wymarzony, zaobrączkowany, dokonał jednorazowego wyskoku? Przecież spotyka to naszych znajomych i przyjaciół, równie dobrze nas może dotyczyć. Cóż wtedy? Wybaczyć czy przegnać na cztery wiatry, czy można ponownie takiej osobie zaufać? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. Dana Sue stanęła przed nie lada wyborem, zwłaszcza, że Ronnie to jej miłość od nastoletnich czasów, i mimo, że zawiódł, to i tak nie tak łatwo przenieść lata małżeństwa do lamusa. Poza tym jest jeszcze Annie, której rozstanie rodziców wciągnęło w pętlę choroby, z której nie tak łatwo się uwolnić. Sherryl Woods ładnie podkreśla, że potrzebna jest gra zespołowa nie tylko lekarzy, ale przede wszystkim rodziny.  

Wydaje mi się, że Autorka w tej akurat książce skupiła się przede wszystkim na problemach Annie, na odnalezieniu i przeanalizowaniu źródeł tych kłopotów i wysnucie podstawowych wniosków.  Wątek Annie i Ronniego stanowi jedynie w tym przypadku pewnego rodzaju dobrze odmalowane tło. Skrawek nieba jednak znacznie bardziej mi się podobał od Życiowej szansy (obecny tytuł Smak nadziei). Zresztą tą drugą czytałam w marnym kieszonkowym wydaniu. Obecne jest solidne i przyjemne dla oka.



Sherryl Woods, Skrawek nieba, wydawnictwo Harlequin/Mira, lipiec 2013, tłumaczenie: Anna Bieńkowska, oprawa miękka, stron 368.

24 lipca 2013

Jean Webster, Tajemniczy opiekun.


Nie pamiętam, abym w młodości swojej czytała Tajemniczego opiekuna autorstwa Jean Webster (1876 – 1916). Chyba zapamiętałabym – tak myślę, choć w natłoku przeczytanych książek to nic nigdy nie wiadomo - bowiem obecnie bardzo mi się książka podobała. W nastoletnich latach, chybaby szalała za nią. Niemniej, jeżeli nawet czytałam ją dopiero po raz pierwszy mogę napisać, że pokochałam styl, jaki zastosowała w powieści Jean Webster. Książka przybiera, bowiem formę epistolarną, składa się z licznych listów pisanych jednostronnie przez wychowankę Domu Wychowawczego imienia Johna Griera, Agatę Abbott, do nieznanego z imienia i nazwiska oraz wyglądu, Opiekuna. Listy pisane są w obrębie czterech lat. 

Wszystko zaczyna się w pewną środę, kiedy to raz w miesiącu Opiekunowie wspierający Dom Wychowawczy, jak co miesiąc robią swój rekonesans. Na zebraniu deliberują na temat już prawie dorosłej Agaty, a jeden z Opiekunów dostrzegając jej dar lekkiego wysławiania się poprzez pióro, decyduje się sfinansować jej kształcenie w college’u. Oczywiście stawia przy tym warunek swej anonimowości, co więcej życzy sobie otrzymywania comiesięcznych raportów w postaci listów kierowanych do jego sekretarza. Tak rozpoczyna się owa jednostronna korespondencja Agaty do Opiekuna, przy czym dziewczyna ma swoje wyobrażenie bogatego, życzliwego, pełnego ciepła i otoczonego rodziną staruszka. Jak można się domyśleć, jej imaginacja mało ma wspólnego z rzeczywistością. Z drugiej strony Aga pisze listy rozwlekłe na kilka stronic, opowiada o codziennych perypetiach w szkole i poza nią, swoich przyjaciołach, wakacjach, smutkach i radościach. Poza tym słodko zwraca się do nieznanego jej zupełnie pana.

Listy są napisane wspaniałym stylem z dawką pozytywnego humoru. Autorka świadomie poprzez listy ukazuje dojrzewanie Agaty. Na początku są to listy pisane przez nieco trzpiotowate dziewczę, nieobeznane ze światem. W miarę upływu lat, dziewczyna nabiera pewności siebie, zdobywa wiedzę i przede wszystkim staje się ładną kobietką. 

Powieść czyta się migiem, tekst urozmaicony jest rysunkami oczywiście wykonanymi przez Agatę. To świetna odskocznia od współczesnych powieści. To klasyka, która spodoba się na pewno dorastającym dziewczynkom, ale którą można z lubością i sentymentem przeczytać na nowo po latach. Mimo to, że napisana została ponad sto lat temu (wydana w 1912 roku), to padają w niej mądre słowa:

/…/ otóż ja zamierzam żyć intensywnie. Będę się cieszyła każdą chwilą i będę wiedziała, że się nią cieszę, ciesząc się nią. Większość ludzi nie żyje, tylko goni za czymś przez całe życie. Usiłują osiągnąć cel jakiś, daleko na widnokręgu, i w tej gorączce dążenia tak się zmęczą i zadyszą, że tracą poczucie otaczającego ich spokojnego piękna, obok którego przebiegają pędem.
Potem, kiedy ocknąwszy się odzyskują nareszcie trzeźwość sądu, pierwszą rzeczą, jaka ich uderza, jest poczucie, że zdążyli się zestarzeć, znużyć życiem i zobojętnieć już nawet na to, czy osiągnęli swój cel, czy nie. (s. 107)

Czyż nie można tych słów odnieść do naszych czasów?


Jean Webster, Tajemniczy opiekun, wydawnictwo Nasza Księgarnia, wydanie 1993, okładka miękka, stron 144. 

23 lipca 2013

Wiesława Bancarzewska, Powrót do Nałęczowa.

Wydaje się, że czterdziestodwuletnia Anna Duszkowska jest zadowolona z życia. Ma pracę, którą lubi; chłopaka – Bartka - tego samego od siedmiu lat, którego kocha i mieszka – samotnie - w jednej z toruńskich kamienic, starym mieszkaniu należącym do rodziców, pełnym pamiątek i starych mebli. Brakuje jej jednak rodziny: nie ma już rodziców, nie mam ciotek i nie ma babci. Tęskni za bliskością rodziny i być może dlatego, pewnego dnia w swojej łazience odnajduje przejście, które pozwala jej przemieścić się w czasie. Raptem znajduje się w przedwojennym Nałęczowie, w alei modrzewiowej prowadzającej do domu jej babci. Szybko potrafi przenieść się do współczesności i podjąć ważną decyzję o powrocie tamże. Nie zapomina się oczywiście odpowiednio przygotować poprzez zakup odpowiedniego ubioru czy przedwojennych pieniędzy. W 1932 roku późnym latem, nie zdradzając się, kim jest, wynajmuje pokój u swojej wówczas czterdziestoletniej babci i poznając dzieciństwo i młodość swoich ciotek i swojej mamy. Anna jest oczarowana miłością, jaka panuje w rodzinie, światem, w którym czas płynie inaczej, a jednocześnie obserwuje, jak trudno żyje się jej najbliższym i z jakie problemy występują w społeczeństwie: rasizm, nierówność społeczna, różnice w położeniu materialnym. Postanawia, więc nieco anonimowo wspomóc babcię. Z drugiej strony jej życie nie ogranicza się tylko do rodzinnego domu. Poznaje między innymi przystojnego dżentelmena Aleksandra Obryckiego i szybko zdaje sobie sprawę, co to znaczy prawdziwa miłość i czego tak właściwie pragnie najbardziej w życiu. 

Akcja powieści rozgrywa się na przemian w 2011 i w 1932 roku (i później), ponieważ Anna wielokrotnie korzysta z przejścia czasowego. A to, aby zakupić odpowiednie rzeczy, które niewątpliwie przydadzą się tam, gdzie ciągle wraca; a to, aby się porządnie wykąpać czy wyprasować sukienkę; a to, żeby iść do lekarza. Z drugiej strony w torebce przemyca do 1932 roku iPoda, telefon komórkowy czy numer Glamour, co zresztą potrafi też wykorzystać. Poza tym Anna, co i raz wypaple coś, o czym nawet się w 1932 roku ludziom nie marzyło lub czego nie byli jeszcze świadomi. Warto od razu zaznaczyć, że świat przedwojenny został odmalowany przez Autorkę w sposób rzetelny. Zostało zresztą na jednej ze stron zaznaczone, że książka jest fikcją literacką, a przedwojenny Nałęczów oraz przedwojenny Inowrocław zostały przedstawione w sposób możliwie bliski rzeczywistości, a niektóre postacie, o których jest mowa żyły w tych miastach w latach 1932-1933.

Zastanawiałam się, czy w tagach nie przypisać tej książki do powieści historycznej, bo elementów tego rodzaju można bez wątpienia znaleźć w książce. Z drugiej jednak strony, gdy weźmiemy pod uwagę przenosiny naszej podróżniczki w czasie, to jednak bez wątpienia książkę można określić, jako fantastyczną. Mam tu wiec małą zagwozdkę. Niewątpliwie jest to lektura inna, próbująca połączyć świat współczesny – rok 2011 – ze światem przeszłym – rok 1932. Autorce w pewnym sensie ten zabieg się powiódł, ale z drugiej strony czytelnik nie odnajdzie tu wiele odpowiedzi na postawione przez siebie pytania związane z dalszą egzystencją Anny w dwóch czasoprzestrzeniach, przy czym w jednej (1932) czas płynie do przodu, w drugiej (2011) nie ma upływu czasu, gdy Anna znajduje się w przeszłości (starzeje się czy się nie starzeje?) i tym podobne.   

Niewątpliwie Wiesława Bancerzewska ma lekkie pióro nasycone świetną dawką humoru i powinna jak najbardziej parać się pisaniem. Powieść jest jej udanym debiutem. Poza tym potrafi wspominać, opowiadać, pisać, gawędzić o przeszłości w sposób czysty i przykuwający uwagę. A mimo wszystko jednak napiszę, że czegoś jeszcze mi w tej książce brakowało (wiem, czepiam się). Czytałam ją bez porywu serca, mimo że namalowana została w kolorach sepii. Być może, dlatego, że składa się z kilku części, jednych lepszych, innych gorszych, a być może dlatego, że osadzenie powieści tylko w 1932 roku bez wątków fantastycznych chyba bardziej by mi się podobało. Nie można jednak zadowolić każdego czytelnika. Uważam, że jest to dobra powieść o rodzinie, coś w rodzaju sagi rodzinnej, choć druga połowa książki dotyczy już tak właściwie w pełni losów Anny.
 


Wiesława Bancarzewska, Powrót do Nałęczowa, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, wydanie 2013, okładka miękka, stron 448.

20 lipca 2013

Barbara O'Neal, Sekrety uczuć.

Ostatnio czytam książki, które opowiadają o losach bohaterów mniej więcej w moim wieku. Nie powiem, że nie jestem zadowolona, bo jest oczywiście odwrotnie. No cóż, wraz z upływem lat zmieniły się moje gusta i coraz chętniej czytam takie książki. Nie są one już zwariowane, jak te z półek traktujących o pokoleniu dwudziestolatków, ale stonowane i ujęte w bardziej pastelowe, spokojniejsze kolory. Co więcej, nie są też powierzchowne, mają swoje drugie dno, jeśli wiecie, co mam na myśli. Nie inaczej jest w przypadku książki autorstwa Barbary O’Neal Sekrety uczuć. Czytałam już jedną powieść tej Autorki, zatytułowaną Recepta na miłość. Niewątpliwie Autorka ma dar lekkiego pióra, łatwego transponowania pomysłów na kartkę papieru, tam gdzie należy jest śmiała, a w momentach specyficznych potrafi wprowadzić odpowiedni nastrój i atmosferę wyczekiwania, czym obezwładnia czytelnika. 

Tessa Harlow do niedawna była przewodnikiem górskim ekstremalnych wypraw. Do niedawna, bo jakieś trzy miesiące temu, podczas jednej z nich, doszło do groźnego wypadku. Nie dość, że zginęła jedna z uczestniczek wyprawy, za którą śmierć obwinia się Tessa, to jeszcze kobieta przypomniała sobie traumatyczne zdarzenie z dzieciństwa. Przeżycia nie dają jej spokoju i wytchnienia, mimo, że ostatnie tygodnie nabierała sił w Santa Cruz przebywając u swojego ojca. Sam nie chce do końca Tessie wyjaśnić tego, co wydarzyło się w przeszłości i jest przeciwny wyjazdowi do Los Ladrones. To właśnie w tamtym miejscu Tessa wpadła do rzeki, kiedy była mała. Mimo to, za zgodą swojego szefa, kobieta chce przyjrzeć się bliżej miasteczku, które ostatnio upodobali sobie turyści. Los Ladrones zaskakuje ją pozytywnie. Bohaterka poznaje tam sympatycznych ludzi w większości związanych z dawniej istniejącą w tych okolicach zorganizowaną komuną a obecnie przekształconą na ekologiczną farmę i przede wszystkim znajduje się pod urokiem przystojnego Vince’a. W nowym miejscu pobytu kobieta szuka odpowiedzi na pytania, jakie stawia wobec własnej przeszłości. Rozwiązania zagadek przyniosą nieoczekiwane rezultaty.  

Barbary O’Neal napisała powieść o kobiecie, która mimo bliskiego osiągnięcia granicy czterdziestu lat, nie wie za wiele o swoje przeszłości. Zresztą nigdy też za bardzo się tym nie interesowała, bowiem wystarczały jej krótkie tłumaczenia ukochanego taty – Sama. Szuka, kluczy, chce jednak poznać prawdę, bowiem traumatyczne przeżycia z dzieciństwa obecnie w Los Ladrones wracają ze zdwojoną siłą. Z drugiej strony zaczyna być zafascynowana Vincem, który samotnie – nie wliczając w to babci - wychowuje trzy małe córeczki. Och, kłótnie między dwiema starszymi są przeniesione z życia (wiem, o czym piszę, bo sama mam dwie siostry). Tessa jest przekonana, że jest koczowniczką, przecież odwiedziła trzydzieści siedem krajów, a mieszkała w czterech. Coraz częściej zadaje sobie jednak pytanie, czy nie czas się zatrzymać, czy nie jest już za stara (tak, tak) na prowadzenie górskich ekspedycji i czy nie nadchodzi moment, aby radykalnie zmienić tryb życia. Życie to sztuka wyboru. 

To dobrej jakości lektura, w której znajdziecie również bardzo łatwe do przygotowania przepisy na śniadania. W Los Ladrones jada się, bowiem poranne posiłki w lokalu prowadzonym u Vity Solano. To ona po swoich doświadczeniach pomaga kobietom wychodzącym z więzienia, które pojawiały się tam przez mężczyzn. To kolejny temat poruszony w powieści: kobiety bite i maltretowane przez mężów, które niejednokrotnie przekraczają barierę swojej wytrzymałości na zło, jakie je dotyka.

Niewątpliwie jest to powieść, która przyciąga uwagę i po którą warto sięgnąć z księgarskiej półki.
 


Barbara O'Neal, Sekrety uczuć, Wydawnictwo Literackie, wydanie sierpień 2013, przełożyła Sylwia Trzaska, okładka miękka, stron 464.

18 lipca 2013

Agnieszka Błotnicka, Tamtego lata nad Sekwaną.


Wiedziałam, że znam to nazwisko. Poszperałam na blogu i okazało się, że niegdyś czytałam książkę Agnieszki Błotnickiej napisaną dla młodzieży, a zatytułowaną Kiedy zegar wybije dziesiątą. Tym razem miałam możliwość poznać odsłonę pióra Autorki dla dorosłego czytelnika, nie powiem, nawet udaną. Tamtego lata nad Sekwaną to powieść z wątkiem romantycznym i co najważniejsze o zabarwieniu optymistycznym. Jak ktoś przechodzi obecnie trudne chwile i zastanawia się nad przyszłością swojego nie dość nieudanego związku, ten zapewne znajdzie ukojenie i po przeczytaniu będzie wiedział, co powinien zrobić (tak przynajmniej myślę). 

Akcja powieści ogranicza się jedynie do kilku głównych miejsc. Jak można się domyśleć bohaterów też jest niewielu. Autorka nie rozdrabnia się, a uwagę czytelnika zajmuje życie tychże postaci. Poznajemy czterdziestoletnią Monikę, która od dwudziestu lat jest żoną Wojtka. Ona – ładna, zadbana, obrotna prawniczka pracujące w dobrze prosperującej firmie, On – przystojny architekt, przewiązujący wagę do wyglądu. Są oczywiście dobrze sytuowani, mają dom w Konstancinie, choć na dzieci w tej gonitwie zabrakło czasu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Monika czuje się samotna, brak jej pewności siebie, jest zaniedbywana przez męża i co więcej, notorycznie zdradzana. Tego ostatniego jest jak najbardziej świadoma, ale nie potrafi się zdobyć na jakikolwiek protest, przymyka wiec oczy na miłostki. W ogóle moim zdaniem nie potrafi walczyć, jest naiwną, nie potrafi, a może boi się wyrazić swojego zdania, takie ciele mele. Jej postawa działała mi czasami na nerwy. Jedno jest pewne, gdy Monika decyduje się zając sprawą powierzoną jej przez firmę i wyjechać to Paryża, mąż za bardzo się nie przejmie kolejnym odłożeniem wakacji. Tam przypadkowo spotka Tomasza, któremu pół roku wcześniej prowadziła sprawę rozwodową. Jej życie w końcu nabierze upragnionych rumieńców.

Dobra powieść, która przestrzega przed tym, o czym właściwie wszystkim wiadomo, ale i tak niektórzy brną w jakieś ślepe życiowe zaułki. Można to ująć w paru kwestiach, takich jak: praca od świtu do nocy, gonitwa za karierą oraz pieniądze szczęścia nie dają, w związku należy o siebie wzajemnie dbać, troszczyć się mimo upływających lat bycia razem, a co najważniejsze rozmawiać, a nawet kłócić się, bo wtedy też wymieniamy poglądy. Monika tkwiła w związku, którym tego już nie było. Tęskniła za bliskością męża, łudziła się ponownym zbliżeniem do niego, wspominała z tęsknotą udane pierwsze lata małżeństwa. Tyle tylko, że to, co ważne, gdzie po drodze oboje zgubili. Z drugiej strony Autorka pokazuje, że różnica wieku między kobietą i mężczyzną nie jest ważna w miłości. Cóż, że młodszy, najważniejsza przecież miłość. 

Tamtego lata nad Sekwaną to dobrze skonstruowana powieść z nutką nostalgii, paryskiej romantyczności i dokonywanych wyborów czynionych przez bohaterów. Lektura jak najbardziej adekwatna na lato.


Agnieszka Błotnicka, Tamtego lata nad Sekwaną, wydawnictwo Nasza Księgarnia, lipiec 2013, okładka miękka, stron 272.